Jezioro Rudolfa

Jezioro Rudolfa
Jezioro Rudolfa

Podobno dla nauki współczesnej ważne są tylko trzy pytania: Co zapoczątkowało Wieki Wybuch? Jakie równanie połączy teorię względności Einsteina z mechaniką kwantową? Oraz: jak przebiega i na czym polega zależność między mózgiem i umysłem? Podobno też dla umysłu to jest realne, co jest również rzeczywiste dla mózgu. Wiemy też niezbicie [co to znaczy: wiemy?], że mózgi stwarzają iluzję rzeczywistości. Ot choćby kolor, którego w sensie fizycznym nie ma. Po prostu niektóre przedmioty mają takie właściwości, że część spektrum światła odbijają, inne zakresy wchłaniają. Dlatego papryka wydaje się czerwona, no chyba, że jest akurat zielona albo żółta. Papryka psotnica. Odbija co jej się żywnie podoba.

Mózg ma nieustannie wiele do roboty. Zakończone aksonami i dendrytami komórki nerwowe ustawicznie coś aktywują lub hamują. Przez tysiące lat ewolucji człowiek i jego mózg zmuszeni byli do radzenia sobie z szansami i zagrożeniami. Te dwa mechanizmy w pewnym sensie opanowały rozwój układu nerwowego: wzbudzanie i hamowanie. W historii ewolucji szanse dotyczyły przede wszystkim zdobycia pożywienia i kopulacji, czyli przedłużenia swojej linii genetycznej. Zagrożenia natomiast były znacznie poważniejsze, przez całe tysiąclecia oznaczały być albo nie być.  Dlatego człowiek od pradziejów poważniej traktuje zagrożenia niż szanse, szybciej je też lokalizuje, skoncentrowany na śledzeniu otoczenia i własnej grupy. Jedzenie lub okazja seksualna mogą się zdarzyć jeszcze wiele razy ale zranienie, a w jego wyniku osłabienie, to niebezpieczeństwo gwałtownie zmniejszające szanse na przeżycie, nie mówiąc o groźbie utraty życia w sposób natychmiastowy. Stado chroni, zwiększa szanse na przeżycie jednostki, zwłaszcza w trudnych warunkach, ale również w obrębie stada należy wyeliminować osobniki słabsze. Powstaje jednoznaczna hierarchia. Ma to też swoje dobre strony, wiadomo kogo najpierw rzucić na pożarcie, a kto stanie na czele grupy, jeśli przewodnik spadnie ze skały.

Negatywne przewidywania, obawy, sygnały ostrzegawcze, zagrożenia dawne i nowe natychmiast stawiają układ nerwowy w stan alarmu. Dzieje się tak na poziomie neuroprzekaźników, czyli hormonów a potem natychmiast w całym ciele. Są to biochemiczne oraz psychofizyczne fakty nie zaś rodzaj nieskonkretyzowanych odczuć, wrażeń lub sugestii. Od prapradziadów jesteśmy uwrażliwieni na informacje negatywne; przechowujemy w pamięci zdarzenia o wysokim priorytecie [trauma ma nas ostrzegać wysyłając sygnały wczesnego ostrzegania]; dlatego negatywne tłumi pozytywne, gdyż negatywne jest z punktu widzenia przeżycia ważniejsze. Mechanizm ten zostawia uporczywe ślady w mózgu, które z łatwością uruchamiają cykle: od sygnału, który wzbudza alarm, do silnej reakcji przystosowawczej [unikaj, uciekaj, w ostateczności: broń się], aż do bolesnego cierpienia. Brak nagrody boli ale unikanie ataku, zagrożenia, niebezpieczeństwa boli również, boli bardziej. Ból to istotny sygnał, który sprawiał, że uciekający przed zagrożeniem mieszkaniec szałasu obudzony w nocy uciekał wytrwale przez wiele kilometrów. Strach to ból, ból to strach. Tymczasem lęk, zwłaszcza ten uogólniony, bez konkretnego odniesienia jest wynikiem mikrosymulacji. Mózg trenuje nieustannie jak rewolwerowiec wyciąganie kolta z kabury i strzały z ręki, bez celowania. Rolę sali treningowej i strzelnicy ogrywają w naszych głowach mikro filmiki, najczęściej aktywowane przez słowa, zdania, przekonania, gotowe lingwistyczne wzorce. Filmik uruchamia przygotowane i utrwalone klopsy-wzorce, które składają się z oceny danego bodźca w postaci przekonania [często jest to zdanie wypowiadane w myślach]; aktywacji neurofizjologicznej, która tworzy stan psychofizyczny [ucieczka, znieruchomienie lub walka] oraz podejmowanych działań w ściśle określony sposób. Jak w klopsie, w którym zmielone są i wymieszane różne składniki.  Jedząc klopsa nie rozróżniamy składowych: cebulka, grzyb, soja, jajko, bułka tarta, fasola. Podobnie w chwili ucieczki, nikt nie zastanawia się, że to właśnie ta myśl wzbudziła w tej sekundzie układ SNS/HPAA [układ współczulny + podwzgórze- przysadka- nadnercza] i w efekcie zacisnął zęby, rzucił w myślach gromy na swego rozmówcę, oblał się potem i odczuwa uporczywą ochotę zniszczenia długopisu trzymanego w rękach.

Agresja myśliwego nie jest tym samym co agresja z lęku. Agresja myśliwego to czysta przyjemność, okazja do zdobycia pożywienie, seksu, terenu, a także bezpieczeństwa, czyli agresja jest tutaj sposobem zwiększania okazji. Wtedy ewolucyjnie się opłaca, kiedy wiąże się z minimalną stratą lub ryzykiem i potencjalnie dużym zyskiem. Najlepsze z punktu widzenia myśliwego jest upolowanie zdobyczy słabej, uległej, chorej. Na chore sztuki trzeba jednak uważać, gdyż można się od nich rozchorować. Spryciarz myśliwy doszedł w końcu w do wniosku, że łatwiej jest zagonić stado pomiędzy krzaki tarniny i zżerać powoli, niż uganiać się za nim po lesie okupiwszy to sporym wysiłkiem. Tak oto przytył, dostarczył sobie więcej białka a przez to siły i doszedł do wniosku, że również członków swego gatunku można zagnać pomiędzy krzaki tarniny, od biedy można ich również zeżreć ale fajniej jest wykorzystywać ich do seksu, pracy i zaganiania innych zwierząt pomiędzy krzaki tarniny.

Reasumując wszystko powyższe w głowach naszych się mieści i wzbudza. W XXI wieku wszystkie fazy ewolucyjne człowieka możemy obserwować jak na dłoni. Choć na przykład mieszkańcy okolic Jeziora Rudolfa w Kenii wyposażeni są w karabiny AK 101, to jednak w sensie biologicznym walczą o pożywienie jak przed tysiącami lat, na przełowionych wodach jeziora, czyli walczą o przetrwanie choćby kolejnego dnia. Jako, że o ryby tutaj trudno, rybę nie dość, że trzeba złowić, to jak przed wiekami, trzeba ją jeszcze zdążyć zjeść, zanim ktoś inny, równie głodny, rybę odbierze siłą.  Jak ich przodkowie  pra pra pra pra pra pra dziadowie rybacy ci nie dożyją czterdziestki. My zaś, cóż, my nierzadko nieszczęśliwi w centrum Europy z kaloryferami rozkręconymi na full, wyposażeni w mini tablety, super smartfony i kurtki z kewlarowej przędzy [krzyk mody!] gardzący czerstwą bułką i pociemniałym bananem, piorący w super pralkach z turbowirowaniem też nie mamy łatwo. W naszych filmikach, przekonaniach, osobistych antyreklamach w głowie złowrodzy szefowie szczerzą do nas zęby, bezduszne firmy oczekują wzrostów sprzedaży, rządy zabierają nam emerytury, mężowie zdradzają, żony się złoszczą, dzieci nudzą. Budzimy się w nocy zlani potem śniąc o tygrysie szablastozębnym, którym jest dzisiaj zbyt mała pensja, słaba praca, wredny sąsiad, niekompetentny urzędnik, jedynka z matmy, urwane zawieszenie. Większość z nich się nie zdarzy. Co z tego? Kiedy żyjemy dłużej ale też  dłużej pobudzamy swój mózg i ciało do wiecznej ucieczki i utraty, co daje się we znaki naszym sercom i żołądkom. Nasz pra pra pra pra dziad co prawda martwił się nie mniej od nas ale za to szybciej umierał, więc nawet nie mógł doświadczyć tych wszystkich chorób wieku dojrzałego, na które jego pra pra pra pra wnuki nazbierały stresów jak na zimę siana.

I jaka na to rada, spytałem Rycha zamawiając nowy akumulator, tak na wszelki wypadek, gdyż w głowie wyświetlił mi się filmik wraz  z przekonaniem, że akumulator dwuletni może paść zimą, a zima ma przecież być straszna tej zimy. Rycho stwierdził, że znana ludzkość na przedstawione przeze mnie ewolucyjne dziedzictwo ma trzy sposoby: Pierwszy to alkohol i narkotyki, które jak wiadomo wprowadzają w trans i lawinowo pogarszają sprawę, za to błyskawicznie dają złudzenie nagrody. Drugim jest różaniec i jego najróżniejsze odmiany, które to praktyki wyciszają umysł, także poprzez trans. Trzecim jest oświecenie, wynikające z prawdziwego zrozumienia, że w każdej, dosłownie w każdej sekundzie życia rzeczy są takim jakimi się wydają. Złudzenie decyduje o samopoczuciu.

A tygrys szablastozębny, a wybite do cna amortyzatory w aucie, które właśnie wisi nad naszymi głowami, spytałem, toż to fakty, a nie iluzje? Mnie się wydają bardzo piękne te amortyzatory, stwierdził Rycho, gdyż dzięki temu, że trzeba je naprawić, ja zarabiam. Mówię do klienta, że ma kilka możliwości. Może nie robić nic, ale w zimie na takim amortyzatorze byle dołek i urwane koło jak nic, znaczy się wypadek, może wsadzić nowe amortyzatory, ale to wydatek i przy innych zużytych elementach zawieszenia te najsłabsze kawałki od razu padną, może wsadzić regenerowane, drogo, tanio, bardzo tanio albo u mnie. U mnie potrwa to bardzo długo, bo mam huk roboty i nie mam czasu takimi duperalami się zajmować jak regenerowanie nieregenerowanlego amortyzatora produkcji francuskiej. Może też poszukać używanego ale wtedy ryzykuje, że też kupi badziew. I co wybiera klient? Nie robić nic, bo to samochód dla żony, a żona tylko kawałek jeździ do pracy, z resztą na wiosnę chcą samochód sprzedać, niech kupiec się martwi. I masz swój umysł jaskiniowca. Odepchnął problem. I tak zarabiam, bo hamulce, głąb jeden, i tak musi naprawić. Co powinien zrobić, gdyby był przebudzony, spytałem, ale Rycho już mnie słuchał, gdyż krzyczał strasznie na chłopaka, który walił młotem w piastę koła bez użycia drewnianego klocka.     

Jezioro Rudolfa
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

14 komentarzy

  1. @Aniulu w świecie układów właściciele jeepów są „na ty” z władzami, politykami i sądami. Nie to, że nie mam wiary w niezawisłość sądów. Ta niezawisłość uwarunkowana jest wzajemnymi interesami bo sędziowie to nie krystaliczne postacie o przezroczystych życiorysach tylko zwykli ludzie też w jeepach czy czym tam, którzy pozycji stracić nie mogą.
    Buźka :) Ja liczę każdy grosz i dość mam pocieszania bliskich po przegranych tego typu sprawach.

  2. A w sumie to niech sobie każdy człowiek ma swoją etykę i już, miałam się w język gryźć … eh

  3. Dżo-ann problem z tym, że nikt nie zgłasza takich przekrętów, bo czasem nawet nie wiadomo jak i gdzie. Następnie zostanie się wmieszanym w sprawy sądowe. Ja wychodzę z założenia, że jak jest możliwość to z niej korzystam jeśli mogę pomóc, bo ktoś sobie sam nie pomoże z różnych względów. Oddając cwaniakom pole, co zyskujemy? Potwierdzenie, że są cwańsi?

  4. @ Aniula różnimy się tu oglądem sprawy. Trochę miałam do czynienia z kasą unijną od strony pisania i realizowania projektów i nie zaryzykowałabym tak śmiałych tez. Jeszcze bardziej nie podoba mi się „znikanie” tej kasy w sektorze ngo. Tu też na co nieco musiałam patrzeć i w tym uczestniczyć siła rzeczy :(

    Co mi się nie podoba, to na pewno to, na co się napatrzyłam, jeśli chodzi o unijne środki dla osób chorujących psychicznie. Żeby nie było, nie mam nic do ludzi zarabiających sobie własną pracą na jeepy, zegarki czy super motory. Natomiast mocno nie w porządku jest przepływ kasy na jeepy zamiast na chorych „szaraków”. mocno nie w porządku brak jakichkolwiek podwyżek i minimalna płaca dla wieloletnich pracowników. Mogłabym tak wymieniać, ile rzeczy jest nie halo. Bardzo nie halo, dlatego nie dziwię się jasnej deklaracji s. Chmielewskiej.

    Dzięki pieniądzom unijnym sporo dobrego, mimo wszystko, w Polsce się zadziało. Z mojej perspektywy jednak nie aż takich „cudów”.

  5. Co do etyczności pieniędzy unijnych, tą są pieniądze, które tak naprawdę sami wypracowaliśmy, to są nasze pieniądze. Etyka zależy od ludzi. Stał się cud idę na kurs angielskiego dotowany przez Unię. Zwolniło się miejsce, szkoła od razu zareagowała. Jestem zaangażowana, zależy mi na skończeniu kursu i uczestniczeniu w egzaminie końcowym. Mam nadzieję, że ta szkoła okaże się porządną, ponieważ trafiłam już wcześniej na taką z problemami. Nauczyłam się korzystać z możliwości, nie widzę nic nieetycznego w korzystaniu z pomocy jeśli spełniam odgórne warunki. Nie znam siostry Małgorzaty, ale jeśli środki są legalne to nie rozumiem jej dylematów. Może miała przykre doświadczenia z jakimś pośrednikiem, ale nie wszyscy tacy są. Nie wszyscy ludzie kombinują i żerują na innych. Instytucje kościelne też dobrze kombinują o czym świadczą sprawy sądowe jednego z wydawnictw, które przyjęło zwrot vat-u mimo, że nie było vat -owcem. Ciekawe , machloi to tam dużo jest…. Mam koleżankę, która pisze projekty unijne, dzięki temu wiem ile to pracy kosztuje i mam duży szacunek dla wszystkich , którzy rzetelnie wykonują swoje obowiązki. Dzięki dotacjom mamy we Wrocławiu obwodnicę, w mieście coś się dzieje. Szukajmy tych, którzy są gospodarni i często chętnie dzielą się wiedzą :)

  6. Atmosfera instytucji religijnych też może być różna.
    Dokładnie WIEM, o czym pisze siostra Małgorzata Chmielewska: „Nie korzystamy z funduszy unijnych ze względów etycznych. Są to ogromne pieniądze, z których tak naprawdę około 20 proc. przeznaczonych jest na rzeczywiste działania, reszta służy jedynie bogaceniu się całej rzeszy ludzi i firm zatrudnionych do realizacji projektów. Biedak jest na szarym końcu. Uważamy, że to niemoralne”.
    Obserwacje z Krakowa: Dżipy właścicieli i zmoknięte , wytarte tenisówki uczestników :/
    Ona jest dla mnie autorytetem. Cenię z innych względów niż Ewę Błaszczyk czy Janinę Ochojską, Jerzego Owsiaka, prof. Marię Siemionow i jej odtwarzanie twarzy zniszczonych wypadkami. To taki przykład człowieka dzięki któremu widać autentyzm życia i jakąś niewyobrażalną siłę Wiary przez wielkie W.

  7. No to czas spać :)

  8. Tak mi jeszcze przyszło do głowy na koniec dnia. Tym, co mnie trzyma w jako takiej normalności na tym łez padole jest silna potrzeba zwykłości. To tak jak z tym krzakiem. Dla jednych piewców sacrum to świętość nad świętościami (a że cieniem wyłazi poszerzanie swobody obyczajów o pedofilię w ramach wiary schierarchizowanej?), dla innych to symbol grzeszności, mówi się przecież np. „poszedł z nią w krzaki”.
    Dla mnie krzak to smaczna dostępność owoców malin albo takich ostrężyn, które lubię jeść ot „tak prosto z krzaka”. Raczej tak mam ze wszystkim i to pomaga mi dosyć w życiu, nawet w akceptacji tego, że kiedyś przyjdzie mi zwyczajnie przejść do Nadzwyczajnych Wymiarów.

    Pozdrawiam kultywujących Zwykłość

  9. Tak mi wpadło a propos czytania :) Z cyklu fobie nasze codzienne: „mnie przeraża fakt, że w tych książkach jest tyle literek i wszystkie takie czarne, smutne…..” Podobno takie myśli powstają w głowach anglistów na trzecim roku :) No przynajmniej jednej głowie :)

  10. A chętnie zajrzę Aniulu. Wiem, że Ty jestes istota myśląca i działająca, więc to pewnie rzecz niebłaha.
    Ja dziś słucham nowej Kayah. Tak poruszyłaś problematykę polityki. Ostatnia piosenka na płycie „Warszawo ma”: Warszawo ma, o Warszawo ma
    Wciąż płaczę gdy ciebie zobaczę,
    Warszawo, Warszawo ma!

    Tam w getcie głód, i nędza, i chłód,
    I gorsza od głodu, od chłodu,
    Tęsknota, Warszawo ma!

    Przez mur przekradam się
    I biegnę tu jak zgoniony pies!
    Choć tropi mnie pan władza,
    Żandarm, Gestapo i SS.
    Politycy nie potrafią poczuć patriotyzmu, bo patriotyzm nie przekłada się i nigdy nie będzie przekładał się na banknoty. Oni tylko politykują, używają wielkich słów, mamią wizjami wyssanymi z palca, czują spokój finansowy i sobie pozwalają być na jego fali.
    Patriotyzm czuł Kazimierz Oberfeld, kiedy pisał i czuł na własnej skórze tęsknotę za wolnością. Za wolnością, jakiej nigdy nie dożył, bo go zabili w 1945 przy ewakuacji Auschwitz. Polityków stać niestety na to, co wymierne i wygodne jak antysemityzm, kiedy potrzebny albo np. szownizm, kiedy można trafić w gusta odpowiednich wyborców.

  11. Dżo-ann polecam na dzisiaj „Bluszcz Prowincjonalny” Renaty Kosin i strony 105-106 :) Czasem czujemy moc i dopiero opadają nam ręce, jak widzimy to co widzimy. Wtedy trzeba znaleźć miejsce gdzie będzie nam najlepiej ;) Skoro już mnie na życzenie telepło prądem , to doznałam oświecenie i olewam wszystko oraz spokojnie czekam na to co mi wszechświat zrzuci :) Mają się postarać, żeby dotarło :)

  12. @ Aniula obawiam się, że nie ma takiego człowieka, który zwróciłby to, do czego nie miał prawa. Władza, jakakolwiek jak wejdzie w krew, to człowiek chodzi pijany mówiąc że piwo to nie alkohol, bije i znęca się nad bliskimi w czterech ścianach (ściany nie widzą, maskę można zdjąć) krzycząc, że sobie zasłużyli i żeby patrzyli i że to nic takiego. Władza, władanie, zarządzanie, traktowanie innych z góry i instrumentalnie, a potem zakładanie kont bankowych w Krakowie (żeby nie wszystkie były w Warszawie).

    Jak politykom tak po ludzku nie wstyd każdego dnia „zajmować się” w ten sposób polityką? W lustrach złoto-oprawnych przeglądać się codziennie, gdy inni pożyczają na chleb, mielonkę, płacą za bilet (wg. senatorów) „osiemdziesiąt groszy” albo żyją jeszcze dostatnio „do czasu”. „Do czasu” czyli, aż przyjdzie „ochłap emeryturalny”.
    Komu przyjdzie taki to przyjdzie. Politykom przyjdzie pewnie minimum po 3000 zł i tak dużo mniej niż obecnym mylicjantom. W końcu jak się zabijało po cichu młodych księży na dworcu (patrz biografie na IPN), to coś od życia na sam koniec się należy?

    Jeśli coś mnie obrzydza (ale tak bardziej niż dłubanie w nosie facetów w samochodach na światłach) to obłuda ludzi, którzy mieli z nią walczyć. Co ja mogę? Nikt się nie poczuwa i nie poczuje by oddać to, co Ojczyzny i obywateli. Nie jego.

  13. Tak mnie wczoraj naszło, że wszelakie instytucje religijne to zwykłe korporacje. Myślę, że to żadna wybitna myśl, ale ciekawią mnie procesy. W sumie Małe firemki też tak funkcjonują. Są firmy dobrze działające, z etycznymi wytycznymi i te, które liczą tylko na zysk kosztem swoich pracowników. Instytucje religijne robią to samo. Są grupy gdzie ludzie uzyskują wsparcie i są takie gdzie tak naprawdę liczy się ile wierni kasy przyniosą. No i najważniejszy element zastraszanie. W korporacji, że cie wyleją w instytucji religijnej, że cię diabeł będzie męczył. Wydaje mi się , że grupy anonimowych alkoholików czy ludzi , którzy przeszli fazę narkomani są o wiele bardziej nastawione na jednostkę niż cała reszta religijno korporacyjna. Nie życzę sobie, żeby mnie ktoś zastraszał. Nie życzę sobie , żeby mnie ktoś straszył, że nie dostanę emerytury, że będzie kryzys itp itd. Najwyższy czas żeby Ci co się rwą do władzy , zostali rozliczani z tego co robią. A mówiłam Wam, że teraz jest czas życzeń. Tak jak Rychu powiedział, ludzie potrzebują tłumaczeń, rewelacyjnie potrafią sobie oswoić rzeczywistość zamiatając pod dywan co się da. Gorzej jak się spod tego dywanu wysypie. Dlatego biznes psychologiczny będzie zawsze miał się dobrze. Trzeba zadbać o swoją emeryturę….

  14. Noc taka w pół śnie. Za oknem szalało, wyło, świszczało. Zdawało się, że gdy odsłonić zasłony jak latawce w powietrzu będą unosić się czyjeś plandeki, uschnięte drzewa, fragmenty rusztowań z osiedla. Wiatr dął w szyby, tak jakby zaraz miał je wybić i na środku pokoju zostawić „zdobyczne” jak w amerykanidłach. Ksawery. Nazwa jak imię jakiegoś romantycznego kochanka, który wygrywał na klawiolinie dla swej lubej parę wieków temu?

    Oglądam żubry online. Wczoraj przed zrywem stadko dzików zagonił na „wyżerkę po żubrach” samiec alfa. Tak, właśnie gdzieś między te krzaki tarniny. „Wkurzony” fukał, by w jednej chwili zmienić zdanie i przepędzić całe towarzycho na cztery wiatry.
    Czy coś jadły jednak tego wieczora czy jakiś homo sapiens ze strzelbą, gdzie indziej może jadł je?

    O tak,w pewnym sensie siedzimy wszyscy „ukryci” za krzaczkami tarniny. Odkąd zjedliśmy owoc z Drzewa Poznania i poczuliśmy się zawstydzeni, nieobyczajnie przyodziani wskoczyliśmy w pierwsze „gdzieś”, gdzie nam głównie łepetyna wystaje.
    Krzak uwznioślony, płonący, który mówi „Jestem, który Jestem” i ten zawstydzający, skrywający naszą seksualność. Ha i ten, w którym łatwiej stać się ofiarą silniejszego. Jasne.
    Dziękuję za ten wpis. Neurofizjologicznie, właśnie naukowo poprowadzone rozważanie, na które aż kilka razy trzeba spojrzeć!

Komentarze są wyłączone.