Krótkowzroczność

Niedziela rano. Ósma. Pusto. Słońce grzeje, piękna pogoda. Na Trasie Toruńskiej w Warszawie policja zatrzymała już trzy samochody. Na krótkim, nowo otwartym odcinku jest ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę. W zatrzymanych samochodach matka z córką, samotny starszy pan, małżeństwo dobrze po sześćdziesiątce. Niedziela wieczór ulica Łukasza Drewny na odcinku od Powsina do Wilanowa. Piękna pogoda, puściutko, ludzie jedzą kolacje i za chwilę będą oglądali mecz. Zachód słońca. Policja zatrzymała właśnie dwa samochody. Dziewczyna we fiacie panda i kolejne starsze małżeństwo w dostojnym oplu. Chociaż po obu stronach dwupasmówki są tu chaszcze i pas zieleni, droga lokalna i rowerowa biegnie obok, nie ma nieoznakowanych skrzyżowań ani innych zagrożeń – ograniczenie jest do 60 kilometrów na godzinę. W każdym mieście jest kilkanaście punktów żniwnych gdzie zaczaja się drogówka i straż miejska inkasując mandaty za przekroczenie prędkości. Oczywiście norma jest normą, zakaz zakazem a jednak jest to demoralizujące, choć ma być prewencyjne. Jest przeciw skuteczne. Liczba wypadków niebezpiecznych rośnie, w tym z udziałem pijanych kierowców. Jesteśmy krajem o najgorszych w Europie współczynnikach bezpieczeństwa drogowego i najgroźniejszych w skutkach kolizjach i katastrofach drogowych. Tymczasem policja co rusz informuje o zwiększeniu ilości radarów, wzmożonej kontroli, akcjach i tak w kółko.

Efekt jest demoralizujący, gdyż w niedzielę rano na pustej, trzypasmowej trasie bardzo łatwo można nakosić pulę mandatów i złapać dowolną liczbę kierowców. Nie ma w tym jednak sensu, gdyż wtedy nie łapie się piratów ale matki jadące do kościoła. Akcja rodzi reakcję w postaci antyradarów, migania światami i CB radia oraz niechęci to tego typu działań oraz policji.

Demoralizujące jest każde działanie pozorne, każda ukryta intencja, bo przecież mandaty to spory podatek dla państwa i gmin. Każda presja rodzi opór, każda władza, zwłaszcza użyta bezmyślnie rodzin bunt, albo skryty sabotaż, który w efekcie demoralizuje. Zamiast uczyć kierowców i przyszłych kierowców, że prowadzenie pojazdu jest związane z frajdą ale również odpowiedzialnością, że masa pojazdu razy przyspieszenie to taranujący pocisk – uczy się ich zasad parkowania a potem życie ich uczy unikania radarów. W czasie parkowania można pojazdy co najwyżej podrapać, lecz w czasie jazdy skutek brawury może być dramatyczny. Jednak kierowców wykazujących się brawurą trudniej jest złapać na brawurowej jeździe, a jeszcze trudniej nauczyć nowej, bezpiecznej postawy. Co gorsza brawura, szybkie wyprzedzenie, gwałtowne przyspieszanie, raptowna zmiana pasów i super szybka jazda, a przede wszystkim wywinięcie się policji – uchodzi za mistrzostwo. Tymczasem mistrzostwo za kierownicą w ruchu drogowym to: jeździć bezpiecznie, zachowywać się przewidywalnie, dojechać do celu.

Między innymi z tego powodu metody coachingowe napotykają czasami na opór, lub potrzebują bardzo długiego oddziaływania, gdyż sensowne i użyteczne zarządzanie w przestrzeni społecznej często walczy z demoralizującym  i krótkowzrocznym. Łatwiejsze wydaje się wysłanie kontroli, wywarcie presji niż zmiana przekonań, nawyków i postawy. Krótkowzroczne działanie na skróty zazwyczaj długofalowo demoralizuje.

Krótkowzroczność
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Mnie urzekł sposób regulacji prędkości w Irlandii. Przejechałem ją wynajętym samochodem wzdłuż i wszerz (co nie jest wyczynem z uwagi na wielkość tego kraju) – co mnie uderzyło: minimalna ilość znaków nakazu.
    Jeśli chodzi o prędkość to jest ustawiona maksymalna na terenie zabudowanym i na terenie niezabudowanym o czym przypominają czasem znaki. Jeśli jest jakiś ostry zakręt to piszą na jezdni i/lub znaku „SLOW” i tyle. Czasem pojawia się „VERY SLOW” i wtedy wiesz człowieku jak masz się zachować, bo jesteś przecież znanym w całym prawodawstwie Common Law tak zwanym „reasonable man”. Efekt? Na mnie doskonały: wiem że jak jest SLOW to nie dlatego, że wójt chce zarobić, ale dlatego, że jest tam coś niebezpiecznego.
    Jechałem krętą serpentyną nadmorską gdzie z jednej strony jest przepaść, z drugiej skała wchodząca miejscami na drogę, miejsce na półtora samochodu, zakręt w lewo pod ostrym kontem i znak ograniczenia prędkości do maksymalnej na terenie zabudowanym , a potem VERY SLOW. Hołowczyc by tego zakrętu nie pojechał więcej niż 40km na godzinę. Ja jechałem 20 z duszą na ramieniu.
    Pozdrawiam wszystkich ludzi, którym władza nie musi mówić kiedy mają wstać a kiedy usiąść.

  2. nie musze chyba dodawac,ze na te wszystkie parametry ludzkie wplywa stan trzezwosci !!
    a tu ,paradoksalnie ,jestesmy jestsmy bardzo poblazliwi…kary za jazde pod wplywem sa zbyt male ,by winowajca nie robil tego ponownie…za dowod odwagi i wyzszych umiejetnosci uchodzi prowadzenie samochodu w stanie nietrzezwosci…

  3. cel policji i radaru może być zupełnie inny,niż sprawienie ,że na drodze będzie bezpieczniej-i on swój cel osiągają,sa to wpływy do skarbonki;)))))

    znam takie miejsce na czesto uczeszcanej przeze mnie trasie ,ze informacja wyniakajaca ze znakow drogowych jest tak zawila,ze sluzy tylko i wylacznie temu.Co roku akcja „znicz” przynosi znaczne dochody….mnie rowniez ta wiedza kosztowala 200zl i punkty karne,ale ogólnie nijak nie powoduje to zmniejszenia predkosci na wjezdzie ,bo kazdy kolejny kierowca ulega tej samej dezorientacji!!! miejscowi wiedza,wiec pewnie nie sa zainetersowani wyprostowaniem drogowej komunikacji…ale to wlasnie oni sa narazeni na konsekwencje wypadkow wynikajacych z przekroczenia predkosci.

    W Niemczech koło Bielefeld jest podobno taka gmina ,która żyje z wpływów z radaru na najbradziej uczęszczanej autostradzie;)))na pagórkowatym terenie ,gdzie jedziesz raz w dól raz pod górę trudno zachowac stałą,nie przekraczającą 120 km/h,prędkość.I nikt tu nie ukrywa ,że o gospodarność gminy chodzi !!bo przecież 120 na niemieckiej autostradzie ,to naprawdę bezpieczna i dostosowana do możliwośći prędkość….

    dla mnie-bezpieczeństwu na drodze sprzyjają bardziej:uwaga,koncentracja,spokój umysłu,brak agresji!!!! i zdrowe poczucie własnej wartośći, ktore sprawia ,żę jedziesz pewnie ,ale bez udawadniania ,że jesteś lepszy ,z odpowiedzialność za siebie i za tego-kto jedzie z przeciwka także-bo ostateczne konsekwencje ponoszą obie strony!!!!
    i jeszce jedno ważne -dobra,życzliwa komunikacja i uprzejmość na drodze.Nie tylko wtedy ,gdy tyrzeba mrugnąć,że stoi policja.
    Gdybyśmy tak jeździli ,mimo naszych kiepskich dróg u niknęlibyśmy większej liczby wypadków.
    znak z ograniczeniem powinien mówić „pokazuje ci to, czego nie jestes w stanie wiedziec : z powodu czynników zewnetrznych może być niebezpiecznie,reszta zależy od ciebie”

  4. To mi od razu kojarzy się z zakazami, które często są wysyłane do dzieci: nie rób tego, nie rób tamtego… i cisza. Nie ma poprawnej wydaje się dyspozycji w stylu motywacji „do” : jedź rozważnie, przewidywalnie i rozsądnie- dzięki temu będziesz cały i zdrowy.

    Mój brat ma wiele lat prawo jazdy. Ma o wiele większe doświadczenie ode mnie i odziwo żadnej stłuczki. Zawsze mi powatrza żebym jeździł rozsądnie, zdecydowanie, uważnie z uprzejmością dla innych. Kiedyś rzucił mi taką myśl, że on się nie obawia o swoją jazdę, boi się raczej, że to ktoś inny ze swojej brawury spowoduje wypadek. I to jest największe zagrożenie.
    Paradoksem jest, że w Polsce najwięcej wg przepisów można jeździć chyba 130 km/h a… samochody mają na licznikach np. 240 km/h.

  5. Dla mnie to, co dzieje się na drogach jest odbiciem tego czego niestety pełno (choć na szczęście nie wszyscy się dają) w relacjach społecznych w domach, szkołach, pracy, instytucjach pomocowych. W zasadzie wszędzie jesteśmy odciągani od myślenia samodzielnego, a zmuszani do (najlepiej i często gęsto -ślepego) posłuszeństwa. Najpierw pani w przedszkolu potem ksiądz na religii, szef w pracy, policjant przyczajony na bezpiecznym fragmencie drogi, władza i urzędnik za biurkiem – stosują te same zasady „uspołeczniania”. I nie krytykuję zasad samych w sobie, natomiast poraża mnie zakładanie, że człowiek nie ma wewnętrznych barier, które w końcu pękają, że wszystko trzeba i „należy” wpoić, dobrze „wdrukować” i stłamsić bo dobrze „odmóżdżony”i „zakodowany” człowiek jest pokorny w zachowaniu i jeździ dobrze po koleinach i wybojach, harując na paliwo.
    Wkurza mnie niesprawiedliwość, wszystko co działa na opak. Mam swoje lata, a nadal mówię masa rzeczy działa bez sensu. Wystarczy mieć tupet prezesa PZPN – „jak mi wygodnie tak se podstawie piłkarskie wole – byle więcej wpadło”. Taki jestem Jarząbek. Łudu dubu.

  6. Do tego mistrzostwa za kierownicą dodałbym jeszcze szerokie spojrzenie – horyzont, który pozwala dojechać do tego celu. Horyzont podczas jazdy to nie oglądanie widoków, ale przewidywanie co zrobia inni. A robią naprawdę dużo ;).
    Druga rzecz to sytuacje nieprzewidywalne. Wszak to dziś w nocy łoś stanął na drodze kierowcy na AUTOSTRADZIE ??? A2. I tu już nasz Anioł, Opatrzność, Bóg, Przeznaczenie staje na drodze. Od czasu do czasu też „misiaki”, w miejscach naprawdę NIE niebezpiecznych, ale KASOWYCH / z punktu widzenia państwa/.

    Pozdrowienia dla „mobilków”

  7. To tak jak ja niektórych członków mojej rodziny uczyłam, że warto zachowywać paragony na buty, urządzenia różnej maści, ponieważ przy reklamacji produktu to jedyny dowód. Moje zaangażowanie wynikało z ciągłych skarg jak to brakuje pieniędzy i na nic ich nie stać. Jak cioci w przeciągu 2 miesięcy nawalił trzeci czajnik elektryczny ( każdy po 50 zł) i okazało się że ciocia notorycznie wyrzuca paragony bo po co trzymać, to jak jej uzmysłowiłam, że tak naprawdę mogła sobie kupić takie wypasione cudo za 150 zł, to przestała złudnie oszczędzać i zaczęła przechowywać dowody zapłaty. Ostatnio się pochwaliła, że odzyskała 140 zł za wadliwą zabawkę i mogła kupić coś nowego. Zanim zaczniemy komuś współczuć dobrze jest dokładnie się przyjrzeć co naprawdę taka osoba wyprawia. Co do jazdy samochodem, nagminnie ludzie oszczędzają na migaczach i znaczna część to psychopaci, więc do nich i tak nic nie dociera. Myślę , że każdy kierowca powinien przechodzić psychotesty, nie tylko ci zawodowi.

Komentarze są wyłączone.