Kraków

Sukiennice w Krakowie
Sukiennice w Krakowie

Ostatnio dużo podróżuję. W nocy wróciłem z Krakowa. Pewnie nic w tym odkrywczego, że Kraków to magiczne miejsce. Wszyscy w Polsce o tym wiedzą i pewnie parę milionów turystów na całym świecie. Gydby nie Kraków, to było by marniutko. Włosi mają swoje Sieny, Florencje, Wenecje, Rzymy i Padwy, a nawet małe, gminne  Fobello  to także perła w śród gór. Całe szczęście my mamy Kraków.

 

 

 

Mury, zabytki, tramwaje, kamienice, sklepiki, knajpki, obrazy w galeriach, monumentalne kościoły i uratowane synagogi, planty i zakola Wisły – wszystko to ma swoje znaczenie. Wpływa, oddziałuje, mąci w głowie, sugestywnie oczarowuje… Byłem w Krakowie dziesiątki razy, najczęściej służbowo. Byłem też specjalnie po to by zobaczyć Mistrza i Małgorzatę Krystian Lupy albo Igora Mitoraja na Rynku lub wystawę w jakiejś małej galerii. Do tej pory jak ślepiec przeoczyłem, że jednak o wszystkim decydują ludzie. Niby to zawsze wiedziałem, a jednak od nowa odkrywam, uśmiałbyś  się Michale, mój drogi przyjacielu.

bygdgoskie tramwaje mego dzieciństwa
bydgoskie tramwaje mego dzieciństwa

Wiele razy byłem w Lublinie. Zawsze wracam tam jak do starszej siostry, ułożonej i dobrze wychowanej, która ukrywa pod make –upem pewne niedoskonałości. Czasem jest nazbyt zajęta swoimi sprawami by ciebie zauważyć, a jednak gościnna i przewidywalna. Olsztyn jest jak przedmieście lasu. Czuję w nim świeżość, zapach drewna, urok kamieniczek. Szczecin oczarowuje gwiaździstymi placami, nabrzeżem i secesją kamienic, które opierają się dzielnie zaniedbaniu, zaniechaniu, bezmyślności. Szczecin niespodziewanie rozkwita jakimś zaskakującym czarującym miejscem, jest jak zmęczona codziennością kobieta, która nagle wygląda jak milion dolarów, bez wysiłku zarzucając szal na powabne ramiona. Wrocław jest ciężki, majestatyczny, solidny jak sonet, który recytujesz z rytmem krążących po rynku ludzi. Wsłuchujesz się w ich miarowy ruch, dopóki poźnym wieczorem, po niemal pustej przestrzeni nie przemknie ostatnia para. Bydgoszcz ożyła. Jakiś zaskakujący cud w tym mieście tchnął w nie nowe życie, energię i radość, która przez dziesięciolecia niemal nieobecna, znowu powróciła do Starego Portu, na Mostową i Jagiellońską. Dzięki Bogu zamknęliście tę potworną rzeźnię i teraz jest tam znowu powietrze i światło. Cudownie. Bydgoszcz młodnieje. Toruń zaś, Toruń to starszy brat nas wszystkich. Odkąd braciszkowie na brzegu Wisły założyli swoją pierwszą warownię panuje  tam nieustający ład i porządek. Życie jest przewidywalne, działania sensowne, a praca przynosi sprecyzowane jasno efekty. I kiedy idziesz przez stare miasto każda witryna, dom, mur, uliczka mówią do ciebie – możesz na nas liczyć, jesteśmy stabilni, zorganizowani, zero ryzyka, tu zyskasz pewność. Gdańsk to dla mnie miasto z bajki. Od dzieciństwa mnie hipnotyzuje, zaprasza na morze, a jednocześnie jest jak wielki stragan z prezentami, smakołykami, niekiedy przepychem, na który cię nie stać, a jednak wydasz ostatni grosz, wpatrzony jak w bursztyn, by pozwolić na oczarowanie. Poznań był dla mnie ojcem. Bydgoszcz matką, czasem wręcz depresyjną i sprawiającą ból, czasem szczodrą i opiekuńczą, ale ojcem Poznań. Silny i wymagający, nieustannie potwierdzający swoją obecność, czuwanie, lojalność, ale też stawiający warunki. Jednak z rozmachem, acz konkretny. Cierpliwy przy tym i wyrozumiały, ale też odsłaniający widok na świat. Nie uwierzycie, ale Katowice są dla mnie poetą. Tam w głowie składają się rymy i układa sie fraza jak w bluesie. Gdzie bym nie usiadł, w każdej uliczce i ciemnej cegle, w barze, zgrzycie tramwajowych kół składa mi się rytm i rym, a potem wyłania się muzyka kołysząca, miarowa.  W Sosnowcu czuję się jak w księgarni. Zawsze przywożę stamtąd sterty książek i mam wrażenie, że nigdzie indziej ich nie znajdę, tylko tam. Muszę więc dźwigać coraz cięższy plecak od witryny do witryny, wciąż ciekaw kolejnej ulicy. Jelenia Góra to galeria z tysiącem obrazów we wnętrzach i w przestrzeni miasta. Miejsce, do którego wracam z ciekawością i wyjeżdżam z niedosytem, wciąż ciekaw. Bielsko Biała jak wymarzona dzielnica do zamieszkania. Gdzieś na wzniesieniu z panoramą na miasto mieć dom. Marzenie. Polskie San Francisco. Dąbrowa Górnicza na początku oschła i obca nagle staje się przyjacielm, częstuje, nagradza daje ci niespodziewane prezenty w zupełnie nieprzewidywalnych okolicznościach, od tak, dlatego że jesteś. Łódź mnie fascynuje jak zatrzymany w kadrze film. Pejzaż miejski, domy, które w nim się osadziły, zastygły w oczekiwaniu. I nagle 500 metrów dalej Łódź, jak w zaczarowanym ogrodzie wybucha zielenią, parkami, uliczkami, na których przekleiły się do drzew wille i domki. Białowieża jak miejsce święte, polana szamanów ze wschodu i zachodu. Mądrość mądrości. Czary są tu wszechobecne, aż gęsto od magii drzew, ludzi i zwierzą. Wielki czarny kot na piecu zastanawia się nad przyszłością. Twoją przyszłością. Białystok jest napięty jak cięciwa łuku pomiędzy przepychem stiuków i drewnianą belką domu, która pamięta dwa wieki wstecz. A jednocześnie jest jak dźwięk struny. Pierwszy akord jest smutny, budzi żałość ale kolejny porywa cię do tańca. Setki miast, pamiętam każde, które mnie zaprosiło.

Podgórski Dom Fotografii na Limanowskiego, magiczne miejsce
Podgórski Dom Fotografii na Limanowskiego, magiczne miejsce

Ale Kraków, Kraków mnie uwiódł ludźmi, albo oni sami megnetyzmen swych spojrzeń, uśmiechów, uścisków dłoni kusili mnie, sprawili tę magię, zapraszali, otwierali swoje domy i szafy ze skarbami. Z początku myślałem, że to po prostu  świetny marketing, ale gdzież tam. Zamiłowanie, pasja, spokojna radość. Rozumiem, że w Podgórskim Domu Fotografii gdzie gościłem, mogą być szaleńcy fotografii, mistycy światłocienia jak Sebastian – szef i mistrz. Przyjmuję, że właściciele hotelu i restauracji Kajzer mogą lubić swoją pracę, dlatego są sympatyczni, ale taksówkarz, który opowiada historię Podgórza, a kolejny Zwierzyńca? Opowiadają jak troskliwi przewodnicy dbając o każdy szczegół. Kelnerka, która podaje herbatę tak jak lubię, choć nie musi.  Inny fotograf, który z ulicy wchodzi porozmawiać o moich zdjęciach i je chwali! Kucharz, który przygotowuje specjalną listę dań dla wegetarian? Cud. To nie może być zmowa! Być może krakowianie jak Włosi albo Cypryjczycy nauczyli się żyć z turystyki, może? Może jestem naiwny robiąc jakąś kryptoreklamę na własnym blogu? A jednak nie, z pewnością się nie mylę – to było szczere, prawdziwe. To magiczne miasto daje siłę, energię i radość – poprzez ludzi czarodziei. Dowód. Na moim otwartym szkoleniu z okazji uruchamiania oddziału naszej firmy był pewnie pan, inny niż wszyscy pozostali w liczbie ponad 70. Zaproszenie, jedzenie znakomici goście-uczestnicy, ciekawy temat (rzecz jasno o coachingu) i wszystko gratis, tylko za gotowość uczestniczenia. Dom fotografii, wystawa, nawet napoje! Uprzejmośc i otwartość. Tymczasem ów smutny malkontent, nad wyraz kontrsugestywny to kręci się, to krzywi, krytykuje, robi miny, scenicznym szeptem ocenia i neguje.  Statystka. Nie wszyscy muszą nas lubić, zwłaszcza gdy nas widzą pierwszy raz w życiu. Dzięki ci malkontencie.

Anita Michalska, królowa krakowskiej krainy czarów, na Podgórzu zapraszała w głąb króliczej nory i nadal to robi :)
Anita Michalska, królowa krakowskiej krainy czarów, na Podgórzu zapraszała w głąb króliczej nory i nadal to robi :)

Taka postawa to dowód, że cała reszta z naszymi gospodarzami Anitą i Witkiem na czele, to nie była ustawka, psychomanipulacja, wyuczona postawa marektingowca – to prawdziwa życzliwość. Przecież nie wszyscy, nawet z powodu obyczaju i kultury osobistej, muszą okazywać sympatię, wdzięcznośc i mówić: dziękuję. Zgorzkniałość nielicznych wyjątków, to dowód prawdziwej życzliwości drugich, którzy są w większości. Dzięki ci Krakowie za te spotkania i czar rzucony na nas. Dzięki serdeczne. A może by zamieszkać w Krakowie? :)

A Warszawa? Warszawy wciąż nie rozumiem, wciąż się uczę. Tu jest mój dom.

Kraków
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Opole – naleśnikarnia jest !! :)

  2. przejechal pan nasz kraj wzdluz i wszerz – jaka jest Polska z pana doswidczenia? jak pan to odbiera? rzeczywiscie jest tyle roznic, odczuwa sie dawne granice, zabory?

    a miasta za granica, duzo pisze pan o Kanadzie, czy inne miasta tez skłaniaja pana do refleksji, jak to jest byc w podrozy?

    zlapalem sie na tym, ze nie zwracam uwagi na miejsca, a moze tylko tak mi sie wydaje :) strefy przemyslowe sa do siebie podobne

  3. Opole jest dla mnie jak dziecięcy pokój, teatralna dekoracja, zbudowana ręką mistrza- scenografa, lecz gdy otworzysz drzwi okazuje się, że wszystko jest prawdziwe. Rozmawiam z ludźmi, po chwili opwiadają o swoich sprawach jakbyśmy znali się od lat. A potem wyłania się nabrzeże Odry, zielony most i naleśnikarnia, pyszne, rozłpywające się ustach. czy jest jeszcze w Opolu naleśnikarnia? Pamiętam solidarność ludzką, poświęcenie i lojanlość w walce z powodzią. 97 rok. Lubię tu wracać, potrzebuję tylko zaproszenia :)

    Rzeszów odmłodniał i wypiękniał jak Bydgoszcz, obok nowych inwestycji – Stare Miasto i rynek stały sie perełkami, jak pałac Lubomirskich – zadbane, dopieszczone, lecz również zadziwia – na przykład bryłą Grand Hotelu, małą restauracją z boku rynku i równie nagle spośród domów wyrasta targowisko, jak sprzed 30 lat (jajka, ziemniaki, sery, jabłka – świeże, tanie) A kilka kilometrów dalej perła pereł – Łańcut. Można tam spędzić wiele godzin, które mijaja jak minuty – choćby w samym parku, o każdej porze roku ale wiosną, wiosną jest aż gęsto od barw i zapachów.

    tak tak Wrocław jaki czuję w duszy jest solidny, mocny, niezłomny, odporny – w jakiś sposób silny i wyrazisty, odczuwam wiele starych i nowych ran, dziur, wyszczerbień oraz siłę jaka ukryta jest w tej przestrzeni, witalność…uwilebiam siedzieć na rynku i patrzeć na wrocławian jak rozchodzą sie w różne strony…..

    Szanuję, podziwiam, lubię jeszcze wiele, wiele polskich miast…miasta nastrajają mnie sentymentalnie i poetycko… Rzeczywiście inaczej jest mieszkać, inaczej odwiedzać jako gość…ale ale…. gość czasem widzi coś czego mieszkaniec nie dostrzega, nie docenia, na co spowszedniał. Miasta mają swoje dusze, mają też osobowości :)

  4. Ja też kiedyś zakochałam się w Krakowie… od pierwszego wejrzenia :) i tam miłość trwa do dziś. Studiowałam tam – po ukończeniu studiów wracałam do rodzinnego Rzeszowa z ciężkim sercem i żałowałam, że rezygnuje z bycia tam na co dzień.

    Potem jednak stwierdziłam, że dla mnie Kraków jest piękniejszy wtedy kiedy go „odwiedzam”.

    Mam wtedy czas na prawdziwe, długie spacery po rynku. Wtedy też potrafię dostrzec jak pięknie ozdobione są krakowskie kamienice. Wtedy przez moją głowę przetacza się milion wspomnień.

    Dzięki za to spotkanie, całe mnóstwo wrażeń :) ciekawe i inspirujące szkolenie w bardzo klimatycznym miejscu oraz po prostu za tą „okazję” do bycia w Krakowie.

    A dziś – pozdrowienia z Rzeszowa :)

  5. Kraków poznałam jako dziecko, fascynowało mnie wtedy magiczne, pomarańczowe światło wieczornych latarni. Wróciłam tu jako nastolatka na studia -był to czas zachwytu teatrem, zgłębiania zawodu aktora, przyjaźni, miłości i poznawania samej siebie. Od pięciu lat zapuszczam w Krakowie korzenie. Różne barwy towarzyszą życiu w tym mieście, czasem drażni mnie nadmuchana nabożność, nobliwość i konserwatyzm, ale może właśnie dzięki temu Kraków jest swego rodzaju enklawą, przyciąga ludzi magicznych, wrażliwych… takich jak Pan, Panie Maćku :-)
    Pozdrawiam raz jeszcze i zaznaczam, że to mój trzeci komentarz :-)))
    Paulina

  6. a ja uwielbiam Warszawę ..
    za inność ( jak wieża Babel ) , co mnie inspiruje …
    za ruch .. ( za szybkość )
    za zmiany ( nocą wygląda Bosko )
    za atrakcyjność – dużo się dzieje i ciekawie …
    za wielowymiarowość
    za parki , za Łazienki , za widok z Pałacu Kultury , za Kwadrat ( i piękną sztukę Berek ! ) , za prywatne teatry ( jak 6 piętro ) , za metro … ,
    Plac Trzech Krzyży , kawę w Szpilce , plaże nad Wisłą w Konstancinie ( nie daleko ) ,
    Fontanny pod Pałacem , gdzie w lecie fajnie jest sobie zrobić przerwę i siedząc na ławce napić się kawy , za fajne Muzea / Galerię , Nowy Świat z pysznymi knajpami ( Casa to tu , czy Na Zielnej ) , i stolikami w lecie …
    Pragę !!!
    a nocą ….oj cudnie jest …

    ale uwielbiam tez jechać ( słuchając muzyki w korku ) do siebie na wieś ( 15 km za Warszawę ) gdzie ptaki ćwierkają i kury obok gdaczą …

    a co do Krakowa , czy innych miast , podobają Nam się miasta , w których nie mieszkamy , bo mamy czas je pozwiedzać , je wogóle ” zobaczyć ” , pochodzić spokojnie i podnieść głowę do góry i zobaczyć jak wygląda to miejsce wokół ….

    może Wycieczka po swoim mieście …to ciekawy pomysł …

    PS ja też Kocham Sopot ! szczególnie latem …

    Pozdrawiam z samego Centrum Warszawy …

  7. Wrocław majestatyczny? Mam zupełnie inną mapę:)) Zapraszam na nocną grę w boule na Ostrowie Tumskim, pulsujące rytmem party w Capitolu , drzemanie na kocyku w Parku Południowym i szarlotkę w Mleczarni.
    Joanna- z urodzenia gdańszczanka, obecnie wrocławianka, jesień życia planowana na Hawajach

  8. a ja w Krakowie mieszkam od 6 lat i czasem zapominam, że TO KRAKÓW… stał się dla mnie zwykłym miastem gdzie po prostu jest dobrze; czasem jest za głośno, czasem jest za cicho, czasem jest za zimno, a czasem jest za ciepło… i bez względu na to jak jest czasem- zawsze jest dobrze :)

  9. każdy ma chyba takie miasta. Mnie również Kraków zawsze urzeka. Jeździłam tam,kiedy mieszkałam jako dziecko w Opolu i wówczas Kraków był takim miastem na wycieczki. Po wielu latach przypadkowego wpadania do Krakowa odkryłam go kiedy jeździłam do SPC przez rok. Lubię tam bez celu snuć się uliczkami, jeździć tramwajami i notorycznie błądzić żeby odkryć coś nowego. Tam poznałam przyjaciół. ilekroć wracam z Krakowa to mam takie poczucie „postawienia do pionu” – to znaczy WIEM co jest dla mnie ważne, czego nie chcę i a co chcę bardzo. Dla mnie magiczny jest Salwator :) Maiłam przebłysk myśli,że może tak by do Krakowa się przenieść – ale jednak nie. Potrzebuję przestrzeni i prędkości. Więc chyba …Sopot będzie tym miejscem a Kraków pozostanie nadal miastem magicznym takim sanatorium dla wnętrza :)
    (w warszawie mieszkam od 16 lat ale to nie jest moje miasto..)

  10. Drogi Panie Macieju. Bardzo żałuję, że nie mogłam być na spotkaniu w Podgórskim Domu Fotografii. Od kiedy przeczytałam pierwsze rozdziały Pańskiej książki („Przebudzacz neuronów”) marzyłam o poznaniu Pana.
    Jestem uczestnikiem SPC (Sylwia i Leszek Zawloccy) . Cały czas szukam swojego sensu, swojej misji, ale już wiem, że jestem na dobrej drodze. Dziękuję za wiele inspiracji, szczególnie tych zawartych w „Coaching Tao”, tam mi jest najbliżej.
    Tak dobrze pisze Pan o Krakowie… Może to prawo przyciągania? :-)
    Wierząc w to prawo czekam na spotkanie z Panem.
    Pozdrawiam gorąco z królewskiego miasta i przesyłam do stolicy dużo krakowskiej energii.
    Paulina

  11. zarumieniłam się :)

  12. Nic o Opolu?…szkoda…:)

Komentarze są wyłączone.