Konkurs 111 111 trwa!

Przypominam konkurs trwa:

Jeśli chcesz wziąć w nim udział napisz w komentarzu o swoim odkryciu coachingowym, o chwili przekroczenia granicy pomiędzy starym i nowym, świadomym i nieświadomy, o momencie zmiany na lepsze.

Dodaj również odpowiedzi na pytania:

Co sprawiło, że do tego odkrycia doszło?

Skąd wiesz,  że zmiana była zmianą na lepsze?

Jest konkurs będą i nagrody:

  1. Nagroda główna to bezpłatny udział w warsztacie, który  poprowadzę 6 i 7 stycznia 2012 w Warszawie w Centrum Inspiracje Wykorzystanie języka transu w coachingu [Prowadzę taki warsztat zazwyczaj raz do roku, więc jest to swego rodzaju unikalne przedsięwzięcie. Zastrzegam sobie jednak rozmowę  przed warsztatem, która zdecyduje o ostatecznym zakwalifikowaniu się, to warunek dla wszystkich chętnych, bo zajęcia są merytorycznie wymagające]
  2. Pozostałe nagrody to 3 książki  mego autorstwa do wyboru

Konkurs trwa do 111 111 wejścia!

 

Konkurs 111 111 trwa!
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Chciałam dopisać na szybko: faktycznie, wystarczy dopuścić do siebie możliwość zmiany, pogodzić się z życiem płynącym i że co było, to już nie jest i nie będzie tym bardziej – i od razu coś nowego się zjawi. Miejsce trzeba zrobić, zaakceptować w środku siebie i otworzyć oczy na świat – i proszę, okazja się sama pojawia. Praca nowa zupełnie, kiedyś nawet nie przeczytałabym całego ogłoszenia, bo doświadczenia nie mam, bo co ja o tym wiem, bo na pewno ktoś spełnia wszystkie wymagania, a ja nie, to po co. A teraz owszem, z wielkim entuzjazmem: chcę spróbować, bo myślę, że to może być coś fajnego, coś, co da mi wiele radości i satysfakcji, a jeśli mi się nie uda, bo będą lepsi – no cóż, trudno, słońce i tak wstanie :)

  2. Co prawda opis jednej z najważniejszych moich zmian zamieściłaś już jakiś czas temu, jednak chcę dodać swoje trzy grosze (już poza konkursem) odnośnie książki ” Coaching, czyli restauracja osobowości”.
    Studiowałam wówczas coaching i z dnia na dzień przekonywałam się, że to pomyłka. W koło zadawanie pytań, szybkie dążenie do celu bez pytania o przyczyny – tak jawił mi się wówczas coaching. NIe będę coachem – deklarowałam! I wtedy właśnie sięgnęłam po Pana książkę. Wierzę, że nie ma przypadków. Droga rozwoju, podejmowanie wyzwań, zmiany i świetne metafory, przypowieści – to, coś co wcześniej było mi już bliskie. Mnie ta książka dała inne odkrycie – można coachingowo pracować po swojemu! Od tego momentu zaczęłam łączyć swoją pasję kreatywności z coachingiem, przypomniałam sobie między innymi o metaforach. Poleciłam opowieść o synu kowala jednej ze swoich klientek.
    – Wiesz, ja jestem takim synem kowala – zadzwoniła tego samego dnia. Wielokrotnie odnosiłyśmy się do tej metafory.
    Teraz buduje swój styl, pamiętając oczywiście o założeniach coachingu. Czytam „Coaching i mentoring” Pana autorstwa , czerpiąc z niej pomysły. Zapałałam miłością do coachingu, moje sesje są bardziej żywe i efektywne. Oczywiście wiele mi jeszcze brakuje, więc uczę się, ale uczę się z radością – rozwijając pasję!
    Dziękuję za tę książkę!
    Coaching i inne metody pracy nad sobą pozwalają wiele zmienić – pod warunkiem, że jesteśmy na to gotowi i chcemy tej zmiany, z wszystkimi jej konsekwencjami. Czasami pozwalają też zauważyć, że to co jest – pasuje nam. Przecież zmiana punktu widzenia, postrzegania – to też zmiana!

  3. Panie Macieju,

    Dziękuję, za (tak szczegółową) odpowiedź na mój wpis, chociaż oczywiście nie oczekiwałam tego, gdyż mój wpis był (nieudanym z założenia) „startem w konkursie”, który Pan ogłosił. Moim, kontrowersyjnym dla Pana, wpisem nie zamierzałam rozpoczynać dyskusji, ale widzę, że poczuł Pan konieczność wyjaśnienia mi na czym polega coaching i wyrażenia swojego sprzeciwu. Bardzo dziękuję za ten wpis, bo dzięki niemu zarówno ja, jak i inni zwolennicy Pan pracy, mamy możliwość uzyskania dodatkowej wiedzy o Panu.

    Nie zamierzam,rzecz jasna, polemizować co do istoty coachingu, gdyż jest Pan uznanym autorytetem, a ja nie mam natury Ensteina, który z założenia negował wszystko i zawsze.Co do definicji coachingu – użyteczność, ekologiczność, odpowiedzialność – znam ją dobrze, między innymi właśnie z Pana książek, czy wpisów w różnych miejscach w sieci. Dokładnie tak jak Pan uważam, że coaching jest wspaniałą dyscypliną i właśnie dlatego poświęcam jej to co mam w życiu najcenniejsze – mój życiowy czas. Jest to świadoma moja decyzja, dobrze przemyślana… Zresztą, jak pisałam, moim najwiekszym odkryciem coachingowym było dla mnie to, że jestem szczęśliwa i dla mnie nieistotne w tym momencie jest to, JAK do tego doszło. Może nie w taki sposób, jak to się zdarza Pana klientom, ale stało się…

    Staram się zrozumieć Pana stanowczy protest. Protestuje Pan „wobec sugestii, że wykorzystuje bloga … do nowych wątków w książkach bez wiedzy zaiteresowanych”. Ja w moim wpisie nie użyłam swormułowania BEZ WIEDZY ZAITERESOWANYCH, bo nie mogłabym tego użyć, byłoby to po prostu z mojej strony oszczerstwo (Pan użył łagodniejszego sformułowania – „nie fair”). Mój wpis oznaczał moje własne odczucie, że takie konkursy mają również na celu zebranie pewnych danych bazowych, które wykorzystuje się potem we własnej pracy. Nigdy nie posunęłabym się do tego, żeby zarzucić Panu, że robi Pan to BEZ WIEDZY ZAITERESOWANYCH. Jednak nie odrzuca Pan wykorzystania tego Z WIEDZĄ ZAINTERESOWANYCH i to jest właśnie to, o co mi chodziło. Nie odbieram Panu prawa do tego, ale mam prawo odczuwać sprzeciw. Z pewnością setki ludzi pragnie, aby ich przypadki były obiektem zaiteresowań Pana, bo jak napisałam, jest Pan uznanym autorytetem w tej dziedzinie, co podkreślam, również dla mnie.

    Oczywiście już dawno dotarło do mnie, że twórcą mojego własnego życia jestem ja sama. To jest między innymi to, o czym pisałam, że „Właściwie odnosiłam wrażenie, że to co pisze autor, to tak naprawę wypływa ze mnie i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności natychmiast znajduję to na kartkach książki”.

    Cieszę się, że napisał Pan to, co napisał w odpowiedzi na mój wpis, gdyż to dało mi dodatkową wiedzę, że oprócz tego, że jest Pan świetnym, utalentowanym coachem (nie chcę kadzić, ale nie mam jak inaczej przekazać moich myśli, trudno…), to, że jest Pan też Zwykłym Człowiekiem.

  4. Szanowna Iwono;
    Coaching oparty jest na kilku fundamentalnych założeniach; pierwsze z nich dotyczy użyteczności – Czy to w jaki sposób myślisz, działasz, komunikujesz się jest dla ciebie użyteczne, czy czujesz się w wyniku swoich przekonań, działań, podjętych decyzji, tak jak chciałbyś się czuć? Drugie założenie dotyczy ekologiczności – Jak twoje decyzje, lub ich brak wpłyną na inne osoby? W jaki sposób inni uczestnicy lub udziałowcy twoich spraw zareagują na twoje decyzje? Ekologiczność badamy zanim podejmiemy decyzje. Trzecie założenie dotyczy odpowiedzialności – coach proponuje, zachęca, czasem poszerza mapę, lecz to klient podejmuje decyzję, gdyż tylko on zna realia własnego świata. Odpowiedzialność za siebie oznacza też świadomość realiów, w których się żyje i pracuje oraz świadomą rezygnację z obwiniania innych za jakość swojego życia. Coach nie jest obecny ani w pracy, ani w życiu czytelnika lub klienta.

    Cóż…mogę powiedzieć jedynie, że mi przykro, gdy obwiniasz moją książkę, a to za naiwność, a to za metafory i sugestie, które utrudniły ci różne sprawy. Ideą coachingu jest poszerzanie mapy, większość moich książek i tekstów ma charakter metaforyczny i jak to w coachingu bywa: możesz sobie z tego wziąć wszystko, coś, trochę, mało, nic. Coaching jest wspaniałą dyscypliną ułatwiającą rozwój człowieka, lecz również może być wykorzystywany, jako metoda manipulacji, walki i kolejny powód do obwiniania innych i przerzucania odpowiedzialności na zewnątrz. Kija można używać do bicia innych i do zrywania owoców z drzewa, z książkami można walczyć lub je krytykować i brać z nich inspiracje, coaching można obwiniać i wykorzystywać do ekologicznej zmiany.

    Poza tym stanowczo protestuję wobec sugestii, że wykorzystuję bloga lub moje relacje coachingowe do nowych wątków w książkach bez wiedzy zainteresowanych. To po prostu nie jest fair stwierdzenie.

    A tak czy inaczej twórcą swego życia, jesteś ty.

  5. Mam napisacćo o swoim odkryciu coachingowym, o chwili przekroczenia granicy pomiędzy starym i nowym, świadomym i nieświadomy, o momencie zmiany na lepsze.

    No dobrze, napiszę, ale po pierwsze, co oznacza „na lepsze”, dla kogo na lepsze?
    Po drugie, domyślam się, że to co napiszę może mieć szansę najwyżej nie na nagrodę a na anty-nagrodę, ale pewnie czegoś takiego Pan nie przewidział w tym konkursie.

    Ale zacznę od początku. Najpierw przeczytałam Pana książkę „Coaching, czyli restauracja osobowości”. Dostałam ją przez przypadek, nie szukałam jej, ba, nawet nie wiedziałam o jej istnieniu. Jest to dziwne, bo tak naprawdę interesują mnie tego typu literatura od dawna. Przyznaję, że na początku styl wydał mi się ciężki, zbyt ckliwy. Może dlatego, że w ogóle nie lubię czytać pięknych historyjek w stylu jak to komuś było źle, a wskutek działań coacha przeszedł metamorfozę i okazało się, że przecież to takie proste – każdy może polepszyć sobie dosłownie wszystko (nie mam na myśli tu operacji plastycznych). Jednak wskutek zachęty jednej z osób, do których naprawdę mam zaufanie, a które uczestniczyły w spotkaniu-szkoleniu coacha Macieja B., postanowiłam czytać dalej. I to akurat okazało się słuszne, no naprawdę odczuwałam dużą przyjemność z tej lektury. Myśli zawarte w książce trafiały do mnie jak rzadko kiedy. Właściwie odnosiłam wrażenie, że to co pisze autor, to tak naprawę wypływa ze mnie i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności natychmiast znajduję to na kartkach książki. I tyle dobrego.
    Teraz to złe. W trakcie czytania zaczęłam zmieniać swoje życie na lepsze (wówczas myślałam, że wiem, co to znaczy „na lepsze”). Postanowiłam „przekroczyć granicę pomiędzy starym i nowym”. I to we wszystkich aspektach mojego życia. Efekt był następujący. Najpierw zaskoczenie męża skutkujące w solidną kłótnię, mało powiedziane, wojnę, Dwa miesiące nieodzywania się. Koszmar. Zupełne zaskoczenie z mojej strony, bo przecież spokojnie, kulturalnie przedstawiłam swoje racje. On swoje również. Normalnie na tym by się skończyło. Ja pozostałabym przy swoim, on przy swoim. Cóż, nie musi być tak jak ja chcę, ani dokładnie tak jak on. Ale ja postanowiłam, że o nie tym razem. Teraz ma zajść zmiana „na lepsze”. Nie stagnacja, rezygnacja z „lepszego”. Niestety mąż miał inne zdanie. Praktycznie w ogóle go nie wyrażał i nie mógł wyrażać, bo rozmawialiśmy jak ten głuchy ze ślepym. Bez sensu było to zaczynać, a tym bardziej ciągnąć dalej. Wiem, co w książce napisano na taki wypadek: „Może nie czas na zmianę. Może jeszcze nie gotowa. Może zmiana niepotrzebna.” To po co to wszystko?

    Potem pojawiły się uwagi dzieci, którym dałam do zrozumienia, jak chcę, aby wyglądało nasze wspólne życie. To było jeszcze gorsze. Gorsze dla mnie, bo było mi po prostu przykro, a w dodatku niestety ostatecznie przyznałam im rację. Miały argumenty nie do podważenia. Skłocona z mężem, skłócona z dziećmi. Zaczęłam źle się z tym czuć, o czym natychmiast poinformowały mnie moje własne stawy (wiem, klasyczny przypadek z książki).

    Niestety to jeszcze nie koniec. Brnąc dalej w swoich chęciach zmiany mojego życia „na lepsze”, wyjaśniłam mojej mamie, czego oczekuję po kontaktach z nią, a czego nie zamierzam dalej znosić. Ty razem nie było kłótni, ani nawet zdenerwowania. Była dzielna i … obojętna na moje słowa. Puściła je mimo uszu. Potraktowała to jak przypadkowy tekst, który musiałam powiedzieć, bo miałam gorszy dzień w pracy (choć takich dni praktycznie nie mam, bardzo lubię swoją pracę).

    No i sfera pracy zawodowej. Tutaj też się postawiłam. Co prawda dopiero po dwóch dniach, ale jednak. Nie wytrzymałam. Parafrazując stwierdzenie mojego szefa odnośnie moich zadań, że „to nie koncert życzeń” odpaliłam: „wiem, że to nie koncert życzeń, ale to moje życie i zamierzam je przeżyć w zgodzie ze sobą”. Zrobił wielkie oczy, ale ustąpił. Bitwę wygrałam, ale czy wojnę? (Jasmy gwint! Mam nadzieję, że mój szef nie czyta tego bloga, bo jeśli tak, to jestem zgubiona, ale co tam – potraktuję to jak kolejną granicę, którą przekroczyłam.)

    Na koniec napiszę tylko, że po pewnym czasie, dzięki wyrozumiałości moich bliskich, z którymi, wiem to, jesteśmy naprawdę blisko, udało mi się wszystko co zepsułam naprawić.

    Tak więc największym odkryciem coachingowym było dla mnie to, że jestem szczęśliwa i nie powinnam się więcej dawać wypuszczać różnym autorom książek, którzy potem urządzą konkurs, a którego wyniki z pewnością opiszą w kolejnej książce.

    Panie Macieju. Nie będę miała Panu za złe, jeśli usunie Pan mój komentarz z przyczyn oczywistych, ale wierzę, że doceni Pan moją szczerość.

  6. Cieszę się,że udało mi się przeczytać Pana książki. W moim życiu miał miejsce trudny etap pytań- dlaczego ja, dlaczego mnie nie rozumieją, dlaczego ja ich nie rozumiem, dlaczego mnie okłamują, dlaczego czuję się skrzywdzona.. dlaczego, dlaczego.. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny… Pana książki pojawiały się właśnie w takim momencie. Wcale się nie czułam szczęśliwa w swojej ostatniej pracy. Korporacja . Garnitury.Spotkania.Plany.Wyniki.Cynizm. Ograniczenie.Gonitwa.Pozerstwo.Fikcja.
    I w końcu to oświecenie, nie mogę być szczęśliwa w pracy, nie pasuję do takiej ekipy z moim nastawieniem do życia, z moim bagażem doświadczeń,z moim sposobem działania, myślenia…Korporacja przestała być moim problemem. Mój były szef wypowiedział umowę o pracę dwa dni przed terminem, który ja sama określiłam w kalendarzu. Mimo, że ciężko było mi okrutnie to w duchu dziękowałam mu za to. Nigdy wcześniej nie czułam takiej bezgranicznej wolności myśli, słów, stroju i czasu… Po prawie roku od tych zmian mogę nawet w trudnych sytuacjach szukać nowego rozwiązania dla tych kolejnych, które się pojawiają. Spokojnie oddycham, każdy dzień witam z radością, mam plan i cel.I wiem, że to mogę jeszcze wiele ale chcę tylko tyle aby się dobrze czuć.. nie w znaczeniu minimum, tak aby nie zmienić swojego samopoczucia.. A tylko przeczytałam te książki… Dziękuję

  7. Witam

    Moje odkrycie coachingowe to troszkę odkrycie z obszaru buddyzmu. Jak wielu z Nas i mnie do zmian skłoniły ciężkie doświadczenia życiowe. Dziś jestem w Drodze i za sprawą tych właśnie doświadczeń, w końcu uczę się cieszyć chwilą obecną, pierwszy raz w życiu. To dla mnie samego olbrzymia niespodzianka, ponieważ wcześniej czytując słowa mistrzów zen o byciu tu i teraz, brzmiały one obco i niezrozumiale. Jednak z czasem, dość wolno, następowała przemiana i za sprawą praktyki uważności moje życie nabrało lepszej jakości. Nie potrafię słowami oddać na czym ta zmiana polega, ale z pewnością wiąże się ze mocniejszą świadomością moich stanów wewnętrznych, myśli, emocji oraz intencji. Skąd wiem że to zmiana na lepsze? Odczuwam większą solidarność z ludźmi wokół siebie, nawyk oceniania nieco osłabł, no i częściej towarzyszy mi głęboki oddech – to przyjemne uczucie:)

    A Tobie Małgosiu posyłam uśmiech :)

    Pozdrawiam

  8. Miałam przyjść na spotkanie z coachem… Prowadził spotkanie w korporacji, w której pracuje. Napisałam recenzję jego książek do zakładowego periodyku, „czysty przypadek, czysty zbieg okoliczności” – powiedziały koleżanki, które poinformowały mnie, że właśnie odbywać się będzie takie spotkanie, „synchroniczność” – pomyślałam… Okazało się jednak, że to, co wydawało się proste i oczywiste, w korporacji takie nie jest… Korporacja ma swoje prawa, ten mikroświat, w którym są i mrówki robotnice, samce i królowa…I jak mrówki w kopcu i tu, każdy odgrywa przypisaną mu rolę. Mrówka robotnica ma spełniać funkcje usługowe, budować gniazdo, doglądać potomstwa, żywić. W każdym razie spotkanie dla mnie nie doszło do skutku. Pomyślałam – „dlaczego tak się stało?”… Najpierw były książki, potem była fantazja na temat spotkania coacha, bo książki mnie poruszyły… I tak trafiłam na jego bloga, cieszyłam się, ponieważ dla mnie, to już było spotkanie. Potem wracając do jego książek, coach niemalże odwiedził mnie w pracy… Ale jednak do spotkania nie doszło…Lubię sama wyznaczać sobie rolę, jakie pełnie, wyznaczać zadania i je realizować, ale czy na pewno? Czy na pewno gotowa już jestem, żeby chwycić oburącz kierownicę, zredukować bieg, dodać gazu i zacząć przyspieszać? A może fajnie mi się tak jedzie z łokciem w otwartym oknie, tocząc się na niskich obrotach, z prędkością poniżej dozwolonej…, bo z tyłu wiozę małego pasażera i fajnie jest móc na niego zerkać… Bo, bo, bo, no właśnie… I dlatego nie będzie spotkania z coachem, nie będzie zmiany, jeszcze nie czas… Do zobaczenia Coachu innym razem. Wzięłam głęboki oddech…:)

  9. Granicę miedzy starym a nowym przekroczyłam wraz z uświadomieniem sobie, że to ja ponoszę pełną odpowiedzialność za to co robię, co się w moim życiu dzieje, że mam realny wpływ. Tego odkrycia dokonałam, gdy podjęłam decyzję o dokonaniu zmiany, o nadaniu kierunku mojemu życiu,o wyznaczeniu i nazwaniu celu. Skąd wiem, że zmiana która się dokonała, była zmianą na lepsze? Bo na początku bolała, bo czułam się jak ślepiec, któremu przywrócono wzrok, który na nowo musiał nauczyć się żyć. Przestałam patrzeć, a zaczęłam widzieć. Uświadomienie i określenie sobie celu rozpoczęło lawinę zmian, której powstrzymać nie chcę.

  10. Przeczytałam Pana książkę. I myślę sobie, że najbardziej z niej całej trafiło do mnie to, by nie skupiać się na tym, dlaczego?, ale by zawsze pytać: po co? Po co to robię? Po co to myślę? Po co to się dzieje? Po co ja to uruchamiam? Po co mam wybór? Po co idę w tym kierunku? Bolesne trochę, bo odpowiedzi, które przychodzą pierwsze i od razu wcale nie są wygodne i bezpieczne. I ja jeszcze nie wiem, co z nimi zrobię, ale wiem, że Zmiana się właśnie dzieje, że już nie będę mogła myśleć sama do siebie, że przecież nie wiedziałam, że nie przyszło mi do głowy, że nie rozumiem, że tak widocznie jest i być musiało, że czasem ludzi spotyka – ot, choroba, z którą nie można się uporać (a może właśnie nie chodzi o to, żeby z nią walczyć, tylko może trzeba zaakceptować, zrozumieć, zmienić coś innego, nie wyjaśniać wszystkiego taką jedną wygodną wymówką), praca, która miała być eksperymentem i czymś do sprawdzenia, która po pewnym czasie zmieniła się z ciekawej przygody w straszną rutynę (i może to nie o to chodzi, żeby na siłę się w nią próbować znów zaangażować, może lepiej po prostu odpuścić i znaleźć coś bardziej swojego? bez wysiłku, bez zmuszania się, bez presji, bez poczucia, że coś ze mną nie tak, bo przecież zarabiam znośnie, mam dobre relacje, jest wygodnie).
    Widzę wyraźnie, że boję się wielu rzeczy, że boję się wyjść z tej mojej bezpiecznej, wygodnej (!) zony, że boli mnie myśl o zmianie, że opór stawiam. Za mocno analizuję, próbuję racjonalizować, wszystko na logikę, wszystko sztywno, bo się dobrze dodaje i jasno widać. I jak mróweczka, która wierzy, że porządek mrowiska jest jedyny, że nic poza tym nie ma i że wystarczy zrozumieć i nauczyć się mapy mrowiska, że to wystarczy i osiągnie się ten punkt, w którym wszystko już samo się kręci, samo się układa, bo przecież wystarczy znać mechanizm i go wykorzystać. A to przecież nie tak, przecież poza tym jest jeszcze cały świat.
    Więc Zmiana jest, trwa, rozwija się, bardzo chcę, żeby trwała całe życie, żeby nie przyszło mi nigdy do głowy, że już, dokonało się, i teraz koniec. Na razie siedzę i kombinuję, o co chodzi z moim celem, dokąd ja chcę dojść, którędy, co jest dla mnie ważne, a co zrobiło się ważne z innych i nie zauważyłam tego, że wzięłam od kogoś gotowy wzorzec, który nie jest mój.
    W środku mnie wielkie dziecko, które chciałoby, żeby mu to wszystko ktoś powiedział, żeby przyszedł mądry gość i wyklarował, że słuchaj, trzeba to i to, w taki sposób i będzie git, ale na wszelki wypadek to ja jeszcze ci sprawdzian zaserwuję, żebyś wiedziała, czy już umiesz. Obok tego dziecka siedzi jakaś kuriozalna kompilacja ojca i matki, jak mantrę do znudzenia powtarza wszystkie zasady, wszystkie pewne rzeczy, uruchamia automatyczne reakcje, którym czasem sama się dziwię. I taki kociołek mały w środku, bo wiem, że tak naprawdę to ja jestem, tylko mnie spod tego dziecka i tego rodzica nie widać, że czasem wystaje kawałek niewielki i on się strasznie dziwi temu, co się dzieje.
    Odkopać siebie, odkryć, co ważne – pytając: po co? I pytać cały czas, bo przecież wszystko się zmienia, dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzimy, chwila trwa i jest piękna, i jedyna jest, i odejdzie, nie można nad tym rozpaczać, bo zaraz za nią idzie nowa, też piękna. I to wszystko w moim oku, w mojej myśli.
    Chyba chciałam po prostu podziękować za książkę :)

  11. Witam gorąco
    Czytam moją pierwszą Pana książkę. „Coaching czyli restauracja osobowości” ale na półce leży już kolejna ( „C czyli przebudzacz neuronów” ) W zasadzie kupiłam je obie tego samego dnia. Nie mogłam się zdecydować ,którą wybrać, więc wzięłam dwie  Do lektury tego typu i do lektury Pana autorstwa zachęcił mnie jeden z Pana wywiadów , który ukazał się niedawno na Onecie. Jestem w bardzo trudnej dla mnie sytuacji życiowej i rzeczy , o których czytam w Pańskiej książce i to o czym się dowiaduję a w zasadzie, z których zdaję sobie sprawę, niezwykle mi pomagają w zniesieniu trudnych chwil. I nie tylko. Dają mi siłę i wiarę w to, że w moim życiu może i będzie lepiej. I najważniejsze. Że to kiedy i na ile szczęśliwa będę , zależy głównie ode mnie. To ogromna pociecha.
    Rozwodzę się z mężem. Od czterech miesięcy nie mieszkamy już razem, od miesiąca nie mamy żadnego kontaktu. Bardzo długo dojrzewałam do decyzji odejścia od męża. Prawdę mówiąc, od początku mojego małżeństwa nie wierzyłam , że nam się uda. Nigdy nie czułam do niego prawdziwej miłości, a z czasem minął też i szacunek, zaufanie, bliskość i wiele innych uczuć jakie chciałabym żywić do osoby , z którą pragnęłabym spędzić resztę życia. Bardzo często wyobrażałam sobie, jak się wyprowadzam , jak pakuję swoje rzeczy i zostawiam Go ze wszystkimi jego wadami i zwyczajami , z towarzystwem , w którym się obracał ( a ja przez to także) , z drogim samochodem, mieszkaniem, brakiem zrozumienia dla moich potrzeb i niezrozumieniem mnie jako kobiety i moim pragnień. Długo by opowiadać ale nie o tym chciałam pisać.

    Panie Macieju. Piszę by podziękować Panu za wiarę jaką mi Pan dał. Za naukę jaką wyniosłam z tej jednej książki. Z niecierpliwością sięgam po następną. Decydując się ostatecznie na rozpoczęcie nowego życia, potrzebowałam wiary w to, że potrafię dać sobie radę ze wszystkim co mnie spotka. By nie tracić więcej czasu, który czuję , że zmarnowałam przez trzy lata małżeństwa nie czując się szczęśliwa i nie realizując swoich marzeń . tak więc w miesiąc po rozstaniu wynajęłam mieszkanie, dwa tygodnie później kupiłam samochód, dziś mam podpisaną umowę kupna nowego mieszkania. Ogromne zmiany , życiowe decyzje, dużo marzeń, które się spełniają. Jedno po drugim. Teraz czuję, że moje życie jest w moich rękach. Pańska książka była/jest kolejnym impulsem do kolejnych zmian. Głównie tych w sposobie postrzegania siebie i swoich możliwości. Wiele z Pańskich wskazówek, sugestii skutecznie wprowadzam w życie. Na razie z powodzeniem, choć mam jeszcze chwile załamania. Wiele z rzeczy ,o których Pan pisze wydają się mi znane, takie oczywiste, ale nigdy nie przypisywałam im dużej wagi. A okazuje się , że dostrzeżenie ich , tych drobiazgów, tych odczuć, okazji, usłyszenie swojego wewnętrznego głosu, jest bardzo cenne. Niezwykle cenne. Fajnie jest dostrzec nową perspektywę , fajnie , że powstała taka książka.

    Teraz chciałabym nawiązać do konkursu. Oczywiście chwilą przekroczenia granicy między starym a nowym , jest ostatnia moja rozmowa z mężem. Zakończona kłótnią ale też i przekonaniem , że dobrze się stało. Skąd wiem, że taka zmiana w moim życiu była zmianą na lepsze. Po pierwsze, nie tęsknię za tym co było ani za Nim. Czuję, że przede mną otwierają się nowe drzwi. Nowe wyzwania , nowe marzenia. Czuję ogromną ciekawość tego co się wydarzy, kogo spotkam, jak zmieni się moje życie. Czuję , że pozbyłam się wszystkiego tego co mnie denerwowało, niepokoiło, blokowało, czuję ulgę. Czuję, że jest godzina 12. Czas na decyzję o zmianach minął , a teraz właśnie jest czas na czyny.

  12. dla mnie przyjscie na swiat naszego dziecka bylo taka zmiana jakosciowa; dlaczego? opieka, kontakt, delikatnosc malej istoty sprawily ze nie tylko przestalem palic, ale przede wszystkim zobaczylem swiat, kolory, radosc ze zwyklego bycia obecnym; skad wiem, ze zmiana byla na lepsze? bo nauczylem sie kochac bezintersownie

Komentarze są wyłączone.