Kołczołan kocki dla Julii

Bolesław uważny

-Och, człowieki – wzdycha kot Bolesław – człowieki zawsze robią tyle zamieszania. Płoszą moje sny a to znaczy, że wytrącają ze spokojnego rytmu, akurat wtedy, gdy moje łapy wyciągnięte pod głową mruczą.

– Płoszą? Mnie tam nie płoszą. Nawet ich nie zauważam – mruknął kot Kotlet i przewrócił się na drugi bok pokazując Bolesławowi swoje brunatne plecy.

– Jak to „łapy ci mruczą”? Łapy nie mogą mruczeć. Mruczy ci coś w gardle – stwierdził najmłodszy Feluś, który ulokował się wysoko na oparciu fotela.

– Nie w gardle mruczy, tylko w brzuchu i nie coś, tylko mruczadełko mruczy – stwierdził arbitralnie Lolek, biało-czarny, dostojny, samozwańczy kierownik stada. Kot potężny o gładkiej, lśniącej sierści i władczym spojrzeniu.

– W żadnym brzuchu, ani w gardle. Nie ma żadnego mruczadełka. Mruczy w nosie mruczący liść albo coś w rodzaju liścia, dziwne cośko do liścia bardzo podobne. Tylko jest mniejsze i mniej liściowate – stwierdził Kotlet, który nie lubił Lolka, dlatego ilekroć mógł, podkreślał swoje odrębne zdanie oraz wyższość. Powiedział, co miał do powiedzenia i znowu się obrócił.

– Co ty tam wiesz, jesteś najstarszy ale najgłupszy – prychnął Lolek i najeżył  sierść – jest mruczadełko i  mruczy w brzuchu.

Felek zamerdał ogonem a Bolesław, o sierści rudej, uniósł łebek i rozszerzył źrenice.

-Będzie nawalanka? – Felek podekscytowany wskoczył piętro wyżej na półkę żeby bezpiecznie z góry obserwować co będzie się działo.

– Są tacy sami jak człowieki, aż obrzydzenie mnie bierze. Nastroszeni, zaraz by się bili o byle co. Wstyd – stwierdzi Bolesław i wskoczył w ślad za Felkiem, ale zanim się zorientował  oberwał łapą. Felek nie miał zamiaru ustępować mu miejsca na wygodnej, jednoosobowej półce. Bolesław w ostatniej chwili odskoczył i spadł z hukiem, co wystraszyło Lolka, który czmychnął pod kanapę. Kotlet ani drgnął.

– I co, ty też Felek, taki sam jak oni, od razu z łapami? – żachnął się Bolesław i odszedł z godnością. W drzwiach nieodwracając się rzucił od niechcenia:  – Całkiem już sczłowiekowieni, to nawet gorsze niż spsiali.

Feluś najmłodszy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. A czy kanapy są pomarańczowe? :-)

  2. A ja jak zwykle okoniem … czyli, pies zamiast kota :-) Wczoraj w Łodzi był jeszcze piękny czarny kocur mojej mamy, dziś w Dublinie bawiłam się i spacerowałam z moim nowym znajomym, pięknym owczarkiem niemieckim. Wczoraj Kropek robił, co mu się żywnie podobało, z gracją, wdziękiem i tym niepowtarzalnym kocim poczuciem wolności. Dzisiaj Max pięknie mnie zapraszał do zabawy, ale bardzo cierpiałam, kiedy jego właściciel ‚kazał mu chodzić przy nodze’. Przewaga kota nad psem – kota nie da się urobić. Robi, co mu w duszy gra.
    Odkryłam dziś w końcu, o co chodzi z tym coachingiem, dlaczego mi tak dobrze służy.
    Ja od dawna żyję wbrew schematom i zawsze szukam własnej drogi i własnych odpowiedzi.
    Tak się szczęśliwie złożyło, że od pewnego wieku wspierają mnie ludzie, którzy też łamią schematy i uczą kwestionować powszechne prawdy.
    Ale czasem to szukanie własnej drogi kończy się w zbyrach.
    I wtedy, myślę, e, racje maja ci przystosowani.

    I nagle odkryłam coaching, który mówi – podważaj, kwestionuj, wyjdź z transu.
    Czyli wzmacnia coś, co ja i tak już robię.
    Ale teraz w końcu doceniłam to, że tak robię.
    I wreszcie nie próbuję się przystosować, tylko wręcz przeciwnie, idę za tym co mi w duszy gra.
    Wczorajszy lot był fajny, chociaż i tak złapałam stewardesę za rękę tuż przed startem i chciałam wysiadać ;-) Na szczęście okazało się, że już za późno. No i poleciałam.

  3. Piękne przesłanie, lekcja…ja czuję i rozumiem teraz świat jak te koty. Wcale nie podoba mi się „sczłowiekowanie” moich bliskich…No cóż najlepiej rozumiem mojego kociego chłopczyka, a on mnie rozumie, patrzy na mnie tymi pięknymi mądrymi oczami…a jakie ma mruczadełko ???

  4. U mojego Miśka mruczadełko ulokowało się w żołądku, jak się kot naje to zaczyna działać, natomiast miałkodełko to gdzieś w gardle :) Miałkodełko zaczyna działać jak wyłącza się mruczadełko :) Miałkodełko jest nie do zniesienia, więc Misiek dostaje jeść i znowu włącza się mruczadełko i tak w kółko. Cykl nie do przerwania:)

  5. Uwielbiam mężczyzn–koty, kiedy spotykam takiego (a zdarzyło mi się to na szczęście) mało gadam, chodzę miękkim krokiem i mruczę.

  6. Podziw & szacun z mojej strony za taką ilość kotów w domu :) U mnie dwa – Kocica szalona, łasząca się do ludzi, odważna. Kocur dystyngowany, stroniący od ludzi, totalnie mi ufający. Uwielbiam obserwować jak wzajemnie na siebie oddziałują.
    Podoba mi się co powiedział Eckhart Tolle „Zdarzało mi się mieszkać z mistrzami buddyzmu zen, a każdy z nich był kotem.”

Komentarze są wyłączone.