Kołczołan o poszukiwaniu mistrza

Dotarcie do prawdy absolutnej, pełne urzeczywistnienie własnej natury, przebudzenie? O cóż tym razem chodzi?

Pewien człowiek poszukiwał mistrza. Do czego potrzebny był mu mistrz? Miał w dzieciństwie surowego ojca. Sądził, że brak wsparcia, które tak boleśnie odczuwał przez wiele lat, zastąpi mu relacja z kimś wyjątkowym. Sądził, że surowość ojca może zrównoważyć łagodność mistrza. Kogo poszukiwał? Sądził, że wie, choć nie wiedział. Mistrz miał być reprezentantem, ucieleśnieniem tego wszystkiego, czego mu brakowało i niestety spełnieniem wszystkiego, czego spodziewał się po takiej relacji. Dlaczego niestety? Dlatego, że tego również nie wiedział. Nie miał pojęcia czym jest łagodność, ani czym mogłaby być wyjątkowość mistrza. Powtarzał jednak tak często słowa: wyjątkowość i łagodność, że przekonał nie tylko siebie, lecz również swych znajomych i krewnych, że doskonale wie, czego, a raczej kogo szuka. Nie wiedział.

Zapisał się na lekcje tenisa. Niestety trenerem okazał się człowiek nastwiony na prawidłowe uderzenie, odbicie i serw. Wstąpił do chóru, ale dyrygent skupił się na oktawach, czystości dźwięku i problemach z dwoma tenorami, a potem na synchronizowaniu głosów kilkunastu osób, zamiast na jego potrzebach. Wstąpił do trupy teatralnej ale tam było podobnie jak w chórze, w dodatku reżyser faworyzował kobiety, zwłaszcza piękne i młode. Przeczytał książkę, która go zafascynowała i tak długo zabiegał o kontakt, aż pisarz zgodził się na spotkanie przy herbacie. Okazało się jednak, że prywatnie pisarz jest człowiekiem skromnym i nieco wycofanym, nie nadawał się na mistrza. Pojechał więc do miejsca słynnego z duchowych praktyk ale okazało się, że owszem działa tam wielu mistyków, jednak głównie oddają się rytuałom. Ponadto zanim zostanie się jednym z wyznawców potrzeba wielu lat praktykowania a tyle czasu nie miał. Raz nawet zakochał się w mistrzu nauk nieprzeniknionych, innym razem pożyczył pewnej znanej postaci pieniądze, kiedy indziej pił ekstatyczne napary, odbywał wyczerpujące podróże, niepojęte tańce i po rozlicznych staraniach i próbach nie był nawet o krok bliżej do znalezienia mistrza. Co robił nie tak?

Wówczas w podróży, przypadkiem spotkał pewnego człowieka, który poradził mu żeby odpowiedział sobie czym jest wyjątkowość i łagodność, której poszukiwał. Rzecz jasna zanim odpowiedział na dziwne pytanie uznał nieznajomego za kolejnego kandydata na mistrza i poprosił: zostań moim mistrzem. Człowiek nie dość, że nie odpowiedział na prośbę, to jeszcze pośpiesznie bez słowa wstał i odszedł. Zniknął w tłumie. Poszukiwacz mistrza jednak nie dał za wygraną. Teraz, kiedy był już blisko odnalezienia mistrza, a w zasadzie go odnalazł, teraz ma go utracić? Szukał więc przez wiele tygodni owego nieznajomego, który zadał mu dziwne i trudne pytanie. Wreszcie, pewnego dnia odnalazł go równie niespodziewanie jak kiedyś.

-Dlaczego mnie ścigasz? – spytał nieznajomy.

-A ty, dlaczego nie chcesz zostać moim mistrzem?

-Jeśli odpowiesz sobie na to pytanie, zostanę twoim mistrzem. Jednak nie sądzę byś odpowiedział, dlatego nie sądzę też, że zostanę twoim mistrzem. Nie potrafisz odpowiedzieć ani po co ci mistrz, ani kim jest mistrz, ani czego od niego oczekujesz, skąd mógłbyś zatem wiedzieć, z jakiego powodu ci odmawiam?

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Ad;
    To chyba było w ćwiczeniu, w Restauracji osobowości lub Przbudzaczu…

  2. Kiedyś słyszałem, że ludzie, których spotkasz w życiu dzielą się tylko na dwie grupy: przyjaciół i nauczycieli. Nie ma innych.

  3. Ciekawe, że im bardziej szukał upragnionego wsparcia, tym bardziej wymykało się mu ono z rąk.
    Nie chodził w ciemnościach lasu za kwiatem paproci. Chciał poczuć i odczuć w świecie swoich przeżyć wsparcie. Nie doznał go wcześniej, więc nic dziwnego, że nie potrafił go nazwać, zdefiniować, doprecyzować innym. Ciężko opisać smak kaparów, kiedy się ich nie widziało na oczy; nie mówiąc o próbowaniu. Trudno nazwać nieodczute ciepło, nieposmakowany owoc, tęsknotę za bielą w świecie czerni.
    A może na niewłaściwych mistrzów trafiał? paradoksalnie to oni dostawali od niego wsparcie? Jego determinacja i wygłodniała potrzeba zirytowały ostatniego człowieka. Może ten najbardziej sam potrzebował mistrza?
    Czy mistrz to zawsze ten, który daje jedynie skąpą wskazówkę do siebie? Czy wsparcie to nie rzecz rozciągnięta w czasie, której nie poskąpi właściwy mistrz właściwemu uczniowi?

  4. mistrz,a ojciec,opiekun czy matka,przyjaciel- to nie to samo.najtrudniejsze praktyczne lekcje daja czasem ci ,ktorzy wcale nie zapewiaja mi troski czy wsparcia.zapewniaj mi okazje do rozwoju i nauki- coz,w moim zyciu zazwyczaj nie odbywa sie ona w cieplarnianych warunkach.
    Dla mnie osobiscie ta mistrzowska lagodnosc to chrystusowa umiejetnosc nadstawienia drugiego polczka,akceptacji tego co zycie niesie ,bez poczuca krzywdy ,odrzucenia czy walki wet za wet. To pokora wobec nieuchronnego,umiejetnosc rezygnowania z dumy.
    To takze umiejetnosc swobodnego poruszania roslinozercy sie po swiecie drapieznikow z zachowaniem autonomii….

    Nawet jesli spotkanie jest jednorazowe,a mistrz daleko-dal mi lekcje,czy z niej skorzystam ,czy nie-moja sprawa….mistrza to zupelnie nie inetersuje…………..

    mistrzem jest zycie samo w sobie ,w roznych swoich przejawach,czasem jako czlowiek ,czasem jako zwierze ,czasem jako realna sytuacja,czasem jako olsnienie……….

    odwracajac sytuacje z kolczolana….spotkalam kiedys na drodze poturbowanego golebia i zabralam go do domu.Na trzy miesiace stal sie dla mnie mistrzem w nauce wytrwalosci ,systematycznosci,cierpliwosci,uporu,zaangazowania ,nieprzywiazywania sie do efektu mojej pracy /
    Robilam swoje,mimo ,ze nikt nie dawal mu szans na wyzdrowienie,a wiekszosc znajomych pukala sie w czolo-pytajac-co ty z tego masz????
    .Wiosna wypuscialm go w swiat.
    co ja z tego mialam?
    Lekcję.
    teraz ,w zupelnie innej sytuacji zyciowej,mistrz wraca i pyta,czy to czego sie nauczylam wtedy-moze miec zastosowanie teraz?
    dodam tylko ,ze zrobiony tak zwany”dobry uczynek” w takich sytuacjach bywa tylko produktem ubocznym,oplata za lekcje ,datkiem na splate karmy;))))))))))

  5. Mistrzem jest samoświadomość. Mistrz jest w Tobie. Wsłuchaj się dobrze, a znajdziesz wszystkie odpowiedzi.
    Mistrzem został w momencie zadania pytania.

Komentarze są wyłączone.