Kot coach, Szarak i inni coachowie…

 

wybitny coach - kot z Cheshire

David Clutterbuck twierdzi, że coaching istnieje od tysiącleci i że jest stary jak świat. Kiedyś rolę coachów pełnili rodzice, księża, rabini, suffi, mułłowie, wójtowie, a wcześniej szamani, wróżki i wróże, czarodzieje i druidzi, oraz starsi cechu, naczelnicy plemienni i oczywiście Gandalf Szary. Od czasu rozwoju cywilizacji przemysłowej, globalnej wioski komunikacyjnej, oświeceniowej rewolucji, która kult Boga zastąpiła kultem nauki, wreszcie Internetu i wielkich aglomeracji, rozluźnienia więzi rodzinnych i setek innych procesów – staliśmy się osamotnieni, powiek Clutterbuck, i skazani na instytucjonalne formy wspierania rozwoju, doradztwa i feed-backu, czyli na coaching.

Zgadzam się z profesorem i dodaję jeszcze, że nasza współczesna kultura – zwłaszcza literatura, lecz również teatr i film pełnią rolę coachingową. Od lat układam prywatną listę coachingowych dzieł, z których aktywnie korzystam. Równolegle powstaje również coachingową lista coachów mimochodem takich jak Terrence Malick – reżyser Drzewa życia, czy Lasse Hallström reżyser Kronik portowych, a wcześniej autorka powieści o tym samym tytule Edna Annie Proulx. Są na tej mojej liście postaci tak odległe jak Ryszard Kapuściński i Ursula K. Le Guin, Stanisław Lem i Jan Twardowski, Andrea Mantegna i Claude Monet. Tak jest – również artyści malarze i szerzej plastycy, lecz także muzycy w moim rozumieniu mogą być coachami. Bo czyż nie genialnemu Mantegnie zawdzięczamy skrót perspektywiczny, a Monetowi nowe odkrycie światła w malarstwie?  Pokolenia naśladowców i uczniów wykołczowanych przez ich dzieło stworzyły kolejne arcydzieła.

 

rycina Johna Tenniela do pierwszego wydania Alicji...

Jednym z takich coachów mimochodem jest dla mnie Lewis Caroll. Jego Alicja to przecież nie nikt jak coachee, klientka coachingu, każdy z nas podróżujący po nieznanej krainie życia. Pewnego razu w czasie herbatki taką oto Alicja odbywa rozmowę kołczingową:

 

– No więc powiedz to, co chcesz powiedzieć! – rzekł na to Szarak.
– Właśnie mówię – rzekła z pośpiechem Alicja – to znaczy… chciałam powiedzieć… to, co mówię. Przecież to wszystko jedno i to samo.
– Wcale nie to samo! – rzekł Kapelusznik. – To tak jakbyś powiedziała, że „widzę, co jem” niczym się nie różni od „jem, co widzę”!
– Mogłabyś równie dobrze powiedzieć – wtrącił Szarak – że „mam to, co chciałam” nie różni się od „chciałam tego, co mam”!
– Mogłabyś równie dobrze powiedzieć – rzekł Suseł, jakby mówił przez sen – że „kiedy śpię, oddycham” nie różni się od „kiedy oddycham, śpię”.
– U ciebie to się nie różni! – stwierdził Kapelusznik.

 

No cóż. To jakby kwintesencja coachingu. Wiele osób unieszczęśliwia siebie innych właśnie z powodu braku rozróżnienia choćby pomiędzy: „mam to, co chciałam” nie różni się od „chciałam tego, co mam”!

A tymczasem kot coach, kot – Dziwak, kot z Cheshire jeszcze inaczej kołczuje….

Kot coach, Szarak i inni coachowie…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Dla mnie coachem mimochodem zawsze będzie Leszek Kołakowski.
    A kołczujących kotów mam pięć :) Każdy kołczuje na zupełnie inny sposób!
    To niewiarygodne, jak koty się między sobą różnią… niczym profesjonalni coache :)

  2. Rozumiem Twój wpis Joanno i Twoje preferencje, ale pozwolisz, ze wtrące swoje trzy grosze. Jogini też się angażują w świat tylko nieświatowymi metodami. Jogin w pieczarze, pracujący ze swoim umysłem (ponoć nie ma „swojego” umysłu), też daje na rzecz świata, powiedzmy „szyje go od podszewki”. Nie tak łatwo jest być joginem „odciętym od świata”, to nie jest postawa inwolucyjna, moim zdaniem, to postawa wręcz rewolucyjna i to w wymiarze także światowym. Chciałabym byc, np. w przyszłym życiu, joginką na całego, odciętą od świata, ale nie wiem, czy karma mi na to pozwoli. :)

  3. Na mojej prywatnej liście dzieł literatury pierwszą pozycję zajmuje „Twierdza” Antoine de Saint-Exupery’go, która towarzyszy mi „odkąd sięgam pamięcią”. Dzisiaj – całe jej akapity odczytuję na nowo – jak podręcznik coachingu :-)
    Podzielę się z Wami dwoma cytatami:

    „Bo ludzie w istocie nie wiedzą, jaki kierunek obrali, kiedy szukają, jak im się zdaje, swego interesu lub szczęścia, albo kiedy kierują się rozumem; nie mają pojęcia, że rozum, szukanie szczęścia lub interesu w zależności od królestwa, któremu są poddane, zmieniają i formę i sens.
    I że w moim królestwie interes jest jakimś uskrzydleniem, takim jak dla dziecka bawić się w najbardziej podniecającą grę. Szczęście – to przemieniać się i trwać w przedmiocie własnej twórczości. A rozum – układać rozsądne prawa. W wojsku rozum to wojskowy regulamin, który ustala takie a nie inne związki pomiędzy rzeczami, na statku – to regulamin pokładowy, a w moim królestwie rozum to całość praw, obyczajów, dogmatów i systemów, które sprawią, że rzeczy tak właśnie, i spoiście, będą ze sobą wzajemnie powiązane.
    Ale ta więź, ten dźwięk, który poniesie się w nieskończone echa, jest mój własny, jeden i wykraczający poza argumentację.”
    ………………..
    „Dlatego zamiast mówić: Przyjdź, a ja odrzucę co zbędne, przytnę i nadam kształt, powiem: Przyjdź, a ja sprawię, że się narodzisz dla siebie. Ty mi przyniesiesz nieuporządkowany budulec, a ja Ci zwrócę Ciebie – już jednego. To nie ja w Tobie idę. To idziesz Ty sam. Ja jestem dla Ciebie tylko wspólną miarą – niczym więcej.”

    Maciek – mój pierwszy etap gry – w realnym świecie – właśnie się zakończył.
    Niniejszym wpisem wkraczam w etap drugi – wirtualny :-)

  4. Obie części Alicji-bardzo coachingowe. W kwietniu miałam wykład na warszawskiej SGH n/t coachingu. Zatytułowałam go „W głąb króliczej nory”:)))

    Prawie rok mojego kontaktu z blogiem Maćka. Wczoraj odszukałam artykuł z opisem białego transu. Sporo się ostatno zastanawiam nad duchowością. Czy realizuje się ją przez siedzenie na szczycie góry w medytacji czy przez stosunek do żywych istot i świata wogóle? Mnie wychodzi , że to drugie. Bliższa jest mi postawa Matki Teresy/która w pewnym momencie straciła wiarę w sensie religijnym/ niz jogina. Zaangażowane współczucie.
    Dobrze, gdy coaching uczy zachowania równowagi pomiędzy uwaga na siebie i na innych. Koncentruję się na sobie, by za chwilę zaangażować się w świat. Bo wszyscy mamy coś tutaj do zrobienia .

    Zapraszam tutaj http://sos.wwf.pl/wypelnij-dekalog

  5. Właśnie w duchu liczyłam na to, ze ktoś przypomni tę scenę z kotem. Dzięki Eliza! Od domowego sybaryty wolę jednak zdecydowanie kota z Chesire, który twierdził, ze wszyscy są dostatecznie szaleni.

  6. Ten sam kot mówi:
    Pewnego razu Alicja stanęła na rozstaju dróg i zobaczyła na drzewie Kota z Cheshire.
    – Którą drogą powinnam pójść? – zapytała.
    – A dokąd pragniesz dotrzeć? – padło w odpowiedzi.
    – Nie wiem. – odpowiedziała Alicja.
    – Skoro tak – powiedział kot – To nie ma znaczenia dokąd pójdziesz.”
    Gdy przyglądam się moim dwóm kotom, myślę że wiele możemy się od nauczyć. Moja kotka nienawidzi ryby – gdy ją przypadkowo włożę jej do miski rybną karmę- po prostu odchodzi i uparcie domaga się czegoś innego. Nie obraża się na rybę, nie zjada by ponarzekać na jej smak – tylko chce tego, co w jej mniemaniu się jej należy. Oczywiście – dostaje. I podobnie – gdy kocice, pragną pieszczot, snu w wybranym przez sobie miejscu i innych kocich przyjemności – po prostu domagają się tego. Według scenariusza – miauknięcie – gdy nie ma efektu, kolejne i jeszcze kolejne, aż do osiągnięcia tego, czego chcą. Gdy pragną zapolować, znajdują norę, cierpliwie czekają na odpowiedni moment i przystępują do działania. Idealny model świadomości celu i sięgania po niego. Chyba żaden kot, ani jakikolwiek zwierzak nie wpada na pomysł, by sobie ponarzekać na to, czego nie chce.

  7. Uśpione towarzystwo przy stoliku. Uśpione, ale jakże przenikliwe towarzystwo:)
    Kot z Cheshire chwilowo mi znikł. Moje dwa egzemplarze „Alicji” (w tłumaczeniu Marianowicza i Słomczyńskiego) gdzieś się rozpłynęły. Ale nic to, przyniosę dziś „Alicję” z biblioteki szkolnej i przyglądniemy się tej scenie z kotem dokładniej.

Komentarze są wyłączone.