Książki 3…

księga piasku
księga piasku

Jakoś przypadkiem, choć również w świecie książek nie ma przecież przypadków, trafiłem na książkę Wróbel Mary Dorii Russell, jej druga część Dzieci Boga nie zrobiła już na mnie tak dużego wrażenia, jednak konsekwentnie domykała historię. Do dziś jest to chyba książka nazbyt odważna, choćby dlatego, że nie pojawiła się dotąd jej ekranizacja i nie ma nowego wydania.

Tytułowy wróbel, to wróbel, o którym  mówi Jezus, w Ewangelii Mateusza, że ani jeden nie spadnie na ziemię bez Jego wiedzy. Wszystkie włosy na głowach waszych są policzone lecz nie bójcie się, jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Poznajemy lud, który hoduje, wyzyskuje i…pożera inny lud, inny gatunek. Choć stworzył wielką kulturę, okrucieństwo i wyzysk wkomponował w swój system społeczny. W akcję wplątana jest historia katolickiego księdza, głównego bohatera lecz również ofiary nieprozumień kulturowych. Poznajemy losy wyprawy, która ingeruje w system społeczny nieznanej cywilizacji i w zasadzie ją niszczy. Niesamowita historia, metafora ludzkości w pigułce, znakomicie napisane. Jakoś w tym okresie również trafiłem na tybetańską serię Eliota Pattisona, która zaczyna się Mantrą czaszki. Gdy czytałem tę książkę, Tybet był dla mnie jeszcze miejscem nieznanym, dopiero później odwiedziłem kraje Himalajów, mogłem dotknąć tych skał, napić się tamtej wody, po powrocie wróciłem do serii ponownie, z równą przyjemnością. Wybieram się znowu, w końcu roku ścieżką buddyjską, tym razem na pogórze himalajskie do Indii. Książka i cała seria znakomicie oddaje realia zniewolonego Tybetu i narodów, które znajdują się pod okupacją chińską – Uzbeków, Kazachów, Tybetańczyków i wielu innych lecz chyba najciekawsze jest studium człowieka, mieszkańca Azji centralnej, mistrzowsko przybliżone przez Pattisona zachodniemu czytelnikowi.

Potem nastał dla mnie czas Terry’ego Pratchetta. Wymienię tu tylko jedną jego książkę Piekło pocztowe, w którym skupiają się wszystkie zalety pisarstwa i mistrzostwa Pratchetta – fantazja, humor, myślenie abstrakcyjne, świetnie zarysowane postacie charakterystyczne, zabawny język i suspens, który nie musi być, jak się okazuje, oparty na wątku kryminalnym :)

Pojawiały się też na mojej drodze książki mniejsze, jakby minimalistyczne wobec wielotomowych sag, jakie się teraz pisze. W pewnym sensie książki oczywiste jak Przebudzenie de Mello, Siddartha Hessego, czy tomik wierszy Haiku – Images Grochowiaka. Pewnie już wyliczyłem dziesięć książek, więc jestem po za kryterium fejsbukowego nominowania :) Książki, do książek się wraca, przychodzą nowe, niektóre są jak tabu, inne odstraszają lub nęcą jak syreny na kursie żeglarza. Na koniec chcę napisać o dwóch książkach, które czytałem wielokrotnie ale których nie mam w swojej bibliotece, gdyż mi zaginęły, ktoś zabrał, komuś zostawiłem, ktoś nie oddał, ktoś sprzedał, nie pamiętam. Chyba w końcu poszukam ich na allegro. Księga snów i zwłaszcza Księga piasku Jorge Luisa Borgesa. Księga Piasku książka mała co do ilości arkuszy, cienka, zaledwie z kilu opowiadań złożona i wciąż poruszająca, zaskakująca, niesamowita w swojej literackiej prostocie. Wróciłem do niej w czytelni, zapisałem fragmenty i wciąż porusza we mnie…to coś. Kiedy coś jest prawdziwe, wystarczy usłyszeć to jeden raz, żeby zrozumieć, że tak jest naprawdę – napisze Borges a w późniejszej Księdze snów zacytuje Samuela Taylora Coleridge’a: Gdyby człowiek mógł we śnie przejść przez raj i dostał kwiat na dowód, że jego dusza rzeczywiście tam była, i gdyby przebudziwszy się, dostrzegł kwiat w swej dłoni – ach, co wtedy? 

Książki 3…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Jakie piękne światło od kilku dni.Piękne.
    Ja nadal podczytuję Coaching czyli restaurację.
    Najbardziej poruszyła mnie historia Jana zduna i jego wielkiej niespełnionej miłości
    do czarnowłosej, miedzianookiej Roazlii.
    I myślę, takie historie zdrady wielkiej miłości w imię tzw biedy to jakaś klątwa w mojej rodzinie. Z pokolenia na pokolenie. I moja własna.
    I dokonałam odkrycia. Snuję się po Łodzi, obmyślam plany, co dalej, umawiam się na intvs,
    Ale czuję jak nienawidzę tego miasta. Jak mi zabiera siły. Jakie jest pozbawione głębi.
    Ja marzenia ludzi tu sprowadzają się do nowego kompletu mebli Ikea.
    I odkrywam ważną rzecz. Świat luster. Tak widzisz, jak jesteś.
    Dla mnie taki powrót do Łodzi to małżeństwo z rozsądku. Bo własne mieszkanie, bla bla, bla.
    Znalazłam swoje miejsce na Ziemi, i nie umiem tam zamieszkać na stałe.
    Cokolwiek się wydarzy w Łodzi, będzie nie tak. Bo Łódź to znów zdrada mojej wielkiej miłości do Dublina. W pewnym sensie budowanie czegokolwiek tutaj nie ma sensu. Bo to i tak jest nie to.
    Ale umiem docenić to światło, to już sporo.

  2. „Piekło pocztowe” i „Przebudzenie” przeczytane resztę dorzucam do stosiku :)

Komentarze są wyłączone.