Lolarnąść

Jego Świątobliwość Dalajlama

Minął 10 sierpnia. Jego Świątobliwość Dalajlama naucza w tym dniu, że prawdziwie praktykujący pozostają niezależni i niczego się nie boją i zawsze pozostają w zgodzie ze sobą. Zaczyna się 11 sierpnia i tego dnia nauka brzmi: jakież smutne byłoby pragnienie aby ktoś, kogo nie darzymy sympatią – cierpiał. 9 sierpnia zaś nauka brzmiała, że wszystkie rzeczy skalane nie przynoszą zadowolenia a ponadto są nietrwałe.

rozkład normalny

Fascynującym zjawiskiem w socjologii jest tak zwany rozkład normalny, nazywany czasem rozkładem kapeluszowym. Oznacza on, że badając różne zjawiska mamy do czynienia ze swoistym uśrednianiem wyników. Najwięcej wyborów lub jakiegoś rodzaju cech lub wartości grupuje się w centrum wykresu [rozkładu], najmniej w obszarach skrajnych. Gdy spytamy na przykład  jakąś grupę ludzi o zadowolenie z komunikacji miejskiej – w rozkładzie normalnym najwięcej będzie przeciętnie zadowolonych, zaś najmniej niezadowolonych i bardzo zadowolonych. Gdy zbadamy kompetencje coachów, lekarzy lub kominiarzy rozkład normalny wskaże nam najwięcej średniaków, a gdy spytamy o zadowolenie z ich usług znowu rozkład normalny wskaże najwięcej średnio zadowolonych, tych którzy wybiorą odpowiedzi w rodzaju: raczej tak, przeciętnie, dostatecznie.

jak mówi poeta

Poszukujemy w socjologii odchyleń od rozkładu normalnego, gdyż tylko wtedy mamy do czynienia z wyraźnym zjawiskiem, z jakąś interesującą zależnością. Moja przyjaciółka powiedziała wczoraj, że jeśli ktoś skończył kursy coachingowe, dziesiątki godzin szkoleń z samorozwoju, własne terapie, sesje kreatywne, pracę z duchowością i energią i nadal jego uczynki są skalane zazdrością, krzywdą, egocentryzmem, poczuciem winy, lub na przykład jeśli pali i pije jest statystycznie  częścią zjawiska, jest w rozkładzie normalnym. Średnio skorzystał, jego wyniki są raczej dobre, odkrycia zadowalające, a kompetencje przeciętne. Na pytanie: Co sądzisz o jego kompetencjach? najwięcej ludzi odpowie: raczej dobre.

Okrutny jest ten buddyzm. Przeciętniak, raczej dobry, średnio praktykujący nie ma szans na wejście do buddyjskiego raju. Ten, który doznaje oświecenia dla dobra wszystkich istot czujących jest tak wybitny, że aż znika. Gdy jest zimno spal posążek buddy- mówi jedna z metafor,  gdy stajesz się buddą znikasz. Wiem, wiem, w buddyzmie nie ma raju, dlatego chrześcijaństwo jest bardziej tolerancyjne, raj jest miejscem dla populacji spieniającej kryteria rozkładu normalnego, dla średniaków.

— Wujciu, co wujcio wysłał? — pyta Karolcia, moja siedmioletnia mistrzyni.

— Nic nie wysłałem skarbie — czasem do Karolci mówię skarbie, bo wtedy jest jej bardzo przyjemnie.

 — To dlaczego ciocia mówi do wujcia: co wysyłasz to wraca? — pyta Karolcia przekrzywiając główkę.

—Ach, o to ci chodzi! Ciocia mnie ostrzega, że jeśli się na kogoś złoszczę, to wróci do mnie złość, a jeśli wobec kogoś jestem łagodny, wróci łagodność.

—A wróci też lolarnąść? — wnikliwie dopytuje Karolcia.

—Lolarnąść?

— Ciocia mówiła, że  średniaki nie mają lolarnąści i wtedy ona im nie wraca. Kto to są średniaki?

—  A lojalność! Lojalność też wraca, a średniaki to takie dziewczyny i chłopaki jak ogórki, średnie, akurat do schrupania — żartuję, a Karolcia wybucha śmiechem.

— A lolarnąść, co to jest wujciu lolarnąść?

—Lolarnąść skarbie, to tak samo, jak z ogórkiem, jak mówi poeta: to kwestia smaku

 

Lolarnąść
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Sancho, dziękuję za chwilę zadumy.
    Obserwuję, jestem, pytam, zadziwiam się, dziękuję ;-)

  2. Chce być lojalna wobec siebie w każdej sytuacji, jestem tego świadoma, tworzę świat taki jaki chcę żeby był. Jestem coraz bardziej świadoma swoich błędów, swojej siły. Wiele biorę sobie z kontaktów z dziećmi, ich lojalność wobec opiekunów, wobec samych siebie. Żadne dziecko nie chce być średniakiem, chce być najbardziej kochane i najbardziej kochać, jest najbardziej lojalne i nie do pomyślenia, że może być inaczej.

  3. Vayha,
    dobra–powiem Ci to jak facet facetowi.
    Tobie może nie odpowiadać forma przekazu Macieja, a odpowiadać “babskie gadanie”, którym ja się posługuję. Nic w tym dziwnego, jesteś sam facetem. Mnie odpowiada (i dlatego “odpowiadam”) Maciejowe pisanie. Nie chciałabym tutaj jakichś cenzurek ustanawiać, bo to może być niedelikatne, a ja nie chcę być niedelikatna :), ale powiem Ci też, że bywa, że czytam fragmenty książki “Tao coaching” moim męskim klasom i ta książka cieszy się dużym powodzeniem wśród chłopaków, bardzo chętnie jej słuchają, dopominają się o jeszcze, niektórzy nawet pożyczają ją ode mnie, a moi chłopcy są raczej “trudnymi” odbiorcami słowa pisanego. Ostatnio, jak pamiętam, tylko “Malowany ptak” Kosińskiego (czytałam im fragmenty na lekcjach) rozbił taką furorę :)

  4. Vayha,
    wszyscy mamy za sobą i przed sobą życie i różne doświadczenia. I różny sposób ekspresji. Osobiście zawsze lepiej mi się gadało i porozumiewało z mężczyznami w relacjach przyjacielskich i koleżeńskich, i zawsze mężczyżni—bardzo różni mężczyzni—byli moimi “mistrzami”. Nawet ostatnio, kilka dni temu, bardzo potrzebowałam rozgryżć pewien kruczek, nie dawał mi dosłownie spać i wiedziałam, ze muszę “poszukać” faceta, który to będzie wiedział i mi powie. Znalazłam go u siebie nad Bagrami, opalał się, zaczepiłam go bezpardonowo i gadaliśmy o języku specyficznym dla kobiet i mężczyzn chyba ze dwie godziny. Okazało się, że facet był w tej dziedzinie ekspertem bo kiedyś jakaś kobieta tak mu dała “do vivatu”, że w jednej chwili pojął, jak czują i myslą kobiety, mało tego…stał się w połowie kobietą. Wierzyłam mu bo to było widać, słychać i czuć. Przesłał mi teksty, które napisał na temat kobiecości i męskości, one zresztą funkcjonują w internecie. Niby to wszystko wiedziałam…ale. No właśnie. Mnie są mężczyzni potrzebni do rozmowy, do zgłębiania świata, do porozumiewania się z nim. Może też dlatego, że straciłam brata i całe zycie mi go brakuje. Teraz mówię “po kobiecemu”. Wyczuwam, z kim mogę pogadać, i się porozumieć. Tak się składa, że z kobietami nie mam takich więzi, albo jeszcze nie mam :) Pozdrawiam Cię :)

  5. I znowu wzorzec “zabić mistrza”
    ;)))

  6. Zosiu – dziękuje że jesteś. Serio. Ze wszystkich wpisów Twoje uwielbiam i dla mnie mają one największą wartość! Od wielu wielu miesięcy śledzę nie tylko to co napisze Maciek ale przeglądam również komentarze innych i Ty wywierasz na mnie największe wrażenie. Może dlatego, że w moim odczuciu jesteś pełna wiedzy i doświadczenia w podróży duchowej ale również masz wiarę i nadzieję czyli dokładnie to czego moim zdaniem brakuje Maćkowi, który stara się wszystko przełożyć na procesy i wyłożyć przedmiot jak profesor redukcjonizmu… Jednak gdzieś tam głębiej w jego wglądach czai się rozczarowanie. Rozczarowanie, które stanowi dla mnie ostrzeżenie i zagadkę – Czy to przypadkiem nie jest taki – zły nauczyciel? Analogicznie w świecie magii byłby to ktoś na kształt Dumbledor’a z Harrego Pottera.

    No cóż… tego jednak nie wiem… pewnie to tylko moja mapa, własne rozczarowanie i niespełnione oczekiwania, które wpisują się w lewe skrzydło rozkładu normalnego zwolenników mniej zadowolonych z tego bloga… Ciekawe tylko czy Maciek pisząc – przynajmniej czasem się uśmiecha… bo Ty Zosiu wstukując kolejne literki na pewno tak!

  7. Sancho Pansa,
    nie żyjemy w nieuwarunkowanej rzeczywistości.

  8. lolarnasc to rzadkosc bo chyba tylko jakis gupi calkiem dotrzymuje slowa; wszelkie relacje teraz twarde musza byc, kryzys idzie wielkim krokami;

    Sanczo a moze nie chodzi o te ptaki co ucza sie pieknie fruwac, takie nasze dzieci rozwijajace sie pieknie, ale o kukulke i wrone, jak wiadomo z nimi nie ma litosci, opanowuja teren i gniazdo bez cienia litosci;

    u mnie w biurze mlody Hindus musi wygryzc mlodego Niemca, ale musi sie tez postarac, bo Hindus ma pod gorke i ma jeszcze Kurda na karku tak samo dobrze wyksztalconego, a Polak jak wiadomo ma osobowosc “obrazajaca” sie i przegrywa i z Kurdem i Hindusem

  9. Idąc, bądź jadąc gdy podniesiesz głowę być może zobaczysz bocianie gniazdo, jak będziesz miał szczęście to zobaczysz i jego mieszkańców. O tej porze roku gniazdo jest pełne życia, jest kwintesencją pracy i wysiłku pana i pani bocianów (czy zdają sobie z tego sprawę?).

    Obserwuję młode, już wyrośnięte, jak wybiera się na coraz dłuższe samodzielne wypady. Ćwiczy siłę i kondycję dzięki której przeżyje i samo dotrze do ciepłych krajów, dzięki której przeżyje i samo powróci, dzięki której doświadczy pełni życia …

    Będę wtedy mógł znowu obserwować, tym razem już dwa gniazda, a w każdym młode już wyrośnięte jak wybiera się na coraz dłuższe samodzielne wypady …

    Patrząc w telewizor, jadąc trochę dalej i o innej porze roku możesz zobaczyć gniazdo pingwinów, jest jedno, a jednocześnie jest częścią większej kolonii, jak będziesz miał szczęście to zobaczysz i jego mieszkańców. O tej, innej, porze roku gniazdo jest pełne życia, jest kwintesencją pracy i wysiłku pana i pani pingwinów (czy zdają sobie z tego sprawę?).

    Obserwuję młode już wyrośnięte jak nigdzie się nie wybiera. Ćwiczy siłę i kondycję dzięki której pozostanie i przeżyje w kolonii, dzięki której znajdzie swoje miejsce w kolonii, dzięki której doświadczy pełni życia …

    Będę wtedy mógł znowu obserwować, tym razem już dwa gniazda, a w każdym młode już wyrośnięte jak nigdzie się nie wybiera …

    Pewien bliski memu sercu człowiek nazywał to sztafetą pokoleń. Kiedy w każdej kolejnej iteracji, do już istniejącego, powstaje nowe, dodane doświadczenie.

    Czy rzeczywiście jeden się gdzieś wybiera, a drugi się nie wybiera – które z nich jest w Drodze? A może to nie młode jest w Drodze?

    Kto jest lojalny? Co to jest lojalność w nieuwarunkowanej rzeczywistości?

    Kto jest średniakiem? Co to znaczy być średniakiem w nieuwarunkowanej rzeczywistości?

    A może jest tak, że “prawdziwie praktykujący pozostają niezależni i niczego się nie boją i zawsze pozostają w zgodzie ze sobą”

    PS
    Strasznie mi komary gryzą osiołka w tym roku.

  10. Vayha,
    ale wiesz, z punktu widzenia “doktryny buddyjskiej” człowiek ma “boską” naturę. Budddyści mówią “naturę buddy” i w specyficzny dla siebie sposób ją odkrywają—medytują, kontemplują, robią pudże, guru jogi, etc, etc.
    Chrześcijanie zdają się na Łaskę, naśladują Chrystusa, który wielkim nauczycielem był, kultywują caritas ( w buddyzmie bodhicitta—coś w rodzaju współczucia) i tak mi się zdaje, że jeśli ktoś “przykładał by się ” do tych praktyk sumiennie, to nie ma mu czego “zazdrościć” :) Roboty miałby sporo ze sobą :)

  11. Chrześcijanie mają niezły bonus – Chrystus załatwił im wszystko na krzyżu… dlatego nie muszą się specjalnie męczyć – karma została unicestwiona! Raj mają załatwiony już na starcie a jakby tego było mało – stają się natychmiast oświeceni w czasie sakramentu bierzmowania, podczas którego zostają obdarzeni zdolnościami nadprzyrodzonymi (dary i charyzmaty Ducha Świętego) jak praktykujący wiele lat mistrzowie rozwoju duchowego w innych dyscyplinach…. No i po co się starać lub wymagać czegoś od siebie? Życie może być przyjemne! Zazdroszczę im… – a zazdroszczę – o kurcze – też jestem średniakiem!

  12. “Miłujcie waszych nieprzyjaciół”—naucza moja rdzenna religia, której nigdy nie praktykowałam, więc nie wiem, jak tam się do tego dochodzi, ale generalnie porada słuszna, choć przewrotna—kogo się miłuje, nieprzyjacielem być już nie moze. W tej biblii to jest trochę “humorystycznych” rzeczy, dlatego pewno mówi się o “boskiej komedii”:)
    W buddyzmie, który praktykuję, a który nie jest moją rdzenną religią, bo urodziłam się w katolickiej rodzinie, a na wyznania, że od dziecka śniłam o górzystych obszarach i malowałam tybetańskie flagi, nie znając tej “ikonografii” skądinąd poza …poprzednim życiem, ludzie reagują konsternacją, a więc w buddyzmie do miłowania nieprzyjaciół wiedzie śliska i stroma ścieżka, przez wiele igielnych uch :) Kiedy ego jest już tak sponiewierane, że ma mało siły na wszelkie parady (u mnie ego trzyma się jeszcze dość mocno), przestajemy mieć nieprzyjaciół w sposób naturalny. Podejrzewam (bo nie wiem tego na pewno, gdyż “moje” ego ma się dobrze), że sami stajemy się swoimi “nieprzyjaciółmi” :) Też zabawna “operacja”.
    Oczywiście “lolarnąść” to kwestia smaku, czyli czegoś nieuchwytnego, poza przyczyną i skutkiem :) Gdyby wszyscy to poczuli, to nigdy “Pana od przyrody nie zabiliby dranie od historii” (cytując tego samego Poetę).

Komentarze są wyłączone.