Kot coach jest obłąkany

pies jest normalny a kot obłąkany :)

Tak jest Elizo! Uwielbiam tę rozmowę Alicji z kotem, nawet w moim podręczniku rozdział o celach zaczyna się od niej, a niebawem również artykuł prasowy. Przytoczmy ją zatem raz jeszcze w innym tłumaczeniu:

Pewnego razu w głębi króliczej nory Alicja spotkała kota z Cheshire i taką odbyła z nim rozmowę:

–          Czy mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, w którą stronę mam pójść?

–          Zależy to w dużym stopniu od tego, w którą stronę zechcesz pójść – powiedział kot.

–          Nie zależy mi na tym, w którą – powiedziała Alicja.

–          Więc nie ma znaczenia, w którą stronę pójdziesz – powiedział Kot.

Otóż to! Jeżeli nie zastanawiamy się nad tym dokąd prowadzi nas droga, nie określamy ani kierunku, ani efektu, czyli spodziewanego rezultatu – co zrobi nasz umysł? Wybierze wzorzec, stereotyp, czyli po coachingowemu – strefę komfortu. Szepnie ci do ucha środkowego swym przymilnym głosem: Zrób to co zawsze, wybierz to samo. Co z tego, że trochę ci niewygodnie, ale przecież w tej niewygodzie wszystko jest ci znane, przewidywalne. Najgorsza rzecz jaka może się zdarzyć to lęk, obawa, niepewność, brak bezpieczeństwa. A tutaj, w starych dekoracjach jest przecież bezpiecznie, przewidywalnie i wszystko masz pod kontrolą. A nawet, jeśli nie wszystko da się skontrolować, to przynajmniej kontrolujesz swoje zachowania, niektórych ludzi, niektóre sytuacje, a ja, twój najlepszy przyjaciel, twój wewnętrzny głos rozsądku, zajmę się resztą, zautomatyzuję twoje wybory i za niewygórowaną cenę zajmę się wszystkim.

Oczywiście jak to bywa z manipulatorem i hipnotyzerem najważniejsze punkty napisane są drobnym drukiem. Najwyższy koszt to niestety utrata życiowej elastyczności, lęk przed zmianą i co gorsza przekonanie, że zmiany są niebezpieczne. Co więcej usztywnienie własnej postawy kończy się budowaniem zasieków i przesiadywaniem w okopach. Właściciel mózgu i jego emanacji w postaci umysłu staje się obrońcą stereotypów i ograniczających przekonań, które jego mózg odziedziczył lub wyprodukował. Całe szczęście znowu możemy skorzystać z mądrości kota. Kot z Cheshire w innym miejscu powieści równie coachingowo diagnozuje sam siebie w rozmowie z Alicją:

 

Alicja i kot

– A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? –  spytała Alicja nieco zaskoczona.
– Po pierwsze – odpowiedział Kot – pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
– Chyba tak – odpowiedziała Alicja.
– No, więc widzisz – ciągnął Kot – że pies warczy, jak się rozgniewa, a kiedy jest zadowolony – macha ogonem. Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony, a macham ogonem, jak się rozgniewam. I dlatego jestem obłąkany.

 

No cóż, obłąkany w tym wypadku oznacza inny niż pies. Inny niż pies? To przecież oczywiste, że pies jest normalny, a kot dziwny. Z tych samych powodów miłośnicy kotów nie lubią psów, a miłośnicy psów nie lubią kotów. Jest w tym niemal kwintesencja ludzkiego losu, gdyż ten rodzaj myślenia jest dość powszechny oraz uniwersalnie dotyczy różnych obszarów życia.

 

Miłośnik psa powie na przykład: Uwielbiam psy, są posłuszne i zawsze oddane swojemu właścicielowi. Psa można nawet uderzyć, a za chwilę przyjdzie się łasić. Zawsze można na nim polegać. A koty? Są niezależne, robią, co im się podoba, nie można ich podporządkować. Nie można ich ani do niczego zmusić, ani tym bardziej skarcić, bo się obrażą. Nie ma mowy żeby być właścicielem kota, jest raczej odwrotnie. Są tak nieprzewidywalne, że nie można im zaufać. Posiadanie kota to kłopot, no chyba, że się kręci z dala od domu.

A co powie miłośnik kota? Nie lubię psów, są tak posłuszne i zawsze oddane swojemu właścicielowi, że nawet, gdy właściciel uderzy psa, ten za chwilę przyjdzie się łasić. Zawsze można je wykorzystać. A koty? Są niezależne, robią, co im się podoba, nie można ich podporządkować. Nie ma mowy żeby być właścicielem kota, jest raczej odwrotnie. Nie można ich ani do niczego zmusić, ani tym bardziej skarcić, bo się obrażą. Są tak niezależne, że trzeba szanować ich wolność. Posiadanie kota to zaszczyt, zwłaszcza, jeśli zechce mieszkać z tobą w jednym domu.

 A gdyby rozmowa dotyczyła relacji z własnym umysłem? Kto tu kogo ma?

 

Kot coach jest obłąkany
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Cudne zdjęcie!
    A jeśli kocham moje koty i sunię, miłością różną, ale równie mocną? Może umysł mam obłąkany :)?.
    „Tylko wariaci są coś warci” -mówi ojciec tej samej Alicji w disneyowskiej ekranizacji bajki. Zatem jest szansa dla obłąkanych :).
    Kto tu kogo ma? Dobre pytanie…
    J. Haidt w książce, pt. „Szczęscie” porównuje nasze emocje do słonia, a rozum do jeźdźca. Chociaż jeździec trzyma wodzę, słoń często wyrywa mu się spod kontroli. W takim ujęciu coach pracuje i ze słoniem i z jeźdźcem, a może uczy jeźdźca zapanowania nad zwierzęciem.
    Zatem jaki jest umysł ludzki kocio obłąkany, czy psio normalny?
    Do końca nieprzewidywalny, bywa że chadza własnymi ścieżkami, za nic ma nasze wołania, bywa że bez powodu syczy, warczy, wymachuje groźnie łapą, niekiedy drapnie. A my – jak przystaje na miłośnika zwierzaka wybaczamy naszemu kociemu umysłowi.
    Z drugiej strony można go nieco wytresować, rozkazać mu to i owo, liczyć, na to, że nas posłucha, kroczyć będzie na smyczy (pod warunkiem, że nie zerwie się w pogoni za jakąś pokusą). Może jednak siła w kombinacjach?
    I jeszcze mała dygresja – czytanie tego bloga zaczęłam od postów o kotach, Wasze komentarze świadczą o tym, że sporo osób, które tutaj zagląda, jak i sam Autor, to miłośnicy tych zwierzaków. Miło, że jest nas więcej!

  2. Hmm…Dzieciństwo i okres nastoletni spędziłam z psami. Koty były mi obce.Od kilkunastu lat towarzyszy mi szylkretowa Żdrapka. Niezwykła kocica, która gada ze mną szerokim zakresem dźwięków na różne okazje..Kolejne powiększyły stado. Nauczyłam się kotów. Sama stałam się bardziej kotem?

    Coraz więcej ludzi ma koty.Ćzas indywidualistów?A może tak wygodniej -mniej energii chcemy inwestować w relacje? Z kotem łatwiej, mniej się domaga uwagi niiż pies?Nie znam odpowiedzi na te pytania, przygladam się…

  3. Pewien mężczyzna szuka czegoś pod latarnią. Po chwili podchodzi do niego nieznajomym i pyta: „Co robisz przyjacielu?”. Na to mężczyzna odpowiada:”Szukam moich kluczy.” Nieznajomy włącza sie do poszukiwań. Po 10 minutach pyta jednak:”Przepraszam, a gdzie zgubiles twoje klucze?” „Tam” odpowiada mężczyzna wskazując palcem 20 metrów w prawo i szuka dalej. „Dlaczego zatem szukasz ich tutaj pod latarnia?” „Ponieważ tutaj jest jaśniej.”

  4. Idźmy za ciosem. Kto odczuwa większą przyjemność my głaszcząc kociaka czy kociak będąc przez nas głaskanym?
    Kotom miłośnicy tylko psów zarzucają fałszywość. Że niby jak idzie sobie niezależnie przez świat jako dachowiec koczujący gdzieś przy ludzkich śmietnikach albo śpiąc na naszym ulubionym fotelu, przychodząc się połasić o ustanowionej przez siebie porze przejawia jakąś formę fałszu. Bo przytula się i kocha za to, że dostał miskę łiskasa? Że jest przebiegły, bo wie kiedy przyjść tuptać swoimi chrapkami o nasze kolana?
    O taaak koty są obłąkane. No nie powiecie, że taki Behemot miałby siłę rozwalić komunistyczny, zły do cna światek bez odrobiny szaleństwa w sobie. Tylko piorunująco „mad” Behemot był skutecznym coachem na usługach Wolanda. Ich balansowanie na granicy zmysłów, czułość wibrysów kiedy wokół ciemno. Kocie skryte światy oszczekiwane z zazdrością kryją niejedną tajemnicę.
    Miauu ;)

  5. No to już wiem, dlaczego pomimo, że jestem wielką miłośniczką kotów (nie tylko mojej piątki), ich dostojeństwa w ruchach i totalnej niezależności, uwielbiam też mojego psa. On kompletnie nie spełnia kryterium posłuszności (no chyba, że mam w ręce smakołyki) i oddania właścicielowi (każdy gość jest dla niego źródłem niepojętego szczęścia i … zapomnienia o właścicielu). Bo to, że – jak to cocker spaniel – jest szalony, to wiedziałam od początku :) Za to też go uwielbiam, szczególnie, gdy wracam z pracy :)

    Jaka zatem jest moja relacja z moim umysłem?

  6. No, ja mam zdecydowanie koci umysł (albo umysł koci mnie ma). Kiedyś miałam psi umysł, zdecydowanie psi, ale od jakiegoś czasu schodzę na koty…Właśnie przede mną kolejna, dość rewolucyjna zmiana . W przyszłym roku będę już gdzie indziej—w innym miejscu, innej pracy, z bliskimi ludzmi. To wymaga ode mnie determinacji, trochę szaleństwa, więcej poczucia humoru, jeszcze więcej lekkości (moja Mama powiedziałaby lekkoduchowości) i będzie inaczej, lepiej. Mam plany, wizje i sprzymierzeńców tych planów. Mam psa, ale bardzo lubię koty. W moim nowym (starym domu), który jest domem rodzinnym jest ogród, więc do psa na pewno dojdzie kot, ktoś taki, jak kiedyś mój Pazur. Fajny wpis i jakże dla mnie na czasie. Coach ma na pewno kocią intuicję, ale nie jest obłąkany.

Komentarze są wyłączone.