Lajkerzy i hejterzy Justina

Rozmawiałem z informatykiem. @Ad dzięki za sugestie. Odkrył nieoczekiwanie, że coś się da zrobić ze spamem, ale jeszcze na razie nie, gdyż jest zawalony robotą. I tak jest nieźle, gdyż poprzedni informatyk twierdził z szekspirowskim zacięciem, że  wszystko jest w gwiazdach zapisane i na sporą ilość technicznych problemów nie jest w stanie nic zaradzić. Swoją drogą spam to zjawisko dość nowe. Informacja, której nie chcemy. Od Karolci, czyli Julci w realu, mojej dziesięcioletniej coacherki, dowiedziałem się, że Justin Bieber, super idol nastolatek  i jeszcze młodszych latek, zaczyna być masowo hejtowany. Hejtowanie to też nowe zjawisko, podobne do spamu. W demokratycznej infosferze każdy, kto ma do niej dostęp, ma równy głos. Ale przecież nie każdy równy, demokratyczny głos jest dobry, mądry, użyteczny. Głos większości, to albo głos samego Absolutu, albo wierutna bzdura – powiedział kiedyś Bertrand Russell. Zważywszy, że Russel niezbyt dowierzał Absolutowi, jego komentarz jest raczej defetystyczny. Moda na lajki równie szybko zmienia się w modę na hejtownie, nie dlatego, że Justin Bieber zaczął inaczej [lepiej, gorzej, ciszej, głośniej, weselej, smutniej] śpiewać, ale dlatego, że…Przejadł się? Osłuchał? A może to konkurencja? A może sekta bieberowska walczy z anty sektą przeciwników Justina?

Ciekawe czasy. Niesłychanie szybko można zostać uwielbianymi idolem i równie szybko wzbudzić masową niechęć, lub co gorsza dla celebryty w rodzaju Biebera, Tomberlake’a, Majewskiego czy Gierszała doświadczyć odpływu zainteresowania. Społeczność bez regulacji staje się samoregulującym się tłumem, który przychyla się do chwilowych atrakcji, emocji, chwilowych hedonizmów, płaskiej mody. Ale jednocześnie ów tłum nikomu i niczemu nie wierzy i równocześnie jest gotów uwierzyć we wszystko, na chwilę. W miarę rzetelna wiedza historyczna, kontekst kulturowy, znajomość geopolityki światowej, kilku podstawowych książek i filmów została zastąpiona sloganami. Jak powiedział niedawno Zygmunt Bauman: Około pięć, sześć % społeczeństwa ma jako takie wykształcenie i samoświadomość, reszta to ignoranci, więc kiedy mowa o palących problemach społecznych, gdy poodejmuje się tematy ekologiczne, naturalną reakcją jest obojętność lub niezrozumienie. Co innego debata o transferze piłkarza, występ Biebera, lub doniesienia z procesu podejrzanej o dzieciobójstwo.     

Dorota Masłowska pisze tak: To są młodzi ludzie, to idzie młodość. „Pokolenie najmłodsze, pokolenie oczywiście kompletnie stracone, bo do cna znieprawione przez telewizję, narkotyki, internet oraz wilczy polski kapitalizm”. A więc mówi się o nas ze smutną miną i z taśmociągu szkoły średniej i studiów wychodzimy z etykietką „pokolenie stracone”, „generacja nic”, „generacja po nic”. Zestaw argumentów jest stały. Internet, komputer i telewizor – osobny świat płynący w kablach, zlepek schematów z kolorowego plastiku, rozświetlający okna wieżowca w zgodnym rytmie, na którym zostaliśmy wyhodowani.  

Kiedy piszę, że systemy państwowe nie radzą sobie z wielkim problemami społecznymi, a walka z handlem narkotykami została przegrana, nie ma we mnie ani pesymizmu, ani anarchistycznej zapalczywości dwudziestolatka. Śmieszą mnie poprzebierani niby–narodowcy, którzy skandują: Raz sierpem, raz młodemu czerwoną hołotę. Kto nie przeżył realnego komunizmu, nie ma pojęcia o czym mówi. Podobnie jak nawolywanie do legalizacji narkotyków, tak zwanych miękkich. Nie ma czegoś takiego jak miękkie narkotyki. W niegotowym na otwartość, ksenofobicznym społeczeństwie, pełnym frustracji i obywateli z poczuciem mniejszej wartości, młodzieży bez perspektyw, legalizacja wprowadziła by spustoszenie nie mniejsze nić teraz czarna i szara strefa. 90% biorących twarde narkotyki zaczynało od miękkich. I znów brak tu prostej, jednoznacznej komunikacji ze społeczeństwem, że branie substancji psychoaktywnych jest prostą, błyskawiczną drogą do śmiertelnej, postępującej choroby. Podobnie jak uzależnienie od alkoholu i nikotyny. I tu zaczynają się schody. Z alkoholu i nikotyny państwo czerpie dochody, z których potem utrzymuje chorych między innymi w wyniku nadużywania alkoholu i nikotyny. Problem tkwi w niespójności postaw i komunikacji.

Piszę o świadomości, która prowadzi do zmiany, a nie o cudownych receptach. To wiadomość na wskroś optymistyczna. Samoświadomi liderzy mogą zdziałać niesłychanie wiele metodami dyskursu, perswazji, dialogu. Niewielkie kropelki drążące skałę ciemnoty, uproszczenia, niewiedzy, przesądów. Tylko naiwniacy lub populiści o złej woli mają proste recepty. Bardziej skomplikowane recepty i nieco bardziej gorzkie lekarstwa potrzebują współuczestniczenia pacjenta, większej samoświadomości i gotowości wzięcia spraw we własne ręce. U nas to dopiero początek drogi. To również różnica, która powoduje, że dla niektórych coaching to głupota, a dla innych metoda na samoświadomą zmianę, dzięki której biorą odpowiedzialność za własne losy. Niestety odpowiedzialność na początku boli. Jej zmiana odbierana jest jako neurofizjologiczny ból, lecz przebudzenie świadomości –  jak największa radość  :)

Lajkerzy i hejterzy Justina
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

19 komentarzy

  1. Czyli jesteś tajemniczym Aniołkiem :)

  2. Zdania są podzielone :)

  3. ElizaBeta,
    też Cię pozdrawiam. A Ty od czego aniołkiem jesteś ? :)

  4. Witojcie :)
    Zośka łobuzie dobre słowo rodzi dobre słowo, agresja-agresję, a miłość – miłość… ponoć :) Dżo-Ann przypominasz mi kogoś z imienia i słowotoku, w tym przypadku pismotoku, no wypisz wymaluj :) pozdrawiam aniołki

  5. „..Swiadomosc ksztaltuje rzeczywistosc..” T.Pratchet, S.Baxter „Dluga ziemia” Im wiecej nas – swiadomych siebie , swojego zycia tym lepsza prognoza na rzeczywistosc i przyszlosc.
    Wierze ze kazdy z nas zaczynajac od siebie moze pokazac sobie i innym ze da sie zyc swiadomie, spojnie, odpowiedzialnie.Dzialanie zgodne z wlasnym „ja”, wyznawanymi wartosciami- przyciaga.
    Ja to nazywam spojnoscia a R.Dilts ” dopasowaniem” do „…tego co stanowi wartosc dla Ciebie wraz z Twoim sposobem zycia zarowno w pracy jak i w domu..”
    Juz Szekspir mowil „..A najwazniejsze , bys zawsze byl wierny samemu sobie..”?Hamlet/
    Jezeli wybieramy postawy o ktorych pisze Andrzej S.( pozdrawiam) „..pozytywne przekonania i uzyteczne mysli..: zarowno w pracy jak i poza czyli ze spojnoscia na codzien to wierze ze poprzez siebie, swoja swiadomosc mamy wplyw na rzeczywistosc w nieco innym wymiarze jak ksztaltowana przez hejterow i lajkerow.
    Z pelna swiadomoscia – zaduma nad ktoryms z pytan granicznych, z wiara ze poprzez taka postawe mozemy rozwijac siebie i pomoc w rozwoju innych aby zycie mialo nie tylko smak ale i glebie.

  6. Ludzie szukają pracy, jak ją maja to często za najniższą krajową a tam szopki odstawiają. Okropne to.

    Wierzę jednak, że damy wszyscy radę i znajdziemy swoje miejsce /mam wrażenie, że już znalazłem swoje/. Patrzmy na własne poletko, róbmy wszystko co w naszej mocy aby nasz wszechświat był nasz. Dla mnie czarne jest czarne a białe jest białe. Dla polityków niekoniecznie. Ich wybór. Mój wybór.

    Trzymam kciuki za wszystkich szukających pracy, sam całkiem niedawno byłem w takiej sytuacji. Pozytywne nastawienie – mimo wszystko, całkowita wiara w siebie i swoje możliwości będą niewątpliwym atutem.

    Powodzenia

  7. Magda Turek,
    Ot co. Niestety człowiek jak i kraj może sprawiać dobre, nawet najlepsze wrażenie, ale fatalnie, jeśli traci, a nie zyskuje przy bliższym poznaniu.
    Wierzę, że to b.bolesny czas, zwłaszcza gdy się ma ten Irlandzki punkt odniesienia. Trzymam kciuki za znalezienie przez Ciebie optymalnego miejsca pracy, w którym będziesz się dobrze czuła i realizowała. Oby za rozsądną kaskę. Czytam czasem Twoje komenty, więc nie wierzę by tak inteligenta i zaradna kobitka długo męczyła się w takim zawieszeniu :) Wszystkiego Dobrego!

  8. Dżo-ann, temat emigracji jest mi szczególnie bliski. Spedziłam ponad 4lata w Irlandii i zakochałam się w tym kraju i kulturze. Powrót do Polski jest bolesny, w wielu aspektach. Mam tu rodzinę, która jest mi b bliska, swoje własne mieszkanie, przyjaciół. A jednak przystosowanie się ponowne do Polski jest b bolesne. Mój znajomy Irlandczyk, który miał w Polsce firmę budującą autostrady, którego tu oszukano i ukradziono, uważa Polskę za kraj na maksa skorumpowany i rządzony przez gangsterów. Twierdzi, że najgorsze jest to, że w Polsce nikogo nie obchodzi drugi człowiek. Ja jestem sfrustrowana, najbardziej sytuacją na rynku pracy/ swoim brakiem pracy.
    Wilczy kapitalizm – powtórzę za Masłowską.
    Na szczęście idzie ocieplenie i ładna pogoda. To nie rozwiąże moich głównych problemów, ale jednak pozwoli na wiele spraw spojrzeć łaskawszym, lepszym okiem. I kliknąć ikonkę lakowania życia, w miejsce hejtowania.

  9. I jeszcze doprecyzuję się. Kiedy piszę emigracja nie idealizuję. Ludzie, którzy mają swoje własne doświadczenia często wypunktowują minusy i trudności życia na walizkach czy zakotwiczenia np. na Wyspach czy w Niemczech.
    Są i proporcjonalnie większe zarobki i szanse na rozwój, jakich tutaj na bezrobociu nie uświadczysz. Rozmawiacie pewnie ze znajomymi, rodziną, młodymi szukającymi stażu zagranicą; ludźmi, którym nie tylko udało się tam wyjść na swoje, ale żyć naprawdę na wysokim poziomie. Ilu z Waszych kolegów ze szkoły wyjechało i już nie wróciło? Czemu wybrali akurat Holandię albo kraje skandynawskie? Jak praca zagranicą wpływa na poznawanie samego siebie w ekstremalnych okolicznościach? Przy dużych zmianach i z nadzieją na lepszy standard życia?
    Zawsze coś za coś, jak to się mówi.

  10. Zawsze mam i będę miała szacunek do człowieka pracy. Panie na zmywaku w barze, młode dziewczyny dorabiające sobie do studiów jako rejestratorki czy kelnerki, chłopaki na motorach z pizzą czy sajgonkami – za granicą pewnie zarobili robiąc to samo. Ludzie po studiach pracujący nie w swoich zawodach i często poniżej swoich możliwości.
    Jeśli tak jest w Krakowie, to mam wyobraźnię i wiem jak może być w innych miastach i miejscach na wsi.

    Z pozytywów nie wszyscy, którzy o niebo lepiej mieliby za granicą wyemigrowali. Jesteśmy tu, pracujemy, szukamy pracy czy ją zmieniamy, uczymy się, studiujemy, doszkalamy.

  11. Pewnie, że trzeba sobie doceniać to, co się ma.
    Przykry obraz polskiej rodziny zarysowałaś. Taki styl życia wybrał nie tylko tą jedną rodzinę, jaką Ty opisujesz Aniulu. Piszę, że to styl wybrał ich, bo nie sądzę, że człowiek potrafiąc żyć w zgodzie ze sobą i innymi, mając zadowolenie z pracy i jako taki komfort oraz radość z dzieci wybierałby, sam, świadomie wódę i bytowanie (trudno to nazwać życiem i obecnością w życiu najbliższych).
    Najgorzej ma ta mała dziewczynka, która skazana jest na dorastanie i kształtowanie się w takim klimacie. A takich dzieci w rodzinach, które ledwo wiążą koniec z końcem jest niestety więcej. Wielomiesięczne terapie dla AA kosztują ok. 18 tys.zł i stygmatyzują na wejściu delikwenta do budynku.

    Mamy ogromne różnice społeczne. Jeden piętnastolatek zarabia sobie stojąc z ulotkami, drugi pije i balanguje za pieniądze „nieobecnych w jego życiu starych”.
    Gorzej, że ludzi pracujący nic nie mają. VAT i Zusy ograbiają firmy z ich własnych pieniędzy w imię polityki pomagającej przedsiębiorcom, jak często te same hasła powtarza partia rządząca.

    Możemy o tym milczeć, jasne. Nie widzieć i opisywać szczęśliwych przedsiębiorców wyróżnionych zaproszeniem do takiej czy innej telewizji śniadaniowej. Byłoby bardziej kolorowo, ale to tylko wyrywek reality rodem z mediów.

  12. Dżo-ann co do możliwości w Polsce to też mi czasem ręce opadają, nawet zostało mi powiedziane ostatnio , ze jestem za bardzo krytyczna i trzeba się cieszyć z tego co się ma. A ja się zapytam dlaczego niektórzy mają ciągle równać do szeregu? Są tacy że im chleb ze smalcem wystarczy a ja mam potrzebę iść do teatru i kina i książkę kupić i wkurza mnie, że to jest luksus dla mnie w obecnych czasach:) Co do młodzieży jacy rodzice taka młodzież. I blokowisko nie ma tu nic do rzeczy. Jak rodzice interesują się dzieckiem to mu znajdą zajęcie i wcale nie musi być to drogi klub tenisowy. Są dzieciaki z własną inicjatywą i takie którym trzeba pokazać drogę, ale jak się ma starych którzy każde działanie krytykują no to potem mamy co mamy. Nade mną mieszka taka rodzinka, ojciec chleje a jest po wylewie , wszyscy cierpią na chorobliwą otyłość, nie płacą czynszu bo póki jest najmłodsza córka to ich nie wywalą, tak z 7 lat będą jeszcze pasożytować. Wzorców pozytywnych dzieciaki nie mają żadnych ich towarzystwo też nieciekawe. Rodzice nie widzą problemu. Jak słyszę akcje , że takich ludzi nie wolno wykluczać ze społeczeństwa wysiedlając do baraków, to ja się pytam a ktoś o mnie pomyślał, że nie chce się bać wchodząc do bramy? Dlaczego mam ich utrzymywać, bo jakby nie patrzeć ogrzewanie mają i gaz, bo odciąć się w spółdzielni nie da? Jak kogoś stać na papierochy i chlanie to i czynsz powinien płacić.

  13. Z klimatem jaki jest za oknem, szarymi blokowiskami, bezrobociem i zderzeniem z bardzo kolorowym i podrasowanym kamerą światem w Tv, najczęstszą przyczyną statystycznie śmierci młodych facetów od 16-25 roku życia czyli samobójstwem bardzo uważałabym z legalizacją konopi. Niestety. Wszystko jest dla ludzi, ale za tego typu „wyzwalaniem” młodzieży w naszych warunkach i przy naszej świadomości nie jestem.

    Jakie perspektyw stoją przed najmłodszym pokoleniem? Jakie są w stanie zobaczyć a jakie są de facto w ich zasięgu? Czy i jaką wartość ma praca?

    Rzeczywiście na tzw. eksponowane dobro w relacjach interpersonalnych trzeba uważać. U kogoś może to być tylko talent interpersonalnej komunikacji w celu zdobycia korzyści majątkowych. Nie mniej nie da się żyć w ciągłej nieufności i podejrzliwości do ludzi, bo by się człowiek wykończył?

  14. Jakieś trzy dni temu oglądałam film o dziewczynie, która została „zhajtowana” w sieci. Okazało się , że taką sytuację zgotowała jej koleżanka, która nie chciała, żeby zadawała się z pewnym chłopakiem – niby nieodpowiednim, ale sama nie przewidziała fali nienawiści. Taki film dla nastolatków, z przesłaniem , że o tym co się dzieje w sieci też trzeba mówić i szukać pomocy. Myślę, że to też dobra lekcja dla dorosłych od których powinna wychodzić lekcja dotycząca samoobrony w wirtualnym świecie. A propos tych ludzi z dobrym słowem – też trzeba ich dobrze słuchać, bo pod dobrym słowem może kryć się zwykły naciągacz. Moja niewidząca koleżanka została oszukana przez koleżankę nieżyjące matki, która obiecywała jej pomóc w sprawach bankowych. „Przemiła” kobieta.

  15. Ostatnie zdanie podnosi na duchu :)

  16. Zarówno lajtowanie, jak i hajtowanie jest łatwe i przyjemne bo nie wymaga namysłu (wystarczy powierzchowna operacja własnymi kliszami umysłowymi) ani bliższej znajomości lajtowanego czy też hajtowanego. Zarówno jedna, jak i druga operacja jest pozornym angażowaniem się.
    A już najbardziej podejrzani dla mnie są ludzie „pełni dobrego słowa” (za Andrzejem). Bo zawsze wtedy pytam—w jakim celu oni tak się przepełniają tym dobrym słowem?

  17. Ehh ostatnio rozmawiam z dziennikarzem z polskiego radia. Pyta się – jesteście rozpoznawalni na ulicy? Nie bardzo – odpowiadam. To może na uczelni? No też jakoś tego nie odczuwam. Zresztą to mało ważne. To może chociaż już ktoś Was nienawidzi- pyta? I to mnie trochę otrzeźwiło.
    Hejterskość rozwija się w tempie geometryczym. Przecież o wiele łatwiej wyrzucić z siebie bełkot niż napisać coś konstruktywnego z pozytywnym nastawieniem. Zawsze można znaleźć haczyk, niedomówienie. Przecież każdy może dzisiaj udowodnić drugiemu że nie ma racji. Może powiedzieć „nie bo nie”.
    Żółć wylewa się z każdej, najmniejszej dziurki. Ludzie tak łatwo obrażają się na każdym kroku przez co czasami mam wrażenie, że są upośledzeni umysłowo. Generalizuję w tym momencie i żeby było zadość- przerysowuję.

    I jest świat na bennewicz.pl, który porusza ważne dla mnie kwestie. I są ludzie pełni szacunku, szczerości i dużej wrażliwości a przede wszystkim pełni dobrego słowa. Skoro naszemu kognitywistyczemu mózgowi jest wszystko jedno co mu zostanie zasugerowane to ja wybieram pozytywne przekonania i użyteczne myśli. Wybieram właśnie ten świat. Tyle

  18. Dlatego warto rozmawiać z młodzieżą, uczyć ich komunikacji a nie wymagać żeby nie wiadomo skąd sami się jej nauczyli. Tak czasem się łapię na tym , że dla wielu mogę już być stara baba, a wcale się tak nie czuję, i moje gadanie może być traktowane jak umoralnianie. Warto poznawać świat swoich dzieci, bo wnosi on niesamowitą świeżość. Uczęszczam na zajęcia grupy eddu i czuję się trochę jak wampir energetyczny ciągnący ze studentów ich pozytywną naiwną energię.:) Naiwną nie znaczy głupią ale czystą jeszcze nie skażoną korporacjami i dożywotnimi kredytami. Z kim się zadajesz takim się stajesz:) Myślę, że ci którzy świadomie szukają pozytywnych znajomych będą też mieć weselsze życie. Jeżeli natomiast wszędzie widzą tylko biznes do załatwienia to i tak samo będą traktowani.

Komentarze są wyłączone.