List w sprawie zwierząt

my i one
my i one

Napisała do mnie Agnieszka Walesiak, lekarka weterynarii z ogromnym doświadczeniem i za jej zgodą postanowiłem list opublikować. Ważna to sprawa i ważny głos. Na końcu dodałem swój krótki komentarz a raczej odpowiedź do Agnieszki. Dzięki za list pani doktor!

Panie Macieju,

Pisze Pan dużo o wegetarianizmie, o zwierzętach. Postanowiłam napisać do Pana w  tej sprawie, bo temat jest mi bardzo bliski.

Najpierw się przedstawię, żeby była baza do dalszej części: nazywam się Agnieszka Walesiak, jestem lekarzem weterynarii leczącym psy i koty. Jako weterynarz mam prawo do sprawowania nadzoru np. nad rzeźniami (co za tym idzie – wiem jak wygląda rzeźnia bydła, świń, drobiu). Wiem również jak wygląda hodowla przemysłowa zwierząt.

Światopogląd – buddysta jednej ze starych, tybetańskich linii.

Przez 13 lat nie jadłam mięsa, w tym czasie urodziłam troje dzieci. Najstarsza córka ma lat obecnie 19 i nigdy nie jadła mięsa, pozostała dwójka nie jadła mięsa do ok. 7-8 roku życia. Znam sporo wegetarian i wegan.

 

I teraz moje luźne przemyślenia: to wszystko nie jest takie proste.

1. Wegetarianie i weganie to jedni z najbardziej nietolerancyjnych ludzi, jakich znam, na równi z katolickim „talibanem”, często nadęci i pełni pychy, jako że według nich samych są lepsi od reszty.

2. Bez mięsa można zdrowo żyć  bez większego wysiłku intelektualnego ;-)

3. Ale rezygnując dodatkowo z nabiału i ryb – zbilansowanie zdrowej diety jest to bardzo, bardzo trudne, a przejście zdrowo przez ciążę i odchowanie dziecka ludzkiego na diecie wegańskiej to prawdziwy wyczyn.

4. Każde życie kiedyś się kończy – dla zwierząt powyżej pewnej wagi praktycznie zawsze kończy się w rzeźni. Nawet gdy padnie nasz najukochańszy koń, to pomimo całej naszej miłości stajemy przed bardzo konkretnym problemem 600kg padliny w stajni. Można konia poddać eutanazji humanitarnej zastrzykiem z substancji do tego przeznaczonej, ale wtedy mięso jest niezdatnie do użytku w jakikolwiek sposób i nadaje się tylko do utylizacji. Marnotrawstwo. A można konia równie humanitarnie zastrzelić i wykorzystać jego ciało. To trochę przypomina dylemat z organami do pobrania: można pochować ciało człowieka w całości, ale jeśli pobierzemy organy (rogówkę, płuca, serce, nerki itd.) to można pomóc innym.

5. Chcę powiedzieć, że moim zdaniem śmierć w rzeźni nie jest najgorszą rzeczą, jaka spotyka zwierzęta. Znacznie gorsze jest ich nieraz całe makabryczne życie, a śmierć jest w sumie uwolnieniem od koszmarnej egzystencji.

6. Niejedzenie mięsa niewiele zmieni w losie zwierząt, ponieważ tak na prawdę potrzebujemy nabiału i ryb do tego, żeby w miarę zdrowo żyć.

7. Los krów mlecznych i kur niosek  jest znacznie gorszy niż mięsnych – a jedne i drugie zwierzęta kończą żywot w rzeźni. Krowa mięsna chodzi sobie po pastwisku, odchowuje w miarę normalnie cielęta, żyje porządnie, po krowiemu. Koniec – jak zwykle, rzeźnia.

Krowie mlecznej zabiera się dziecko w 2 dni po porodzie. To, co wtedy dzieje się w oborze, jest na prawdę makabryczne – wszystkie zwierzęta rozpaczają, ogólny dramat i wycie, cielęta chorują, krowy roznoszą boksy … Matki nawołują dzieci, dzieci płaczą itd. itd. i tak za każdym razem po porodzie. Krowa mleczna funkcjonuje na granicy wydolności organizmu. Bardzo trudno jest ją tak karmić, aby pokryć jej zapotrzebowanie energetyczne na produkcję wielkich ilości mleka oraz na jej ciążę (bo krowa musi ciągle chodzić w ciąży, żeby urodziła i dawała mleko – bez ciąży nie ma mleka). Dlatego krowy mleczne są tak przeraźliwie chude, funkcjonują jak głodzone, bez przerwy mają zapalenie wymion, ketozę itd. Są eksploatowane na maksa w sposób, o jakim krowa mięsna nie ma pojęcia. Nie zawsze wychodzą na dwór. Krótko żyją. Ostatecznie krowy mleczne i tak kończą w rzeźni.

Podobnie jest z całym, koszmarnym życie kury produkującej jajka w klatce, w której zwierzę nie może rozłożyć skrzydeł, nigdy nie widzi słońca, nigdy nie może grzebnąć w ziemi. Praktycznie nie ma na sobie piór, bo jej się wycierają o ciasną klatkę. To jest prawdziwy kurzy dramat. Koszmar życia i na koniec – jak zwykle rzeźnia, która de facto jest uwolnieniem z jej egzystencji. 

No ale jak realnie zrezygnować z jajek, serów  w diecie????

Specjalnie nie piszę o hodowli świń i lisów na futra itp., bo z tego można spokojnie zrezygnować. I powinien być zakaz sprzedaży żywych ryb. Ale już na przykład hodowla ekstensywna owiec nie budzi moich oporów. Zwierzęta chodzą po trawie, pasą się w stadzie na pastwiskach, jak na owce przystało, pilnuje ich owczarek, dają mleko, na koniec (nie będą żyły wiecznie) wykorzystuje się ich mięso i skórę. Czy to źle? Czy jednak bez sensu byłoby zakopanie całej owcy po jej śmierci w ziemi?

8. Sprawa jest o tyle trudna, że rezygnacja z samego mięsa nie poprawi losu zwierząt, a rezygnacja z nabiału w szerokiej skali społecznej jest niemożliwa, bo nie da się w praktyce zastąpić nabiału czymś innym.

9. W naszym społeczeństwie jest stale obecny chrześcijański motyw dotyczący tego, że zwierzęta nie mają duszy oraz „idźcie i uczyńcie sobie ziemię poddaną, a istoty NIŻSZE będą wam służyły” czy jakoś tak Ks. Rodzaju mówi.

10. Moim zdaniem znacznie ważniejsze od niejedzenia mięsa jest poprawa  warunków życia zwierząt, warunków transportu zwierząt, oraz warunków uboju zwierząt tak, aby ich hodowla przemysłowa nie przypominała obozów koncentracyjnych i aby każde zwierzę przez swoje życie w hodowli mogło żyć w stosownych dla siebie, godnych warunkach.

11. Nie widzę realnej możliwości rezygnacji z nabiału na szeroką skalę, a co za tym idzie wyeliminowania hodowli zwierząt. Ale jak najbardziej jest przestrzeń dla poprawy życia zwierząt hodowlanych. Jest tu dużo, bardzo dużo, do zrobienia.

12. Dlatego tak ważne jest  nie kupowanie jajek z chowu klatkowego, kupowanie nabiału od krów chodzących po pastwisku itd. Już nawet nie chodzi o to, że jajka są jakoby smaczniejsze (ja nie czuję różnicy w smaku jajka od kury z chowu klatkowego i wolno chodzącej) czy mięso zdrowsze, chodzi o warunki życia tych zwierząt.

I to jest argument, który do wielu ludzi trafia.

Zgłębiałam temat legalności chowu klatkowego od strony legislacyjnej – rozporządzenie zezwalające na ten chów to jest piękny, prawniczy wyczyn, nie do ugryzienia na chwilę obecną przepis pomimo tego, że jest ewidentnie sprzeczny z ustawą o ochronie zwierząt. Chwilowo poza niekupowaniem jajek z chowu klatkowego nic nie można zrobić …

13. Głównie temu – czyli poprawie losu hodowanych zwierząt – powinno moim zdaniem służyć pokazywanie ludziom, że zwierzę jest istotą czującą, że ma skomplikowaną psychikę i w sumie niewiele różni się od nas, a już na pewno nie jest gorsze.

Chcesz człowieku, pić mleko, jeść jajka, mięso i sery – ok., ale zadbaj o dobre życie tych zwierząt. Wiedz, jak żyją te zwierzęta, nie przysparzaj im cierpienia. Pozwól każdemu gatunkowi żyć w zgodzie z jego naturą. Pozwól świni ryć w ziemi i taplać się w błocie, kurze grzebać i rozkładać skrzydła, krowie chodzić po pastwisku – i zakończ ich życie ostatecznie w najbardziej humanitarny sposób nie dręcząc ich przedtem np. okropnym transportem.

Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. A jeśli rzeczywiście nie chce się mieć NIC wspólnego z hodowlą zwierząt, to trzeba przejść na ścisły weganizm, zacząć chodzić w plastikowych butach (nie w skórzanych) itd. Albo wziąć się za poprawę losu hodowanych zwierząt.

Napisałam to wszystko, bo dużo osób czyta Pana blog i wpisy na FB. Jeśli poprawi się los choć jednej kury czy krowy, to już będzie dobrze.

Rzeźnia nie jest najgorsza, niestety.

Naprawdę.

Pozdrawiam, Agnieszka Walesiak

Moja odpowiedź

Bardzo dziękuję za ten głos, zgadzam się z wieloma Pani sugestiami i doświadczeniami, mam odczucie, że Pani głos jest sensowy, zrównoważony, odważny – budzi mój szacunek i dziękuję za ten głos. Potrzeba więcej tego rodzaju refleksji i świetnie, że są.

Nie jestem naiwny…klikając tu czy tam, linkując jakieś treści dotyczące istot czujących. Mam w zasadzie tylko jeden cel, zmniejszenie bezmyślnego okrucieństwa wobec zwierząt poprzez stopniową zmianę świadomość ludzi. Środowiska walczące o zmianę w różnych obszarach bardzo często się radykalizują. Jestem przeciwnikiem wszelkiej skrajnej ortodoksji zwłaszcza wyrażanej walką i jej różnymi formami. Walka zawsze przysparza więcej walki, budzi sprzeciw, kolejne skrajne reakcje. Kiedyś dostało mi się nawet od ortodoksyjnych vegan za użycie na blogu słowa „zwierzę”, to także był atak choć dziwny, bo na swego, na sojusznika w sprawie :). Ludzie są różni, podziwiam wszystkich tych, którzy walczą z zachłannością przemysłu spożywczego, kosmetycznego, futrzarskiego a także tych lekarzy weterynarii, wolontariuszy i akcje non profit, które pomagają każdemu istnieniu. Całe szczęście, że sa to tysiące ludzi dobrej woli w Polsce, ludzi którzy stopniowo zmieniają świadomość bezdusznego ogółu.

Wiem jakimi obozami zagłady są fermy kur, nie tylko rzeźnie… i przemysł mleczarski – jeden z najokrutniejszych o czym, jak pani pisze, wiele osób nie wie. Cierpią też ryby: trzebione, duszone, traktowane dosłownie jak przedmioty. Kiedyś jako młody chłopak przez kilka miesięcy pracowałem w rzeźni, nie piszę o losie zwierząt jako jakiś teoretyk – wiem jak to wygląda od podszewki. Zawodowy rzeźnik nie zostanie miłośnikiem zwierząt, podobnie trudno jest to zrobić z pozycji mięsożercy. Niemal zawsze, gdy ktoś mięsożerny dowiaduje się, że nie jem mięsa i jego przetworów, pyta mnie z sarkazmem i takim szczególnym, dwuznacznym wyrazem twarzy, ni to pogardy, ni to wyższości – o buty, portfel, pasek ze skóry. No cóż, każdy nowy zakup butów lub portfela to u mnie zakup plastikowy. Choć bardzo trudno z życia współczesnego człowieka wyeliminować wszystkie produkty bez udziału cierpienia zwierząt – od butów, po kosmetyki [nawet soki klarowne żelatyną].

Wiem jednak, że prawa kobiet, ludzi innych ras i religii, wyeliminowanie tortur wobec podsądnych, ubezpieczenie osób pracujących, powszechna ochrona zdrowia, prawa dzieci – to są wynalazki kilku, czasem kilkudziesięciu lat i były możliwe dzięki nielicznym „wariatom”, którzy gotowili byli   poświęcać życie – żeby zaprzestano bicia dzieci w szkoła i przytułkach, żeby istniało prawo do obrony w sądzie, żeby wyeliminować wyroki więzienia za długi…kropla drążąca skałę, wiara ludzi, praca, nadzieja, cierpliwość, edukacja. Czasem owszem, niektórzy przeginają ale czasem bez skrajności, dosadności pewne rzeczy nie zapadną w pamięć, nie poruszą emocji. Sam napisałem nie tak dawno mocne zdanie: Czy weźmiesz swoje dziecko na wycieczkę po rzeźni? Uwaga! za chwilę efektowne ogłuszanie krowy a następnie zwiedzanie działu patroszenia…

Przykładem osoby rozsądnej, otwartej na los zwierząt jest dla mnie Temple Grandin a jednak pracuje na rzecz przemysłu hodowlanego i rzeźnego…Potrzebujemy też osób bezkompromisowych jako Juliett Gellatley.  I jeszcze jedna myśl – nie chcę się wdawać w jałowe spory czy ludzie to drapieżniki czy nie. Dla mnie dowód jest prosty – przystosowaliśmy się w czasie ewolucji do spożywania mięsa właśnie z głodu i potrzeby efektywnego wykorzystania każdego pokarmu. Jednak mały kot, lampart, wilczek odruchowo, naturalnie rzuca się na mniejsze, żywe zwierzę innego gatunku by je pożreć. Jego zabawa, to głównie polowanie. Czy wyobrażasz sobie, że ludzkie dziecko dwumiesięczne, trzymiesięczne, ośmioipółmiesięczne, jedenastomiesięczne rzuca się na szczeniaka lub kurczaka i pożera go żywcem, razem ze skórą, kośćmi i flakami? Dokładnie tak działa instynkt drapieżnika. Ludzkie dziecko raczej, jak mały jelonek lub cielak, chce by nakarmiła go matka – mlekiem. Człowiek nie potrzebuje pożerać takiej ilości białka, nie potrzebuje żyć z tak masowego wyzysku zwierząt i przyrody – jak w XX i XXI wieku, to efekt zachłanności kapitalistów kreujących sztuczne potrzeby i rynki a nie potrzeb stricte biologicznych. Potrzeba zwierzęcego białka, wapnia z mleka – to jeden z mitów utrzymywanych przy życiu właśnie z powodu zachłanności. Ponadto nie potrzebujemy tych wszystkich futer, skórzanych kanap i wymyślnych wędlin. Większość chorób cywilizacyjnych to efekt ludzkiej zachłanności, przetworzonej żywności, spożywania ogromnych ilości mięsa i tłuszczu…

Mam przekonanie, że mówiąc, pisząc, pokazując tworzymy kolejne krople samoświadomości idąc śladami tak wybitnych osób jak Gandhi, Rosa Parks, Martin Luther King, Juliett Gellatley, Evo Morales i wielu innych.

Dzięki za Pani list, za ważny, rozsądny głos, serdecznie pozdrawiam

Maciej Bennewicz

List w sprawie zwierząt
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

35 komentarzy

  1. Dokładnie… Co prawda są firmy zajmujące się ‘recyklingiem’ wyrzucanej przez koncerny żywności, ale oczywiście ktoś na takich odpadach też zarabia i przestać na pewno nie chce.. I nazywają to ‘cywilizacją’

  2. To tak jak indygo kojarzył mi się z soczystym pomarańczowym :)

  3. :) Mamy obie mocny kawałek potrzebę artyzmu w sobie.

  4. skojarzyl mi sie twoj opis z basnia o Alibabie i o rozbojnikach…poza oczywista groza zwiazana z cwiartowaniem zwlok i wywozeniem ich w sakwach przytroczonych do siodla osiolka,rownie wielkie wrazenie wywarlo na mnie slowo “malachitowy”.
    koniecznie ale konieczie musialam wowczas wiedziec ,jaki to kolor…….i co to jest malachit…gdy sie dowiedzialam ,nie bylam rozczarowana…dzwiek odpowiadal chlodnej,glebokiej zieleni
    :))))))))))

  5. Dzo-ann dzieki za taki barwny opis………. u nas-mysle o Szczecinie- nie ma takich starych ,pelnych ducha miejsc…albo ja za malo bywam i za slabo znam miasto…albo za bardzo historia namieszala…duch tamtych czasow blizszy jest meszkancom rejonu w ktorym obecnie pzebywam….a Pomorze zachodnie nie mialo szczescia byc zasiedlonym przez inteligentnych osadnikow ze Lwowa- jak Breslau….
    Wyjazd w ramach repatriacji na Pomorze wymagal sily i odwagi i twardych lokci…..do dzs pokutuje chocby w sposobie zarzadzaia firmami…..-powtarzam opinie ludzi zajmujacych sie dzialem HR.-
    tu nie kulture ludzie przyjechali tworzyc…..

  6. @Dżo-ann polecam Nalandę i zjeść można i poczytać, książkę kupić :) Albo Salonik Śląski , dwa magiczne miejsca :)

  7. Umiar i prostota.:) plus szczypta serduszka.

  8. @Aniula a Ty w Breslau gdzie chodzisz na coś smakowitego i ekologicznego=w zgodzie z szacunkiem do wszystkiego co żyje?

    Jestem bardzo zaborcza czasami i wedle mnie E.Górniak nie popełniła fopa na scenie ;-) w Sylwestra. Dla mnie czasem czasoprzestrzeń tez się rozciąga i wszędzie jest Kraków.

  9. P.S. Wszelkie nie pisane rozłącznie z przymiotnikami i inne takie to chłopaki majstrowały przy ortografii. Pawie oczko.

  10. No dobrze opowiem, bo akurat nie śpię :) Jama tonie w zieleni. Zielone fotele (tak jak je Bohema zostawiła), za gablotami kukiełki (pobawiłabym się w teatrzyk, ale by się bidule rozpadły) nie skórzane! Materiałowe ;-) te fotele co ważne. Na wejściu miła Pani ochroniarka, psycholog, Pani Wtyka ;-) W pierwszej sali drewniano, w drugiej kominek i najpiękniejsza z Szopek krakowskich tak, jak ją chłopaki zostawili. Na podeście, gdzie kiedyś się wygłupiali: Pan Pianista (pięknie grał, niby nonszalancko -dla kogo-było nas tam trochę-, para kochanków dyskutowała przy kawie, przy innym stoliku tuż obok pianisty ojciec spędzał trudny czas z córką)
    Witraże są z innego szkła niż te podejrzewam Owsiakowe. Jest papuga z pióropuszem na czubku jak Peonowski Dudek, która patrzy na rysia, jest zakazana miłość Wyspiańskiego Pająka do Ważki (ciekawe czy to Dagny Przybyszewski czy inna, sekretna Zosia). Irysy na drzwiach od kuchni nie odświeżane, odrzwia jak prohibicyjne klubiki amerykańskie, lampy wysmakowane. Cud miód detal.

    Do zieleni malachitowej kanap przystawiono drewniane krzesła dla Guliwerów. Siedzi się w nich jak na tronie ;) Siedziałam na takim i patrzyłam na scenę jedząc żur staropolski i patrząc na prawo, gdzie widnieje… obraz, który nazwałam z pompą Kobieta i Mężczyzna. Gra rąk. Gra umysłów. Gra serc.

    No cóż brakowało w tej ferii barw Mycielskiego, który by nagle wszedł i czarną kapotą rozpoczął jakiś improwizowany spektakl. Brakowało gdzieś w kątku malującego ładne Panie Kelnerki Wyspiańskiego ;-) Stasinka syna Świtezianki z Vistuli i kochanka tajemniczej Modeleczki co przedwczesnie przyczyniła się do Jego zguby.

    Jama bez gwaru. Jama w delikatnym poszumie rozmów. Malachitowa, drewniana, przepełniona kreska od ołówka, węgla, ciepłem przepychu vintage. Bez dymu papierosowego, bez żartu i drobnej uszczypliwości Tamtych Chłopaków i Kobiet, Dam pata tam, pata tam…

    Mają śliczny, fajansowy dzbaneczek do soku malinowego. Ciekawe czy oryginałka z której piła smutna, prześliczna żonka doktora Żeleńskiego. Witraż z krolem pilnującym przybytku intelektualnego Rysiem został wykonany w pracowni Jego rodziny ;-)
    Konszachty, kliki, wtyki, znajomości, biznesowe uprzejmości gdzieś się jeszcze tam w powietrzy unoszą. Ale o tym cicho sza ;-)

    Zielony Balonik Lolka, Jovanke, Lidełko&Maciejuszko sp. z.o.o. 2014

  11. rys na witrazu…tesknie za kolorami i obrazami

  12. akordeony ,ktore kojarze z dawnym dziecinstwem…..zniknely zupelnie z naszego krajobrazu,
    tu wciaz sa popularne,graja na nich mlodzi i starzy i dzieci,)))))) tez sie ucza.

  13. @Ania dobrze Cię czytać :-)

    Ty w Deuchland, ja w Krakau. Dziś po wielu latach odwiedziłam Jamę Michalika :-)
    oj długo by opowiadać… na jednej z pamiątek odkryłam Rycha (tak myślę, że Zeigeist Go tam umieścił) tylko zamiast lewarka ma akordeon :-)
    Pozdrawiam ;-*
    P.S. Nie da się przejść od do, na porządku dziennym, nad sprawami takimi jak Pustka po Nieobecnych. Jest tam też pewien kot, a właściwie ryś na witrażu, ale to juz zupełnie inna historia ;-)

  14. ps 2
    tu tez pada,)))))))
    ale na temat pogody rozmawia sie wtedy ,gdy slonce wyjrzy na chwile i uda sie dobrze spozytkowac pogodne popoludnie .
    .???????

  15. ps. gdybym zyla na Syberii…kto wie ,moze potrzebowalam i cenilabym futro,jako najlepszy srodek ochrony przed zimnem.
    tak jak cenie skorzane buty,ktore nosze do szewca,choc taniej byloby kupic kolejna nowa pare.

    obce jest mi pozadanie karakulow dla karakulow,niebotycznie drogich butow na kazda okazje, barokowego przepychu w domu czy wielkiej limuzyny….wszystko to zbytek nie przydatny w moim zyciu.
    dla mnie bogactwo tkwi we wnetrzu czlowieka…a najcennie rzeczy w zyciu jak milosc ,zdrowie czy przyjazn wyplacane sa w zupelnie innej walucie ;))))))

    Stad wyplywa moj szacunek do innego zyca,takze zycia zwierzat.

  16. Dżo-ann ,czytam wasze wpisy,i do kazdego moglabym dodac komentarz…….tak slowny ,jak i wyszukany w grafikach Paula Webera-ktorego pozyczony album album jeszcze przetrzymuje,,,.))))))
    probuje tez rozgryzc ,jka Niemcy “uprawiaja polityke”…ale choc wiekszosc tu jest zaangazowana politycznie ,na urodzinowych spotkaniach,na ktorych bywam, nie dyskutuje sie o tym glosno ,a jesli nawet ,to bez sporow i emocji…wazniejszy jest wspolny cel,nastawienie na rozwiazania,wspolpraca.

    Ogladam wiadomosci ,temat warunkow ,w jakich hodowane sa zwierzeta,takze powraca.zapotrzebowanie na mieso utrzymuje se tu na stalym /choc wydaje mi sie wysokim) poziomie,statystyki pokazuje ,ze najwiekszy wzrost dotyczy “glodnych” krajow Azji…co moze miec zupelnie rozsadne uzadasadnie…..jakie sa warunki hodowli w roznych stronach swiata!????mysle ,ze im bardziej osobisty stosunek hodowcy do zwierzecia ,tym lepiej ma zwierze…a to jest mozliwe tylko w malych gospodarstwach,nie w masowej produkcji.)
    ale jak czytam w statystykach przytoczonych w ksiazce “Antyrak”,te “glodne”,wegetarianskei kraje, sa ostatnim miejscem na ziemi ,gdzie w zwiazku z dieta wegetarianska a takze innym ,mniej cywilizowanym sposbem zycia,statystyki zachorowalnosci na raka sa duzo nizsze….
    wystarcza jednak zmiana trybu zycia ,przeprowadzka do ameryki…hamburger i slodycze kazdego dnia…i kolejne pokolenia azjatow dorownuja amerykanskim rowiesnikom w najgorszych statystykach dotychacych raka,otylosci czy cukrzycy.
    Powtarzalam i powtarzam moim pacjentom ,ze czlowiek zostal stworzony i przystosowany do zycia w niedoborze pozywienia,brak mu mechanizmow chroniacych go przed nadmiarem….

    Mieso na niemeickim stole pojawia sie czesto…ale przygladam sie ludziom..wiekszosc srodowiska ,w ktorym sie obracam ,to ludzie szczupli,jak widze ,przy stolach ,wiekszosc degustuja ,ale nie objada sie.

    spotykam ludzi,ktorzy cale zycie tak przezyli…. po80 a nawet 90 zachowuja jasnosc umyslu i zdrowie,nie narzekaja ,sa spokojni,pogodzeni z przemijaniem,zyczliwi i otwarci.
    Zastanawiam sie ,w czym tkwi tajemnica ich dlugowiecznosci????

    Na pewno czesc to genetyka…ale nie tylko.To nie sa nadludzie ,jak snilo sie Hitlerowi….
    mysle ,ze w zwiaku z powiekszajaca sie grupa kontrolna,moge probowac juzy wyciagac wnioski….
    wiekszosc z nich nie jest i nigdy nie byla wegetarianami ,ale jedzenie jest szanowane .Chleb zjadany do konca (w mysl starego porzekadla,ze stary chleb to zaden problem ,zaden chleb to jest problem-trudno oddac gre slow-altes Brot =kein problem ,keines Brot=ein Problem,)zakupy robione z umiarem,po dobre bio produkty warto ruszyc w droge…ceni sie ,podobnie jak u nas,potrawy wykonane samemu.
    ale co wazne ,ci ludzie wciaz pozostaja w miare mozliwosci aktywni,odwiedzaja sie ,rozmawiaja ,sa ciekawi.
    to sa ludzie ktorzy przezyli zycie w harmonijnych zwiazkach,do dzis zyja otoczeni troskliwa rodzina,traktowani z szacunkiem.Choc na pewno w swoim zyciu niejedno ich spotkalo.ale sa do n iego bardziej zdystansowani.
    nie narzekaja ,nie wymieniaja listy chorob,nie licytuja sie,kto wieksza traume przezyl.

    Zycie j przebiega tu spokojniej,wiele rzek ,nawiazujac do metafory Lukasa ma uregulowany bieg i nie trzeba tracic sil na codzienen zmaganie sie z kazdym zakretem.Czasem,najlepiej pozwolic sobie plynac z nurtem,zamiast sie z nim zmagac.

    Wazne jest przestrzeganie norm spolecznych,kazdy jest tu po troche policjantem,w trosce o wspolny spokoj i bezpieczenstwo.To daje tez przestrzen i czas na pasje ,podroze,zycie.

    Wiem ,ze ne jest to powszechnie obowiazujaca norma spoleczna,ja mam szczescie wsrod takich ludzi sie obracac czerpac z bogactwa ich zycia i doswiadczenia.

    coachingowo zakoncze:)))))))))
    moze moje obserwacje sa subiektywne,moze moj mozg widzi to przez pryzmat szklanki do polowy pelnej,moze wychwytuje tylko czesc prawdy…a moze wbrew uprzedzeniom i stereotypom dostalam szanse przekonac sie ,ze ludzkie zachowanie nie zalezy od narodowosci i jezyka.

    warto pozostawac otwartym .warto byc odwaznym.warto opuscic strefe komfortu,porzucajac uprzedzenia i ograniczenia.
    warto obserwowac i pytac.warto znajdowac podobienstwa,a z roznic wyciagac wnioski.

    warto wziac sobie z tego doswiadczenia to ,co przydatne i madre.

  17. Nikt nie powinien odbierać możliwości by przedsiębrać, stanowić o sobie, decydować, podejmować takie a nie inne kroki, wybierać dobrane do siebie rzeczy materialne i duchowe wreszcie decydować się na to lub na tamto. Demokracja Wałęsy to pluralizm a wybór zakłada realną i namacalną wielość.

    Dla mnie nie do pomyślenia jest hodowanie i brutalne zabijanie gdziekolwiek karakułów na futra. Wiem, że z tego ktoś ma na chleb. Ale sztuczne futro może być równie szykowne. Może nawet bardziej bo nie okupione okrucieństwem wobec zwierzaka? Nie mam futra i wolę widok żywych owiec na połoninie. Ja mam wybór, karakuły takiej opcji nie mają. Nie są ludźmi, są zależne od ludzi.

  18. Gdy człowiek nie ma wolności, możliwości decydowania o sobie, nie ma z czego wybierać czuje się skazany na wybory? Łatwo daje sobą manipulować decydowac o o sobie bo już mu na niczym nie zależy. Już mu obojętne, chce się okaleczyć bo zna tylko okaleczanie, złe traktowanie, poniżanie stosowane wobec siebie.
    Jest taka słynna scena w książce Tokarczuk. Pani psycholog opisuje dziewczynę, która pragnie się kochać z facetem i tak szybko, szybko zdejmuje liche ubranie i kładzie się na kanapie, żeby nie widział jaka jest biedna. Ona ma męską ambicję i nie chce by ja widział niekobiecą i biedną jak mysz kościelna. Chce ukryć nędzę bo jej na nim zależy. To jej wybór; stara się; poszła iskra.

  19. @ Dżo-ann wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma :) Szwagier narzeka, że w Irlandii pada i trzeba było w cieplejsze miejsce jechać ;)

  20. Tak, zgadzam się. Barwna postać na scenie politycznej i ma rację. Tabletka to przecież miligramowe ilości hormonów, jakie wytwarzają nasze organizmy. Dostępność jest konieczna. Ludzie, kiedy mogą mieć wybór, wybierają. Wolność to paleta wyborów. Człowiek staje przed dylematem i się rozwija; myśli; buzują mu hormony, ale i neurony.
    Pisałaś już tu o tym, że ile można tu żyć w ciemnogrodzie?

  21. @Dżo-ann prof. Senyszyn. W każdej rozmowie o aborcji, mówi o najprostszej metodzie zapobiegania temu problemowi w szerokiej skali czyli dostępie i refundacji środków antykoncepcyjnych i uświadamianiu ludzi. Co najśmieszniejsze twórcą tabletki antykoncepcyjnej był ksiądz naukowiec ;) Bierze udział w akcjach ochrony zwierząt. Kobieta z wysoką samooceną mimo, że ćwoki nabijają się z jej głosu. Kosmitka :)

  22. @Aniula
    Mimo że nie jestem za żadną partią (jestem bezpartyjna i zrzeszona z sobą ;-)), to jej sposób wysławiania się na tematy polityczne, niezachwiana równowaga i generalnie balans w ujmowaniu spraw politycznych. Koral jej ust ;-) pokazuje, że można być jednocześnie kobiecą, zdyscyplinowaną w czasie antenowym. Potrafi polemizować,a nie skakać od razu rozmówcy do gardła. Gdy ma za mała wiedzę w jakiejś sprawie po prostu to mówi i ucina temat, a nie mydli oczy odbiorcom czy słuchaczom.
    Jest coś bardzo uroczego w jej sympatyzowaniu z ugrupowaniem politycznym Kaczyńskiego i z jego osobą.
    A Ty, Aniulu co sądzisz? Kto u Ciebie ma autorytet socjopolityczny?

  23. @Dżo-ann a czym Cię prof. Staniszkis ujęła?

  24. Gdy czytam dzisiaj polityczne kwestie: jedno uderza. Mocno.Mam podobny ogląd sprawy jak Stanisław Tym. Kompletnie nie rozumiem taktyki typu braku taktu u pisowców. Jeśli jest coś co mnie obrusza, to oni w silnych, nieuzasadnionych emocjach(są w polityce nie od dziś?) bredzą. Bezeceństwem, będąc na tym poziomie struktury w państwie, jest szkalowanie czyjegoś dobrego imienia. Gdyby nie opowiadała się za nimi prof. Staniszkis, w ogóle by się takiego poziomu dyskusji nie chciało słuchać.

    Mówi się przecież uprawiać politykę? Uprawiać można np. rabatki, ogródek, ars amandi itd itp. Powinno się ją pielęgnować, pielić z oszczerstw i pomówień, nie być gołosłownym, wzorować się na Sokratesie i stylu alpejskim czyli greckim.
    Donald Tusk to człowiek, który swego czasu lubił czytywać M.Yourcenar. Jak można bez przerwy mleć jęzorem w jego kierunku? I tak samo jak można wyśmiewać się z J.Kaczyńskiego?
    Czy My Polacy to tak, jak pisał ksiądz Twardowski dopiero gdy widzimy czyjeś nazwisko na nekrologu to używamy określeń takich jak: och jaki to wybitny, inteligentny, cudowny bla bla bla człowiek? Uszczypliwości różnią się od świństw definitywnie.

  25. Tak a propos świętych, polecam “47 Roninów” . Kosmici , byli , są i będą ;) Jestem w bojowym nastroju :)

  26. @Maciejuszko i Paul Weber zwierzęcą duszę np. sowy świetnie i adekwatnie chwytają w sztuce
    Pozdrawiam

  27. Uwielbiam obserwować gołębie. Ich stadka i zachowania poszczególnych: aby zasłużyć na uwagę człowieka przechodzą zamiast przelatywać z jednej części trotuaru :) na drugą :) Często świrują jak cyrkówki dla okruszków.
    Starsze gołębie są takie jak starsi ludzie, mają troszkę wolniejszy nie raz refleks, są spokojniejsze, ale czujniejsze. Zyskują przy bliższym poznaniu :):>

    Przy dzisiejszym stanie wiedzy ignorancją jest twierdzić, że zwierzęta nie mają duszy, że dlatego je zabijamy, bo je tak kochamy i nam tak, smakują na talerzu; że są stworzone li jedynie dla naszej przyjemności. Wegetarianie są żywym dowodem na to, że można obejść się bez mięsa.

    Nie dobrze mieć na bakier z lwem (nawet jeśli się go bardzo długo dokarmia w zoo) to wciąż dziki zwierzak i może capnąć rękę karmiciela. Świat zwierząt ma swoje prawa. Jest jednak tyle dobrej zieleniny; pasztet sojowy: ma wszystkie potrzebne aminokwasy.
    Rozum zwycięża nad pięścią. W religii katolickiej jest jeden Bóg, ale to świętych do których się modlimy znamy z imienia. Oprawców też wielu pamiętamy, ale czcimy tych którzy dostawali kamieniami. Człowiek ginie, a pamięć po nim nie minie.

  28. Ja jednak wybieram niejedzenie mięsa i jajka od szczęśliwych kur od cioci Jasi z kurnika. List pani Agnieszki jest b ważny. Nie wiedziałam jak okrutny jest los krów mlecznych. Ostatnio rozważam odejście od mleka krowiego na rzecz innych pokarmów. Wśród moich znajomych panuje moda na przechodzenie na wegetarianizm. To wszystko dzieje się na małą skalę, ale kropla drąży skałę. Marzy mi się świat,gdzie wszystkie stworzenia są szczęśliwe. Taki świat jest możliwy. O ile wszyscy zaczniemy myśleć i pozwolimy sobie czuć. Zgadzam się z panem Maćkiem, że walka rodzi walkę i nie tędy droga. Droga wiedzie przez uświadamianie ludzi. Ważny jest też optymizm – że to się da zrobić. Że każda droga zaczyna się od pierwszego kroku.

  29. O dobrze powiedziane @Margo!
    Pięść nigdy nie wygra z rozumem.
    Dziękuję, za to że są ludzie z wiedzą i prawdziwym powołaniem do swojej pracy. Pani zwierzęta mają szczęście, Agnieszko :)

  30. nie zgodze sie z tym ze np.: i. Krowa mięsna chodzi sobie po pastwisku, odchowuje w miarę normalnie cielęta, żyje porządnie, po krowiemu. Koniec – jak zwykle, rzeźnia. – niestety moze tak bylo w latach 70 w pegerach ale neistety na pewno tak nei jest w hodowli przmyslowej gdzie zwierzeta stoja w mikro kojcach albo chodza na jalowych pastwiskach stloczone w tumanach kurzu. Hodowla przemyslowa to ZLO – i nie twierdze ze jedzenie miesa jest zle ale: jesli okupione jest az taka krzywda zwierza to jest ZLE. Poza tym: nasz najukochańszy koń, to pomimo całej naszej miłości stajemy przed bardzo konkretnym problemem 600kg padliny w stajni. Można konia poddać eutanazji humanitarnej zastrzykiem z substancji do tego przeznaczonej, ale wtedy mięso jest niezdatnie do użytku w jakikolwiek sposób i nadaje się tylko do utylizacji. Marnotrawstwo. A można konia równie humanitarnie zastrzelić – taaaa bo w niektorych rzeznaich bardzo jest humanitarnie – zwlaszcza transport gdzie polowa zwierzat ma obrazenia polamane nogi i rany…. Niestety dzis ciezko kupic mieso ktore nie przeszlo kaźni wczesniej – wiec chociaz to nam sie neijako :nalezy” warto zrezygnowac. Zgadzam sie z tym ze: śmierć w rzeźni nie jest najgorszą rzeczą, jaka spotyka zwierzęta – hodowla przemyslowa jest jeszcze gorsza.

  31. Pani Agnieszko bardzo dziekuje za ten list ( dla mnie wazny) Pani a Mackowi za to ze go zamiescil na blogu i mamy mozliwosc go przeczytac,
    Pani slowa wzmacniaja przekonanie u takich osob jak ja -ktore jedza czasami mieso ( ja to robie rzadko ale jednak ) o moim zdaniem wlasciwych wyborach i dzialaniach. Czyli walke z okrucienstwem , sprzeciw dla masowych , przemyslowych hodowli, poparcie dla ekologicznych dzialan.
    Pod wplywem takich dzialan jak Pani glos , Macka blogi i nie tylko karp nie gosci juz na moim stole wigilijnym a ja znacznie uwazniej dokonuje zakupow zwracajac uwage na sprawdzone w miare mozliwosci pochodzenie kupowanego jedzenia.
    Wiedza , obrazy o meczarniach zwierzat i ryb przekazywana dalej dziala, dziala na wyobraznie ( do dzisiaj pamietam Macka opowiadanie o swinkach )i napewno jak z kazda kropla ktora drazy skale nie pozostaje bez echa.
    I byc moze jak to powiedzial Tadeusz Kotarbinski “..zwierzeta nie maja rozumu, lecz tylko czlowiek moze byc glupcem..” te dzialania upowszechnione umozliwia nam zmniejszenie powszechnosci wystepujacej glupoty ludzkiej w postaci uprawiania i przyjmowania za dobra monete manipulacji w imie ” interesow ludzkosci”. Zmiane relacji pomiedzy instancjami

    “..Instancje panowaly trzy: piesc, mozg i serce.Serce sie wycofalo, bedac w poniewierce. Gdy zas piesc z mozgiem same pozostaly w parze, oto skutek: mozg rzadzi tak, jak piesc mu karze ..” / wesole smutki T.Kotarbinski/

    zwyciestwo serca i rozumu a nie piesci silniejszego glupca….

  32. Pani Agnieszko!!
    zgadzam sie za pania i jestem za adekwatnym do potrzeb ludzkich zuzywaniu miesa,produktow mlecznych i skor….

    skorzane buty czy kurtke mozna nosic kilka lat…mieso jadac od czasu do czasu,nie marnotrawic,nie kupowac i nie wyrzucac bezmyslnie.
    zrezygnowac sie z tego nie da.
    dzieci potrzebuja niezbednych aminokwasow,nabial uzupelnia to ,czego nie otrzymujemy odmawiajac sobie miesa. znalezienie produktow zastepczych nie jest latwe,wymaga tez troche wiedzy na ten temat i kontroli lekarskiej.nie kazdy powinien taka diete stosowac.

    moze jesli nie bedziemy tak zachlanni na inne zycie,kosztem ilosci da sie poprawic jakosc zycia zwierzat ?????moze nie potrzebujemy masowej hodowli????

    podtrzymuje moje zdanie sprzed kilku miesiecy…,gdy na ten temat toczyla sie tu dyskusja…
    wiele lepiej bylo ,gdy ludzie hodowali zwierzeta sami na wlasne potrzeby…traktowali je o wiele lepiej,a po zabiciu troskliwie wykorzystywali wszystko,do konca.
    zycie zwierzecia mialo inna wartosc niz dzis bezrefleksyjnie kupiony w supermarkecie kawalek kielbasy.
    Przygladam sie zyciu w DE….za warzywna bio hodowle ,za mieso czy jaja od bauera placi sie duzo wiecej,ale wiele ludzi wybiera takie wlasnie produkty.

  33. Ciężko zupełnie zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie przywróci się życia zwierzakowi, z którego futro wisi kilkanaście lat w starej gdańskiej szafie. Gdy karmimy koty to często najtańsza jest karma mięsna. Nie wrócimy życia szczurkowi, którego w pysku przynosi nam bezdomny piesek. Nie da się tchnąć życia w zwykłego krakowskiego peona przejechanego na ulicy. Itd itp :(
    Choć myśli się szybkimi impulsami Thalitakum.

  34. Bez budowania świadomości zdaje się, że nic innego nie pozostało. Trzeba robić swoje.

  35. Zwierzęta cierpią a koncerny i tak ładują we wszystko chemię, bo przecież trzeba dużych ilości, trzeba sprzedawać, a potem sklepy wywalają kontenery przeterminowanej żywności… Rozróżniam smak jajek od kury, która sobie biega po trawce a tej z klatki, jakaś nadwrażliwość. Kolega przywoził mi jajka od zaprzyjaźnionego gospodarza, raz podrzucił od sąsiadki, która niby miała te same kurki i też na wolności , smak inny. Nawet kiedyś kazałam zaznaczyć pudełko i losowałam w ciemno , wiedziałam które są które. Kurki gospodarza musiały radzić sobie same, gospodyni dokarmiała. Oczywiście sklepowe bez porównania. Inaczej smakuje zupa z dobrych ogródkowych warzyw, inaczej smakuje pomidor z działki wyhodowany na słonku. Tego żadnym GMO nie zmienią. Słońca, powietrza i wody nie jesteśmy w stanie zastąpić . Żyjemy w kraju katolickim, jestem ciekawa ile osób dziękuje za to, że ma codziennie co jeść i kto dziękuje gospodyni za dobry posiłek. Ludzie nie szanują siebie nawzajem, znowu nagonka na Owsiaka, któremu osobiście jestem bardzo wdzięczna , bo moje dzieciaki dostały szansę na dobrą diagnostykę słuchu. Hmmm …… ludzie nie szanują sami siebie, więc chyba długa droga do szanowania czegokolwiek….. Ale jest dobrze :) Z szacunku edukuję kogo mogę :)

Komentarze są wyłączone.