K.5

– To mój syn – poklepał chłopca z dumą po ramieniu. – Jest taki jak ja byłem w jego wieku.

– Czy ja też taki będę, gdy dorosnę? – zastanowił się syn.

– Żeby tylko nie był taki, jak on – pomyślała matka.

– Żeby tylko nie wrodził się w nią – pomyślał ojciec.

 

 

 

 

K.5
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. no i małemu człowiekowi przyjdzie kiedyś odkryc kim naprawdę jest…co dostał od matki ,co od ojca,co przyniósł ze soba na swiat,indywidualnego ,niepowtarzalnego ,jedynego….ile z tych wzorow bedzie musial odrzucic,ile wlaczyc w siebie…
    ciezka praca…zwlaszzca,ze od poczatku brak akceptacji pomiedzy rodzicami,a wiec i emocje beda poplatane

    wydaje mi sie strasznei smutne ,ze znajdujemy w dzieciach te negatywne cechy naszych partnerow…sobie zazwyczaj przypisujemy zaslugi,ktore przekazujemy w genach.

    /balaganiarstwo masz po tatusiu-mowi matka a sknerstwo po tesciowej;))))mowi ojciec:po mnie ma kreatywnosc ,a gospodarnosc po mojje mamie….he he he i odbija pileczke….

    podobno nie przypadkiem mamy tych wlasnie ,a nie innych rodzicow,
    jesli tak do tego podejsc….to dziedziczymy wlasciwe wyposazenie do realizacji naszych indywidualnych zyciowych zadan.do nas nalezy odkryc je i zrealizowac
    szkoda ,ze rodzice ,zamiast upraszczac zrozumienie tego,tocza boj o “moje lepsze”, a zycie mija ,zanim sie ten wezel gordyjski rozwiaze;))))))))))))))))

  2. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia-pierwsza moja refleksja.
    Druga-co tak naprawdę znajduję się pod zewnętrznymi przejawami naszych zachowań czy też słów-ile niedomówień i wyrzutów.

  3. A jednak syn przejmie wzory ojca lub matki, obserwując ich zachowania. Bardzo różnię się z tatą – światopoglądowo, wizualnie, są jednak rzeczy których wyprzeć się nie mogę i w głębi /świadomie-nieświadomie/ postępuję tak jak on. Wszak wzorce /pozytywne/ rządzą :).
    Co do małżonków – gdyby ludzie nie traktowali siebie jako dwóch połówek jabłka na początku znajomości a dwa odrębne jabłka, łatwiej byłoby im po 10 – 15 latach małżeństwa zaakceptować swoje odrębności, swoją inność. I tak też wychowaliby syna a ten wiedziałby jak można się pięknie różnić.

  4. …jak trudno pozwolić dziecku być po prostu sobą…

  5. Syn jeszcze ma szansę dorosnąć, bo rodzice jego to już chyba, niestety, nie…

  6. Ojciec z matką to marudy. Czerpanie pozytywnych, wspierających wzroców od rodziców.. no pewnie :) choć np. ja diametralnie różnię się od swoich rodziców…

  7. Jestem dumna z mojego męża i syna. W życiu mi by do głowy nie przyszło, żałować, że są podobni.

  8. fajne kiedyś słyszałem zdanie ” To nie rodzice mają dzieci tylko dzieci mają rodziców”

Komentarze są wyłączone.