Zawiłości

Judasz i tajemnica zdrady 3.

Jezus o wszystkim wiedział. Jednakże o zdradzie Judasza wiedzieli też zebrani w wieczerniku apostołowie. Z jakiego powodu Jezus dzieli się tą dramatyczną wiedzą, wskazuje winnego, jednocześnie wiedząc, że (w kategoriach teologicznego wyjaśnienia) nic Jego losu nie może odwrócić. Idzie na smierć. Realizuje plan boży. Po co w takim razie wyjawia zdrajcę? Dlaczego o tym mówi? Dlaczego, w tak podniosłej chwili, jaką jest wieczerza przed świętem Paschy, napiętnowuje jednego ze swoich uczniów? A może nie jest to tylko konsekwencja mistycznej drogi do ofiary, wyjaśniana religijne, lecz również czysto ludzka, psychologicznie uzasadniona sytuacja? Zdrajca i zdradzany, uczeń i mistrz. Ujawnienie i wyparcie. Świadome i nieświadome. 

Prekognicja

Zdrada motywowana korzyścią nie dziwiła nikogo w czasach Jezusa, nie zaskakiwała również trzy wieki później kiedy powstawały ewangelie w wersji zleconej przez cesarza Konstantyna Wielkiego, nie dziwi i dzisiaj. Najwidoczniej archetyp zdrajcy, nielojalność i nieuczciwość zespoliły się z istotą ludzką tak bardzo, że stały się jej naturalną, w pewnym sensie przewidywalną, częścią. Dziwi natomiast brak reakcji apostołów. Z pozycji psychologicznej mniej intersujące wydaje się samo proroctwo, swoista prekognicja Jezusa co do osoby, która go wyda. Wyjaśnienie religijne (teologiczne) jest znane i w pewien sposób oczywiste, wskazuje nieuniknioność – Jezus wypełniał swoją misję, której koniec i początek znał od zawsze. Publiczne wskazanie Judasza było jej koniecznym elementem. W ten sposób Mesjasz dopełniał proroctwo wskazując swoją dobrowolną zgodę na śmierć, której prologiem była ostatnia wieczerza i zdrada. Sensem nadającym wartość tej ofierze była niewinna śmierć odkupieńcza za grzechy wszystkich ludzi.

Współczesnemu człowiekowi trudno jest zrozumieć zawarte w tym micie przesłanie (w obranym przez dawnych teologów toku rozumowania). Większość wyznawców według badań postaw religijnych w naszym kraju – zanurzona jest li tylko w bieżącym doświadczeniu religijnym oraz w rytuale. Nie poznaje teologicznej logiki ani antropologicznych znaczeń, nie interesuje się inżynierią zbawienia. Wiara w naszym kraju ma swój prosty, manichejski wymiar, czyli dualistyczną wiarę w walkę zła i dobra. Należy się przyłączyć do dobra, które ma moc osłaniania przed złem. Inną sprawą jest fakt, że manichejska w swych korzeniach, ludowa wiara w walkę dobra ze złem i przebłagiwanie bóstwa aby przysparzało dobra – jest w istocie herezją wobec litery kanonicznej w katolicyzmie. Nikomu jednak to nie przeszkadza a już najmniej samym księżom, którzy nierzadko tę dualistyczną wiarę w walkę dobra ze złem i dobrych ze złymi – podsycają. W dogmacie katolickiem i szerzej nawet  – w więszkości kościolów chrześcijańskich – nie ma mowy o dulizmie i walce. Bóg raz na zawsze stworzył idealną rzeczywistość, w której to człowiek obdarzony wolną wolą – błądzi. Może zostać zbawiony, bądż dzięki swym uczynkom (poprawie i żalu za grzechy) – w katolicyzmie, lub dzięki swej wierze (protestantyzmn) jednakże każdorazowo łaska boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Wszystko zatem dzieje się z woli bożej i jest we władzy boga, oddziałując na losy ludzkie. Jednakże z punktu widzenia  praktyki religijnej dogmaty wiary nie mają znaczenia, innymi zasadami rządzi się teologia i uczona egzegeza pism, innymi zaś wiara i praktyka religijna zwykłych ludzi, która częstokroć nie ma wiele wspólnego z dogmatyką, teologią i apologetyką oraz innymi naukami religijnymi, które pozostają aktywne i aktualne tylko dla garstki wtajemniczonych, a tym samym coraz bardziej bez związku z realiami religijności. Wobec silnych tendencji sekularyzacyjnych żaden kościół nie pali juz na stosach filozofów, którzy interpretują religię, dogmaty i pisma na swój spsób lub wbrew kościołowi. Czasy zażartych debat teologiczno – filozoficznych minęły. Dziś istotniejsze jest to, czy w kościele w ogóle są ludzie, czy też trzeba go będzie zamknąć. Niebawem ów dylemat może zacząć dotyczyć również Polski.

Trójca i jej zawiłości

Nie mniej logika teologicznej wykładni  o ofierze Chrystusa jest według kościoła katolickiego,  formułując to nieco skrótowo, następująca. Oto Stwórca – Ojciec (starotestamentowy Jahwe) zawiedziony uczynkami ludzi, których stworzył i obdarzył wolną wolą, zsyła na Ziemię swego syna Jezusa, który zostaje poczęty w wyniku partenogenezy, będąc jednocześnie nim samym w Trójcy świętej. Skazuje syna na okrutną, dobrowolną śmierć aby przebłagać tym sposobem Boga – Ojca, czyli samego siebie w Trójcy, za grzechy istot, które sam stworzył i w dodatku wypędził z raju, na skutek ich wolnego wyboru, za który teraz każe ich a jednocześnie odpuszcza im winy na skutek ofiary z własnego syna, czyli siebie.

Jeśli ten typ myślenia zajmował subtelnych, rozfilozofowanych Greków, którzy tworzyli fundamenty chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim w czasie kolejnych soborów, kiedy dawna żydowska sekta stała się religią państwową, to dla współczesnego człowiek ten rodzaj myślenia wydaje się nieco dziwny lub nawet szokujący. Jednakże należy pamiętać, że ofiara złożona bogu z własnego dziecka, w dodatku syna w społeczeństwach tradycyjnie patriarchalnych należała do prób i poświęceń największych. Dla Żydów syn był najważniejszym darem dla ojca, zwłaszcza pierworodny, choć Żydem stawało się poprzez żydowskie pochodzenie matki. Stąd mit dotyczący partenogenezy (poczęcia Jezusa za sprawą Ducha świętego, czyli trzeciej osoby w Trójcy).

cdn.

Judasz i tajemnica zdrady 3.
4.8 (96%) 5 votes

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.