Książki cd…

książki. książki...
książki. książki…

No cóż, jak powiedziałem, bywają książki chybione przez ich przedwczesność. Tak było u mnie z Tomaszem Mannem, Fiodorem Dostojewskim, Henrym Millerem i z Franzem Kafką, po których sięgnąłem zbyt wcześnie. Tamten okres należał jednak to literatury iberoamerykańskiej i amerykańskiej. Miałem wtedy 19 może 20 lat. Dziś wracam do opowiadań Cortazara, choć z jego metodą literacką się nie zgadzam. Pisanie jako chęć uwolnienia się od koszmaru, jak robak, którego chce się strzepnąć z obrzydzeniem.

Odkryciem, książką którą należało przeczytać i tym się chwalić był Władca pierścienia Tolkiena. W moim otoczeniu czytali ją wszyscy, studenci, profesorowie, dzieci, starcy, erudyci, mądrale a nawet zakonnicy i robotnicy. Dyskutowano o przygodach Bilbo i Frodo z równą powagą jak o nowym składzie Biura Politycznego reżimu komunistów. W tym samym okresie pochłonęła mnie literatura Ursuli K. le Guin – zwłaszcza cykl Ziemiomorze. Wciąż czekam na równy zachwyt książką, jak tamten sprzed wielu lat, gdy przeczytałem Czarnoksiężnika z Archipelagu. Może też ktoś zekranizuje przygody Geda z równą pieczołowitością co Jackson przygody Froda? Wreszcie nastała dla mnie era Umberto Eco z Imieniem Róży i Wahadłem Foucaulta oraz późniejszym Baudolino. Nic jednak nie dorównywało mojej fascynacji Imieniem Róży, film choć udany, zwłaszcza dzięki wybitnym kreacjom zachęcił mnie do powtórnej lektury, wówczas przeczytałem powieść Eco z jeszcze większą przyjemnością, nie goniąc za fabułą lecz ciesząc się słowem, opisem, średniowiecznym nastrojem.

Wtedy pojawiła się również moja miłość do teatru, którą potem przyszło mi zabić. Nie poszedłem, wbrew nadziei i pewnemu zaawansowaniu, na studia teatralne i tak już zostało. Czytałem wówczas rozliczne dramaty od trudnego Becketa i Ionesco po Mrożka i Różewicza. Rozmiłowałem się w kronikach szekspirowskich ale najbardziej, najbardziej zapadły mi dwie sztuki Makbet i Król Lear. Mroczne, ciężkie historie, których duch przebija teraz mocno z kolejnych tomów Gry o tron Georga R. R. Martina. Ostatnio byłem na wykładzie dotyczącym kultury wysokiej oraz kultury popularnej i przyszło mi do głowy, że szekspirowski teatr The Globe był przecież teatrem dla mas, od którego nie stroniła też arystokracja i dwór królewski. Postawa, uwikłanie starego króla, który oddaje władzę, ignoruje prawdziwe intencje swych córek, to były wątki, o których wówczas rozmyślałem – starając się zrozumieć, rozwikłać meandry ludzkiej psychologii. Na nic, nie zadawajcie trudnych pytań a nie będziecie mieli trudnych odpowiedzi. Odpowiedz jednak nie padały, może nie potrafiłem ich odczytać, zrozumieć, a może po prostu przyjąć do wiadomości, w każdym razie im więcej trudnej literatury, tym więcej trudnych pytań.

Mniej więcej po okresie komunistycznej ciemności, polowania na książki, wertowania bibliotek spadła na mnie lawina książek…dzięki wolnej Polsce. Nagle rynek zalały tomy, o których można było tylko wcześniej marzyć. Pełne wydania, książki dysydentów, Sołżenicyn i Herling-Grudziński, Brodski i Gombrowicz. Pojawiły się klasyki z psychologii i socjologii. Należało czytać Sartre’a i Habermasa, Durkheima a Wittgensteina, Freuda i Junga – od Sasa do lasa, wszystko i jeszcze więcej. Coraz mniej czytałem literatury pięknej i coraz więcej książek w odpowiedzi na jedyne pytanie, które mnie wówczas interesowało [i chyba tak jest do dziś] jak żyć? Nie wiem, czy premier Tusk przed wyjazdem odpowiedział znanemu producentowi papryki, jeśli tak, to być może przegapiłem szansę.

W zalewie książek formalnych powróciłem nieoczekiwanie do Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa i oczarowanym tym tekstem od razu chwyciłem za Doktora Żywago Pasternaka. Sięgając po literaturę rosyjską odkryłem komedie Nikołaja Gogola: Rewizor, Ożenek, Martwe dusze, Gracze. I konsekwentnie, w następnej kolejności dotarłem do Tołstoja i Czechowa lecz zwłaszcza ten drugi mnie zafascynował. Trzy siostry, Wiśniowy sad, Mewa i Opowiadania trafiły na jakiś refleksyjny moment w moim życiu, na depresyjno-jesienną aurę, której wtedy nie lubiłem a jednocześnie wczytując się w Czechowa, przechodziłem nieco łagodniej, choć smutniej ów przejściowy okres w życiu i w pogodzie.

Cdn.

Książki cd…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. Samochód nawalił, chyba mnie te zmiany przerastają…

  2. Te przyspieszone kursy z Chmsky’ego i teorii spiskowych sprawiły, że kwestionuję wszystko co czytam. Mało tego – np ostatnio zakwestionowałam modę na tzw kultowe miejsce knajpek w Łodzi. Wszędzie widzę lans. Porównuję rzeczywistość do tego co na billboradach, w Internecie, tego co modne.
    Stałam się Masłowską własnej rzeczywistości, szkoda, że bez jej talentu.
    Ciągle zaglądam pod podszewkę.
    Myślę, czy poza tym buntem, który się we mnie rodzi jest jeszcze coś?
    Czy mogę w jakiś sposób zrobić użytek z tego, co widzę?
    Na moją skrzynkę od szukajlektora.com przyszło dzisiaj kolejne interesujące ogłoszenie:
    szkolenie dla coachów języka.
    Boję się, że z biedy skończę jednak w korporacji.
    I w ogóle, niewesoło się zrobiło. Chyba czas wyjść z domu i zachwycić się pięknem jesieni.
    Bo jesień piękna ;-)

  3. Chciałam sobie odświeżyć rosyjski na kursie unijnym, jednak unia uznała że to przysługuje tylko osobom 50+. Moje pokolenie nadal jest zawieszone między komuną a kapitalizmem :)

  4. Ksiazka ma jeszce jedna wielka zalete- jest cierpliwa.

    poczeka az dojrzejemy albo znajdziemy dla niej czas.

    Dlatego zamiast wlaczac telewizor otwieram przed snem cos ze stosu kolo mojego lozka-o ile mam sily i oczy nie zamykaj a mi sie same….

    czasem dobry wywiad ,czasem troche obrazkow, czasem cos z odpowiedzi na pytanie “jak zyc”, czasem cos zawodowego, czasem jakas ksiazka z dziecinstwa albo mlodosci -cos co mnie frapowalo ,a czego nie potrafilam zrozumiec wowczas z racji swojego wieku i braku doswiadczenia…..

  5. Dzo-ann,
    moja polonistka w LO tez widziala mnie na dziennkarstwie…ale bylam wowczas osoba niesmiala i nijak nie widzialam siebie wyrzucanej przez drzwi ,a wychodzacej przez okno z cennymi informacjami. Dzis tym bardziej nie widze siebie w tej dziedzinie ,choc dawno mi minela tamtejsza trema i raczej naleze do kontaktownych osob.
    Zbieranie sensacji dla brukowcow ???
    dla mnie to kompletnie nieekologiczne.

    Raz po wypadku w ub roku mialam kontakt z dziennikarka-chcialam w dobrej wierze ,dla bezpieczenstwa i rozwagi innych dzieci i rodzicow poruszyc temat bezpieczenstwa na basenach-wraz z kierownikiem obiektu,na ktorym sie to trafilo.

    Skonczylo sie tym ,ze wyszlam z romowy po kolejnym kretynskim pytaniu “i co pani teraz czuje?”.
    Jakbym chciala o tym opowiadac-napisalabym do Drzyzgi…..

    na wlasnej skorze zrozumialam ,jak rozbiezny jest ineters mediow , jak bezmyslny i niedelikatny moze byc dziennikarz i jak zafalszowana i zmieniona pierwotna informacja.i jak rozne sa cele osob w tej rozmowie.
    Wysmiano moja naiwnosc.
    Ale nie tylko naiwnosc- takze zachete wyciagniecia wnioskow ze zdarzenia ,ktore skonczylo sie dobrze-ale moglo byc tragiczne w skutkach !
    i co uslyszalam miedzy wierszami ?ze temat bylby bardziej medialny ,gdyby sie dziecko utopilo. na amen.

  6. Z literatura rosyjska miałam do czynienia w liceum ,w oryginale…zamiast nudnych politycznych prasowek z komunistycznych gazetek tlumaczylismy z oryginalu Okudzawe czy Wysockiego,Czechowa i fragmentu wiekszych dziel…jezyk wchodzil mimo woli ,omijajac wszelkie przekonaniowe opory.
    Chwala Bogu naszej mlodej, nietuzinkowej rusycystce;)))))

    Myslisz ,Andrzeju ,ze jeszce sie przyda????

    Moj wychowawca w liceum mawial ,ze nalezy znac jezyki wrogow i najblizszych sasiadow-zwlaszcza ,ze czesto to synonimy.

    Dziwne czasy;)))))dzis niewyobrazalne : w moim miasteczku wowczas nie bylo zadnej mozliwsci nauki jezyka angielskiego.

    Bedac w tym roku w DE na jakiejsc imprezie pelnej emerytowanych lokalnych politykow zablysnelam nie tyle dobra znajomoscia niemeickiego …co wlasnie rosyjski ego
    /sprawdzili wczesniej ,czy aby na pewno nie klamie -zarecytowalam z pamieci fragment wyuczonego 25 lat temu “Oniegina” w oryginale i szczeki adwokatom poopadaly.

    ;))))))))))))))))

  7. Doznałam ostatnio oczyszczenia mentalno – duchowego. Jak wiadomo jak coś się zmienia w człowieku to różne dziwne rzeczy się dzieją , no i poszło w telefon. Zwiesił się i koniec , nie dychał. Wiking wziął reanimował, ostały się zdjęcia ale żadnego numeru telefonu. No to z wykorzystaniem FB wrzuciłam info, że jak ktoś uważa , iż powinnam mieć jego numer to niech wrzuca na priv. No i mam już kilka, których nie miałam wcześniej :) Wszechświat weryfikuje mi znajomych :) Doszedł jeszcze katar, więc jadę na prochach, żeby przetrwać. Dla rozluźnienia atmosfery polecam Pilipiuka “Weźmisz czarno kurę ” :) Ostatnio nie chce mi się analizować jak to jest, jak mogłoby być, smutno się robi. Tylu mądry pisało, tylu nadal pisze, więc promyczek światła nadal świeci. Głupota jednak ma więcej kasy i lepsze zaplecze techniczne. Czy to się kiedyś zmieni? Nie mam pojęcia.

  8. Dżo-ann jakbyś chciała, to ja ci mogę zdradzić trochę szczegółów robienia poczytnego polskiego tygodnika. Mogłabym w sumie książkę Tygodnik X od kuchni. Ja też kiedyś miałam marzenie, żeby zostać dziennikarką. No i w pewien sposób zostałam ;-)
    W tamtej nieszczęsnej redakcji redaktor naczelny leżał pijany na stole, a wieczorami na ekranach komputerów wisiały zdjęcia hardporn.I w ogóle – degrengolada totalna.
    W ogóle bycie dziennikarzem w Pl wydaje mi się obelgą.

    Ja w Irlandii miałam przyjemność poznać (i zostać zaproszoną do pracy, z której to oferty ja oczywiście ze swoją wrodzoną głupotą nie skorzystałam) Vincenta Browne’a. Nie wiedziałam, że prowadzi najpopularniejszy program publicystyczny w irlandzkiej TV. Na wizji jest złośliwy i potrafi wygrzebać takie materiały z przeszłości polityków, że obala ich kandydaturę w jeden wieczór. Ale w kontakcie z mną był po prostu ujmująco uprzejmą i milą osobą. Wrażliwym człowiekiem. Spotkałam się z nim trzykrotnie. I właściwie tylko słuchał, co ja mówiłam. Ja myślę – media w Polsce robią tacy ludzie jak Lis. I mamy to, co mamy.

  9. Autorze potwierdzenia Twoich tez dotyczących tego jak to się robi w mediach żeby żarło dostarcza ten wywiad: http://sdp.pl/wywiady/10081,z-piotrem-miesnikiem-o-tym-jak-redagowany-jest-najwiekszy-polski-brukowiec-rozmawia-blazej-toranski,1408230066

    Pomyśleć że jest taki boom na dziennikarstwo. Młodzi ludzie wyobrażają sobie etyczne wywiady w stylu dawnego magazynu Pegaz, rozmowy na poziomie a lądują (jeśli w ogóle)w tym, czego jest najwięcej. Jak łatwo nauczyć się manipulowania, okłamywania, robienia zdjęć umierającego na raka człowieka, rozgrywania emocjami zwykłych ludzi. W ich języku “targetem”.
    Pierwszy raz ktoś cokolwiek zdradza na temat kuchni tej pracy. Nie muszę czytać całej książki, wywiad mi wystarcza. Smutne takie życie, taka pogoń za kłamstwem w kłamstwie.

  10. Jesteście doprawdy zabawne misie ;-) Jak już ktoś zjechał mi to słowo, to wypadałoby podać chociaż swoją propozycję? Byłaby kreatywna burza mózgów? Aniula? Magda? ad?

  11. Zmianator to strasznie po niemiecku mi brzmi :). Achtung, panzer! Za twardo i rozkazująco.
    Co do książek to w wieku 12 lat sięgnąłem po Mistrza i Małgorzatę i straszliwie poległem na pierwszym rozdziale. Na szczęście rozkochałem się w tej książce w liceum i od tego czasu czytałem wielokrotnie.

  12. nie ma co kruszyć kopii o słowo.
    tymczasem avaaz.org organizuje kolejną super ważną akcję, sprawa jest gardłowa.

  13. Zmianator – terminator :) Chyba trochę ciężki kaliber :)

  14. Ktoś od czasu do czasu zarzuca, że coach nie ma odpowiednika w języku polskim. Może zmianator mogłoby być? Andrzeju S. nazwałbyś się zmianatorem? Zmianator masz w tym słowie zmianę (mega ważna sprawa) i tor (też coś, w co wpasowujesz klienta, przyglądasz się z nim jego drodze, ścieżce, torowi przeszkód itd itp).
    Jak Wam się Panowie ta nazwa podoba? Autorze co sądzisz?

  15. Ja trochę inaczej. Uciekałam przed stawianiem pytań, bólem, przykrymi ludźmi w książki. Problem w tym, że ludzie zadają pytanie “Jak żyć” w dużej niepewności tego, co jutro, czy będzie co jeść, czy trzeba już schować dumę do kieszeni i się przytulić do mopsu, bo nie starcza. Zadają je sprytnym i w dobrej sytuacji życiowej ludziom. Czy jakiś były polityk albo były ubek przymiera głodem? Nie, raczej artysta – w systemie artysta nie zasługuje na to, co polityk. Jak żyć? – trzeba się nauczyć szybko tłumić głód, zimno, ból, cierpienie fizyczne, zdusić nieraz własne marzenia, wytępić w sobie ambicję. Trzeba dużo przymilnie prosić (czasem bez efektu). Na dole się prosi, a na górze rozważa te prośby. ma się władzę. Na górze jest już np. spółdzielnia. Nazwa wprowadza w błąd sugerując jakieś zrzeszenie mieszkańców – zjednoczenie, pomoc. Chodzi zwyczajnie o kasę dla tych, co kontrolują i co zlecają kontrolę. Mieszkaniec sam na własną rękę już wydaje 130 złotych na poprawienie po poprzedniku cieknącego gazu. Oczywiście wcześniej go należy samemu namierzyć i zaprosić, by pooddychał przez chwilę tak rześkim domowym powietrzem. Doprawdy wspaniały ten zjednoczony pomocnymi mieszkańcami kraj nad Wisłą.
    Kiedy jestem głodna myślę np. o rozległych zielonych polach golfowych tych najbardziej silnych psychicznie z góry. Widzę np. chłopca z jedną bułką w ręku w delikatesach i myślę o wypasach typu ośmiorniczki. Jestem świetnym niewolnikiem :) jem oczami, tak jak mnie uczyła telewizja. Kiedy nie mam na zegarek, wyobrażam sobie zegarki tych z góry za 10 tysięcy. Od razu jest mi łacniej na sercu. Jestem dziwnie smutna na twarzy, mam wykrzywione usta w podkówkę i wtedy miła Pani z Placu na Stawach znienacka raz jeden poczęstuje mnie makowcem.
    Jestem doskonałym niewolnikiem. Jedyne, co się popsuło to nie oddaje tak cennego głosu w wyborach. Świetnym, dosyć myślącym ale za to jak trybię. Jak ja się boję kontrolerów, policjantów, karetek, złodziejów, manipulacji moich pań podopiecznych i moich przełożonych. Trzęsę się jak mały mokry piesek po deszczu.

  16. Czytaj czytaj rosyjską literaturę… może się za chwilę przydać :)

  17. A mnie od dłuższego czasu najbardziej inspirują książki autora tego bloga.

    Są popodkreślane od góry do dołu i odwrotnie.
    Wcz po raz pierwszy obudziła się we mnie myśl o własnej działalności.
    Mam fajny pomysł, zaczerpnięty z Irlandii, który chciałabym spróbować przenieść na Polski
    grunt. Dzisiaj robiłam rekonesans, póki co wygląda obiecująco.
    Zobaczymy czy poradzę sobie ze stroną techniczną.
    Ale i tak b dziękuję za inspirację panie Macieju ;-)

Komentarze są wyłączone.