Kołczołan 25

Jechał 10 godzin przez pustynię. Całą noc. Ostatnia stacja benzynowa w drodze do Montoya okazała się nieczynna. Pomiędzy martwymi dystrybutorami przesypywał się piasek. Ani GPS, który raz działał a raz nie, ani papierowa mapa nie pokazywały nawet jednej, malutkiej stacji benzynowej od tego miejsca, do samego Montoya. Żadnego domostwa, hacjendy, nic. Tylko pustynia. 750 mil. Jechać, czy zaczekać? Zaczekać na co? Przecież nagle nie otworzą tutaj stacji. A może zawrócić? Jednak do Qualalugi, małej mieściny na południu, którą mijał w nocy było ponad 500 mil. Benzyny wystarczy na jakieś 300, może 350, jeśli wyłączy klimatyzację. Ruszył w drogę. Wprost przed siebie. Po kilku godzinach spokojnej jazdy samochód zatrzymał się. Wypalił ostatnią kroplę benzyny. Wyszedł na drogę. Słońce stało jeszcze wysoko na niebie i niemiłosiernie prażyło. Rozpostarł ręce. W takim razie dotarłem na miejsce – powiedział i położył się na ziemi, szczęśliwy.

Kołczołan 25
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

14 komentarzy

  1. w podrozy jest mi latwo o takie podejscie do zycia,a w zyciu codzinnym latwo irytuje sie ,gdy nie idzie z planem….co sprawia ,ze tam potrafie ,a tu nie?i paradoksalnie ,zawsze w podrozy zdarzaja sie zbiegi okolicznosci ratujace mi tylek,a ja pomi mo trudnosci potrafie czuc sie usatysfakcjoinowana…jak te doswiadczenia wykorzystac w codziennym radzeniu sobie z klopotami?musze nad tym pomyslec

  2. kiedy pojawia sie frustracja?
    najczesciej wtedy ,gdy zdarza sie cos niezgodnego z moimi oczekiwaniami.

    wybor nalezal do kierowcy,a konsekwencje byly przewidywalne.wybral-jechac w strone celu,skoro i tak dojechanie do stacji benzynowej bylo nieosiagalne.benzyny zabraklo,tak jak sie spodziewal.pozostalo czekac na korzystny zbieg okolicznosci,ktory pewnie pojawi sie-ktos bedzie przejezdal,ktos sprzeda mu z kanistra paliwo.skoro nie ma na to wplywu-lepiej czuc sie szcesliwym niz zdruzgotanym…..

  3. Znalazłam , a że lubię Sokratesa to się z wami dzielę :
    Do mądrego Sokratesa przybiegł ktoś wzburzony i rzekł: Posłuchaj Sokratesie, tego, co ci muszę powiedzieć jako twój przyjaciel… Stój, zaczekaj – przerwał mędrzec. – Czyś przesiał to, co mi chcesz powiedzieć przez trzy sita? Jakie to sita?” – zapytał przybyły ze zdziwieniem. Tak, drogi przyjacielu, przez trzy sita! Zobaczymy, czy to, co mi zamierzasz oznajmić, przejdzie przez te trzy sita. Pierwszym sitem jest prawda. Czy sprawdziłeś, czy to, co chcesz mi opowiedzieć, jest prawdą? Nie, tego nie sprawdziłem, ja tylko słyszałem i… A więc tak. W takim razie może sprawdziłeś to sitem dobroci? Skoro nie wiadomo, czy to prawda, może jest to przynajmniej dobre? Rozmówca stwierdził, ociągając się: Nie mogę powiedzieć, aby to było dobre, przeciwnie.
    Hm, hm! – przerwał mu mędrzec. – Skoro tak, to zastosujemy trzecie sito: czy uważasz za konieczne opowiadać mi o czymś, co ciebie samego tak podnieca? Nie, nie uważam tego za konieczne… W takim razie – uśmiechnął się mędrzec – skoro to, co chcesz mi opowiedzieć, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani konieczne, zapomnij o tym i nie obciążaj samego siebie ani mnie takimi rzeczami.
    Ilu nieprawdziwymi, niedobrymi i niepotrzebnymi sprawami obciążamy siebie, a nieraz też innych… :)
    (Autor nieznany)

  4. Dżo-ann i rację masz, ale powiedz, dlaczego jeden rodzi się “buraczanym burakiem” a inny z wiedzą jak należy postępować. Rodzice nie musieli mi nic wtłaczać do głowy, sama z siebie wiedziaąłm, co należy, a co nie. Zawsze nazywali mnie starą maleńką. Tak naprawdę mam problem z akceptacją kombinatorstwa , naciągactwa i niegospodarnego myślenia. Na szczczęście mam jakiś dziewiąty zmysł i udaje mi się unikać takich ludzi, ponieważ teraz już unikam, nie walczę.

  5. Być może trzeba przejść przez kilka trudnych momentów, zawieźć się na kilku ludziach, stracić kilku przyjaciół i poznać nowych, nauczyć żyć z nadzieją, by docenić krótką chwilę mielenia ziaren kawy.
    Z perspektywy czasu jacy bylibyśmy gdyby nam wszystko w życiu wychodziło?
    I jak ciekawe jest, że porażka dla jednego, może być sukcesem dla innego.

  6. Myślę, że nie ma czego zazdrościć temu człowiekowi na pustyni, wystarczy zdać sobie sprawę, że kierunek swej drogi wyznaczamy sami, lecz jak daleko dotrzemy …to już nie tylko od nas zależy. Patrząc na swoje życie i to co mnie spotyka na różnego rodzaju “pustyniach” niczego nie żałuję, żadnego miejsca, w którym się znalazłam, miłości-tej jednej, jedynej, którą przeżyłam, przyjaciół, pracy, którą wykonywałam….itd. Nie byłabym tym człowiekiem, którym jestem dziś i w tym miejscu na mojej drodze. Nie wiem, na jak długo starczy mi “paliwa” i “akumulatorów” ? Ja już dziś wiem, że nie dotrę do tego miasteczka, lecz dalej idę swoją drogą i jestem szczęśliwa kiedy słucham jak córka gra na wiolonczeli, kiedy mój kot poluje na uciążliwą muchę, kiedy mój syn “broni” tytułu mgr…..bo każdy dzień dla mnie to miejsce, do którego docieram na swojej drodze. Coraz częściej mam poczucie, że wszystko w moim życiu jest “po coś” i nic nie dzieje się bez sensu, nawet ciężka choroba, którą trzeba oswoić i z nią razem podążać swoją drogą.
    Cieszcie się z tego co przynosi dzień, bierzcie od ludzi to co dobre dla Was i nie odkładajcie na “jutro” bycia z bliskimi, a także realizacji swoich marzeń, bo może się stać tak, że nagle w “baku pusto, a akumulatory rozładowane”…nie dotrzecie już do “miasteczka”, a po drodze zapomnieliście być szczęśliwymi… dziś….jutro…w parku…na imieninach u 80-letniej cioci…na egzaminie córki…czytając w fotelu…czy pisząc na blogu…

  7. I jeszcze TO… Bez komentarza…

    http://www.youtube.com/watch?v=XZQL22xOmUM

    My love is in league with the freeway
    It’s passion will ride, as the cities fly by
    And the tail-lights dissolve, in the coming of night
    And the questions in thousands take flight
    My love is the miles and the waiting
    The eyes that just stare, and a glance at the clock
    And the secret that burns, and the pain that won’t stop
    And it’s fuel is the years
    Leading me on
    Leading me down the road
    Driving me on, driving me down the road
    My love is exceeding the limit
    Red-eyed and fevered with the hum of the miles
    Distance and longing, my thoughts do collide
    Should I rest for a while, on the side
    Your love is cradled in knowing
    Eyes in the mirror, still expecting they’ll come
    Sensing to well, when the journey is done
    There is no turning back, no There is no turning back, on the run.
    My love is in league with the freeway
    Oh, the freeway, and the coming of night-time My love,
    My love, Is in league with the freeway.

  8. Na Openerze gra teraz BAT FOR LASHES – uwielbiam ją. I choć mam rzut beretem, oglądam w zaciszu domowym na you tubie. Natasha Śpiewała przed chwilą Traveling Woman, jedną z moich ulubionych piosenek.
    tekst wpisuje się dla mnie w ten kołczołan.

    Hang on travelling woman
    Dont sacrifice your plan
    Cos it will come back to you
    Before you lose it on the man
    Never fall in love with potential cos you can’t see with your own eyes
    All the pretty faces and sorry words
    Can take away your pride
    Got to listen to the vision
    Some may say a dream, words from the unseen

    Or it can make you tired, tell you lies and make you fall
    Make you tired, tell you lies, make you fall
    Make you tired, tell you lies, make you fall

    Hang on travelling woman, dont sacrifice your plan
    Cos it will come back to you before you lose it on the man
    Got to listen to the vision
    Got to listen to the vision
    Play in the ashes of what you once were

    Jestem “podróżującą kobietą”.
    Historia zatacza koło.
    Czekam na “Daniela”.

  9. A co do książek, to podejrzewam pomyłkę jakiegoś księgarza z przypadku:)

  10. Też kiedyś zastanawiałam się dlaczego nie mogę w żadnej pracy zagrzać miejsca. W pierwszej właściciele oszczędzali na pracownikach, w drugiej szastali pieniędzmi co też odbijało się na pracownikach, w trzeciej nawiedzona szefowa robiła przekręty, w czwartej już bylo w miarę spokojnie ale dopiero piąta dała możliwość odetchnięcia i spokojnej pracy. Nie liczę dwóch krótkich epizodów umów sezonowych i chwilowej własnej działalności. Do dzisiaj zdarza mi się słyszeć od ludzi z którymi pracowałam, że ze mną to dobrze było, bo nie trzeba bylo się o nic martwić, wszystkiego przypilnowałam. Zazdroszczę, temu człowiekowi na pustyni, przekonania, że “to tu”, mimo, że warunki raczej przyjazne nie są, a może dla niego są? Od dawna miałam plan, że po szkole, znajdę dobrą firmę i będę robić karierę. NIc z tego nie wyszło. Można zadac pytanie co oznacza robić karierę? Tak sobie wyobrażałam naiwnie, że jak będę kompetentna i pracowita, to będą mnie doceniać ……he he pitu pitu. Nauczyłam się jednego jak ktoś dobrze zasuwa to go będą trzymać tam gdzie zasuwa, awanse dostają spryciarze, którzy zasuwac nie lubią:) To ta ciemniejsza strona. Strona jaśniejsza to fajni znajomi, których udało mi się poznać i w obecnej chwili mogę na nich liczyć, ale nadal szukam swojego “to tu”:) Jednak się obawiam, że to moje “to tu” , to są właśnie te róźne miejsca, gdzie trzeba coś zrobić, komuś pomóc i iść dalej.

  11. Wiem, że to nie na temat, ale chcę poinformować, że wczoraj kupiłam jedną z książek Macieja Bennewicza za 9,90zł. Będąc w galerii rzucił mi się w oczy przez wystawę księgarni tytuł. Książka leżała na wierzchu całego stosu książek w koszu. Chciałam kupić parę egzemplarzy, aby podarować koleżankom, ale sprzedawczyni powiedziała, że wszystkie egzemplarze rozeszły się jak ciepłe bułeczki za tę cenę. Ciekawe, bo w księgarniach po “normalnej” cenie leżą one nadal, ale pozostaje pytanie, czy aby ta cena na pewno jest dobrze skalkulowana? Przecież, jak widać, gdyby była tańsza ta książka (dużo tańsza, tak jak teraz 9,90), to sprzedałoby się nieporównywalnie większą ilość egzemplarzy i w sumie całkowite dochody ze sprzedaży byłyby większe. Tymczasem zamiast kupować po wysokiej cenie wiele egzemplarzy, przeczytam książkę i będę pożyczać po kolei innym, chociaż chętnie bym je podarowała…

  12. Skoro położył się na ziemi na pustyni, wystawiając się na niemiłosierne słońce i do tego był szczęśliwy, to dla mnie oznacza tylko jedno—nie wierzył w pustynię, albo wierzył (w sensie głębinowym).

  13. wszystko wokół jest po to abym mogła wzrastać , czy też iść poprostu moją drogą …
    wszystko wokół jest abym mogła dostać to co potrzebuje i co dam radę wziąść , udżwignąć , docenić …Ważne aby to zauważyć , dostrzec , nie odrzucać …bo jak nie to się cofam , tracę swoją ” kolejkę ” w “grze ” jaką jest mój rozwój moje życie , istotne jest kto z kim rozmawia ja ze sobą , ja z Tobą , czy świat poprzez Ciebie ze mną , co mi mówi , po co to mi jest , czego uczy i co mi daje ….czy jest to stacja , czy samochód , czy brak benzyny , wszystko jest informacją , Ważną energią , esencją , do podjęcia się zmiany , chaosu …rzekomego chaosu aby zaszła ewolucja na wyższym poziomie , powstaje pustka ( czy też pustynia ) aby znależć czas ( lub go wytworzyć ) na integracje informacji ( spojrzenie w głąb ) na zastanowienie się co biorę a czego nie , co jest dla mnie ważne , a co może nie , co rozumię a czego jeszcze nie widzę …i to też informacja …może na innym poziomie ale jest …. wszystko jest po coś …znajdż czas ..wejdż w pustkę , czy ba pustynię …Stań i pomysł Kim Jestem i Co Dziś Potrzebuje ? , Gdzie chcę Dziś iść i Gdzie Jestem ? …
    a wszyscy i tak potrzebujemy wg mnie miłości ….energii , do wzrastania na swojej pustyni …. ( harmonii )
    Dobrej Nocy :)
    zapraszaj się do pustki aby iść dalej …..

  14. jak dobrze znane mi uczucie :-) wyzwolenia od, wolności, scenariusza, który poszedł w inną stronę niż był pisany, radości że jest jak jest i akceptacji, że się żyje i nurkuje głębiej, niż się przypuszczało, że można zanurkować.
    Spokojne pozwolenie na to co jest. Zachłyśnięcie się i ulga.
    Katharsis. Kiedy szef zwolnił mnie z pierwszej pracy nie wiedziałam gdzie się podziać. Pamiętam taki moment kiedy jeszcze nie myśli się “jak się odbudować”, taki moment kiedy pęka się na kawałki. Jest źle. Człowiek dopiero szuka swojego miejsca w świecie a tu nie to o co się starało. W sobie surowe rozliczenie. W domu rozliczenie z surowymi rodzicami. Za jakiś czas bierze się t e n oddech. To ta chwila zanim się podnosisz się z popiołów. Ten sen kiedy leżę sobie na łące wśród kaczeńców i jest mi nieskończenie dobrze ze słońcem i odgłosami lata. I tym, że przez jedną króciutką chwilę, jeden moment w kosmosie, jeden takt wielkiej galaktycznej symfonii ;-) nic nie muszę. Jeden moment bo potem musisz się ująć w karby sam. Sukces to druga twarz niepowodzenia? :-) heh

Komentarze są wyłączone.