Kołczołan: Przewiew kultury

Kołczołany. Kołczołany ciche, krótkie, niekiedy zapisane dialogiem. Czasami koan, który zaprasza do self-coachingu to najlepsza myśl jaką można zapisać. Niekiedy wyraża taka myśl, aż nadto wiele.W chwilach gdy głowa pęka i staje się bolącym baniakiem, czasem gdy ktoś pompuje swoje ego i komplikuje zamiast prostować, czasem gdy złe wieści przychodzą albo przeciwnie dobre, radosne, wiosenno-szczęśliwe… kołczołan. Och te trudne, obce słowa i jeszcze neologizmy. Zwykliśmy traktować język jako coś niezmiennego, jak świętość nienaruszoną a przecież on także, a może zwłaszcza on, ulega zmianie, nieustannym fluktuacjom, adaptacjom, transgresjom. Ustawa o języku polskim strzeże granic języka. A czyż nie jest z nią tak, jakby wprowadzić ustawę o jedzeniu i zakazie spożywania na przykład: krewetek, bo obce, majonezu, bo wrogi kulturowo, sałaty pekińskiej, w ogóle warzysz wszelkich, bo przecież nawet ziemniaki choć polskie, obce przecież. Zakazać oczywiście sushi, gdyż nie dość, że obce, to jeszcze obco nazwane. Herbatę by zakazać, bo niebezpiecznie kojarzy się z czajem.

Język, matka nasza i dobra przyjaciółka, a przecież obca niekiedy, zaskakująca jak to sushi – smakiem, zapachem, kolorem i nazwą. Nie tylko kłopot w tym, że zalogować się na fejsie i dać lajka brzmi obco i niepoprawnie. Jednak jak powiedzieć inaczej? Jak spolszczyć: Puszczę ci pedefa, bo jodpegi są za ciężkie i mój serwer za długo mieli, ostatnio zatkała mi się skrzynka w tablecie przez takie pliki. Powiedz to swojej babci, co tam babci, nauczycielowi albo wpisz taki tekst na maturze. A przecież nie tylko nieszczęsne sushi albo fejsy, tłitery, jutuby czy serwery lecz także adaptacja, fluktuacja, transgresja, a także  gramatyka, ortografia i stylistyka – polskie nie są.  Polska to nie tylko kraj w pogodowym przewiewie, gdzie fronty znad Syberii krzyżują się z tymi znad Afryki, skutkiem zaś tych przewiewów są wichury i grady, to również przewiew kultury.

Kołczołan: Przewiew kultury
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. a mi się wydaje że nie ważne czy to polskie słowa czy obce, chodzi o jasny przekaz, komunikację, o wzajemne relacje, zrozumiały dla zainteresowanych, dostosowany do odbiorcy:)

  2. W porownaniu z zachodnimi sasiadami i tak latwo przymujemy neologizmy i obce slowa …zreszta w naszym jezyku sporo takze germanizmow,rusycymow,poza wiadomym wplywem laciny czy greki-mowiac obrazowo -historia odcisnela sie na jezyku;))))))))
    jezyk obrazkowy jest bardziej uniwersalny ,jak i mowa ciala;)))))))))))i mniej zmienny.

  3. Powiem tak, lubię ludzi dbających o język i fantastycznie pogadać z kimś kto wie co mówi i jak mówi. Slang zawsze będzie, specyfika np: pracy. Mężowi raz zwróciłam uwagę,  aby nie mówił do mnie po angielsku w domu :) To , że u niego w pracy anglików jak na lekarstwo to szczegół, a że ludzie lubią się popisywać wszystkim i wszędzie, to nie znaczy , że we własnym kraju języka swojego mają zapomnieć. :) Co do fejsów i jotpegów, to co mamy zrobić , nie mamy swoich nazw a skoro taka przyjęta to przynajmniej przyswójmy je sobie ;)

Komentarze są wyłączone.