klątwa

koan

Klątwa – koan

Pewnego razu stara wiedźma, co w przypadku wiedźm oznacza zaiste długi żywot, rzuciła klątwę. Chciała w ten sposób ochronić a nawet wybronić czy też wybawić swego wnuka czy też innego krewniaka.

Macie wątpliwości co do działania klątw? Nie miejcie. Klątwa działa i już. Znacie tych racjonalistów co wskazują na dowody, tych agnostyków odwołujących się do faktów. Tymczasem racjonaliści chętnie zapominają o swych argumentach i nierzadko winach przeciwko postępowi, gdy jednak Ziemia okazuje się okrągła a telefon dzięki niewidzialnym falom działa. W każdym razie klątwa jako wyraz intencji i energii działa jak cholera.

Obrzucony klątwą starej wiedźmy doznawał licznych bóli, których źródła żaden lekarz nie potrafił zdiagnozować, jego interesy handlowe z dnia na dzień nie tylko spowolniły, ale klapnęły, doznały kolapsu, on zaś sam popadł, co oczywiste, w depresję.

Spytacie o powód klątwy. Jak zwykle ten sam. Zazdrość krewniaka; nieuleczone deficyty; poczucie mniejszej wartości; poczucie winy; przekonanie, że zaimek dzierżawczy „moje” załatwia wszelkie problemy formalne i jest wystarczającym tytułem do ograniczania wolności np. mojej żonie, moim dzieciom, mojemu psu, mojej matce, mojemu przyjacielowi itd.

Rzecz jasna wiedźma zaangażowała się w losy krewniaka, rzucając klątwę, gdyż sama miała wobec tegoż krewniaka poczucie winy, poczucie mniejszej wartości i setkę deficytów. Oczywiście również w jej przypadku zaimek dzierżawczy „mój” był dominujący w jej sposobie myślenia. Co moje nie rusz, co uznałam za swoje – wara. Cudzego nie tknę, chyba że po cichu. Swojego nie dam, chyba, że na tym zyskam dwukrotnie (stukrotnie?).

Stara wiedźma co prawda sprawna w rzucaniu klątw, jednakże była ignorantką w kwestii konsekwencji. Może dlatego była samotna, zgnuśniała i pełna poczucia winy.

Klątw ot tak, bezkarnie rzucać nie wolno. Z prostej przyczyny. Na każdą klątwę jest kontrklątwa. Ponadto na każdego czarodzieja znajdzie się mocniejszy czarodziej, taki co rzuca silniejsze, bardziej jadowite klątwy. Po trzecie każda klątwa jak kij – ma dwa końce. Ponadto niektóre z klątw, jak bumerangi wracają, w dodatku niespodziewanie.

Jak skończyła się ta historia, spytacie? Zgodnie z przewidywaniami. Klątwa wróciła do starej wiedźmy, co prawda tylko echem, lecz zupełnie zdruzgotała jej krewniaka. Wypadek, z jego winy, uszczerbek na zdrowiu, kłopoty, kłopoty, kłopoty. Wyszły na jaw jakieś szwindle, malwersacje, czarna dziura. Po drugie gość, na którego stara wiedźma rzuciła klątwę wynajął za ostatnie grosze potężnego maga, który wzmocnił efekt klątwy i ją odwrócił, w dodatku użył kontrklątwy oraz czaru osłaniającego. Gość odżył, stara wiedźma utraciła moc a jej krewniak zdrowie i fortunę.

Jaki morał z tej z opowieści, spytacie?

Jak nie umiesz rzucać klątw, to nie rzucaj.

__________________________________________________________________________

NARZĘDZIA COACHINGU KOGNITYWNEGO

dwudniowy warsztat praktyczny

__________________________________________________________________________

ZROZUMIEĆ JĘZYK SNÓW – JĘZYK NIEŚWIADOMOŚCI

dwudniowy warsztat praktyczny

_________________________________________________________________________

inne koany

Oceń artykuł

Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.