Konkurs literacki – edycja grudniowa

Bardzo dziękujemy za nadesłane teksty grudniowe – jak zwykle pouczające, osobiste, ważne, wzruszające. Dziękujemy wszystkim!

Tekst  grudniowy jest ostatnim tekstem konkursowym w konkursie literackim w roku 2012!!! Nagroda grudniowa, to jak zwykle książka, oraz udział w konkursie na tekst roku 2012!

Uważnie wyczytywaliśmy się w Wasze propozycje i długo wybieraliśmy. Konkurencja była w grudniu bardzo duża, a przez to wybór niełatwy, bo teksty piękne, czytaliśmy z wypiekami na twarzy i jak zawsze na głos. Do komisji złożonej z Karolci i wujcia dołączyła ciocia Lidka, zatem nasze wewnętrzne dyskusje stały się bardziej ożywione, a proces osiągania konsensusu wydłużony.

Niebawem rozstrzygnięcie konkursu rocznego za 2012 rok, czyli Wasze głosowanie na opowieść roku, już możecie głosować w komentarzach, w zakładce konkurs;, gdzie znajdziecie wszystkie wyróżnione opowieści, niebawem mój informatyk dołączy prosty mechanizm do głosowania, o czym powiadomię osobno.

W nowym roku będzie również nowy konkurs!

Zatem w grudniu wyróżniamy tekst Sylwii, której tradycyjnie już prześlemy wybraną książkę. Zapraszamy do czytania. Gratulacje!!!!

HISTORIA BANALNA
To były bardzo trudne miesiące. Pełne zwątpienia we własne siły, możliwości, w atrakcyjność i własną dobroć. Najgorsze było w tym to, że cała ta sytuacja była wynikiem moich własnych usilnych dążeń. Ale od początku…. ( przeciwstawiam się teraz zasadom wpajanym mi w szkole, żeby nie rozpoczynać zdania od „ale” –  i jakże mi z tym dobrze..:-).
Poznałam mężczyznę , który był absolutnym zaprzeczeniem moich oczekiwań. Mimo tego postanowiłam , że zostanie moim mężem i ojcem mego dziecka i zrobiłam wszystko aby tak się stało. Później cała energię poświęciłam na to, aby ukształtować go na wzór i podobieństwo mojego ideału. Aby stał się człowiekiem sukcesu, elegancko się ubierał, jeździł ze mną na wakacje, podczas gdy on chciał pisać książki, chodzić w podartych jeansach… Odniosłam spory sukces. Nie sprawiło to jednak , ze byłam szczęśliwa. Wciąż niezadowolona z efektu, wciąż sfrustrowana. Nie kochałam go.
I w końcu stało się. To musiało się skończyć, ale czy koniecznie tak brzydko? Chyba tak. Musiała pojawić się inna kobieta, poniżenie, strach, depresja…..i w  końcu wielka ulga. On powiedział jedno. „ Nie zdradziłem Cie. Już od dawna nie byłaś ze mną. Już dawno mnie porzuciłaś, nigdy nie kochałaś.” Mimo to chciał jeszcze o to walczyć. Wahałam się. I umierałam. Każdego dnia . Objawy psychiczne i fizyczne. Obręcz zaciskająca się na szyi. I wreszcie dzień, w którym uświadomiłam sobie, ze to wszystko było wynikiem moich przekonań na temat tego jak powinno wyglądać moje życie – mąż , dziecko, mieszkanie etc. A jednocześnie braku szacunku do drugiego człowieka. Dla jego potrzeb , indywidualizmu. Podjęłam decyzję. To koniec. Rozwód. I obręcz zniknęła. I zobaczyłam w moim mężu człowieka. Wreszcie dostrzegłam jego zalety. Jest fajnym człowiekiem. Nie partnerem dla mnie, ale fajnym człowiekiem. Oczywiście, że szarpali    my się kilka miesięcy. Oczywiście, że były łzy, kłótnie, złe słowa. Tylko że to niewielka cena za to co odczuwam teraz. Jakby wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Jakby nagle wszystko stało się łatwe i proste. Oczywiste. Świat piękny . Ludzie dobrzy, ciekawi, inspirujący. Nie, nie jest różowo. Wiele spraw nadal jest trudnych.  Ale nie ma złości, jest pełne wybaczenie sobie i innym. I ta wszechogarniająca radość z totalnych głupot. Zmierzyłam się ze swoimi największymi lękami: przed byciem zdradzoną, samotną matką. Zmierzyłam się z nimi i pokonałam je a to sprawiło, że wiem , iż wszelkie inne lęki też są do pokonania. Że tak naprawdę są nieprawdziwe. Bo skoro tamtych rzeczy bałam się przez całe dorosłe życie a potem kiedy stały się faktem, to pokonałam je w kilka miesięcy, bez większego wysiłku, to jakże słabą moc one miały. Jakże były złudne …

Konkurs literacki – edycja grudniowa
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Sylwio brawo za otwartość, otwartość konfrontacji: tę do siebie i tę do drugiego człowieka! Bardzo przejmujący tekst. Życzę przychylności od losu – tej prawdziwej… tak, jak Ty jesteś prawdziwa w swoich emocjach i przeżyciach; po prostu przytulenia od losu. DLA ODMIANY :) …a odmiany na dobre, na szczęście też życie sprawia! Bo takie jest, czyż nie ;)???

  2. Sylwio, gratuluję odwagi! Bo pokonanie lęku to już naprawdę COŚ ;-)
    Serdeczności! I Dziękuję za „przypomnienie” jak to z tymi lękami jest naprawdę ;-)

  3. Właśnie po co kobicie facet, którego chce od razu zmieniać. Zmieniać a zadbać o niego to dwie różne sprawy. Za każdym razem kiedy , któraś z koleżanek zaczyna prawić wywody ile to ona pracy włożyła w swojego faceta, a on jej nie docenia to się pytam „po co?”. Odpowiedź przeważnie jest taka, że to przecież oznaka miłości itp itd. Następne pytaniem jest ” A co w tym czasie zrobiłaś dla siebie? ” I cisza. To tak jak z wychowywaniem dzieci. Matka Polka Cierpiąca Umęczona a dlaczego , bo mężczyźni w wielu przypadkach nie są zapraszani do wspólnej opieki. Bo on nic nie umie zrobić, nie kupuje tego co trzeba itp itd. No i to nieustawiczne dążenie do ideału, że nawet co poniektóre panie makijażu na noc nie zmywają. To nie chodzi o to, żeby chodzić w powyciąganych dresach i z tłustymi włosami ale o bycie ze sobą. To oczyma napisała Sylwia niech będzie przestrogą. No tak ale podobno najlepiej uczyć się na własnych błędach. Czy na pewno?

Komentarze są wyłączone.