Kołczołan jesienny

Była jesień, mgła wyjątkowo gęsta.  Janek wracał z młyna wioząc, a właściwie pchając na rowerze worek kaszy. Na całą zimę nie starczy ale do stycznia, może lutego pewnie tak. Następny worek  przywiezie saniami po śniegu – myślał.  Wtem zobaczył na drodze dziwną postać. Przeklął najpierw siebie w duchu, a potem tę drogę, że też go podkusiło jechać na skróty, koło starego cmentarza, obok pustego kościoła, w którym od dawna boga już nie ma i może nigdy nie było, bo to przecież kościół innowierców. Różni się w pobliżu kręcili i złodzieje, i złomiarze, i nawet bandziory z miasta nie wiedzieć czego tu szukające. Postać zbliżyła się do Janka i jego najgorsze podejrzenia w jednej chwili stały się nie tylko prawdą, ale tę prawdę przekroczyły straszniej i groźniej niż Janek mógłby przypuszczać.

—  Czy to twój worek, czy kradziony? —  spytała postać. — Tylko zastanów się dobrze. Czy to twój rower, czy kradziony? Nic kradzionego ze sobą zabrać nie możesz, tam dokąd pójdziesz.

Całe życie stanęło mu przed oczami. Janek nie tylko pomyślał o rowerze, który od dawna był jego legalną własnością i worku, który uczciwe nabył, ale zaczął w pamięci nerwowo przeszukiwać wszystkie swoje uczynki i grzechy, przedmioty i pieniądze. Nic, wszystko uczciwie, wszystko praworządnie nabyte. I nagle przyszło mu do głowy, że bardzo się pokłócił z bratem tego ranka, a potem do żony wygadywał na brata, a na żonę do syna,  a potem wściekły i rozgoryczony pokłócił się z młynarzem o wagę worka. Dopiero trzeci worek od niego zakupił po dwukrotnym przeważeniu, ale i tak rozstali się w gniewie.

A czy złe słowo to też kradzież? —  spytał i rozejrzał się wkoło, ale nikogo na mglistej drodze już nie było.

Kołczołan jesienny
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Byłam dzisiaj na kolejnych warsztatach z emisji głosu, i tam padło stwierdzenie, że głosem można manipulować, z czego korzystają politycy. Zastanawia mnie tylko, czy naprawdę to jeszcze działa? Chyba tak co widać po słupach poparcia różnych partii. trochę przerażające……

  2. Piękne :-)
    Ciekawe, że o “Raz dwa trzy” wspominasz. Wczoraj oglądałam o nich program…
    Dziękuję ;-)

  3. Agnieszka,

    Co do dzieci, słyszałem wypowiedź lidera zespołu “Raz dwa trzy”. Powiedział takie słowa: “Każdy człowiek ma w sobie dobro, bo każdy człowiek był kiedyś dzieckiem”

  4. A bez słowa można czasem więcej… Przypomniało mi się o tym w zaskakujący sposób :)

    Od dłuższego już czasu odzieram się z etykietek, jakie sobie sama i inni mnie przykleili. Parę dni temu z pewnym oburzeniem zareagowałam na zaproszenie do restauracji, gdzie miało się odbyć jakieś miłe spotkanie kulturalno kucharskie z mięsem w tle i na główne danie. Podziękowałam zaznaczając, że przecież jestem wegetarianką. Jakoś mnie to zakuło w oczy, bo znowu się zaszufladkowałam gdzieś pomiędzy kimś…

    Nie potrafię jednoznacznie określić kim jestem. Łatwiej powiedzieć kim nie jestem. Nie jestem masażystką, choć masuję. Nie jestem pisarką, choć piszę. Nie jestem dziennikarką, choć publikuję teksty w magazynach, nie jestem wegetarianką, choć nie jem mięsa. Wszystko to, kim nie jestem pozwala mi odkryć kolejne informacje o sobie. Zostawiam więc te rozważania i idę na kawę. Tam, gdzie jasno, ciepło, miło i pachnąco uwodzicielską kofeiną. Siadam przy kąciku dla dzieci. Świadomie i z premedytacją zmieniam miejsce, na którym zawsze siadam. Żeby zmienić perspektywę, żeby zobaczyć coś innego, żeby nie przywiązywać się do znajomego fotela.

    Dwoje dwulatków zjawia się tuż obok. Najpierw Ona, Julia, Potem On, Antoś. Niebo mi ich zesłało… Każde z nich obradowało mnie niewinnym uśmiechem. Tak zupełnie bezinteresownie, jakby dzieci wiedziały, że to jest coś, czego mi w tej chwili najbardziej potrzeba. Obecności obdartej z etykietek. Wzruszyłam się. A kiedy moje oczy zaszły mgłą, znowu uśmiech i słońce zza chmur…

    Zatopiłam się w myślach. Gdzieś pomiędzy tym, co za oknem, a w Zwierciadle, które akurat czytałam, pojawiło się pod moim nosem puste różowe pudełko, gdzie teoretycznie powinny być kawiarniane kredki i pusta srebrna łyżeczka w małej rączce Antosia. Tak po prostu podszedł do mnie i ku zaskoczeniu rodziców podzielił się tym, co miał w pustym, różowym pudełku po kredkach, na srebrnej łyżeczce do kawy.

    Czym mnie karmił ten chłopiec? Mam pewne podejrzenia co to mogło być, bo kiedy zaczął się gramolić na moją kanapę, poczułam ogrom miłości. Rodzice zawstydzeni przepraszali i upominali:
    – Antosiu nie ładnie, nie przeszkadzaj pani.
    – Nie, nie nic nie szkodzi, naprawdę to żaden problem.
    Popatrzyłam na Niego i na Nią. Nasze spojrzenia się spotkały i już wszystko było jasne.

    Z żołądkiem wypełnionym delicjami z pustego, różowego pudełka po kredkach, powędrowałam przed siebie pomiędzy ogołoconymi drzewami. I było mi ciepło, choć chłód ściskał porządnie.

    PS Ktoś coś dał. Przyjęłam. Oddałam dwa razy więcej. Ktoś odesłał trzy razy więcej. I tak niemo ktoś komuś przekazywał miłość. I nikt nie chciał niczego w zamian. Płynęło, płynęło, płynęło…
    PS2 Nigdy nie wiadomo pod jaką postacią pojawi się Bóg…

  5. Słowo to światło przeciwmgielne pod podwoziem nieba. Swiadomość słowa–ważna umiejętność.

  6. Torowanie Zenona i dyplomacja??? Dobry efekt JESTESMY SWIATEM. CZASAMI TRZEBA
    DUZO STRACIC.ALE ZYSK JEST WIĘKSZY.
    Nie padam i dobrze ,ze WAS mam.:) Nie wstydze sie ze żyję.POZDRAWIAM

  7. Dla mnie ta historia wkracza znowu w temtykę cienia. Odsyła do niewidzialnych obszarów w sobie, w których człowiek się rozlicza ze słów, robi rachunek sumienia, bo gdzieś jednak czuje się nie w porządku, choć emocje nie dawały najmniejszej szansy na inne reakcje.
    Żyjemy w epoce tabletów i wszystkiego aj coś tam. Nie da się odciąć od ataku mediów na swoje uszy i oczy. Można jedynie w sposób mniej lub bardziej świadomy przyjmować dawki serwowane już nawet w miejskim tramwaju. Słowo było i jest bronią. Buduje miłość i potrafi ją niszczyć.
    Złym słowem ktoś może skraść szacunek do siebie; kłamstwem sprawić, że już inaczej na niego patrzymy, niż wtedy kiedy mu wierzyliśmy. Złe słowo potrafi zachwiać przyjaźnią, ciepłem wew., uczuciem. Ciężko potem przykryć go jakimś dobrym. Słowa mają moc. Choć często rzucane są na wiatr.

  8. Czy przemyślenia Janka zaowocują czy znikną jak ten KTOŚ?

  9. Mowa werbalna patrząc na historię ludzkości jest w zasadzie od niedawna. Gdzieś przeczytałem, że gdyby porównać historię życia ludzi do 24 h to niemi przestalibyśmy być dopiero od godziny.
    Słowo jak dobrze wiemy to zarówno potężna broń jak i jeden z fantastycznych cudów. Programowanie Neurolingwistyczne pokazuje jego kapitalne zastosowania.
    To jak wykorzystamy język zależy od nas samych.
    A, że słowa ranią… to chyba wszyscy wiemy.

  10. Każde złe słowo jest jak wbijana igła. Każde złe słowo to złodziej spokoju.

Komentarze są wyłączone.