Kraj

kraj
kraj

Większość ludzi żyje w jakimś kraju: flaga, hymn, godło, sportowcy, stolica. O tożsamości wielu krajów bardziej decyduje język niż granice. Weźmy przeciętnego Brazylijczyka. Trudno mu będzie opisać rozległe terytorium swego kraju, jednak znakomicie zdaje sobie sprawę, że Argentyńczycy i w ogóle wszyscy inni ludzie na świecie mówią po hiszpańsku, czyli inaczej niż on sam. Tylko nieliczni Brazylijczycy w swej wielosetmilionowej masie zdają sobie sprawę, że ktoś mówi po polsku, ktoś inny po litewsku a jest jeszcze język armeński, aramejski i arabski.  Wiedza staje się tak rzadka jak czytanie książek. Być może dlatego również pojęcie: kraj ma coraz mniejszy związek z historią. Weźmy przeciętnego Polaka. Nie jest w stanie rozróżnić Kościuszki od Kościuszkowców, Lenina od bitwy pod Lenino ani Leningradu od Stalingradu. Jest przekonany, że Wawel to nazwa firmy cukierniczej, podobnie jak Kopernik, a Żywiec to nazwa piwa. Nie ma pojęcia kim byli patroni jego ulic, parków i kościołów, lecz co ważniejsze, nie ma to dla niego żadnego znaczenia. Kraj to coraz częściej waluta, ceny benzyny, język, akcent i jedzenie.

Najbardziej jednak wyrazistym czynnikiem przynależności do innego terytorium wciąż jest kolor skóry, on rzuca się najbardziej. W starej Europie przez ostatnie dziesięciolecia skrzętnie nauczono się ukrywać ten niewygodny, rasowy wskaźnik obcości jakim jest skóra. To znaczy nauczono się ukrywać nie tyle skórę, co reakcję na jej kolor. Ciemnoskóry Brytyjczyk? Oliwkowy Francuz? Czarnooki, kruczowłosy Niemiec? Przecież wiadomo, że jego ociec lub dziad przyjechała tutaj. W Europie młodej, w Rosji i Azji, w Afryce i Ameryce – biała skóra świeci jak lampa w nocy, czarna skóra błyszczy jak pięść przystawiona do nosa. Wysoki i blady wygląda jak sopel lodu na tle Hindusów, Arabów lub Indonezyjczyków. Ruchliwy, niski i szczupły o kruczoczarnych włosach wygląda jak daktyl na śniegu wśród otyłych blondynów. Przejdź się po ulicach starego Kingston bledziuchu, albo po Marszałkowskiej w Warszawie kingstończyku i postaraj się przekonać innych, że jesteś stąd? Trudne? Świat zmalał dzięki komunikacji lecz choć pojęcie państwa rozpuszcza się jak śnieg na słońcu stare nawyki, stare rasizmy drzemią pod skórą.

 Właściwie nie wiadomo czym jest kraj. Może zasobnością portfela? Może nadrukiem na czapce z daszkiem? Pojawia się przez chwilę w czasie mistrzostw świata w piłce, na olimpiadzie i w czasie starań o wizę… a potem znika.

Kraj
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Czym jest mój kraj?
    Hmmm… dla mnie jest to takie miejsce w którym czuję się “u siebie”.
    I jest to niewątpliwe Polska.
    Język, ludzie, miejsca. Las wyglądający tak a nie inaczej, pory roku, klimat, jedzenie. Mentalność ludzi (w odróżnieniu od np.norweskiej), no i wierzby mazowieckie :-)
    No takie tam pierdoły znane z wierszy naszych wieszczów, które docenia się dopiero po dłuższym pobycie gdzie indziej.
    Oczywiście że przyjezdny z innego kraju jest OBCY. I wcale to nie kolor skóry o tym decyduje, tylko lata spędzone – lub nie – w danej kulturze, znajomość języka itd.

  2. Konsekwencje ery indywidualizmu i ery informacji?

Komentarze są wyłączone.