Łączenie kropek

Podróżowanie? Jedna z uczestniczek na kursie master & team, który zaczął się niedawno powiedziała, że stara się, kiedy tylko może, wyrzucać siebie samą ze strefy komfortu. W jakim celu? Żeby któregoś dnia móc poczuć, że stabilność, bezpieczeństwo i spójność jest w jej sercu, a nie na zewnątrz, w gadżetach, meblach, pieniądzach, posadach, relacjach, ludziach.

Co to jest strefa komfortu? To mylący termin. Jest wyborem znanego, choćby za cenę dyskomfortu; czasami jest wyuczoną bezradnością, która zmusza ludzi w sile wieku do więdnięcia; jest uległością i schematem; jest domeną umysłu racjonalnego, który czuje się dobrze jedynie wtedy, gdy zna przestrzeń, po której się porusza. Jedynie nazwane istnieje. Racjonalna część umysłu może się zająć tylko tym, co już zna. To bardzo ekonomiczny system. Mózg zużywa ogromne ilości tlenu i glukozy, większość systemów pracuje na jego usługi i on – Mózg musi być zasilany non stop. Koszto i energochłonny organ. Zatem tam, gdzie udaje mu się zaoszczędzić na wysiłku tworzenia nowych połączeń, tam tnie koszty. Jeśli stare rozwiązanie działa, powtórzmy stare działanie. Zdaniem neoewolucjonistów, gdzieś tam, w środku siedzi samolubny gen, który wydaje instrukcje mózgowi. Reszta to opakowanie, które przy pomocy mózgu ma dostarczyć gen do komórki rozrodczej. Gen chce przeżyć, dlatego mobilizuje wszystkie siły żeby przekazać swój materiał dalej i nie obchodzi go, co czuje pudło, które ma go sprawnie dostarczyć na miejsce. Reakcje pudła, opakowania [czyli człowieka] to tylko sygnały dla genu, czy wszystko zmierza do celu – do replikacji, a potem zapewnienia bezpiecznego wzrostu przekazanym genom.

Pewna moja coachee zakrzyknęła: TO STRASZNE, słysząc taką biologiczną interpretację od słynnego profesora. Jest to jednak bardzo pożyteczna teza, gdyż ujmuje skrajne poglądy w wyraźnej formie. Dzięki skrajnościom wyraźniej widać. Inne poglądy mówią, że nasze życie ma sens z goła inny niż prokreacja oraz interesy genu i nie kończy się z chwilą odcięcia tlenu mózgowi. Szczęśliwie nie mamy żadnego dowodu na potwierdzenie, którejkolwiek tezy. Jedynie z obserwacji życia innych ludzi wysnuwamy wnioski, z których potem tworzymy koncepcje religijne, nauki humanistyczne i wreszcie przekonania na temat siebie, świata i innych ludzi. Obserwacja uczy, że podróż, czyli wyjście ze strefy komfortu uczy ludzi tolerancji, zaprasza do zmiany, uruchamia kreatywność. Na co dzień tylko potrzeba staje się matką wynalazków, oraz motywacja unikania kłopotów, zmarszczek, problemów, kłótni i ewentualnych dalszych powikłań. Wychodzenie ze strefy komfortu daje nawyk poszukiwania, kontrolujący mózg łagodnieje i uwalnia obszary odpowiedzialne za tworzenie nowych odpowiedzi. Jeśli nie musisz, możesz nie nauczyć się pisać, ale gdy już możesz – możesz napisać nawet wiersz. Po co pisać wiersze? No właśnie, po co?

Jest świat raportów i świat wierszy, ale być może bez świata wierszy niemożliwa byłaby nowa wersja Excela.  Steven Jobs wprowadził w komputerach osobistych możliwość edycji tekstu i zmiany czcionek dlatego, że na studiach [początkowo z nudów] chodził na lekcje kaligrafii. Kreatywność nazwał umiejętnością łączenia kropek.

Łączenie kropek
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. Choc to już wiem wciąż nie mogę sie pogodzić z ta koncepcja funkcjonowania mózgu. Wszędzie skuteczność, efektywność. Nowy Bóg czy Diabeł? Pierwszy oddech…

  2. Dlaczego podróże kształcą, ponieważ wychodzimy ze swojego kwachowatego słoja i widzimy, że można inaczej i na słodko:) Oczywiście nie wszystko musi nam się podobać, ale zderzenie z innością dostarcza super wrażeń , mi w każdym bądź razie:)

  3. Panie Macieju, przestaję komentować Pana blog, bo czuję się jak kompletna idiotka, która w kółko pisze, że tekst jest super. A nie mogę tego nie pisać, bo każdy tekst zajmuje mnie na nowo, mimo, że niejednokrotnie czytałam już o tych tematach w Pana książkach, a czasem nie zgadzam się z zawartymi tezami.

    Ostatni zatem komentarz:

    Rewelacyjne o tym cięciu kosztów, wreszcie wiem na pewno – strefa mojego komfortu to po prostu… czyste lenistwo. Tak, to lubię naprawdę. Mój mózg zużywa olbrzymie ilości wszystkiego co mu potrzebne w pracy, więc wiem dlaczego gdy mam wolne uwielbiam leniuchować. Ale po co mam z tego wychodzić? Przecież i tak zgadzam się co do lokalizacji mojej (ewentualnej) spójności.
    Lubię kreować, tworzyć, jednak ćwiczę to w pracy non stop, więc bodziec w postaci podróżowania nie jest mi widocznie potrzebny. Pewnie mózg to widzi.
    Nie lubię natomiast słowa “tolerancja”. Tolerujemy kogoś, to znaczy tak naprawdę, że nie traktujemy kogoś tak jak siebie, na równi, a zaledwie go (albo jego wygląd, orientację seksualną, poglądy, itp., itd.) tolerujemy. Nie chcę uczyć się tolerancji. Chcę nauczyć się nie analizować (nie “widzieć”) inności (czytaj: dziwaczności) innych…
    Wierszy nie piszę, ale mam już 34 rozdziały mojej (amatorskiej, przyznaję) książki i … końca nie widać…

    Naprawdę fajnie, że Pan pisze tego bloga :)

  4. Poruszył mnie pierwszy akapit – bardzo inspirujące podejście!

  5. Steve Jobs to był ciągy poszukiwacz nowych dróg, lepszych a nawet najlepszych rozwiązań. Trzeba mieć przecież zawodników klasy A. Czytałem jego biografię i .. jak zwykle wziąłem trochę dla siebie. Ludzie nie wiedzieli, że jest im potrzebny samochód dopóki go nie zobaczyli i użyli.

    Genowi można przeciwstawić… wg mnie naszą świadomość. Świadomość tego, że możemy odkryć coś nowego, odkryć siebie na nowo. To jest genialne. Mam przed sobą tyle do odkrycia a dzisiaj się cieszę tym co mam, własnie w tej chwli.

    Zużywamy coraz więcej tlenu i oddychamy coraz płciej. Warto pamiętać o prostej zasadzie wietrzenia pomieszczeń :))

  6. Wiersze pisze się po to, by w rozlużnionej, zrelaksowanej formie dowiedzieć się od świata, co ma on nam do powiedzenia. Z moich poetyckich doświadczeń wynika, że kiedy napiszemy już wiersz dla świata, świat zdobywa się na podszept, zabawia się w suflera i jak u Stachury w “Kropce nad ypsylonem” rozpoczyna się łagodny proces pt. “pomóż dopomóż wyjątku czuły przełamać twarde władze reguły”. Czego sobie i wszystkim życzę.

  7. Właśnie …. kreatywność, ulubione słowo wielkich korporacji i nawiedzonych menadżerów. Operowanie tym słowem dodaje blichtru wypowiedziom, natomiast kompletnie w ustach pewnych ludzi nic nie znaczy. “Jesteśmy kreatywni” to nic innego “coś wymyślimy, żeby zrobić ten projekt”. I bardzo często nic to z kreatywnością nie ma wspólnego, ponieważ projekt jest robiony pod modłę dyrektora, prezesa i różnych takich a pracownicy tak naprawdę nic do powiedzenia nie mają. Potem jednak wydaje się masę forsy na “kreatywne malowanie mandali” albo inną dziwną metodę, gdzie pracownicy kompletnie się nie odnajdują, ponieważ nikt ich nigdy nie zapytał co tak naprawdę napędza ich kreatywność. Identycznie w szkole działa metoda – zakuć, zdać, zapomnieć. Śmieję się z mojego męża, że też jak Jobs powinien iść na kaligrafię , bo po wizycie na studiach ręce mu opadły po zetknięciu się z programem nauczania informatyki. Psychicznie nie dał rady z wykładowcami stosującymi jedną zasadę ” bo tak trzeba”. Stwierdził, że jeżeli przez dwa lata ma zgłębiać tajniki czegoś co mu kompletnie w pracy nie potrzebne, słysząc za każdym razem , że nic się nie da zmienić, to dał sobie spokój. Jedyną rewolucją jaką poczynił , było wysłanie pisma do dziekana , że totalną durnotą jest niemożność odebrania swoich dokumentów z dziekanatu , kiedy pracuje w nim inna pani niż ta , która do dokumentów została przydzielona. W obecnej chwili obydwie panie mogą dokumenty wydawać na życzenie studentów. Kreatywna misja mojego męża na politechnice ;)

Komentarze są wyłączone.