Kanada 2. Wróżki

Magiczne przedstawienie pod autostradą
Magiczne przedstawienie pod autostradą

 

W Quebec nieoczekiwane nocą wróżki pod autostradą wyczarowują porozumienie w tańcu i akrobacjach. Zjawiskowe, oczarowujące. Cirque du Solei znany na świecie balet akrobatów za zgodą miasta ćwiczy w nocy i daje darmowe przedstawiania. Wszystko podpięte pod wiaduktami. Tysiące ludzi. U nas nieprawdopodobne.  Oczarowanie.

 

 

 

Notre Dame - światła w katedrze
Notre Dame - światła w katedrze

A w Mont Real w katedrze – festiwal światła. Pomysł tutejszego księdza żeby zrobić film o historii katedry, a potem zasłonić wszystkie ściany płótnami i wreszcie odsłonić w odpowiednim momencie z odpowiednim światłem. Poszczególne fragmenty kościoła ożywają. Błękity, złoto, purpury, poszczególni aniołowie i święci wyeksponowani światłem i kolorem. Nikt w Europie na to nie wpadł, by w ten sposób wytłumaczyć współczesnym agnostykom, o co chodzi z tym Jezusem [przynajmniej na obrazach i rzeźbach]…..Kiedy pod koniec światła zapalają się jak na mszy, w pełnym blasku okazuje się, że w bazylice Notre Dame mamy pod stopami linoleum w kolorze niebieskim :) Tacy są Kanadyjczycy.

 

 

W Ottawie jak zawsze zupełnie nieoczekiwanie :)  i zaskakująco w muzeum film performance Artura Żmijewskiego Oni, cztery zespoły malują swój wizerunek Polski [matki katolickie, polscy młodzi Żydzi, młodzi socjaliści i młodzież Wszechpolska], wielkie plakaty. Potem, na kolejnych spotkaniach, mogą zmieniać w pracach innych co zechcą, a nawet niszczyć…To „a nawet…” kończy się jak u pewnego trenera szkolenie psychologiczne, które pewnie doskonale pamiętasz, na którym uczestnik pobił drugiego, bo nie mógł znieść „bierności”, tego – którego pobił.  Trener do niczego a nawet gorzej, uczestnik szkolenia jeszcze gorzej, a Żmijewski nie najlepiej :) Hala w której się spotykają płonie i performance kończy autor z gaśnicą :) Zrobił też w Polsce Powtórzenie w 2005 roku, czyli powtórzenie eksperymentu więziennego Zimbardo.

Ponoć bada przestrzeń zła społecznego w strefie publicznej. Jak wiesz nasza zambrowska mama jest wierną słuchaczką Radia Maryja, jak większość jej sąsiadek i znajomych. Nie badam z nią przestrzeni zła publicznego, przeciwnie okazuję szacunek, a mama się odwzajemnia. Czytam na Wigilię fragmenty buddyjskie i jest ok. Linia demarkacyjna. Ale kto wie, co by było, gdybym zaczął wyszydzać jej radio, ojców i jej Boga. Jak ja bym zareagował gdyby, co chwilę mnie nawracała? Co więc Żmijewski bada? Według wielu psychologów konflikt fundamentalnych wartości jest nienegocjowalny.

 

Powtarzam to dzieciom i dorosłym. Gdy nadlatuje osa, nie machaj jak głupi, siedź spokojnie. Poleci. Co z tego za wniosek, że jeśli machasz albo uderzasz zwierzę lub człowieka to najprawdopodobniej ciebie ugryzie? Moje koty gryza głupców, którzy za wszelką cenę, właśnie teraz chcą się z nimi pobawić. Jak? Na przykład szarpiąc za ucho. Lubię jak gryzą!

Tu wszędzie panuje późny Gierek jako stylistyka, choć Gierek ten był trochę bogatszy od naszego sekretarza KC. Trochę to wszystko zużyte i zapyziałe, dawna świetność z plastiku pozaciekała i gdzie niegdzie odlazła farba, a w drodze dziury choć droga jest i to nieco szersza, a nawet prowadzi do celu zamiast kończyć się na jednopasmówce w Pcimiu.

Mniej razi to w samym Quebec city, miasto wszak XVII wieczne przynajmniej kawałkami, więc przaśne, a niekiedy kiczowata forma nie razi, może przypomina Grecję, w której hotel, kibel i restauracyjne stoliki i talerze eksploatuje się do cna, a myszce Miki towarzyszy srebrne popiersie Zeusa z plastiku :)

najpierw bezkresne pola, potem bezkresne lasy
najpierw bezkresne pola, potem bezkresne lasy

Na festiwalu balonów, nie ma balonów – pogoda nie pewna, są w hangarach, może wylecą o 18 a może o 19. Pogoda kapryśna za to jest festyn, których tu jest mnóstwo, ludzie się bawią, karuzele, diabelskie młyny, rękodzieło i….kolejna niespodzianka – jest cesna z lat 60-tych lata za 120 dolków po rabacie. Lecimy cesną, targa nią niemiłosiernie, wszak pogoda niepewna, pilot ani słowa po angielsku, znakomicie, turbulencje, że aż strach. Kanadyjska prowincja z nieba, w każdym ogródku basen :) a potem farmy i nagle las. Świat to las. Bez dróg, bez kominów. Las. Dziki las.

 

Przejechałem [na razie] ok.3000 kilometrów, dziewczyny nie chcą prowadzić, więc ja jestem kierownikiem hondy. Kawa tutaj to niespodzianka, najczęściej lura pozbawiona nie tylko kofeiny, ale również aromatu i smaku, ale pomaga w trasie prostej jak stół. Chcę wypożyczyć mustanga albo suberbana albo gmc tytan :) :) – jakąś furę, która u nas jest rzadka, i pojechać teraz na północ ku jeziorom. Tubylcy pochowani w swoich legowiskach, rezerwatach (okropne słowo). Ludzie w rezerwacie, jak szarotki, dęby i podlaski skansen.

Rzeczywistość otwiera się przed nami szczodrze i radośnie, daje obficie, wszystkiego się spodziewaj niczego nie zakładaj…

W nocy w drodze do hotelu ze stacji metra odbiera nas kierowca Polak i wiezie na miejsce, zaskoczony, że Polacy podróżują tu dla przyjemności. Wszystkim nam to pochlebia. Jesteśmy z biednego kraju bogatsi niż on. Na wczasy do Kanady? Stąd jeździ się na Kubę, ale kto teraz jeździ. Kryzys. Szok. Przecież tu jest drogo, coraz drożej. Poznajemy polonię. Coraz bardziej się rozwarstwia. Jedni robią kariery, inni utknęli, utonęli. A my, my najgorsi. Podróżujemy po świecie, zarabiamy w ojczyźnie i nie mamy nic wspólnego z polsko-kanadyjską zapijaczoną bidą, która pracuje w Wolmartach i na plejsamencie układa karpety, sprzedaje frizy w  big molach, parkuje swoje koreańskie kary przed domkami z papieru i obżera się putine [frytki z serem i sosem miejscowa specjalność za dolara]. Smutny obraz. Wypalone duchy. Ani nie ma ich tu w Kanadzie, ani tam w ojczyźnie. Są nigdzie. My dla nich to friki z Polski. Nie chcemy barbekju zakrapianego polską wódką, chcemy zobaczyć kraj. Kraj? A po co? W łusa, tam są dopiero piękne hajłeje i życie tańsze. Tam jedźcie. Łusa, co to takiego? No jak to – Ameryka!

Hotel, w którym Polacy dotąd tylko pracowali. Kilka gwiazdek. Żaden luskus. W Polsce są piękniejsze.  Dziwne uczucie. Idę spać, noc, jutro trasa, przeczytasz to rankiem, czyli za chwilę. Ściskam serdecznie twój mb

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Niestety to prawda co pan pisze o polonusach, tych strszych zwłaszcza – nie tylko pozamykali się w swoich Jackowach i Newarkach iHamiltonach ale tez, odkąd w Polsce nastąpiła zmiana gospodarcza, przestali byc królami życia; Nigdy nie byli nim tak na prawdę, ale to jednak miło mysleć że za czarną robotę za ocanem można w kraju wybudować dom…a teraz nie ma do czego wracać; dolar za słaby,a takie fury jak tam w Polsce ma co drugi

    polecam książki Janusza Głowackiego, ale tez biografie krzysztofa Krawczyka; cięzki los na emigracji, oczywiście niektorym sie powiodło;
    najlepszy dowód,ze nawet sam Głowacki, który jednak tam zrobił kariere -wróciła le i Miłosz i Mrożek, o których pan pisze
    pozdrawiam ( także zza granicy :) taki los…

  2. widzialam film Żmijewskiego juz wcześniej i też miałam poczucie, że on trochę „naszczuwa” na siebie ludzi i że tyle z tego wynika, że jak kogoś sprowokujemy albo obrazimy to czuje się obrażony!!!!
    a co de emigracji…to rzeczywiście często bardzo smutne, alienujące doświadczenie, niestety wiem coś o tym :(

Komentarze są wyłączone.