Konkurs edycja październikowa!

Bardzo dziękuję za nadesłane teksty – inspirujące, ważne, wzruszające, osobiste. Dziękujemy wszystkim!

Zapraszamy do pisania i przesyłania tekstów listopadowych!!! Nagrody to książki oraz udział w konkursie na tekst roku!

Długo wyczytywaliśmy się w Wasze październikowe propozycje i jak zwykle długo wybieraliśmy. Konkurencja była duża, a przez to wybór niełatwy, bo teksty piękne, czytaliśmy z wypiekami na twarzy i to na głos.

Zatem w październiku wyróżniamy tekst Ivee, której tradycyjnie już prześlemy wybraną książkę. Zapraszamy do czytania. Gratulacje!!!!

Przez  kilka lat zmagałam się z chorobą. Początek by typowy. Wizyty, konsultacje, szpital, poradnia i znowu szpital.  Od lekarza do lekarza od poradni do poradni. Kolejki, numerki i różne diagnozy a nawet różne  pomysły na leczenie, często wykluczające się. Kilka wizyt w szpitalach i zabiegi. Typowa pielgrzymka polskich pacjentów. Dwa z zabiegów okazały się wykonane niezgodnie ze sztuką, a może nawet niepotrzebne,  a w każdym razie tak zwane powikłania okazały się równie problematyczne jak sama choroba. Od której wszystko się zaczęło. Wszystko kręciło się tylko wokół choroby. Rodzina pomagała mi na swój sposób. Starsi modlili się i zamawiali msze, a młodsi chodzili do lekarzy z koniakami i kopertami, w nadziei, że to poprawi jakość leczenia. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że nawet najdroższa whisky i najgrubsza koperta nic nie mogły zmienić, bo w ten sposób „przekonywani” lekarze leczyli również pacjentów bez tych środków perswazji, stawiając im takie same diagnozy, stosowali te same metody. Lekarze robili to co zawsze się robi według procedur w takim przypadku.  Zrozumiałam, że kilka lat mego życia to był stan bezradności przede wszystkim mojej rodziny, a potem mój, ale największa bezradność dotyczyła lekarzy. Gdy kończyły im się typowe pomysły na leczenia po prostu wpisywali mnie do domu, jak tysiące innych pacjentów. Wtedy zrozumiałam, że oni nie mogą się przyznać ani przed sobą, ani przed pacjentem, że nie wiedzą co dalej. Jak leczyć, jak pomóc. Może przede wszystkim przed sobą, bo to by oznaczało, że ich praca nie ma sensu albo że ich zdolności i możliwości są mizerne. Jak powiedzieć komuś „nie potrafimy pani leczyć” , „musi pani cierpieć, albo umrzeć”, „ nie mamy pomysłu co pani jest”? któregoś dnia zrozumiałam, że kiedy oddaję odpowiedzialność za własne życie w cudze ręce to ten stan jedynie zwiększa moje poczucie bezradności a nie zmniejsza. Zaczęłam szukać innej drogi. Gorączkowo, na oślep – Internet, książki, Osho, Chopra, nlp, uzdrawianie, dieta, Huna. Po jakimś czasie zrobił mi się w głowie mętlik i wreszcie wpadł mi w ręce adiobook „Siddartha” Hermana Hessego. Najpierw go przesłuchałam, potem przeczytałam i to w ciągu kilku dni i nagle wszystkie moje wątpliwości, wahania, rozgoryczenia minęły, jakby zatrzymały się w miejscu i przestały być istotne. Ta książka odmieniła moje życie, nawet nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak stał się stało, ten moment, ta chwila. W części drugiej znalazłam taki cytat: „Można przekazywać wiedzę, ale nie mądrość. Mądrość można znaleźć, można nią żyć, można się na niej wspierać, można dzięki niej czynić cuda, ale wypowiedzieć jej i nauczać nie sposób”. Kiedy poszłam do lekarza na wizytę kontrolą powiedziałam, że rezygnuję z nowej kuracji. Lekarz spytał dlaczego, odpowiedziałam, że z powodu książki, która odmieniła moje życie. Wtedy bardzo zaniepokojony postanowił się zaangażować nadstandardowo i porosił moja rodzinę na rozmowę. Ja natomiast zaczęłam wreszcie sama się dźwigać, leczyć, uzdrawiać, motywować. Od trzech lat jestem zdrowa. Od dwóch przeszłam wiele kursów i szkoleń, mam też dzięki temu rozeznanie co pomaga, a co jest tylko sezonową modą a co zwykłym naciąganiem bezradnych biedaków. Rzecz w tym, że właśnie w kwestii zdrowienia trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, te osoby, które chcą zamienić lekarza na szamana albo uzdrowiciela, żeby tylko ktoś ich pomógł, w gruncie rzeczy sobie szkodą, bo znowu oddają komuś obcemu swoje życie i władzę nad nim. Dziś wiem, że jeśli chcesz wyzdrowieć musisz wiedzieć po co chcesz wyzdrowieć, to jest najważniejszy warunek, nie jedyny ale najważniejszy. Wiem też Hesse napisał prawdę, że mądrości nikogo nie można nauczyć. Każdy, zwłaszcza człowiek chory musi odkryć sam dla siebie mądrość zdrowienia, czyli życia. Czytam od długiego czasu pana bloga, znajduję mądre słowa i w nich moje własne przemyślenia i wiem, że czasem tylko tyle i aż tyle można zrobić – pisać i mówić. W końcu każdy musi sam dojrzeć do własnej mądrości.  Musi albo  nie musi. Raczej „może”

Konkurs edycja październikowa!
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Ivee,

    „Po co?” To pytanie zadaję sobie ostatni bardzo często.
    Słyszę w Twych słowach MĄDROŚĆ. Twoje słowa są ważniejsze niż słowa Hessego.

    Serdecznie pozdrawiam

  2. zośka ale czasem się takie konowały trafiają, że żadna motywacja nie pomoże :)

  3. Tu nie tyle metody lekarzy zawaliły– lekarze robią, co mogą i nalezy się im wdzieczność za to– co brak motywacji pacjentki do wyzdrowienia. Kiedy pojawiła się ta intencja, zdrowienie się zaczęło. Nic dziwnego, że „Siddartha” Hessego pomógł :)

  4. Jaka mądra, stonowona i ładnie opowiedziana historia życia. Serdecznie gratuluję Ivee i życzę ciągłych przypływów (bez odpływow) zdrówka w morzu życia!

  5. Coś wiem o tym zmaganiu i szukaniu przyczyny choroby. Moje sugestie przyjmowane przez lekarza z niedowierzaniem a potem zdziwienie jak si sprawdziło. Nie wielu lubi drążących temat, ponieważ trzeba się wysilić i czegoś nauczyć……..

  6. ” Niech lekarstwem twoim będzie jedzenie twoje a jedzeniem twoim niech będzie lekarstwo”-Hipokrates
    Karma fizyczna i Duchowa.

Komentarze są wyłączone.