Kolarzówka

szosówka
szosówka

Wczoraj kupiłem rower. Tak zwaną szosówkę. Niby nic szczególnego, mam już rowery i nawet pewne doświadczenie w dyscyplinie zwanej enduro, czyli jeździe bardziej zaawansowanej, zwanej potocznie górską. Jednak na ten rower czekałem 40 lat.

Tyle lat wstecz ojciec obiecał mi zakup kolarzówki [tak się wówczas mówiło na rowery szosowe], po zakończeniu ósmej klasy. Klasę ukończyłem, roweru nie dostałem, choć świadectwo nie było takie złe. Ojciec po prostu kupił inną zabawkę, z której sam bardziej się cieszył, sadząc, że marzenie syna jest mniej istotne, niż jego własne. Tamte kolarzówki to była całkiem inna technologia, choć rower kosztował majątek. Rowery mtb [czyli górskie] w ogóle nie były znane. Królowały różne wersje radzieckich, potężnych maszyn oraz szczyt popularności romety [od nazwy producenta], komunijne marzenie – składaki. Dziś ponadto przejechałem rekord życiowy [najdłuższa pokonana odległości oraz najkrótszy czas jaki mi to zajęło]. Rowerami mtb jeździ się krócej i po trochę innych trasach. Szosówką się śmiga – szybciej i dalej, rzecz jasna po asfalcie. Nie o tym jednak.

***

40 lat czekałem na ten rower. Tamten zawiedziony czternastolatek bardzo by się zdziwił, że tyle czasu zajmie mu droga do zrealizowania swojego marzenia. Dziś w sklepach jest wszystko. W moim dzieciństwie o taką kolarzówkę trzeba było się nieźle postarać, mieć chody, znajomości, kuzyna w hurtowni, ciotkę w milicji, brata w kopalni lub szczęście i odkładać pieniądze przez wiele miesięcy. Dzisiaj to wszystko co znajduje się w rozlicznych sklepach jest możliwe do osiągniecia lecz drogie. Jak mówi pewna postać w filmie Interstellar Christophera Nolana: chcieliśmy mieć wszystko i obiecano nam wszystko, byliśmy zachłanni a teraz Ziemia stała się jałowa i mści się na nas.

 ***

W kontekście upadku Grecji i rychłego upadku Polski, jeśli rządy przejmą w naszym kraju populiści, warto sobie uświadomić, że gdyby wszyscy mieszkańcy świata mieli, z użyciem obecnej technologii, uzyskać stopę życia podobną do Brytyjczyków, to potrzebne by były zasoby pięciu planet Ziemia! Wszyscy chcą mieć wszystko. Media w ślad za oczekiwaniami przemysłu i rozlicznych lobby wmawiają nam, że potrzebujemy setki coraz to nowych gadżetów, ton jedzenia, masowej rzezi zwierząt hodowlanych, plastikowych cudeniek, które trzeba mieć, należy mieć, w innym przypadku jest się nudziarzem, lamą, oldsukulem. Najlepiej wiedzą o tym małe dzieci. Pytam moich młodszych znajomych – Karolci, Julki, Ilonki, Huberta, co jest ważne, co się liczy wśród ich rówieśników? Teraz trendy są tablety ale tylko z jabłuszkiem, reszta słaaaaba a nie markowe, to całkowity obciach.

Młody człowiek chce wszystkiego. Chce spodni za 300 złotych, nie za 30 kupionych w dyskoncie, gdyż założenie takich to obciach. Przeprowadzam właśnie rekrutację na samodzielne stanowisko w wydawnictwie, część kosztów pracodawcy będzie refundowana przez Urząd Pracy. Gratka! Gdzież tam. Przychodzą ludzie, którzy nie chcą pracować, chcą dostać podpis, że zgłosili się na rozmowę kwalifikacyjną. Niektórzy gotowi są pracować, teoretycznie, pod wieloma warunkami, przy których grecki dodatek za mycie rąk wcale nie wydaje się przesadzony.

 ***

Niestety nie nauczyliśmy się w Polsce, że na niektóre rzeczy trzeba czekać 40 lat. Trzeba składać środki, budować latami, inwestować, wzrastać. Chcemy mieć wszystko od razu, jesteśmy społeczeństwem totalnie egalitarnym, wszyscy chcą mieć wszystko, wszystkim się wszystko należy i do wszystkiego, co wciska im reklama, aspirują. Dlaczego mam chodzić w spodniach za 30 złotych, też chcę takie za 300! A tymczasem 25 % licealistów nie zdało matur. Nic dziwnego, wykształcenie również się zdewaluowało, nie gwarantuje ani pracy, ani kariery, ani nawet zwiększenia szans w czasie rekrutacji. Osoby, które zgłaszają się na rekrutacje mają świetne cv. Pracuję w tak zwanej branży hr i pokrewnych niemal przez cały okres polskiej transformacji. Cv kandydatów stały się obecnie coraz lepsze lecz kompetencje niestety nie. Wszyscy chcą mieć wszystko, gdyż wszystkim wszystko się należy. Długo by analizować dlaczego tak się stało. Sporo na ten temat piszę w mojej nowej książce Zabić coacha. O miłości i nienawiści do autorytetów w Polsce, która lada dzień pojawi się księgarniach.

***

Jak na tym tle plasuje się coaching? Niestety coraz częściej trening rozwoju osobistego, gdyż tym w istocie jest coaching, bywa przechwytywany przez identycznych co w polityce populistów, którzy obiecują gruszki na wierzbie i wmawiają ludziom, że wszystko im się należy, że z samego faktu uczestnictwa w jakimś szkoleniu lub na skutek zakupu jakiegoś webinaru staną się bogaci, szczęśliwi i osiągną sukces. Tymczasem na niektóre sukcesy, jeśli nie na większość z nich, trzeba pracować latami.

Jednym z moich autorytetów jest Maja Włoszczowska mistrzyni świata i Europy w kolarstwie mtb i cross-country. Jest aktywna sportowo od 1996 a ostatnio zdobyła brązowy medal w Baku. Pod koniec maja w Pucharze Świata w Novem Meste defekt techniczny spowodował stratę, którą przez resztę wyścigu Włoszczowska odrabiała. Co pisze na swojej stronie: technika, technika, technika… Moim alibi jest nadgarstek, ale… trzeba się poprawić! I nie ważne ile jeszcze upadków mnie to ma kosztować! Można by się jeszcze do finiszu przyczepić, ale umówmy się – trochę już byłam podcięta gonitwą […]

Nie zliczę kontuzji Włoszczowskiej od złożonego złamania kości stopy po drutowaną szczękę i kontuzję nadgarstka. Swoją karierę buduje od dziewiętnastu lat. Według standardów sportu wyczynowego nie jest już młodą zawodniczką [ma 32 lata] lecz pisze: I nie ważne ile jeszcze upadków mnie to ma kosztować!

Na niektóre marzenia trzeba czasem pracować 40 lat. I po coachingowemu, co sobie bierzesz z tej historii?

Kolarzówka
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. AW,
    ciesze sie ze potrafilas znalezc tak pewne i mocne poczucie szczescia.
    wiekszosc ludzi zmaga sie z lekami i nadziejami,moje zycie takze przypomina stanie na desce sufingowej ,na ktorej balansujac staram sie zachowac rownowage. Niemniej czasem sie wywracam i ponownie wdrapuje i lapie pion;))))))
    juz mniej wiecej wiem ,jak to robic.
    zdarzaja sie jednak zawirowania, ktore przekraczaja cala moja dotychczasowa wiedze o zyciu i pewnosc. moze w moim zyciu wiatry wieja mocniej?;)))))
    a moze tak samo jak u innych.
    zamiast sie zbytnio nad tym rozczulac i zazdroscic tym ,ktorzy maja lepiej…..
    polubilam wietrzna pogode.

    skok ze spadochronem zafundowalo mi zycie,
    dzis przy calkowitej pewnosci ,ze umre,ciesze sie tym co jest teraz- a jutro minie.
    nie wiem jednak ,czy jest to jedyna recepta na szczescie.
    ;))))))
    zycze wszystkim…dobrych wiatrow.
    na pewno zmaganie sie z przeciwnosciami natury hartuje ducha ;)))

  2. Czyli że szczęśliwy może być tylko ten, co ma opiekę społeczną, dom nad głową i zdrowie fizyczne?
    Nie prawda.

    A gdyby nawet tak było, to na co narzekają Polacy????
    Komornik puka do drzwi z jakiegoś powodu. Tylko ciężko się przed sobą przyznać, że puka do nas z powodu naszej własnej głupoty (np. zaciągnięty kredyt którego nigdy nie powinno się brać bo za mało zarabiamy i nie w tej walucie w której wzięliśmy kredyt).
    W ogóle jakoś ciężko pojąć, że punkt życiowy, w którym się znajdujemy, wynika z naszych decyzji. To nie jest kwestia farta, fuksa, szczęścia, przypadku.
    Nasza obecna sytuacja wynika jedynie z naszych własnych decyzji, milionów decyzji które podjęliśmy, miliona działań które zrobiliśmy lub zaniechaliśmy, z wypowiedzianych słów, z niewypowiedzianych słów, z lenistwa, z pracowitości. Nic więcej.

    Kto jest winny temu, że koleżanka nie może pół roku znaleźć pracy w Wielkim Mieście? Ja? Ty? Wszyscy? Tusk? A z drugiej strony – przyjeżdża Ukrainiec do Wielkiego Miasta nieznający polskiego w mowie ani w piśmie i w tydzień znajduje pracę za 2500-3000 tys, wynajmuje za to mieszkanie i jeszcze może odłożyć. Czyja to zasługa? Moja? Twoja? Wszystkich?

    Od lęku o swoje życie należy się uwolnić jak najszybciej. Polecam skok ze spadochronem – oczyszcza umysł z różnych lęków. I tak na 100% umrzemy, więc nie warto tracić czasu na martwienie się tym. W ogóle nie warto tracić czasu, bo ten, który jeszcze mamy tylko się skraca.

    Bezpieczeństwo – nie istnieje, przyszłość – może być różna. Martwienie się tym nie ma sensu, co wcale nie oznacza, że dziś należy przepić cały majątek ;-)

    Uwolnienie się od tych lęków daje wolność :-)

  3. a nauczylam sie tego wtedy ,gdy ogarnial mnie paniczny lek o zycie ,bezpieczenstwo,przyszlosc.

  4. moze wystarczy poczuc sie wolnym od leku?
    powiazanym z natura
    pogodzonym z przemijaniem jak wszystko dokola????
    i jednoczesnie waznym jak kazde inne ziarnko piasku we wszechswiecie?

    ja czuje sie szczesliwa zanurzona po uszy w wodzie w jeziorze, zupelnie sama,daleko od brzegu ,gdzie mam tylko siebie.i wszystko co mi jest potzrebne,jest we mnie;)))))))))

  5. AW…to jest proste zalozenie ,gdy sie ma zapewniony pewien poziom potrzeb…prace ,dom nad glowa,opieke spoleczna,sprawnosc fizyczna lub zdrowie…w sumie wowczas dosc latwo wyrzec sie “zbytkow”

    trudniej “bawic sie “w hotelu ,gdy wiadomo ,ze jutro komornik zajmie pensje,nie starczy na ksiazki do szkoly,albo trzeba bedzie znalec prace ,ktora nie sprawia frajdy i nie przynosi satysfakcji….
    wowczas jest juz wieksza sztuka.

    moja dobrze wyksztalcona,madra, ,znajaca jezyki przyjaciolka ponad pol roku szuka pracy w duzym miescie….widze ,ile ja kosztuje…zaledwie nie tracenie nadzieji.

    ale sa i tacy ktorzy w trudnej sytuacji potrafia znalezc radosc albo spokoj,znalezc rozwiazania, pogodzic sie z losem, nie gorzkniec i nie zazdroscic tym co maja…na zbytki
    ;))))))
    w ksiazce Beaty Pawlikowskiej ostatnio znalazlam opis jak prawdziwioe szczesliwy czuje sie czlowiek nic nie posiadajacy ,nie zalezny od niczego ,calkowicie wolny,oderwany od wszystkiego ,od cywilizacji -na przyklad w dzunglii amazonskiej

    paradoksalnie,zeby do tej dzunglii pojechac i poczuc sie wolnym,trzeba sporo sie natrudzic,napracowac ,naorganizowac….i potem stamtad wyjechac.

    czy mozna poczuc sie rownie wolnym w “hotelu” swojego wlasnego zycia?
    nie wyjezdzajac? nie odrywajac sie “na chwile” od swoich obowiazkow ,ale wlasnie tkwiac w tym wszystkim co sie zdarza?w swojej wlasnej prywatnje dzunglii umyslu?i zdarzen losu?
    chcialabym ja kiedys o to zapytac;)))))

  6. Polubic siebie…Dawac sobie niematerialne nagrody.Isc za glosem serca. Robic cos nie dla kasy. To lubie najbardziej..Dziekuje ze Jestescie.

  7. Posiadanie coraz to nowych rzeczy, bicie nowych rekordów życiowych, posiadanie samochodów – nie przynosi ulgi. Zawsze znajdzie się jeszcze coś do posiadania, jeszcze coś do zdobycia, jeszcze jedna książka do przeczytania, szczyt do wejścia, ktoś inny przebiegnie maraton szybciej. Wieczne niezadowolenie, wieczna chęć posiadania więcej.
    Po co???
    Piękny samochód – cudów nie ma – w końcu się popsuje, wspaniała żona może odejść z najlepszym przyjacielem lub umrzeć na raka. Wspaniały, najnowszy model telefonu komórkowego już po 3 miesiącach jest przestarzałą cegłą. Zbudowany dom zaleje powódź albo dach zacznie przeciekać lub zapcha się rynna. Jak żyć w takim stresie? Jeden ciężko wypracowany sukces zamiast szczęścia rodzi nowe frustracje i kłopoty. Wspaniałe, wyczekane dziecko nie spełnia oczekiwań i pyskuje, i zamiast iść na medycynę wyjeżdża w Bieszczady, a upragniony piesek właśnie ma sraczkę i nawalił na nowiuteńki perski dywan. Na dodatek kilka dni temu było za zimno a teraz jest za gorąco.

    Jak osiągnąć trwałe szczęście?

    :-)

    No wiadomo przecież, wszyscy pytani o to starsi, szczęśliwi ludzie mówią to samo: że szczęście to jest wypracowany własny stan (oni o sobie mówią, że po prostu SĄ SZCZĘŚLIWI), że najważniejsza jest rodzina lub podobna grupa oraz pomaganie innym, cieszenie się chwilą słońca, deszczu, śniegu i wiatru (bo możliwość podziwiania tych fenomenów nie jest nam dana na wieczność), cieszenie się chwilą przebywania z kochanymi osobami (bo oni w taki czy inny sposób odejdą/urosną/zmieną się i ten stan – czyli możliwość przebywania z nimi nie trwa długo z perspektywy życia), nie przejmowanie się tym, co inni o nas mówią i nieocenianie innych (bo to rodzi wielkie frustracje – “ach, jacy ci inni są beznadziejni”) oraz utrzymywanie się w dobrej formie fizycznej i spełnianie SWOICH marzeń (nie wbitych nam do głowy marketingiem i chęcią pokazania się przed kolegami itd.). I żeby się nie spieszyć, bo nie ma do czego. I żeby nie kontrolować otoczenia tylko je podziwiać.

    Przepis jest znany i nie ma w nim ani jednej rzeczy do kupienia w sklepie.
    Proste? Bardzo, moim zdaniem.

    Oczywiście można i należy cieszyć się z roweru i nowej komórki – ale jak ich nie ma – to też jest pięknie.

    A w ogóle – to PO CO ciężko pracować? Ludzie? Czy nie lepiej robić to, co się lubi, dobrze się przy tym bawić i to zamienić w zawód? Ja w każdym razie nie pracuję wytrwale, tylko po prostu robię to, co i tak bym robiła nawet gdyby mi nikt nie płacił (tylko nie mówcie nic mojemu pracodawcy …)

    Mój mistrz mówi, żeby swoje życie traktować jak pobyt w hotelu: dobrze się bawić, pomagać innym, cieszyć chwilą i pamiętać, że nic nie możemy zabrać ze sobą.

  8. Zazdrościłam zawsze ludziom pieniędzy, które mogli przeznaczyć na naukę. Marzył mi się prywatny nauczyciel, dzięki któremu, mogłabym szybciej prostować popełniane błędy. Niestety na takiego nigdy nie było mnie stać i mozolnie parłam do przodu sama. Tyle ciekawych rzeczy jest do poznania i tyle książek do przeczytania, że nawet 100 lat by mi nie wystarczyło :) Patrzę na tych, którzy dostają wszystko na tacy i tego nie doceniają, i się złoszczę, ze ja ciągle jak Syzyf. Ktoś powie zmień myślenie to i zmieni się wszystko wokół Ciebie. Ok, ale i tak zmiana pochłania czas. Dużo się u mnie dzieje, właśnie zamknęłam drzwi za Tricksterem i idę dalej. Jestem samoukiem i zdałam sobie sprawę, ze ciężko mi zweryfikować co właściwie umiem :) Czas usiąść z kartką i konkretnie wszystko nazwać.

  9. Dziękuję za ten wpis i nie tylko …za ten wpis:).

  10. moj plan takze trwal dlugo…zaczal sie od warsztatow coachingowych na ktorych w ramach cwiczen wymyslalismy problemy do rozwiazania….
    minely cztery lata i ja wciaz realizuje te plany ,choc nie sadzilam wowczas,ze moje zycie wezmie az tak ostry zakret.
    nie jestem juz “mloda zawodniczka”.
    po drodze bylo wiele upadkow. wiele determinacji. wiele wewnetrznych zmagan….
    dzis uslyszalam od bylych kolegow z pracy ….z lekka zazdroscia “ze mi sie udalo”.
    nieprawda…to nie bylo szczescie,ktore spadlo z nieba…
    to byly…cztery lata zmian,inwestycji,odwagi….podjecia wyzwan ,na ktore inni by sie nie zgodzili.czasem zaciskania zebow ,a czasem zabawy, wymagajacej po prostu otwartosci.
    wygralam nie tylko poprawe swojej zyciowej sytuacji,ale tez wiare w siebie,ciekawe znajomosci, nowe umiejetnosci.

  11. Kolarzówka…

    Kupił mi ją ojciec, badylarz. Rzucili dwie sztuki do wielobranżowego. Szedłem dumny przez miasto…

    40 lat trzeba czekać na to, aby zrozumieć, że prawdziwym bogactwem jest posiadanie SIEBIE!!! Prawdziwego Siebie. Takiego, który płacze przy “Balladzie dla Adelline”, rzuca kurwami jak ma powód i ogląda pełnię księzyca albo koniunkcję Jowisza z Wenus, ratuje pająka, który się topi i chce żyć jak nikt inny…

    Maraton kiedyś przebiegłem, nawet dwa. Dlaczego? Aby udowodnić innym, moim bliskim jakim jestem genialnym gościem. Zrobiłem to nie dla siebie ale dla nich. I co? I dziś wiem, że ukonczenie takiego dystansu nic nie zmienia.

    Zmieni tylko wtedy, gdy następny maraton przebiegnę dla siebie, bo tego chcę.

    Wcale nie chce biegać. Mam w tej chwili inny maraton do pokonania, znacznie ważniejszy, tak jak zapewne Ty. Jestem już w drodze. I jest to okolica 35 km…

    Aleeeeee, do mety niedaleko i wiem, że dam radę, tak jak zapewne Ty!!!

    Jakiś czas temu, parę lat, wchodząc Tu, na ten blog, zacząłem bieg. Dziękuję Macieju za Coaching Tao i słowa płynące z innych Twoich książek, tych wpisów, dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że dziś “podejmuję najlepsze możliwe wybory”. One dzisiejsze spowodują dotarcie do mety, mojej własnej życiowej mety. A wtedy życie będzie jedną wielką endorfiną, trwającą dłuzej niż piętnaście minut euforii po przekroczeniu mety na Narodowym. Wtedy będę żył swą radością i szczęściem, pokazując, że robiac to co się kocha, to co w duszy gra, zwycięża się na zawsze!!!

    Co jest Twoim MARATONEM?

    Zacznij biec swoim rytmem, nigdy nie naśladuj pseudocoachów /w pełni się Macieju zgadzam z Tobą w tej kwestii o której powyżej napisałeś/. Bierz to co najlepsze dla Ciebie od każdego z nich, plan treningowy? Słuchaj swojego organizmu. On wie co najlepsze dla Ciebie.

    Zacznij robić co Ci w duszy gra a będziesz na 35 kilometrze. Póki co…

    42 kilometr 195 metr zbliża się Wielkimi Krokami… :-)

  12. Że zapracowałem na to co mam swoją ciężką praca i determinacją. Jestem zadowolony. Było ciężko a nawet na bardzo ciężko ale wysoka motywacja i systematyczna praca jest w stanie pokonać wiele. Właściwie to codziennie wytrwale pracuję.

    A teraz… czas na nowy etap – Warszawa. Już za 2 miesiące :)

Komentarze są wyłączone.