Konkurs edycja listopadowa!

Listopad miesiącem szarym i burym, i przez to magicznym. Może mniej światła w tym czasie i w tej przestrzeni powoduje, że tym wyraźniej dostrzegamy to, które świeci wewnątrz nas. Dziękuję za wszystkie opowieści o tym, w jakich zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach dokonujemy odkryć, które pozwalają nam inaczej patrzeć na nasze życie i jeszcze bardziej rozżarzają to światło.

Zwycięska historia została przeżyta przez Pavlovą, jednak w tym miesiącu poza konkursem, opublikuję jeszcze jedną opowieść, którą za Taksówkarzem z Nowego Jorku przytacza Piotr.

Zapraszam do nadsyłania opowieści w grudniu! A w styczniu 2013 podsumowanie roku 2012 i  Wasz wybór opowieści roku i obiecana nagroda vocher na szkolenia otwarte w Norman Benett!

Tuż po studiach zakochałam się z taką siłą, że, można by rzec, było to pierwsze tak wielkie uczucie w moim życiu. Zrozumiałam wtedy dopiero tragizm literatury miłosnej, bo do tego czasu dramat, na przykład młodego Wertera, wydawał mi się wyraźnie przesadzony. Niestety ze względu na różne okoliczności zewnętrzne, w które byliśmy uwikłani, było to uczucie tragiczne.

Pewnego wieczoru spotkaliśmy się w celu odbycia rozstrzygającej rozmowy. Spacerowaliśmy czas jakiś, po czym przysiedliśmy w ogródku kawiarni, która była zamknięta, mimo stosunkowo wczesnej pory.  Nie chciałam pozwolić na to, żeby skończyło się coś tak wielkiego, co tak naprawdę nie miało szansy się zacząć na dobre. Moje serce szalało z rozpaczy. I nagle w całym tym swoim amoku dostrzegłam nazwę tego obiektu – Mars i Venus i coś we mnie natychmiast zaskoczyło. Czas na chwilę się zatrzymał, a odczytałam to w sposób następujący – Mars i Venus – jeszcze / w tej chwili nieczynne. W tej właśnie sekundzie spojrzałam na swój dramat z dystansem. I na moment zniknęła gdzieś rozpacz i pojawiła się nadzieja. Nadzieja na to, że może kiedyś życie potoczy się tak, że będziemy mogli być razem. A jeśli nawet nie, to czułam, że i tak będzie dobrze. Pozwoliłam Mu odejść i było to najpiękniejsze pożegnanie w moim życiu.

Od tego czasu zaczęłam się baczniej przyglądać temu, co świat do mnie mówi. Zwracam uwagę na znaki, synchroniczności i kieruję się intuicją. Moje życie weszło w nowy wymiar. Ale to już zupełnie inna historia :)

I opowieść nadesłana przez Piotra

Taksówkarz z Nowego Jorku napisał:

Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie.

Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do \”bazy\”… ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. \”Minutkę!\”, odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze…

Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.

U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.

Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.

\”Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?\”, zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.

Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.

Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. \”To nic\”, powiedziałem, \”Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę.\”

\”Och, jesteś takim dobrym chłopcem\” , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: \”Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?

\”To nie jest najkrótsza droga\”, odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.

\”Och, nie mam nic przeciwko temu\”, powiedziała. \”Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum…\”

Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. \”Nie mam już nikogo z rodziny\”, mówiła łagodnym głosem. \”Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele…\”

Wyłączyłem licznik… \”Którędy chce Pani jechać?\”

Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.

Jechaliśmy przez okolicę, w której żyła z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła bym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.

Czasami prosiła by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.

Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle \”Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę\”. Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.

Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi..

Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

\”Ile jestem panu winna?\” Spytała, sięgając do torebki.

\”Nic\”, powiedziałem.

\”Trzeba zarabiać na życie\”, zaoponowała.

\”Są inni pasażerowie,\” odpowiedziałem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

\”Dałeś staruszce małą chwilę radości\”, powiedziała. \”Dziękuję\”.

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka .. Za mną zamknęły się drzwi – był to dźwięk zamykanego Życia ..

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?

Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.

Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.

Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich..

Konkurs edycja listopadowa!
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Kiedyś naszła mnie taka wątpliwość czy wspierając ludzi w pewnych momentach nie wyrządzam im krzywdy? Nie zawsze wiedziałam jak pomóc. Ostatnio odkryłam , że po prostu trzeba być i jak potrzebne to rozmawiać. W 99% to na początek wystarcza,a potem z rozmowy wynika co robić dalej. Po wizycie na ustawieniach Hellingera, zrozumiałam, że świat dał mi znak w postaci niesamowitej miłości pewnego dziecka. Miłości która nie była ukierunkowana tylko była dla wszystkich. Często największą nagrodą jest dla mnie ta niesamowita radość jak ludzie znajdują rozwiązanie , matko jak oni się cieszą:) historia Pavlowy jest dla mnie jak chleb powszedni, Piotra jak chleb którego szukałam :) Gratuluję.

  2. Piękne historie… W tym momencie dostrzegłam płatki śniegu padające za oknem. Magia.

  3. Opowieść Piotra wycisnęła mi łzy do herbaty. Dziękuję…

  4. piekne chwile ,jak ten dzisiejszy wieczor moga zdarzyc sie nieoczekiwanie,w najbrzydszym dniu,w najmniej oczekiwanej porze,w najdziwniejszym momencie zycia.trzba miec oczy szeroko otwarte;)))dzieki bogu za wrazliwosc

  5. jadac dzis samochodem ,malymi drogami,w gestniejacym mroku mialam podobna refleksje-brak swiatla sprawia ,ze blednaca poswiata na niebie ,ledwie zaznaczona,swieci jak łuna,tworzy tlo dla koronkowych ksztaltow bezlistnych drzew.ilez odcieni ma szarosc,subelnie rozmyta akwarela….mistrzostwo delikatnosci
    takie tam nic ,jesienny wczesny wieczor, doskonaly w tym niedostatku barw….

    za chwile wlacza sie choinkowe swiatelka,zabrzmi muzyka od lat powielana,centra handlowe jak magnesy przyciagna nasza uwage…zloto ,zielen ,czerwien,brokat choinkowych swiatelek przytlumia urode jesiennego zmierzchu….. czy oczy oslepione intensywnym swiatelm pozostana wrazliwe na to co naturalnie piekne?
    dzieki bogu za listopad;)))))))))))

  6. Jaki autentyzm. Z całego serca gratuluję autorom opowieści.
    Wkraczamy w grudzień. Przepadam za kotami, wiem, że sporo z Was także. Polecam buddyjsko-filozoficznego Kota w impresji Jacka Chrzanowskiego, na którą natrafiłam całkiem przypadkiem. Jako miłośniczka misia Sunny’ego, moncziczi i znowu misia Sunny’ego polecam :) http://www.youtube.com/watch?v=tLgrHqm16lQ
    Ten filmik ma coś w sobie, może komuś jeszcze przypadnie jak mi do gustu?
    Smacznej kawusi/herbatki zielonej z rana :)

Komentarze są wyłączone.