Kołczołan odkrywcy

Był syty. W zasadzie nie wiedział co to głód. Znał monotonny smak, niewyszukanych potraw, które jadał codziennie. W zasadzie nie znał ich smaku, gdyż jednostajność sprawiała, że smaki stały się jałowe i nierozróżnialne. Były bez smaku, jak całe jego życie. Tęsknił do potraw wykwintnych. Ich kolorowe zdjęcia pobudzały jego wyobraźnię.

Miał dach nad głową i choć pod dachem kryło się porządne, typowe mieszkanie w bloku, nazywał je chałupą, gdyż nie lubił tego miejsca. Marzył o prawdziwym domu z widokiem, trzema sypialniami i jacuzzi. Pobierał zasiłek, marne grosze. Czasem dorabiał łapiąc jakieś dorywcze prace. Czasem myślał, że jeszcze wszystko przed nim, a czasem, że już wszystko za nim. Dlatego na nic nie czekał. Jednak najważniejsze uczucie, z którym budził się i zasypiał codziennie to było rozdrażnienie. R o z d r a ż n i e n i e. Niczym nie mógł się zająć, nic go tak naprawdę nie interesowało, nic na dłużej nie mogło przyciągnąć jego uwagi, z powodu rozdrażnienia. Nie obchodzili go inni ludzie, jakieś tam sprawy, idee, informacje, wydarzenia. Był wściekły, gdyż czuł się pozbawiony, wykluczony, odcięty, a często nawet skazany na życie bez smaku z dachem nad głową w swojej chałupie. Wspaniałe, bogate życie omijało go, przechodziło obok, arogancko narzucało się by przez chwilę błysnąć i zniknąć.

Pewnego dnia, nieoczekiwanie, gdy zirytowany wyłączył telewizor po przegranym meczu jego ulubionej drużyny, rozdrażnienie minęło. Jeszcze przed sekundą chciał trzasnąć pilotem o stół. A teraz był zaskoczony. W pierwszej chwili starał się ustalić, co zaszło? Może zmieniła się chemia jego mózgu? Może wyczerpała się pula rozdrażnienia? Może piłka nożna tak na niego zadziałała? Skąd ta zmiana? Zaciekawiony zaczął szukać odpowiedzi i wtedy spostrzegł, że doznawał nowego, dominującego uczucia: ciekawości. Narzucił kurtkę i pierwszy raz od dawna wyszedł na ulicę.

Kołczołan odkrywcy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

21 komentarzy

  1. Dżo-ann, bardzo Ci dziękuję i ślę mój uśmiech Agnieszki jedzącej przepyszną suróweczkę ;)

  2. Ależ nie mam co, do tego wątpliwości Agusiątko :* I na całe szczęście!

    Siedzisz mocno i wytrwale w Swoich poszukiwaniach. Dusza, metafizyka, wyzwalanie te terminy nie są Ci obce. Sama się podłączasz do jungowskiej jaźni wolnościowo :)
    Gdzie byś nie była, wszystkiego eksperymentalnego ;-) hi hi

  3. Dżo-ann,
    nie mam pojęcia jak to jest z tym kontaktem i z czym i czy u mnie do tej komunikacji dochodzi, ale u mnie ego występuje i ma się świetnie :P

  4. Jeszcze inaczej…
    Życie bez smaku może być być grzechem wobec życia, w tym sensie, że to życie jest nam dane raz, jest cudem tchnienia, a także jest pamięcią tych, którzy odeszli i to nam jako kolejnym w łańcuszku powinno zależeć by przekazywać swoją wiedzę, dziedzictwo, posag samego siebie.
    Tworzenie czegoś z niczego. Z kamienia pierwszego narzędzia, znalezienie krzesiwa i co dzień od nowa żmudna robota (a i tu znalezienie recepty na przełamanie rutyny, monotonii, bez nadmiernego wysiłku). :> Pierwszego słowa gdy długo miga kursor na białej kartce worda.

    Kim jestem/ co już osiągnąłem i czy to czego nie osiągnąłem mnie pogrąża wobec samego siebie, czy spycha na dno mielizny i frustracji? Co sprawia mi szczęście? Czemu warto się poświęcić bez szantażowania siebie rezultatem, pucharem, certyfikatem? Co jest moim celem bez celu a daje satysfakcję i napędza do działania?

    A może jeszcze inaczej? Może jednym gestem odwrócić klepsydrę z piachem „do góry nogami”? Zacząć coś raz jeszcze od nowa ale inaczej? Jako hobby po pracy, za którą się nie przepada, ale jest intratna? Daje korzyści finansowe i takież bezpieczeństwo pozwalające spełniać niejedną a kilka pasji. W końcu poczucie jako takiego bezpieczeństwa jest punktem wyjścia do wszelkiej działalności życiowej, do tego że np. stojąc nad przepaścią finansową spółka idzie na ustępstwa i zmianę polityki firmowej, że potencjalny bankrut cienko przędzie, ale przędzie, że mały chłopczyk w ciemnym, zimnym pokoju przytuli poduszeczkę i zaśnie.

  5. No ja właśnie chciała ten coaching połączyć z artystycznymi rzeczami, np” Fotocoaching” „Artcoaching”, bo widzę, że jednych odblokowuje obraz innych słowo a jeszcze innych doświadczenie , no ale Wszechświat na razie mówi nie . W tym roku wylądowałam na liście rezerwowej szkolenia , czyli krok do przodu :) Zobaczymy co będzie w następnej edycji :) Cały czas się rozwijają, to może mam trafić rzeczywiście na dobrych nauczycieli :) Tak jakoś mi się nagle wszystko odpuściło. Zobaczymy co będzie :) najwyżej spakuję rodzinę i pojadę do siostry do Irlandii :)

  6. aniula ,a jakbys tak do tych artystycznych pradow dolaczyla cos, co sie ludziom przydaje?co chcieliby od ciebie wziac?
    ja jestem zupelnie dumna z tego ,ze malowanie mieszkanka zrobilam sama;)))))zaoszczedzilam jakies 1500 zl-umiem juz poszpachlowac,wygladzic tynk i wymalowac….wywiercic dziury ,powkrecac kolki i srubki;)))))))))
    zupelnie serio-nauczylabym sie ukaldac kafelki i witraze.

  7. Bartku a czego ja już nie czytałam :) Bennewicza nawet czytałam :) Ale sobie ostatnio obejrzałam na youtube „Siłę spokoju” z NIki Nolte, polecam :) . Przeszłam kurs zamówień do wszechświata, psychorysunek, skończyłam drugi stopień Vedic Art a urząd pracy mówi, że nie mogę być przez nich wysłana na płatny staż, bo bezczelnie samowolnie sobie znalazłam pracę po wychowawczym :) Bartku ja już nie muszę czytać , ja bym chciała trafić na ludzi, którzy docenią mój potencjał . Moim żywiołem jest działanie, niech ktoś inny się realizuje w zarządzaniu i papierkowej robocie :)

  8. @Iwona_A

    wczoraj trawilam twoj wpis.
    i swoj wpis.

    wpadlam w pulapke /nie po raz pierwszy/ widzenia swiata przez pryzmat siebie. widac,zauwazylam szklanke tylko do polowy pelna.

    dla mnie rozdraznienie jest sygnalem ,ze z czegos wyroslam ,ze zebralam sily do zmiany,do bolesnego czasem przyznania sie ,ze cos w moim zyciu boli ,wymaga wyciecia,naprawy,zmiany. nabrzmiewa jak dlugo rosnacy wrzod,peka i goi sie.

    najpierw szukam: co?mnie tak wkurza……..

    ęnergia jest mi potrzebna do zmiany,inaczej tkwie w miejscu.
    moze dlatego cenie ten stan.
    moze dlatego ,ze zdarzyl mi sie” negatyw” tej sytuacji-gdy nie moglam zrobic kroku naprzod,plakac mi sie chcialo nad moim brakiem energii,choc wiedzialm juz ,w ktora strone powinnam pojsc.jak mucha w smole.jak sparalizowana.

    ale masz racje,nie dla kazdego ten moment jest bezpieczny.

    psychiatrzy o leczeniu depresji mowia, ze szczegolnie niebezpieczny moment jest wtedy ,gdy pacjent pod wplywem lekow odzyskuje naped,a jeszce nie ma poprawy nastroju.czyli ma energie do dzialania ,a mysli wciaz ciagna go w dol….wtedy jest energia ,zeby zrobic sobie krzywde.

    @Bartek
    gdy swiatelka w tunelu nie widac….
    potrzeba aniola stroza, ktory czasem zatrzyma pedzacy pociag, czasem dycha okrasi dobre slowo,czasem milczaco bedzie trwal ,gdy wszyscy inni odwroca sie.

    ratowanie zycia to nie tylko „ostry dyzur”.

    na koniec powtorze za Einsteinem:”Życie prawie na pewno ma sens”.
    ja go wciaz na nowo szukam ,gdy trace wiare;))))))))))))

  9. Dżo-ann jestem jestem :) Czytam sobie dumam, szukam alternatywnych form leczenia , doświadczam ciekawych rzeczy, mam zaproszenie do drugiej fundacji, załatam zakrętki dla chorej dziewczynki tyle tego i czasem mam wrażenie , że to wszystko robię, żeby nie mieć czasu szukać pracy. Już wiem, że przeraża mnie 8 godzinny tryb zasuwania jeszcze gorsza opcja własnego biznesu :) Ostatnio zasiałam sobie ideę, że potrzebuję od Wszechświata kasę na rozwijanie się i aby mojej rodzinie nie brakowało niczego czego zechcemy.:) Jestem ciekawa co Wszechświat wymyśli ;)

  10. Ostatnio znajomi zaczęli się przyznawać, że korzystają z pomocy psychologów i antydepresantów. Może to dlatego, że się chwalę, na jakich to ja warsztatach nie byłam , że działam w fundacji , coby nie zwariować. Fajni dobrzy ludzie, którzy zostali zmasakrowani w szkole, przez pseudo pedagogów, konsekwentnie w pracy dalej gnojeni, bo poziom ich wartości jest tak mały, że inni jeżdżą na nich ile się da. Najgorsze jest to, że idą do psychologa a ten ma jeszcze większe problemy emocjonalne niż oni. Taka paranoja. Cieszę się , że mają świadomość , że czas walczyć o siebie ale jak mają to robić jak prywatna wizyta u psychologa to 100-150 zł a w domu pensja 1500 netto. Przynajmniej we Wrocławiu ciężko się dostać do NFZ- towskiego. Co mogę z ty zrobić , w sumie nic. Ale mogę te osoby wyciągać na fajne spotkania , możemy sobie pogadać. Sama opowiadam, co przeszłam w czasie choroby. Najfajniejsze jest dla mnie jak widzę nagle w oku ten błysk zainteresowania, czyli koło ratunkowe zarzucone można holować :)ale…. no właśnie oni muszą pomagać , bo inaczej nici z holowania :)

  11. Bartku
    gratuluję odwagi i szczerości wobec samego siebie

    Agnieszka
    przemawia to do mnie. Czy ego może być jeszcze połechtane, gdy ma się dobry kontakt ze swoim wyższym ja?

    Aniu, Iwono
    wasza dyskusja ciekawa! Nie ma tematów, których nie moglibyśmy poruszyć.
    Paprochy to, wg. mnie to, co człek wciąga odkurzaczem jako przeszkadzające j e g o ładowi i harmonii wewnętrznej.
    Szarogęszę się. To to oczekiwanie i pobudzenie często odtwarzanymi pytaniami Loleczki.

  12. A Agnieszka na to takim tekstem poleci ;-) (cholera, ego połechtane, dziś przyznam się bez bicia… Dżo-ann! co Ty ze mną robisz co? ;-))

    Dusza nie jest wolnością ani ograniczeniem. Nie jest miłością ani radosną euforią. Nie jest światłem ani mieniącymi się refleksami. Nie jest cierpliwością ani mądrością. Nie jest spokojem ani wzburzonymi falami. Nie jest ciemnością ani głębią. Nie jest wszystkim ani niczym.



    Jeśli możesz powiedzieć czym dusza jest, nic nie rozumiesz…

    Słuchaj duszy, ona Ci wszystko wyjawi. Ufaj TYLKO jej. Ona WIE. Ty nie musisz… Zamknij oczy, okiennice, drzwi, szczeliny. Wejdź do środka. Odetnij się od szumu, a wtedy choćby nie wiem jak wielki chaos był w tobie… USŁYSZYSZ. Może jeszcze nie teraz… Ale przyjdzie TA chwila i JĄ usłyszysz. Zaufaj JEJ. Nic innego nie ma sensu…

  13. Czwartek, duże miasto, centrum. Szemrana okolica. Mam do załatwienia ważną sprawę. Przyjeżdżam wcześniej 20 minut. Samochód na światłach, silnik zapalony. Podchodzi człowiek, lekko podpity. „Grabarz jestem – dychę pożycz” – mówi. Dychę? Piątaka Ci dam, ale dycha to za dużo. „Nie masz mi dać – pożycz” . Ale my się nie znamy, jak mi oddasz? „Oddam Ci jutro.”
    Kasa, którą trzyma w ręku przez otwarte okno wpada do mojego samochodu. Wychodzę, szukam jego pieniędzy. Powinienem się bać, widział mój portfel, stoję tyłem do niego, może mi zrobić krzywdę. Czuję, że mnie potrzebuje. Czuję, że ja go potrzebuję. „Nie, to szuty jakieś wpadły” mówi. Dobra masz tą dychę, ale co… jak by mi w tym mieście coś groziło to mogę się na Ciebie powołać –Grabarz? Mówię.
    Podnosi kurtkę, pokazuje pistolet, wytatuowany brzuch. „Nikt Ci krzywdy nie zrobi w tej okolicy. Kobieta mnie zdradziła – nie mogę z tym żyć… Patrz ręka rozharatana, wybiłem kilka szyb. Dziś się zastrzelę.” Grabarz płacze.
    Mogę Ci jakoś pomóc? „Nie, nikt nie może mi pomóc, ani kumple, ani matka, nikt”.
    Grabarz – jest jedna osoba, która może Ci pomóc.
    „KTO?”
    To Ty. Ty sobie możesz pomóc. Ani matka, ani kumple, ani nikt inny Ci nie pomoże. Tylko Ty możesz sobie pomóc.
    Po jakimś czasie cicho powiedział „dziękuję, bardzo panu dziękuję.” Bartek jestem a Ty jak masz na imię? „Adrian”, ale nikt dawno nie mówił do mnie Adrian – dziękuję”. Adrian, wierzę, że dasz radę. Wierzę w to, że będzie u Ciebie dobrze. Dasz radę. Powiedziałem.
    Dalej opowiedział mi historię swojego życia. Rozmawialiśmy długo.

    Po co Ci to mówię? Po co piszę?

    Bądź ciekawy każdego spotkanego człowieka, niezależnie od tego jak wygląda, czym się zajmuje, co robi – ON JEST WAŻNY. Gdy dajesz złotówkę albo dwie – spójrz obdarowywanemu w oczy i zobacz, czy bardziej niż pieniędzy nie potrzebuje rozmowy i ciepłego słowa.
    Dlaczego dla mnie było potrzebne spotkanie Adriana?
    By przez całą czwartkową noc mówić do siebie: Bartek, Ty możesz sobie pomóc. Nie rodzina, nie kumple… Ty.

  14. Agnieszko Kawulo
    Gdzieżeś? potrzeba sztormu wrażeń opisywanych ważkimi słowami

    Aniula
    gdzie Twoja życiowość i energia wróbelka elemelka?

    Andrzej S.
    człowiek dobrze prosperujący i pomagającym swoim klientom w takimże samym prosperowaniu i ekologii korzystnych zdarzeń!

    Potrzeba nam kwietnych pozytywów! Walczymy z paprochami intelektualnymi i emocjonalnymi! Wywalczamy nieśmiertelność :D
    Hasło dnia: Śmierć śmierci ;-)

  15. Są ludzie do których wychodzi naprzeciw i się uśmiecha, więc Życie nie musi być męczarnią. Tu jednego dnia chłopiec ginie przygnieciony bilbordem, tam rozstrzelany na froncie. tu, tam. Gdzieś pomiędzy ktoś odbiera sobie życie sam (co jest jednak nadal chorobą, jedyną o której wiemy, że naprawdę nieuleczalną).

    Za mało, mam wrażenie ślemy dobrych, pogodnych myśli. Sobie wzajemnie, zbiorowo. Za mało ciepło myślimy o sobie samych. Ciepło, życzliwie, żartując dla wywołania uśmiechu i rozśmieszenia, a nie tylko interesownie, biznesowo, sztywno w konwenansie.
    Zbiorowe plusowe, energetyzujące myśli dają takiż efekt motyla, o którym pisała tak adekwatnie Margo w poprzednim wpisie (Bratkowski…pokłosie3). Osłabiające, niestosowne i ambiwalentne myśli posyłane osobie rozpoczynającej swój pontyfikat są jak np. piski i oczekiwanie na porażkę pod skocznią w Planicy. Oby się nie zdarzały ani jedne, ani drugie! Jak szalik pobitego kibica innego bo „obcego” klubu razem z nim w kałuży…(Wymienię mi szczególnie bliskiego. Na zawsze idę w tamtym marszu i zawsze będę pamiętać: Michał Łysek)
    Piszę wprost jest tyle świetnych słów, gazet, blogów, książek, miejsc podróży, gatunków muzyki, spraw o których można dyskutować. Po co koncentrować się na tym, co złe, beznadziejne, odbierające siły.
    Potrzeba nam otuchy, wzbudzania radości, dobrego żartu, flirtu, tańca, śpiewu i teatru.
    A może jeszcze inaczej?…

  16. zycie niesie ze soba ryzyko smierci.
    kazdy moment jest niezbezpieczny z natury rzeczy.

    dobrze miec przyjaciol ,nauczycieli,lekarzy-w takich sytuacjach zmian potzrebujemy przewodnikow, nie kazdy potrafi sam znalezc droge.

    na argument ,ze kazdy dostaje taki krzyz,jaki jestv w stanie udzwignac-zawsze pytam-a co z tymi ,ktorzy popelnili samobojstwo?
    z drugiej strony-mozna byc szczesliwym i spelnionym i nadziac sie na czyjs noz siedemnascie razy…o tym tez ostatnio duzo w telewizji;((((((((((((

  17. Kilka dni temu jeden z tych „rozdrażnionych” zostawił kartkę i popełnił samobójstwo. Napisał, że nie widzi sensu swojego życia. Mieszkał sam, bardzo dobre warunki. Sąsiedzi stwierdzili, że jakiś rozdrażniony chodził. W tym miesiącu było kilka takich przypadków.

  18. to taki moment na polpietrze-czasem chwila ,a czasem mozna spedzic na nim pol zycia….juz nie musisz sie martwic o chleb codzienny i dach nad glowa,juz nie cieszy spelnianie podstawowych potrzeb,a jeszce nie ruszyles dalej.

    Zgromadzona energia krazy po zamknietych obwodach ,nie moze pojsc wyzej,wiec powoduje rozdraznienie

    ale jest juz gotowosc ,tylko jeszce nie ma swiadomosci na co.
    cudny moment,jak na poczatkiu podrozy,trzeba tylko ciekawosci ,zeby poszukac ,odwagi by wyruszyc
    ;)))))))))))))))))))))))))

    rozdraznienie jest dobrym objawem.
    jak napiecie sprintera przed startem.jak strzala na napietej cieciwie luku….

    bywa tez odwrotnie…..jest swiadomosc dalszej drogi i brak energii,brak rozdraznienia-apatia,depresja
    .albo jest jedno i drugie-tesknota i swiadomosc i poziom energii ,a czlowiek wciaz boryka sie na poziomie podstawowych potzreb,cala jego para idzie na zdobywanie wlasnego kata i kawalka chleba,bezpieczenstwa ,pokoju,zdrowia….na wyzsze cele nie ma juz sil…
    .mozna tez na zawsze ,mimo znacznych juz zasobow zostac na poziomie coraz wiekszej chalupy i coraz lepszego jedzenia-nie ma rozdraznienia ,jest dazenie do celu w poziomie ,nie w pionie…………
    jestesmy na roznych poziomach,zdeterminowani poziomeme wlasnej swiadomosci,a takze indywidualnych zasobow , okolicznosciami,w jakich nam przychodzi je realizowac zyciowy program………zadaje sobie pytanie-czy jestresmy zupelnie w tym wolni ,czy zdeterminowani zanim sie narodzimy????nasza przeszloscia,karma,czy trafiamy tam wlasnie ,gdzie mamy byc,czy jest to zupelny przypadek….polaczeni ze wszystkim?czy oddzieleni i niezapisani ,jak czysta karta w dniu narodzin?dlaczego trafiamy tam ,a nie gdzie indziej,tym a nie innym rodzicom?w dostatnie zycie cywilizowanej europy , w afrykanska susze albo pieklo wojny?

    osobiscie skalniam sie do tego,ze zycie siega dalej niz narodziny i smierc,moze dlatego latwiej mi znalezc sens w codziennosci;))))))))))))))a etapy na polpietrze traktuje jak konieczne i naturalne przystanki w codziennej wspinaczce.

  19. Kołczołan przebudzonego człowieka. Rozdrażnienie, być może obruszenie na sprawy, na które trzeba być obruszonym. Rozdrażnienie i brak strefy wpływu przy jednoczesnym poczuciu, że wpływ dzierżą w rękach tzw. raptilianie, ludzie Cienia, których ich więzi; poczuciu zniewolenia przez ciemność a nie jasność.
    Wszystko wokół zamiast dawać i pomagać, odbiera mu energię. Pułapka doczesności?

  20. Jeden z moich dni ! :)

Komentarze są wyłączone.