Kanał

ścieżka
ścieżka

Na mojej trasie rowerowej mijam trzy mosty i kładkę nad kanałem. Mosty te są efektem nowych inwestycji, kiedyś był tylko jeden i na odcinku kilkunastu kilometrów lewy brzeg był odcięty od prawego. Wioski po drugiej stronie kanału ożyły a teraz mają jeszcze nową drogę. Domy rosną tu jak grzyby po deszczu i nawet jest ulica Spełnionych marzeń. Radni błysnęli inwencją. Unia dała pieniądze na inwestycje. Polska powiatowa i gminna rozkwita. Ale nie o tym.

W Warszawie to odcięcie i rozkawałkowanie miasta, to rzecz normalna. Prawy brzeg Wisły gorszy od lewego, nieco tańszy a tam, gdzie jest najtaniej, oczywiście najtrudniej jest dojechać. Co tam kanał, mosty na Wiśle – to jest dopiero wyzwanie! Albo są w remoncie albo w renowacji a jak już jakiś otworzą, to łączy nic z niczym, jak most Świętokrzyski, do którego nie prowadzą żadne ulice dojazdowe. Bywa, że mosty łączą korek z korkiem jak z kolei most Siekierkowski. Nie narzekam, jestem realistą, mieszkańcem prawego brzegu, mieszkam na przedmieściu, wiem na co się decydowałem. Jak ktoś w Poznaniu lub we Wrocławiu, Bydgoszczy lub Kielcach narzeka na korki, zapraszam do stolicy. Do pracy jechałem w piątek godzinę i pięćdziesiąt osiem minut. Jesienią i zimą to raczej norma. Jak spadnie śnieg będę jechał dwie i pół. Czasem w samochodzie robimy z żoną biuro, co za cud technologii, przez hotspot można teraz wysłać korespondencję, łączyć się z netem – a wszystko to mknąc przez stolicę a raczej czołgając się przez miasto. Cztery godziny dnia za kółkiem. Można w tym czasie dolecieć do Madrytu albo w tę i z powrotem do Sztokholmu. Ale nie o tym.

Wracając do mojego ulubionego kanału, cisza tu, spokój, kaczki, łabędzie. Po liściastym łanie zasuwa się z szelestem po wąskiej ścieżce. Pięknie, nawet w pochmurne dni, cud natury. Cisza, odludzie. Oczywiście jeśli akurat nie ma natarcia wędkarzy ani akcji łapiemy bobry oraz jeżeli ma się szczęście ominąć miejscową młodzież, która znienacka zagrodzi drogę z ostrym narzędziem w ręku. W połowie drogi nad kanałem mijam dwa słupki, jest ich z resztą wiele, w kilku miejscach. Jakaś kanałowa instytucja wstawiła je tutaj żeby ograniczyć wjazd samochodami na wał. Zaradna brać wędkarska i tak wjeżdża, którędy tylko może, z narażeniem podwozi, misek olejowych, rur wydechowy i felg. Cały efekt polega na tym, żeby jak najbliżej do wody autem podjechać i najlepiej z przedniego siedzenia ryby łowić. Ale nie o tym.

Słupki dwa z wielu, z nieznanych powodów są ucięte niemal przy samej ziemi. Cóż, słupek taki dla roweru a także dla wędkarza objuczonego sprzętem, może stanowić niemałe zagrożenie. Uderzenie w żelazny rant może skończyć się naprawdę źle, w najlepszym wypadku upadkiem lub lądowaniem w kanale. Odkryłem, że słupki te ucieleśnieniem polskich postaw są, arcypolskie są, rzekłbym nawet wszechpolskie, archetypem są naszej mentalności. Pal sześć, że łatwiej służbom i komisjom debatować nad kanałem nad wszeteczną szkodliwością bobra, niż słupki a raczej kikuty po nich usnąć, nowe wstawić. Rzecz w tym, że jacyś mili, prospołeczni obywatele wtykają w te kikucie słupki gałęzie i rowerzysta lub pieszy może zobaczyć niebezpieczeństwo na czas, nawet kiedy jest już szarówka. Jednak co ciekawe, jeszcze tego samego dnia, ktoś równie bezinteresownie gałęzie łamie i znów w ziemi, nisko nad murawą sterczą podstępne kikuty. Następnego dnia znów, jakiś wędkarz pewnie, ostrzega, patyk w rurkę urwaną wsadza i znów, ktoś go łamie.

Nie chodzi o tu o znany w psychologii dylemat zbawcy, gdy zatrzymujesz się na drodze, żeby podnieść urwany znak drogowy, żeby nikt na niego nie wjechał, lecz kiedy hamujesz, tamujesz ruch, ci za tobą trąbią, gdyż łatwiej byłoby znak ominąć i jechać dalej płynie, zamiast się dobrem wspólny przejmować. Chodzi tu raczej o grę bezinteresownej troski z bezinteresowną niechęcią. Wsadzić kij w rurkę nie problem ale jeszcze mniejszy – kopnąć go. I kiedy tak się rozejrzałem szerzej i jeszcze dalej, to przyszło mi do głowy, że cała ta nasza ojczyzna jednym wielkim wtykaniem kija w urwany słupek jest i kopaniem w kij, żeby go rozwalić. No właśnie i tu zagwozdka? W jakim celu ktoś niszczy ostrzeżenie? Żeby co, żeby komuś stała się krzywda? Na złość temu co ostrzega? Nie wie dlaczego niszczy ostrzeżenia? Stoi z boku i czeka na wypadek? Nie wiem? Z coraz większą ciekawością zastanawiam się. Intencje ostrzegającego są oczywiste…ale tego, który niszczy ostrzeżenia? Wciąż nie rozumiem?

Kanał
Oceń artykuł

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. i pomyslec ,ze w sensie kwantowym jestem zrowno rzezimieszkiem z zaburzona osobowosci jak i nieprzystepnym vipem,i tylko iluzja jest dystans jaki dzieli moj swiat od swiata jednego czy drugiego…tyle we mnie samo zla ,jak i pozytywnego potencjalu, tak jak uniwersalny i czysty jest jezyk emocji…..

    tak a nie inaczej wyrystalizowala sie moja osoba czy to za sparwa boskiego cudu czy prawa karmy…jednakze uniwersalne jest to cos co siega daleko glebiej niz moja osobowosc zebrana w garsc zwana ego.

    a wysilek zycia idzie na utzrymanie niewidzialnego muru odrebnosci i obrone przed lekiem ,ze kiedys ten mur runie.
    oczywiscie runie, ego roztopi sie i zniknie w niepamieci potomnych…lub zostanie jak pusty pomnik

    na tym glebszym poziomie nie ma zadnej roznicy.

    to tylko znieksztalcenia zewnetrznych warstw powoduja ,ze jestesmy rozni i roznie widzimy..i stad tez wydaje sie ,ze wszystko co sie zdarza -zdarza sie innym….
    w gruncie rzeczy zdarza sie wszystkim jednoczasowo

    dlatego chyba nie ma sensu toczyc wojen ,hodowac nienawisci
    milosc wyplywa ze zrozumienia ,ze on i ja to to samo zycie ,a nie z nim bedzie mi najlepiej…..

  2. ja osobiscie boje sie ludzkiej zawisci,tych wszystkich emocji, falszywych sympatii i uznania…
    zazwyczaj nie mowie,gdzie jade na narty, ani gdzie bylam i co robilam….czy kogo znam ….a kim on jest.

    dzis widzac jak pol mojego zakladu „skacze” wokol jednego pacjenta , zapytalam ,kto to taki…dowiedzialam ,ze ze VIP z gornej polki,od ktorego wiele zalezy i kazdy chcialby zostac jego asystentem….bo to oznacza pozycje ,prestiz i dobre zarobki

    dzieki temu mozna „zaistniec”

    mnie zas wczoraj wzruszylo szczere „dziekuje” recydywisty, do ktorego kiedys zajrzalam na sale pooperacyjna ,pytajac ,jak sie czuje….

  3. Dzo-ann…z moich obserwacji…..czesto ci „biedniejsi” najbardziej chwala sie i rozpychaja ,gdy juz uda im sie cos osiagnac…..
    i oni tez maja najwiekszy ped do „gromadzenia” i udawadniania innym ,ze sa lepsi…..
    zastanawiam sie ,ze to wlasnie „braki”powoduja ,ze trzeba je pokryc blichtrem pozornego bogactwa …

    widze tez ,ze w dobie kryzysu,gdy ludzie traca prace czy prestizowe stanowiska, mimo wszystko kurczowo trzymaja sie wczesniejszego poziomu komfortu i udawadniaja bezsensownymi wydatkami /np na poprawe urody albo wakacje /, ze
    „nadal ich stac”.
    czasem trudno wrocic do poziomu podstawowych potrzeb…a tak naprawde czlowiek nie potrzebuje wiele.
    dla mnie na szacunek zasluguje ten ,co potrafi wlasna praca i pomyslem osiagac ,ale i ten co „choc majatek prysl,on nie stoczyl sie”

    ilu jest takich ,ktorych poczucie wartosci nie zalezy od stanu posiadania?

  4. Rywalizacja niszczy wartości. Stawanie do wyścigu to w założeniu „udowodnię ci że jestem lepszy, fajniejszy, mam atrakcyjniejszą partnerkę, moje dzieci są mądrzejsze, mam lepsze szkoły albo chociaż psa za 15 tysiaków a nie kundla ze schroniska. Moje ego jest lepsze niż twoje.Postawa typu: pokażę ci, oj jak ja ci zaraz pokażę że aż własną zawiścią wykłujesz sobie oczy pobudza adrenalinkę i daje kopa zawodowego.
    Rywalizacja, porównywanie się (ci lepsi zawsze muszą psuć pejzaż?) i deptanie po słabszych miażdży wartości i rozwój, wtłacza w psychologię paskudnego zniewolenia i wypluwa setki jeśli nie tysiące ofiar kapitalizmu na bruk tego całego systemu.

    I nie chodzi o to żeby nie mieć wartościowych rzeczy czy dobrobytu. Warto posiadać, być zabezpieczonym. Bez drobnej rzeczy. malusieńkiej. Szczycenia się tym i wynoszenia swoim narcystycznym ego ponad tych, którzy żyją w gorszym komforcie. Dojście do świetnego statusu jest osiągalne dla tylu osób (w tym całym forbsie ciągną się nazwiska i ciągną do czterystu), szkoda że tak niewielu z nich swoje genialne potencjały i kompetencje zarobkowania przekuwa na uczenie – prawdziwe, realne nauczenie ludzi krok po kroku (ale nie gadkami motywacyjnymi na youtube tylko tak, żeby nikt nie dopalał po kimś petów) nie gorszych od nich tak świetnego funkcjonowania w kapitalizmie. Czy może źle mówię?

    Pozdrawiam :)

  5. Heh całkiem ciekawe. Ja dorzucę od siebie coś takiego jak roboczo przez siebie nazwany prudent dajlema. Krótko i węzłowato: na świecie, w którym wygrywa głupota i szpetota (kasa nie klasa) najbardziej męczy się poznawczo ten, kto spokojnie umie sobie wyobrazić świat bez tego typu wad. To, co jest dla roztropnego i przewidującego do pomyślenia niestety musi go nawiedzać we własnej fantazji. Ja to mam dość często, zbyt często w obliczu wandalizmu, brzydkich przepłaconych projektów i nieetyczności ludzi, którzy powinni świecić etycznością właśnie bym mogła podejrzewać się o jakąś chorobliwą przypadłość.
    W Polsce, w moim ale pewnie nie tylko moim, mamy teraz klimat pressingu rywalizacyjnego pod każdą postacią. A jeśli dostrzec jeszcze sztuczne dla podświadomości wymogi kultury i obostrzenia natury moralnej to już dla mnie jasna sprawa czemu przystanek rozbity, czyjś świeży mur ogrodzeniowy w vulgaris eloquentia ;-) a w autobusie jak w przydrożnym barze blady strach zasiać może dwóch delikwentów.

    Skąd ta dziwna pewność, że jeśli się człowiek wysunie na peleton wyścigu po lepszy dom, samochody czy kancelarię notarialną w centrum dużego miasta to zatrzyma czas, magicznie zabursztynuje się przed spowolnieniem myśli, siwym włosem na skroni czy pampersem na stare lata? Czy jakiś super przebojowy „drugi” lider liderów Covey albo Robins zatrzymał się na trzydziestce i brutalność życia go nie chwyta? Jestem zwycięzcą to to magiczne zaklęcie chroniące przed tymi wszystkimi brzydkimi zmarszczkami? Ha.

  6. Aniula…moze kwestia stereotypow?
    ;)))))))))

  7. ;)))) dlaczego tak „nas” Polakw wkurza niemeicka poprawnosc i dbalosc o bezpieczenstwo i informacje…????gdyby taki wpol wyrwany slupek stal ,albo spoleczna kontrola zza sasiedzkiej firanki wylapala sprawce bezmyslnego wandalizmu,dawno bylby juz telefon do odpowiednich sluzb….
    dla nas ,”milosnikow wolnosci”….niepojete takie donosicielstwo…
    czy wolnosc oznacza ze zawsze i wszedzie moge wszystko?

    nawet jesli jesli w pewnym momencie niemiecka idea dbalosci o lad spoleczny nabiera formy bezmyslnego nawyku upominania,kontrolowania,
    to czy nie jest on mimo wszystko globalnie lepszy niz nawyk bezmyslnego wandalizmu?

    dzis ty wpadniesz w zle oznakowana dziure albo wpol wyrwany slupek ,jutro ja……
    pomijam juz zupelnie brak poczucia estetyki….
    ale o gusyach to juz w ogoel nie ma dyskusji
    ;))))))))))))

  8. W takiej jednej mądrej raczej książce czytałem opowieść o niszczeniu kukurydzy kijem.
    Tu tak samo – nie ma sensu w wyrywaniu kijków ze słupków. Bezmyślność.

  9. Powiedzcie mi , dlaczego silna i pewna siebie kobieta jest postrzegana jako agresywna, a facet broniący swojego ego nie zważając na swoje bezsensowne argumenty, jest postrzegany jako silny i nadający się na lidera. W Polsce jeszcze przez długi czas nic się nie zmieni, bo baby nadal są tylko króliczkami Playboya…..

  10. Oj Aniula, to tak jak ja. Coś mi się porobiło, jestem jakby na wpół grypowa. Siadła mi fizys i psyche. Ale się pocieszam jak umiem: radyjko, Internet, książka autora bloga, Facebook. Próbuję nałapać równowagę energetyczną. To nawet nie jest prawdziwa choroba, taki stan podgorączkowy. Wiem, że wkrótce minie.

  11. Dobry tytuł na dziś…. czuję się jak w kanale ściekowym….

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.