le Guin i cień

Ursula K. le Guin

W beletrystyce jeden z piękniejszych opisów relacji z cieniem [albo Cieniem], zawdzięczamy Ursuli K. le Guin, córce wybitnego antropologa Alfreda Kroebera. Główna postać powieści Czarnoksiężnik z Archipelagu – Ged, przebywa drogę [albo wręcz taoistyczną Drogę], od młodego, zapalczywego adolescenta, który w skutek własnej niepewności, maskowanej pychą, uruchamia lawinę katastroficznych wypadków; do pozycji mistrza. Dopóki nie zintegruje cienia, któremu nadał moc, dopóty zmuszony będzie uciekać przed skutkami wypartych i stłumionych lęków w myśl przestrogi Nietzschego, o konsekwencjach naszych czynów, które biorą nas za łeb, nie bacząc żeśmy się do tej pory poprawili.

Le Guin pośrednio pyta: Kto z nas nie zmagał się ze swoimi cieniami? Kto nie integrował bolesnych wspomnień i myśli? Kto nie nosił balastów? Rzecz w tym żeby umieć doświadczenia wszelkie integrować, uczyć się z nich i z nimi, scalać je i przekształcać, wykorzystywać i uczłowieczać. Tłumienie karmi cień.

O zmianie, integracji i coachingu można pisać różnymi stylami literackim. Podzieliłem fragmenty dotyczące zmagania się z cieniem na etapy [epizody]. Podział jest moim subiektywnym  wyborem. Oddaję głos genialnej pisarce:

1. Moc cienia:

Na każdej drodze, którą Ged mógł się udać, czyhał cień […] Ów bezcielesny stwór, ślepy na blask słońca, był istotą ze strefy pozbawionej światła, przestrzeni i czasu. Musiał iść po omacku za Gedem poprzez dni i morza świata oświetlonego słońcem, a widzialny kształt mógł przybierać tylko we śnie i w mroku […] gdyby cień dogonił wreszcie Geda, mógł wyssać zeń jego moc, zabrać mu nawet ciężar, ciepło i życie jego ciała oraz wolę, która nim rządzi. Oto była zguba, którą Ged widział przed sobą na każdej drodze. I wiedział, że może być pchnięty ku tej zgubie podstępem; albowiem cień, urastający w siłę, ilekroć się do Geda zbliżał, miał zapewne dość owej siły, aby użyć złych mocy lub złych ludzi do własnych celów […] 

2. Odwrócenie pościgu:

Jeśli będziesz szedł przed siebie, jeśli nie przerwiesz ucieczki – dokądkolwiek uciekniesz, wszędzie napotkasz niebezpieczeństwo i zło, ono bowiem cię popycha, ono wybiera dla ciebie drogę. To ty musisz wybierać.  To ty musisz poszukiwać tego, co ciebie szuka. Musisz ścigać to, co ciebie ściga […] Człowiek może poznać cel, do którego zmierza – ale nie potrafi go poznać, jeśli nie odwróci cię, jeśli nie powróci do swego początku i nie zawrze tego początku w swoim istnieniu. Jeśli nie chce być patykiem porwanym przez wir i pochłoniętym przez prąd, musi być sam owym prądem, całym, od źródła aż do pogrążenia się w morze.

3. Spotkanie cienia

Człowiek i cień spotkali się w milczeniu twarzą w twarz i zatrzymali. Głośno i wyraźnie, naruszając odwieczną ciszę, Ged wymówił imię cienia i w tej samej chwili cień przemówił bez warg i bez języka, wypowiadając to samo słowo: „Ged”. I dwa głosy były jednym głosem. Ged wyciągnął przed siebie ręce, upuszczając laskę, i objął swój cień, swoje czarne ja, które jednocześnie sięgnęło ku niemu. Światło i ciemność zetknęły się i połączyły, stając się jednością.

4. Integracja

Ged ani nie został pokonany, ani nie zwyciężył, lecz nazywając cień swej śmierci swoim własnym imieniem, uczynił siebie całością: człowiekiem; kimś, kto znając swoje całe, prawdziwe ja, nie może zostać wykorzystany ani zawładnięty przez żadną inną moc po za samym sobą, i kto przeżywa dzięki temu swoje życie w imię życia, a nigdy w służbie zniszczenia, cierpienia, nienawiści lub ciemności.

5. Konkluzja

A prawda jest taka, że im bardziej rośnie moc człowieka im bardziej poszerza się jego wiedza, tym bardziej zawęża się droga, która może on kroczyć; aż wreszcie niczego już nie wybiera, lecz czyni tylko i wyłącznie to, co musi czynić…

Ursula K. le Guin fragmenty Czarnoksiężnika z Archipelagu w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

29 komentarzy

  1. Cień, cienie. Teraz kiedy od nowa wraca sprawa Smoleńska, mechanizmów KGB, bezwzględności systemów totalitarnych zastanawiam się nad cieniami ludzi bez skrupułów. Wybaczenie – sobie a potem drugiej osobie, wybaczenie o które tak trudno (często zacietrzewienie bierze górę) – na ile jest ono możliwe (zapomnienie przecież nie przychodzi łatwo)? Poraża mnie też w kraju miłości bliźniego (czym jest w końcu katolicyzm u swych źródeł) i kultu życia, walki o życie poczęte szybkość z jaką nienawidzi się ludzi, którzy się narodzili dzięki in vitro. To smutne i niezdrowe, że oto nagle tyle niezdrowego cienia projektuje się na „potwory, morderców zarodków” itp. Przecież ci ludzie są na świecie i są takim samym cudem jak każde istnienie. To, co dzieje się w sferze życia publicznego dalekie jest od nauk Jezusa Chrystusa.
    Na całe szczęście są wśród kleru i wspólnoty katolickiej ludzie, którzy są realnie osobami duchownymi. To moje pytanie, kiedy człowiek sam się zrozumie w drugim wydaje się dzięki nim, możliwe do zgłębienia dla tych, którzy tego zwyczajnie chcą.

  2. zośka jak na psychę człowiekowi pada to chyba jak najbardziej kompatybilne z cieniem :)

  3. a skąd Jung o tym wiedział?

  4. Aniula,
    wg. jungowskiej teorii Cień przynależy do osobowości psychicznej, nie somatycznej, ale oczywiście kombinować i interpretować można także po swojemu

  5. a czy choroba nie może być również elementem cienia, dzięki czemu może ten wyleźć w całej okazałości? Nie da się choroby oddzielić od cienia i cienia od choroby.

  6. Aniula,
    choroba eksponuje Cień, ale n i e j e s t Cieniem , więc z czym się tu nie zgadzać?

  7. zośka a nie zgadzam się. Choroba eksponuje cień w całej okazałości. Wyzwala wszystkie lęki.

  8. Magda Turek,
    „znajomość samej siebie”–jak piszesz–nie chroni od Cienia. Jakby człowiek bez cienia mógł istnieć?

  9. Magda może niepotrzebnie dokładasz sobie pytaniami typu: dlaczego ja? Daj sobie przestrzeń, która Cie wyzwoli, pozwoli od nowa złapać oddech, da jakąś nową siłę. Czasami pragnąc czegoś mocno, co wydaje się nam najlepsze dla nas samych paradoksalnie zamykamy sobie drogę, do tego. Pozwól temu być? Daj sobie samej oparcie. Pamiętaj, że nigdy nie jest tak źle jak nam się wydaje, że jest.
    Życzę dużo, dużo sił, przezwyciężenia, wiary w siebie, której tak często wielu z nas brakuje. Główka do góry!

  10. Aniula, rozumiem, ale choroba to nie Cień. Może być skutkiem „działalności” niezintegrowanego Cienia. Cień, to coś w nas, czego nie chcemy, boimy się, panikujemy przed tym—mówiąc najprościej. Pozdrawiam najserdeczniej.

  11. Cień za mną chodzi już od ponad 6 tygodni. Wyrzucił mnie z rzeczywistości, z cyber przestrzeni, z całego mojego dotychczasowego świata.
    Powoli wracam do tej utraconej rzeczywistości, przynależności do świata.
    Z życia ograniczonego do najprostszych czynności do życia w pełni.
    Nie znam jeszcze odpowiedzi na pytanie dlaczego ja i dlaczego teraz, kiedy
    już wydawało się, że znajomość samej siebie uchroni mnie od złego i
    od własnego cienia.
    Akurat. Nici z tego.
    Pan Maciej chory, ja też chora, chociaż inaczej.
    Cień. Pytania.Szukam odpowiedzi.

  12. Sorry jeszcze dwa obrazy do integracji były potrzebne :)

  13. zośka mnie dobiła do ziemi choroba ( nawet trochę pod ziemią przysypała) i jak to się mówi jak człowiek odbija się od dna to mu żaden cień nie straszny. Nie życzę takich doświadczeń, lepiej sobie cień oswajać, przyswajać czy tam integrować w spokojniejszy sposób. No chyba, że ktoś lubi tak ekstremalnie;)

  14. Artur, gratuluję! Już samo uświadomienie sobie, jest pierwszą dawką lekarstwa :-) A wszystko zaczyna się od pierwszego kroku. On dla mnie najważniejszy.

  15. O Cieniu usłyszałem 2 tygodnie temu. O moim Cieniu. Psychodrama na grupie terapeutyczno rozwojowej. Od tamtej chwili nieustannie zastanawiam się czym jest mój Cień. To co tu czytam pomaga i jak zwykle pojawia się we właściwym czasie :). Ale strach we mnie duży. Boję się, że w Cieniu czai się moja największa obawa – depresja. Uświadamiam to sobie właśnie teraz gdy to piszę. Oj trudna praca przede mną :(

  16. Czasem to nawet go nie trzeba szukać… on sam wyłazi w momentach odpowiednich dla nas, jakby testował, podkładał się… No i co mi zrobisz jak mnie złapiesz? Szydzi często, a my jeszcze częściej uciekamy bo to trudne takie integrowanie. Ale warto. Boli, ale i tak warto. Myślisz, że zwariujesz. Też warto. Bo kiedy to się udaje, patrzysz w lustro na nową osobę, chcesz się jej nauczyć i zaprzyjaźnić po raz kolejny. I odważniejsza jest o kolejną wewnętrzną bitwę.
    Dlatego tak bardzo podziwiam podróżników, ludzi, których gna gdzieś w nieznane. Poznają siebie na nowo, czasem tworzą od podstaw.
    Niedawno miałam przykrą sytuację. Osoba, którą zawsze uważałam za wcielenie dobra, cierpliwości i troski (zwłaszcza wobec mojej osoby) okazała mi wyjątkową wrogość. Powiedziałam do znajomej, ale on się tak nigdy nie zachowywał! A ona na to: to też on, tylko w takiej sytuacji jeszcze go nie musiałaś oglądać. To też jest On. I tak sobie radzi a nie inaczej w takiej a nie innej sytuacji.
    Cieszę się, że mam cienie. Dzięki nim mogę być lepszą osobą, jeśli mi sił starczy :)

  17. Ale największą ma moc nad nami i największe problemy nam sprawia cień, którego sobie jeszcze nie uświadamiamy. Najtrudniejsze chyba zadanie to znaleźć to, co trzeba zintegrować. Ja osobiście pamiętam, że dla mnie najlepszą lekturą w tej materii nie była, o dziwo, literatura psychologiczna czy beletrystyczna, a książka Genpo Roshiego „Oko nigdy nie śpi” – polecam.

  18. Aniula,
    oswoić to można kota, choć też chyba nie bardzo. Cienia raczej nie (chyba,że masz autorską metodę, to podaj przepis, chętnie skorzystam). Cień, z tego co mówią uczeni w ciemnym piśmie, się integruje (jak kto potrafi), a to inna „operacja”, niż oswajanie.
    Nie lubię jak ktoś przewiduje, co zrobię (zresztą na ogół ktoś taki się myli).

  19. zośka jakbyś tego mojego „Cieńka” zobaczyła tobyś nie chciała mieć z nim do czynienia;) Jest „Cieniek” bo oswojony a było CIENISKO:) He he zaraz się zacznie , czyj cień straszniejszy :)

  20. Aniula,
    zapewne „cienka” można udobruchać przytuleniem i malowaniem obrazków, jednak z cieniem już tak fajniusio nie idzie :)

  21. Panie Macieju, zauważyłem, że od 17 października nie dostaję powiadomień RSS. Proszę sprawdzić ustawienia bo coś przestało przychodzić i jestem spóźniony z czytaniem nowych wpisów:p
    idę gonić swój cień:)

  22. „Cieńka” trzeba przytulić i będzie dobrze. Na początku zapewne będzie się wyrywał, ale potęga miłości zdziała cuda:) Ja wymalowałam dwa obrazy zanim „Cieniek” się udobruchał:)

  23. Nie ma „światła ” bez „cienia”. Trzeba swój cień pokochać, a to jest tak trudne i tak bolesne i tak głęboko dojmujące. Ale na pewno nie niemożliwe :)

  24. Tak. Punkt 5 zwala z nóg swoją prostotą i trafnością. Kiedy się uda tam dojść?

  25. Macieju spóźnione życzenia urodzinowe :) (!) Jak mogłam nie wyśledzić tego w odpowiednim czasie, zdążyć na czas i uratować Cię przed wirusem :p
    Wyznaczania nowych marzeń, ścieżek i „grzecznych” płócien ;) coachujacy Maciejuszko :*

  26. W zmaganiu się z cieniem nie widzę nic niesmacznego,”obleśnego”, zboczonego. To rzeczywiście, jak napisał Jakub pod poprzednim wątkiem, część wzięcia odpowiedzialności za własne życie.
    Czasem człowiek śpiący (ale nie ten w letargu życiowym czy martwy, tylko fizjologiczny) lepszy niż ten tłumiący (nie wypierający, mądre wypieranie przydatne czasem jako obrona przed światem).
    Nie sztuką upchnąć coś do kąta, zamieść pod dywan, prawdziwą sztuką zobaczyć to, takim jakim jest. Bez skrzywienia ust. Bez odrazy. Z dystansem.
    Wszystkim życzę ciepłych wieczorów z herbatką i książką :) lub dobrym filmem.
    Dziś prywatnie Targi Książki na Centralnej. Centralnie więc czuję się morowo :)
    Pisarze, autorzy wszelkiej maści, czytelnicy – fani i antyfani (środowisko literackie) to też podróżnicy. Lubię podróżować.

  27. I piosenka nawiązująca. Audioslave : shadow on the sun.

  28. A cień to nie ta zwierzęca część nas , nad którą dzięki drodze oświecenia jesteśmy w stanie panować? :)

  29. Podpisuję się pod tym, a najmocniej pod numerem 5 – konkluzja.

    Głównym bohaterem jednej z ukochanych książek moich „Amerykańscy bogowie” Gaimana jest Cień właśnie.

Komentarze są wyłączone.