Kiepskie oceny

oceny
oceny

– Czwórki, czwórki, same czwórki – zdenerwowała się matka – stać cię na szóstki.

– Nie stać mnie – odpowiedziała córka. – Stać mnie na inne rzeczy lecz one nie są zbyt wiele warte w twoich oczach matko.

Kiepskie oceny
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Ocena, którą dostaje moje dziecko jest tylko wskazówką. Jeśli jest słaba robię wywiad, co nie zadziałało. Nauczycielka mając pod opieką 25 dzieci nie jest w stanie zauważyć, co się dzieje u wszystkich uczniów. Udzielanie korepetycji teraz mi procentuje, umiem odnaleźć źródło problemu, a co ważniejsze dziecko jest spokojne i dumne z siebie.

  2. uczelnie to swietne miejsca…ale ja wole sie uczyc sama
    uczyc tego ,co jest mi potrzebne
    konkretne ,fachowe,przydatne
    tego czym sie zajmuje ,co mnie zajmuje,co zmusza mnie do studiowania niuansow….
    najlepsza ocena jest moja samodzielnosc w badanym temacie,
    moim jedynym rywalem jestem ja sama i ja sama wystawiam sobie ocene,w kontekscie tego, jak radze sobie z „materia”…..
    czuje sie juz staro ,juz nie jestem uczniakiem i juz nie bardzo zabiegam o piatki,z ktorych satysfakcja jest krotkotrwala ,a wartosc czesto subiektywna…..

    nomen omen
    moje dziecko w szkole ma czworke z niemeickiego…
    i mimo ,ze jest to „glowny „obcy jezyk ,nie ma tu zadnej presji .dlaczego nie piatka ,a nawet szostka

    wazniejsze jest ,ze dziecko sie uczy z przyjemnoscia
    ze ma okazje wladac tym jezykiem w zyciu z pelnym poczuciem przydatnosci ….

    ze zapytane z nienacka odpowie ,ze zapyta ,o co trzeba,a nawet gdyby dzis trzeba bylo w tym jezyku rozmawiac na co dzien-poradziloby sobie calkiem niezle…..pewnie znacznie lepiej niz ja

    obcy jezyk nie jest po to ,zeby miec piatke w szkole
    ale po to ,zeby go uzywac,podrozowac bez stresu,komunikowac sie z ludzmi i miec dostep do szerszego zrodla informacji

    uczenie sie dla oceny?
    hmmmm….kto mnie dzis pyta, jakie mialam oceny w szkole podstawowej ,czy sredniej?

  3. kto ma wlasna dobra samoocene… krytyka krzywdy nie zrobi ,zwlaszcza ta bezpodstawna…
    sztuka jest umiec krytyki konstruktywnie udzielac ,tak aby sluzyla poprawie a nie tylko podpmpowaniu wlasnego ego kosztem cudzego ponizenia….;(((((

    ostatnio zdecydowalam sie krytyki udzielic…byly lzy i wielki zal ,a z mojej strony wyrzuty sumienia,ze moze nie warto bylo.
    mimo,ze staralam sie zrobic to deliktanie wyszlo niedeliktanie

    a jednak -mimo,ze moja proba krytyki wypadla kiepsko….warto bylo…po kilku dniach nasza wspolpraca poprawila sie odrobine.

    a i mnie to zmobilizowalo do samodyscypliny i poprawy w tym ,co co druga strona moglaby mi zarzucic ,choc glosno nie zarzucila.
    natomiast ja sama poczulam sie zobowiazana wniesc cos od siebie w nasza wspolprace…..

  4. Mam problem z oceną. Nie wierzę, że ktoś kto mnie krytykuje może robić to dla mojego dobra…Dla niektórych osób krytyka kogoś służy tylko do podłechtania własnego ego….

  5. ciekawe, bardzo. ja ostatnio robię znowu w tym fachu przekazującego wiedzę, i muszę wystawiać oceny (jeśli chcę mieć tę pracę,a chwilowo chcę). ale wewnętrznie, już od dawna wiem, że nie podoba mi się w ogóle ocenianie testowanie kontrolowanie, itd. wierzę, a nawet wiem, że sama nauka może być wielką frajdą, ale póki co szkoła (chyba żadna), nie oferuje takiego podejścia. nigdy nie byłam rodzicem i pewnie już nie będę, ale gdybym była być może zdecydowała się na unschooling. czyli kompletne wyjście z tego systemu. zgadzam się z Andrzejem, że wykształcenie, w takiej formie jaka nam jest znana obecnie, nie sprawia, że ludzie stają się lepszymi ludźmi. ja sama dość dramatycznie przeżyłam szkolne lata. i myślę, ciągle przerabiam różne traumy z tego czasu, ciągle się to odzywa, choćby w pracy. myślę, jeśli się naprawdę kocha swoje dziecko, to mało nas obchodzą takie bzdety jak oceny. to my pozwalamy mu rozwijać talenty i mocne strony, kochamy bezwarunkowo. i jak to napisała Ania, wychowujemy szczęśliwego człowieka.

  6. oceny to nie wszystko… z resztą czwórki w zupełności wystarczą… na studia można się dostać jeśli ktoś rzeczywiście chce. oceny na maturze, egzaminach, ani tym bardziej w życiu nie pomogą!

  7. Prof. Richard Pring: „Dlaczego same studia nie zrobią ze świata lepszego miejsca?”

    „Drogi nauczycielu. Przeżyłem obóz koncentracyjny. Moje oczy widziały, czego żaden człowiek nie powinien oglądać. Komory gazowe budowane przez wykształconych inżynierów. Dzieci trute przez wykształconych chemików, niemowlęta zabijane przez wyedukowane pielęgniarki. Kobiety i dzieci palone przez absolwentów szkół wyższych i najlepszych uczelni. Podchodzę więc do edukacji dość podejrzliwie. Moja prośba brzmi, byś uczynił swoich uczniów bardziej ludzkimi. Twoje wysiłki nie mogą nigdy doprowadzić do stworzenia wyedukowanych, wykształconych, albo wyuczonych potworów, uczonych psychopatów, albo Eichmannów z dyplomem. Czytanie, pisanie i arytmetyka są oczywiście ważne, ale tylko jeśli pomagają dzieciom być bardziej ludzkimi. Umiejętności akademickie, a nawet kreatywność są zupełnie bezsensowne, jeśli nie mają głębszego moralnego celu zasianego w sercu. Może więc zastanowimy się jak powinna wyglądać wyedukowana osoba? Co jeśli zaczniemy zastanawiać się, które prace przydają się innym ludziom, a nie które są dobre płatne? Jakiej to wymaga zmiany w naszym systemie? Co jeśli powiemy dzieciom, że nie muszą żyć, by zarabiać, a mogą prowadzić dobre życie? Co, gdybyśmy uczyli dzieci, że ich wkład w społeczeństwo jest ważniejszy niż wysokość podatków jakie płacą? Dopóki nie zajmiemy się tymi sprawami, będziemy sprzedawać mity, a wreszcie winić nauczycieli i rodziców, że społeczeństwo się stacza, uczniowie oszukują i szukają krótszej drogi.

    Dopóki jednak to nie nastąpi możemy zmieniać świat powoli, lekcja za lekcją. (…) Co gdybyśmy mówili uczniom, że nie muszą się uczyć dlatego, że będą egzaminy, ale dlatego, że wiedza jest ciekawa. Weźmy na przykład jabłko. Możemy mówić, że to jabłko i to owoc. Możemy analizować chemię i wyjrzeć za okno, rozmawiając o relacjach środowiska z organizmami, które w nim egzystują. Możemy rozmawiać o kontekście społecznym: od jabłek w mitach, religii, po Śnieżkę. Możemy zapytać dlaczego w logo Apple jest jabłko i dlaczego jest nadgryzione? Co to nadgryzienie sugeruje? To są rodzaje pytania, których dzieci łakną. Egzaminy nie są przygodą samą w sobie. Odpowiedź na takie pytania jak powyżej – jest. Egzaminy są granicą nauki. Przygoda z nauką, odpowiedzi na takie pytania jak powyżej nie mają granic. Co jeśli zastąpimy codzienne tematy lekcji pytaniami? Zamiast: „Struktura atomu”, zapytamy: Czy to prawda, że nic na świecie nie ma jasnej granicy, a wasze pupy tak naprawdę nie dotykają krzeseł? (…)
    Dziś możemy dokonywać tej zmiany powoli, jednocześnie promując i głosując na tych, którzy opowiadają się za tymi zmianami. Tak, by pytania postawione w tym „liście” stały się faktem i sposobem naszej pracy”.

  8. Przykra prawda… Niestety rodzice mają tendencję do patrzenia na własne córki/synów tylko przez pryzmat ocen. Nie patrzą kim są Ci młodzi ludzie. Przykrym jest także ciągłe porównywanie do rówieśników z klasy, a co ten dostał, a co tamta… Rodzice, porozmawiajcie z dzickiem o jego pasjach, dążeniach.

  9. Bycie rodzicem jest wielką odpowiedzialnością. Często kerujemy się własnymi niespełnionymi ambicjami wychowując nasze pociechy. Często chcemy zapbiec błędom, które sami popełniliśmy w życiu. Nie zaponijmy jednak, że nasze dziecko jest odrębną jednostką, która powinna znależć sama swoją drogę. Możemy im pomóc pokazując różne scieżki, ale wybrać muszą sami. Najważniejsze jest aby skupić się na tym w czym dana osoba jest dobra i rozwijać te umiejętności. Niestety często skupiamy się na słabościach i torturujemy ich rzeczami, których nie lubią i których nie chcą lubić. Skupmy się na tym w czym są dobrzy i tutaj rozwijajmy te umiejętności. Być może nie wychowamy dentysty lub prawnika, ale wychowamy szczęśliwego człowieka, dla którego praca będzie przyjemnością a nie obowiązkiem.

  10. W naszym systemie edukacji długo dla rodziców i siebie „jesteśmy ocenami”. Latami funkcjonujemy na zasadzie „jesteś tym, co przyniesiesz” (w domyśle lepiej wyrób normę, żeby wstydu nie było). Dzieci często spłacają ocenami długi istnienia i zaopiekowania? Jakoś jednak dociera się w sobie do tego, że mądrość to niekoniecznie tylko wiedza. Nie tylko z jednej jedynej dziedziny. Czasem ktoś może być mądry emocjonalnie czy życiowo, niekoniecznie potrafiąc liczyć całki czy nawet bez dostępu do jakiejkolwiek książki?

Komentarze są wyłączone.