Kapuściński [inne pokłosie]

Świat wyglądałby inaczej, gdyby powiedzieć każdemu: zbawiaj się na własną rękę, na miarę swoich chęci i możliwości! Napisał dawno temu Ryszard Kapuściński. No cóż Kapuściński to przecież były komunista więc nie można mu ufać. Polska debata publiczna, publicystyczna, media internetowe i papierowe obfitują w tego rodzaju myślenie. Wałęsa, to Bolek; Szymborska pisała wiersze na cześć Stalina; Łapicki był lektorem kronik stalinowskich; Miłosz nie dość, że Litwin, to jeszcze w najgorszych latach stalinizmu wierny komunista; zaś Gałczyński i Brandys też nie lepsi, bo Miłosza potępili, gdy wystąpił o azyl. Z Janem Pawłem II nie lepiej, gdyż krytykowali go katolicy, na przykład za przesadny liberalizm, gdy na spotkaniu ekumenicznym w  Asyżu pozwolił na ustawienie posążku Buddy. Krytykują papieża do dziś liberałowie, za konserwatyzm obyczajowy i zamrożenie reform!  W pokoleniu naszych matek i ojców, babć i dziadków nikt nie mógł zrobić w PRL-u kariery bodaj na poczcie powiatowej, jeśli z władzą nie był za pan brat, a co dopiero w dyplomacji, literaturze czy teatrze. Neutralna była większość, tu chodziło, a aktywne zaangażowanie. Oczywiście szkodliwość, nieetyczność działań tych, współpracujących osób była różna. Niekiedy pojawiają się stwierdzenia, że czym innym było niewinne donoszenie na kolegów, czym innym zawarcie małżeństwa by donosić na męża, jak w przypadku Jasienicy i agentki Ewy; a czym innym wydawanie żołnierzy AK lub WIN na śmierć. Ta relatywizacja wciąż nam ciąży, a jednak nie sposób nie przyznać jej racji. Z drugiej zaś strony tysiące ludzi pracowało ciężko, w pocie czoła bez przywilejów,  bez szans na lepszy strat życiowy dzieci i choćby samochód z przydziału. Wyjechać na stypendium do USA i zgodzić się na współpracę, jak Cimoszewicz czy Wolszczan, czy zrezygnować z życiowej szansy? Dla niektórych to była cena niemożliwego kompromisu, cena niezłomności.

Pokojowe zmiany w Polsce po 1989 roku spowodowały, że całe to pokłosie komunistyczne wraz z jego elitami płynnie przeprowadziło się do nowej Polski. Dzięki pokojowemu oddaniu władzy w ręce liberalnej opozycji z Wałesą, Mazowieckim, Michnikiem, Kuroniem i innymi nie było w Polsce rewolucji, masowych mordów, samosądów, płonących dzielnic i miast. Synowie nie stanęli przeciwko ojcom, ani brat przeciw bratu, a tak być mogło. Jednak pokłosiem tej pokojowej zamiany jest zwiększenie naszej narodowej nieufności, podejrzliwości, rozmnożenie teorii spiskowych. I znów z Polaka żaden obywatel jak pisał Norwid, gdyż nacja nasza jest skrajnie nieufna wobec państwa, autorytetów, instytucji, establishmentu. Od państwa spodziewać się możemy tylko manipulacji, półprawdy i działania na korzyść elit. Polak zostaje sam wobec własnych dylematów i sam sobie radzi. Skazani na siebie, samotni i osamotnieni wobec systemów społecznych, którym ulegamy i którym nie ufamy nie potrafimy wykrzesać z siebie ani zbiorowej solidarności, ani wielkoduszności wobec innych. Łatwo dostrzegamy: obcych, różnice, odmienne poglądy – niemal automatycznie interpretując je jako wadę, aberrację, nonsens. Stąd wciąż aktywna jest siła ksenofobii, rasizmu, fanatyzmu, zacietrzewienia. Może z tego powodu Kapuściński napisał pod koniec życia: Jeśli interesujesz się prowincjonalną, codzienną i niską polityką, uczestniczysz w kłótniach, wypytujesz, co kto nabredził – to znaczy, że twój umysł obniżył loty, że niebezpiecznie zszedł na poziom marności i banału, że opadł na niskie i puste dno, z którego powinieneś jak najszybciej odbić się wzwyż, w górę.

Niestety podobny los spotyka w Polsce nie tylko polityków, artystów, literatów. Zaściankowa nieufność dotyczy w takim samy stopniu serialowych aktorów, co muzyków, dziennikarzy i zwłaszcza  celebrytów, lecz przenosi się również na naukowców, akademików, szkoleniowców. W branży szkoleniowo-coachingowej pracuję od 15 lat, dla dziesiątków firm, instytucji, korporacji. Najtrudniejsi uczestnicy to nasi. Nie ufamy niczemu i nikomu, każde słowo musi być ocenione, niemal każda treść, wiedza, badanie poddane krytycznemu osądowi, kompetencje trenera – podważone, nie mówiąc już o intencjach przekazywania wiedzy, one zwłaszcza są podejrzane. NLP to manipulacja,  Gestalt jest takie samo jak psychologia behawioralna i też nie działa; process work to szamaństwo; a reiki to głupota; hipnoza najgorsza manipulacja i mowa szatana; zmotywować nikogo nie można bo wiadomo – motywują tylko pieniądze; a lidership to pieprzenie, bo na ludzi trzeba huknąć; negocjacje to bzdura, bo trzeba dać w łapę itp., itd. Nie wszyscy tak mówią, oczywiście niekiedy kulturalnie się nie zgadzają ale w duchu pozostaje nieufność, zwłaszcza dotycząca samorozwoju i możliwości wpływu. I tak przecież w głębi, w skrytości, w naszym ludowym światopoglądzie jesteśmy przekonani, że przyjdzie jakiś car i jego namiestnik, jakiś skorumpowany urzędnik, jakiś cyniczny bogacz-wyzyskiwacz, jakiś policjant w jego imieniu i nas skrzywdzi. Oczywiście należy nam się sprawiedliwość i równość [ale bez braterstwa, bo brat może być największym zagorzeniem]. Nie wierzymy jednak innym, nie wierzymy, że dadzą nam sprawiedliwości i równość, nie wierzymy tym bardziej sobie, że jest w naszej mocy ją osiągnąć. Zadziewająca mieszanka mentalnego socjalizmu i  ludowego katolicyzmu, z których wynika złość, lęk, nieufność, roszczeniowość [oni powinni] i w rezultacie…bezradność. Kłopot ukryty głęboko w poczuciu wartości. Zmieniają się, uczą, rozwijają tylko ci , którzy zanim przyszli – już chcieli. Pardokslanie już wykonali pewną drogę sami lecz przede wszystkim ich ugruntowane poczucie wartości pozwala im czerpać, wyjść po za granice własnych przekonań.

Jeżeli spośród wielu prawd wybierzesz tylko jedną i za tą jedną będziesz ślepo podążać, zmieni się on a w fałsz, a ty staniesz się fanatykiem. Napisze Kapuściński, a winnym miejscu stwierdzi: Więc albo zaczniemy się nienawidzić, zwalczać, tępić, postrzegać innego jako wroga naszej kultury czy religii, albo zaczniemy szukać zrozumienia i wzajemnego poznania. Przecież 99 % konfliktów na świecie bierze się ze wzajemnej nieznajomości!

 

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Jestem zbyt młody, aby przeżyć tamte czasy, znam je bowiem jedynie z opowiadań. Ciekawi mnie czy zarówno nieufność wobec autorytetów/mentorów jak i często krytyczny dialog wewnętrzny, naturalnie pojawiają się u nas, Polaków.

    Częściej zrzucamy odpowiedzialność na warunki zewnętrzne, kompletnie zapominając o zasobach, które posiadamy oraz które moglibyśmy wykorzystać, aby móc osiągać swoje cele.

  2. Dodałabym jeszcze tę naszą kanciastą skłonność do spłycania tego, co ważne. Jak to jest z tym pytaniem kim jestem dzisiaj. W kontekście Polski. Bardziej „trendi” i na czasie być kosmopolitą czyli taki współczesnym wyzwolonym wiecznie młodym niepokornym? Patriotyczne manifestowanie światopoglądu to dzisiaj biało-czerwone z miniaturowym orzełkiem trampki za 35 zeta zamiast 55 na wyprzedaży? Polskość, język polski, Pan Tadeusz, Baczyński, Mazurek Dąbrowskiego, polskie produkty, ułan na koniu, flaga to zbiór pojęć de mode, oldschoolowych; czegoś passe co ewentualnie da się „przerobić”, wpleść gdzieś, użyć w jakimś konkretnym celu bardziej lub mniej udanie marketingowym?

    Coraz więcej dzieci robi duże oczy na wierszyk „Polak mały”, którego już nie wszędzie uczą. Nie znają polskiej wersji Kopciuszka. Dziś dziewczynki kochają Hannę Montanę, hello kitty, a chłopcy bohaterów za którymi nie sposób nadążyć.

    Kim będziemy za sto lat? Kim będziemy za parędziesiąt? Czy silne emocje i biało-czerwone barwy to tylko ubarwiacze meczów i większych spotkań na szczytach władzy?
    Czy czyta ktoś Heban albo Cesarza? Czy większego splendoru dodaje zagraniczne niż polskie nazwisko na liście własnych lektur czytanych? I jak jest z naszą mowa ojczystą?

  3. Zgodnie z potrzebami zgłoszonymi przez pracowników mieliśmy mieć szkolenie coachingowe w temacie pracy z trudnym klientem. „Siła wyższa” zamieniła to na „szkolenie podnoszące morale” – dosłowny cytat :).
    Biedny coach.

  4. świetle wydarzeń które się toczą teraz w Syrii i tych które toczyły się w byłej Jugosławii powinniśmy się cieszyć że nasza przemiana ustrojowa naszego kraju odbyła się taką drogą.
    Czasami ten upór i nasza zaściankowość wychodzi nam na dobre. np pamiętam jak w latach 90-95 chciano zlikwidować wszystkie kopalnie bo nierentowne . dziś okazuję się że większość z nich przynosi zyski.

  5. @Aniula ,
    Tak też myślałem, ale patrząc na akutalne pokolenie (przynajmniej te przy władzy) obawiam się, że jest coraz gorzej.
    Np. jak się patrzy na skłąd pierwszego, półwolnego sejmu po 89 roku to po stronie Obywatelskiej co nazwisko to jakaś osobowość. A teraz? Kilku liderów i reszta wciskaczy guzików.

    Co do przemiany ustrojowej i tzw. „obalenia komuny” to się nie dziwię podejrzliwości Polaków. Z resztą wskażcie mi proszę tych „obalonych” komunistów. Zwartym szeregiem przeszli na stanowiska biznesowe. Działacze „wygranej” opozycji demokratycznej zostali dziadami jak byli prócz grupki wokół Michnika, Geremka.
    Założe się, że gdyby zapytać działaczy PZPR czy dali by się „obalić” z perspektywy czasu jeszcze raz tak samo to ochoczo by przystali.

    Dobrze, że w Polsce w 89r. nie strzelano. Nie dobrze, że nie rozliczono się z przeszłością, która teraz wyraźnie się ciągnie. Niemcy to potrafili zrobić po upadku muru.

  6. Są autorzy, do których muszę dorosnąć. Jeszcze nie czas na Kapuścińskiego. Jeszcze trafi na moją gotowość.

  7. Z dwa pokolenia muszą wymrzeć żeby się coś zmieniło. A jak myślicie dlaczego Mojżesz Żydów przez czterdzieści lat po tej pustyni ganiał ? Po to żeby pokolenie niewolników padło :)

Komentarze są wyłączone.