Lepiej

najcenniejszy zasób Ziemii
najcenniejszy zasób Ziemii

W hotelu daleko, czytam… Łatwiej jest zgasić jasność w sobie, niż ciemność na zewnątrz. Też lubię ten cytat przypomniany przez Grerra. Wypowiada go Zabulon, władca ciemności w filmie Straż Nocna. W pewnym momencie mówi też: Ciemność ma swoje dobre strony, kryje nasze wady.

 

cel - pal
cel - pal

Czytam w New Scientist, że bariera pomiędzy mózgiem karmionym glukozą, a krwią nie jest tak jednoznaczna i nieprzekraczalna jak sądzono dotychczas. Najprawdopodobniej system immunologicznych i układ nerwowy wzajemnie siebie przenikają co skutkuje wielkimi konsekwencjami i nowymi możliwościami. Zarówno niektóre choroby lub dysfunkcje psychiczne jak i procesy poznawcze mogą być uzależnione od wewnętrznych obron organizmu, lecz również bakterii, na przykład paciorkowców. Drażliwość, depresyjność, neurotyczne branie do siebie przypadkowych komentarzy, napady agresji, rozchwianie emocji, a nawet skłonność do oceniania mogą być skutkiem niezauważalnych infekcji. W USA w coraz większej ilości procesów psychopatów i socjopatów wykazujących się sadystycznymi skłonnościami jako dowód podaje się wyniki z czynnościowego jądrowego rezonansu magnetycznego [fMRI]. Linia obrony udowadnia niepoczytalność, lub chwilową niepoczytalność, a skazany zamiast trafiać do Folson, kierowany jest szpitala na terapię antybiotykową i rewalidację. Pojawiła się hipoteza dotycząca większej skłonności do depresji i zachowań dysfotycznych w cywilizacjach wysokorozwiniętych spowodowana treningiem higienicznym stosowanym od maleńkości, który uniemożliwia uodpornienie niemowląt na pewne grupy bakterii. Już trwają badania nad nowymi antybiotykami poprawiającymi pamięć i samopoczucie. Szczęście zabierają nam bakterie. Odkryto ów związek przypadkiem poszukując szczepionki na raka. Co prawda nie uzyskano poprawy w leczeniu tej strasznej choroby, ale uzyskano znaczną poprawę samopoczucia, a u wielu pacjentów również cofnięcie silnych objawów depresji.

noc noc jasno
noc noc jasno

Tymczasem i tak niewiele nam to pomoże, gdy odnajdziemy odpowiednie szczepionki,  gdyż od około 1982 zapasy ziemi kurczą się szybciej niż zdolność radzenia sobie naszej planety z eliminacją zanieczyszczeń. Od 2008 niekorzystna proporcja pomiędzy utratą zasobów, a spadkiem sił samooczyszczających planetę ulega podwojeniu co dwa lata. Co więcej przy obowiązującym systemie gospodarczym opartym o wzrost i kompleks paliwowo-zbrojeniowy bogaci będą się szybciej bogacić, a biedni biednieć. Żeby [zachowując ów system] biedni przestali biednieć bogaci muszą się jeszcze bardziej wzbogacić, a to musi wyniszczyć planetę. Żeby 7, 5 mld ludzi mogło żyć na takim poziomie jak mieszkańcy Wielkiej Brytanii potrzebne jest 15 planet Ziemia. Wołanie o ekologię i obronę naszej planety jest w gruncie rzeczy wołaniem o przyszłość gatunku ludzkiego, który dzięki nowej korze i prostej postawie wyewoluował na autodestrukcyjnych władców wszelkiego stworzenia. Część przygrywa sobie raźnie na ekskluzywnym pokładzie i bawi się wesoło, w przepychu i marnotrawstwie, część jedynie na smutnej harmonijce w klasie III w stłoczeniu i niedostatku, choć okręt o opinii niezniszczalnego płynie wprost na górę lodową.  Oto wizja rysująca się z ostatnich badań naukowych. Coś mnie jednak pociesza. Coś niesłychanie abstrakcyjnego, nie do ogarnięcia. 13,7 mld lat istnieje nasz Wszechświat po Wielkim Wybuchu. I jest ogromny, a my ssaki naczelne tylko sekundą w tym procesie. Teraz rozumiem moją babcię-ciocię, która mówiła, że kiedy minie 17 rok życia, do którego wszystko się dłuży i tygodniami wyczekuje się wakacji, urodzin, a potem osiemnastki, to lata zaczynają galopować. Życie mija jak sen. Warto je w każdej chwili przeżywać coraz lepiej. Lepiej? A co to znaczy babciu-ciociu?

Lepiej
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

21 komentarzy

  1. woda oczyszcza ,
    a wodę można także zabrudzić …
    może ….i można oczyszcić …
    ostatnio śni mi się często woda ….

  2. Każdemu wedle potrzeb ;-) Cudna dowolności! ;-)
    Dopóki Tobie z tym dobrze, to dobrze ;-) Myślę, że trudniej, kiedy coś już gniecie w trzymaniu „sztancy wychowania”.

  3. Agnieszko,
    jestem z pokolenia „wszystko co nasze Polsce oddamy” i taka miękka postawa wobec siebie samej jest mi dość obca, choć na pewno ma sporo plusów,ale to już, jak dla mnie, nie w tym zyciu :) Sztanca wychowania robi swoje, stety-niestety. Pozdrawiam.

  4. A ja podziękowania kieruję też do siebie ;-), że mam gotowość i pracuję dla poprawy relacji z samą sobą ;-)
    Że mi się chce, że nie uciekam jak się robi trudno, że nie ganię się za porażki.

  5. Agnieszko Hawajko,
    rzeczywiście najlepiej zaczynać od mało intensywnej emocji i tak, jak to robisz–przyglądać się emocji, być w niej obecną, w sposób trzeżwy jej świadomą. Gdy będzie bardziej intensywna, wtedy trudniej będzie być w niej, ale jak się to praktykuje codziennie, a codziennie mamy wiele okazji do praktyki, bo jest sporo emocji („ozdób” umysłu—tak to nazywają buddyści), to powoli dajemy radę nawet z tymi silnymi, a jeszcze do tego wyrabia się pewien nawyk umysłowy—jak przychodzi emocja (jakakolwiek) włącza się „automat” obecności z nią, w ten sposób nie tłumisz jej, pozostajesz „żywa”, ale wiesz, co się dzieje, jesteś przytomna. Zyczę Ci owocnej praktyki, a podziękowania trzeba przekierować na mistrzów od natury umysłu, którzy nas uczą skutecznych metod do pracy z umysłem. Jestem im ogromnie wdzięczna tym mistrzom buddyjskim, chociaż pierwszy z nich( u którego przeczytałam o tej metodzie )
    był Polakiem mieszkającym we Francji, znanym coachem, jestem mu ogromnie wdzięczna za jego serdeczne „nauki”, dopiero potem odkryłam pisma dzogczen, książki Namkhai Norbu itd. Powodzenia!

  6. PS Człowiek jest fascynującą istotą! ;-) Nie mogę się nadziwić jak bardzo…

  7. A to ciekawe, dziś drugi raz przyszła do mnie informacja o emocjach.
    Dziękuje Zośka!
    Dziś zatem przyglądam się lękowi, taki mały lęk, wiem, że jest, pozwalam mu być, czuję, że maleje.
    Ja mam kontrolę nad nim nie on nade mną, a w finale nie zostanie już nic do kontrolowania ;-)
    Spokojnej nocy

  8. Przyglądanie się przyczynie emocji to prawie zawsze droga do rozpoznania, ze emocje biorą się z przywiązania do ego. Ja pragnę, ja się gniewam, ja się boję,etc. Wszyscy jesteśmy przywiązani do ego i nawet jeśli–co robić trzeba–zdamy sobie sprawę z przyczyny emocji, to w końcu trafimy na taką, która będzie silniejsza od naszej obserwacji, która przerwie obserwację, wykatapultuje nas z wygodnej pozycji obserwatora (bo emocje mają te swoją energię) i zaczniemy, sami nie wiedząc kiedy krzyczeć, płakać, szaleć z radości. Zgadzam się, trzeba wiedzieć, co jest przyczyną emocji, ale to nie wystarczy, by skończyły się zadymy z ich udziałem. W dzogczen praktykuje się świadome przeżywanie emocji, w trakcie ich trwania, obserwację ich w trakcie ich trwania, zeby zobaczyć ich (pustą) energię. I przeżyć ją. Jak już przeżyję w ten sposób np. napad lęku (miałam taki epizod), nie wyłączę się, będę obserwować, zostanę z lękiem od początku do końca, dopóki trwa, on w końcu opada, rozpuszcza się sam, jest po takim doświadczeniu wielka ulga. Nie stłumiłam, nie uciekałam, przezyłam lęk od A do Z. W tej chwili mniej się go już boję. Inna sprawa, ze od kilku lat nie miałam już napadu lęku. Może wróci dopiero przy śmierci, moze będę wtedy bardziej zżyta z nim?
    Integrowanie się z emocjami i bycie z nimi świadome, obserwowanie ich w trakcie, to jest ta metoda, o której piszą buddyjscy nauczyciele. To jest dobra metoda, myslę, ze kazdy to potrafi, kwestia praktyki, step by step.

  9. To nie chodzi o to, zeby tłumić złośc czy gniew :) Można się przyjrzeć ich przyczynie. Część wynika z błędnego założenia o naruszeniu granic, część z faktycznego ich naruszenia.Natomiast spokój, życzliwość w relacjach niekoniecznie muszą być stłumieniem czy wyparciem negatywnych uczuć:)
    Myślę, że czasem ludzie zupełnie niepotrzebnie stosują „przepychanki”w kontaktach z innymi. Pod moją klatką schodową własnie rozgrywa się zadyma. Podcięto nisko zywopłot. Część lokatorów się na to zgodziła i ma swoje argumenty. Część uważą, ze to samowolka. I dyskusja teoretycznie tocząc sie wokół żywopłotu jest areną werbalnych i niewerbalnych sygnałów ‚moje lepsze/mądrzejsze, bardziej ekologiczne itp./niż twoje”. Typowa nakręcająca się spirala konfliktu. Żywopłot to pretekst do udowadniania swojego znaczenia. I wszyscy tak mamy:) Chyba zupełnie niepotrzebnie. Dlatego tak bardzo bym chciała, żeby wymiana poglądów odbywała sie w takiej formie, w jakiej opisał rozmowę Maciej. Zamiast stroszenia sierści i prezentowania kłów:))

  10. Joanno,
    dziękuję za wyjaśnienia , rozumiem.
    Zależności między nami i tym, co w świecie na pewno są. Spokój wewnętrzny sprzyja sytuacjom napiętym. Jednak czasem (wiem to z doświadczenia bycia nuczycielką młodzieży trudnej, młodziezy artystycznej i młodzieży z deficytami) ekspresja i wczucie się w problem pomaga, by go poznać. Emocje są ok, kazde emocje, nie tylko te poprawne, również gniew, lęk, pragnienie. Są ok, są energiami.Kiedy je poznajemy, przestajemy sie ich bać.Nie nalezy rugować emocji (w świecie młodzieży nawet nie da się tego zrobic, oni na ogół jeszcze tak nie tłumią , jak my, są „niegrzeczni”), tylko je poznawać, doświadczać ich w miarę głęboko i je obserwować, wtedy znamy „przeciwnika”, staje się nam bliski. W szkole, kiedy oni są „niegrzeczni”, najeżdżają na siebie i ogólnie agresja często kwitnie w róznych formach. Nie wystarczy zrobic im wykład na temat szkodliwości agresji. Czasem muszę w to wejść z butami, nawet rzucić mięchem, ale szkopuł w tym, zebym się dostosowała energetycznie (np. do gniewu), ale nie dala się mu ponieść. Jeśli mi się to uda, moze udać się rozładować sytuację i czegoś siebie i ich nauczyć. Mam takie metody, one wynikają z doświadczenia i trochę z lektur o pracy z emocjami w buddyzmie tantrycznym i dzogczen. Nie wiem, co by sie działo, gdybym chciała rozdzielac dwóch naindyczonych nastolatków, używając do tego łagodnosci osobistej, prawdopodobnie nie zwróciłiby na to uwagi, „olaliby mnie”, jak to mówią. Nie kwestionuje Twoich poglądów, na ogół jestem grzeczna wobec ludzi i zwierząt.

  11. Zośko, moja refleksja była związana z rozmową , jaką miałam dzień przed przeczytaniem tekstu Maćka. Rozmawiałam z zaprzyjażnioną osobą o przemocy. O tym, ze ma ona miejsce nawet w codziennych kontaktach między ludźmi. Ze ludzie często walczą ze sobą, usiłują zdominowac, Agresja prejawia się wprost lub w formie sarkazmu, odejmowania wartości drugiej osobie. Ostatnio mocno się temu przyglądam. A jezeli przygladam, to jestem bardziej wyczulona na takie zachowania u siebie i u innych. Twoje wczesniejsze wypowiedzi traktuję więc jako wstrzelenie się w ten mój proces:) To własnie synchronia:) Czemu więcej poświęcam uwagi, tego więcej się pojawia. A przyglądam sie, bo coraz bardziej mam przekonanie, że istnieja silne zalezności między tym, co sie dzieje w nas i tym, co się dzieje w świecie.Jeżeli na zewnątrz jest duzo napięcia, to warto byc uwaznym na to, co dokładamy do swiata. Np. naszym napięciem czy spokojem, reagowaniem na innych. I chciałabym, zeby relacje między ludźmi wygadały własnie tak jak w tekście Maćka o rozmowie. To nie oznacza, ze ja jestem taka rozwinięta i stosuję w każdej chwili to, co postuluję:)) Komentarze w blogu traktuję jako poukładanie myśli, ustawienie drogowskazów. Wpisując się tutaj prezentujemy ja idealne, a nie realne. I to jest OK:) Dzięki temu bardziej uswiadamiamy sobie, do czego chcemy dążyć

    A co do róznych przekonań. Ostatnio mam tak, ze staram się wejśc w tzw. drugą pozycję percepcyjną, „w cudze buty”. Nawet wobec osób, które np. dręczą zwierzęta. Bo to wynika ze sposobu, w jaki nauczono je stosunku do zwierząt. Jeżeli zwierzę jest przedmiotem, to nie zwraca sie uwagi na jego cierpienie. I najsensowniejsza ścieżka jest tutaj edukacja, np.. dzieci . Bo one moga wywierac wpływ na zachowanie dorosłych.Ja nie zgadzam się na konkretne zachowania innych ludzi., Natomiast poglądy to kwestia wolności.

    A co do-jak to nazywasz- „leczenia miłością” j to podpięłaś pod moją wypowiedź swoje doświadczenia. A ja miałam zupełnie inną intencję:) Pisałam o relacjach osobistych, jezeli np. ktoś ma takiego rodzica. Będąc osobą dorosłą mozna dawać taką informację-kocham Cie, jestem przy Tobie chociaz nie decyduję sie spełniac wszystkich twoich oczekiwań. I tego dokładnie dotyczyła moja wypowiedź:)

  12. lepiej dla mnie to znaczy w zgodzie z innymi i w takim zaufaniu, ze daje klucze do domu sasiadowi i wyjezdzam na tydzien, a drugi sasiad mnie podwozi na dworzec, bo taxi spoznione, i ktos w pociagu uzycza mi swoj komputer, bo zapomnialem wyslac jedna informacje, lepiej to dla mnie zaufanie i otwartosc

  13. A w południe ziemia jaśniała ;-)
    Przesyłam pozdrowienia z samego środka Gdyni.

    PS Właśnie upiekłam świeże ciasteczka, kto się skusi? ;-)

  14. Joanno,
    coś czuję, ze to wezwanie o „szacunek do cudzych poglądów” i apel o niedominowanie rozmówcy to cały czas pod moim adresem aluzje. Może się mylę?
    Chyba chodzi o to, ze napisałam, jak mi się nie podobają te mowy o leczeniu miłością. Nie podobają mi się bo często tkwi w nich diabeł pychy , a ja doświadczyłam tego rodzaju praktyk na sobie i ledwo z nich uszłam z życiem(psychicznie), było to dawno temu, ale jeszcze gdzieś to we mnie tkwi i po prostu szlag mnie trafia, jak słyszę tego rodzaju manifesty miłości. Znam jeszcze kilka osób, które podobnie jak ja wspominają swoich „dobrodziejów” i „lekarzy” leczących miłością. Znam też ludzi, którzy na ten temat nie „ryczą”, a robią wiele dobrego i rzecywiście serdecznie pomagają.
    Co do szanowania cudzych poglądów, ze należy wszystkie szanować. Nie uważam tak. Są poglądy, kórych nigdy nie będę szanować. Może Ty się z takimi nie potykasz, ale ja tak, i nie mam zamiaru ich szanować.
    Proszę Cię Joanno, nie rób mi gęby baby Jagi. A jeśli się mylę i Twoja refleksja nie rezonuje także gniewem na mnie o tę nieszczęsną uzdrawiającą miłość, to wielkie sorry i przeprasowuję sobie głowę żelazkiem.
    Dla mnie lepiej to czasami „gorzej”, nie tak bardzo do przodu, bo wtedy nas, jak to mówią, „z tyłu zabraknie”.

  15. Wczoraj mocno poczułam Ziemię i to co się dzieje… Poczułam taki żywioł jaki tylko na filmach się widuje, albo jako świadek tsunami… Naprawdę ziemia przetrwa… teraz to kwestia ludzi, czy chcą istnieć. Tak czuję. Zaczynam od siebie, dziś chcę bardziej niż wczoraj, dziś chcę uważniej i świadomiej niż wczoraj. Mogę zrobić aż tyle.
    Spotkamy się o 12 ;-)

  16. Lepiej… Chciałabym, zeby było tak jak we wczesniejszym tekście Maćka o rozmowie. Szacunek dla cudzych poglądów bez przemocy-krytyki,sarkazmu, potrzeby zdominowania rozmówcy. To, co wewnątrz przejawia się na zewnątrz. To jak traktujemy innych to informacja jak generalnie traktujemy świat zewnętrzny. Z szacunkiem czy potrzebą zdominowania-innych ludzi, zwierząt,przyrody. Chciałabym, żeby tak było…Lepiej…

    Też myślę, ze Ziemia sobie poradzi. Jeżeli dalej będziemy działac jak chorobotwórczy wirus, to tak zostaniemy potraktowani.

    Wiosna myślę jaką niezwykłą moc ma przyroda. Katowana chemią, spalinami co roku nie poddaje sie i bujnie rozkwita.Naturo, respect!:)) Obok mnie drzewa cale w pąkach. I stoktotki na trawniku:))

    Dzisiaj morze przy Fukushimie ma 4, 5 tys. wyższe promieniowanie od normalnego. O 12 ja i moi przyjaciele dołączamy się do intencji Masaru Emoto. Chociaż tyle mozemy zrobić. A może aż tyle.

  17. a na pytanie Lepiej ..?
    w zgodzie z sobą samą , nie tracąc uważności , korzystając ze wszystkich swoich zmysłów w tym serca i intuicji …
    w zgodzie ze swoją misją , wizją …
    szanując każdą istotę obok …
    dając to co najlepsze ..biorąc to co podarowane …
    przysłuchując się każdej chwili …
    Dziękując za każdą minutę ..
    Dbając o jutro …
    Pięknej wiosny ….

  18. Lepiej to dla mnie pełniej, bardziej świadomie, odważnie i radośnie, bez pośpiechu, bez ciągłej presji. I nie egoistycznie, z szacunkiem dla siebie, ludzi i Ziemi.

  19. Coś czuję, że Ziemia sobie poradzi, grzej z ludźmi…

    Moc słońca ślę!

  20. Też wczoraj czytałam ten artykuł o zaleznościach między układem odpornościowym a psyche. Ciekawa sprawa i dobrze, ze zachodni naukowcy zaczynają mieć nieco szerszy ogląd i przestają kojarzyć zaburzenia psychiczne tylko i wyłącznie z demonem. Z tego,co wiem, medycyna chińska zawsze brała pod uwagę te zależności między dietą, odpornością a psyche. Jeszcze pozostaje do odkrycia energia w ciele (tu tybetańska medycyna ma wiele do powiedzenia), jak na razie to terra incognita dla medycyny Zachodu. Trochę się obawiam, gdyż jestem z natury sceptyczna, czy te szczepionki na nowo odkryte zależności, to będzie skutek, czy przyczyna. Bogate koncerny farmaceutyczne wzbogacą się jeszcze bardziej, oczywiście wcześniej wykoszą chinskie suplementy ziołowe, juz to robią. A te chinskie suplementy ziołowe sluża własnie dokładnie na to—i skutkują (wiem, bo wyleczyłam nimi córkę cierpiącą przez kilka miesięcy na nastoletnią depresję)—na co mają pomagać owe szczepionki. Ano, zobaczymy.
    Zeby ziemski okręt nie utonął, trzeba przemiany świadomosci i to dość gruntownej u większości śmiertelników. To, obawiam się, nie jest w naszym zasięgu. Ken Wilber jest wciąż uważany za nieszkodliwego wariata.Moja przyjaciólka przed trzema laty chciała pisać doktorat z filozofii własnie z teorii Wilbera. Nikt z poważnych profesorów nie chciał jej tego promować, nikt też nie chciał publikować w „powaznych pismach” jej artykułow na tematy wilberowskie, choć rozsyłala je wszędzie. W końcu zgłosił się jeden ksiądz z pisma katolickiego , który wyraził zainteresowanie… Napisała doktorat z „poważnego” tematu. Wilber był nie do przejścia.

Komentarze są wyłączone.