lukier

Lukier – koan

– Mam pytanie matko Ann Ann shi. – Mistrz Kan lu przechadzał się z mistrzynią po ogrodzie z szacunku idąc nieco z boku, o krok za nauczycielką.

Ann Ann shi skinęła głową na znak zaciekawienia i rzekła:

– Pytaj czcigodny mistrzu.

– Opowiadałaś mi nie tak dawno o burmistrzu w twoim mieście. Żyjesz tam od dawna, czynisz wiele dobrego dla mieszkańców a jednak burmistrz szkodzi twojej sprawie na liczne sposoby. Odstrasza darczyńców, zniesławia twoje imię, ośmiesza nauki, opowiada kłamstwa, rozsiewa plotki. Ponadto doskonale wiesz z jakiego powodu tak czyni, odrzuciłaś jego zaloty. Masz wielką moc. Potrafisz kierować wiatrem i deszczem, wodą i ogniem. Dlaczego po prosu nie ukręcisz łba draniowi, nie zetrzesz go na pył?

– Mistrzu! Co za słowa? – Ann Ann shi spojrzała na Kan lu z rozbawieniem.

– Nie znalazłem lepszych – Kan lu nieco się zawstydził. Po chwili dodał: –Potrzebowałem dosadnego stwierdzenia. Nasza nauka, wielowiekowa tradycja wyraźnie mówią, że należy kłaść tamę złu. Nie możemy być bierni, gdyż zło szkodzi niewinnym, szkodzi nam samym i wreszcie pogrąża złego w jego złym przeznaczeniu.

– Czy już nie skręciłam łba draniowi, jak sam dobitnie stwierdziłeś? Odstrasza darczyńców, zniesławia moje imię, ośmiesza nauki, opowiada kłamstwa, rozsiewa plotki na mój temat – zajmuje się wszystkim, tylko nie sobą. Zaślepienie prowadzi go do zatracenia, gdyż szuka lekarstwa na zewnątrz, zamiast w sobie.

– Co było chorobą a co jest lekarstwem? – Spytał Kan lu.

– Odmowa przyjęcia jego umizgów wywołała chorobę. Choruje na brak poczucia własnej wartości, której objawem jest narcyzm. Gdy burmistrz zachorował, wtedy oddał swój wewnętrzny głos demonowi odrzucenia. – Matka Ann Ann shi wykonała ostry ruch dłonią jakby wskazywała miejsce wtargnięcie demona. Po chwili dodała: – Nie ma szczęśliwych oszczerców, nie ma radosnych kłamców, nie istnieją spokojni plotkarze, nie spotkasz radosnych manipulantów ani silnych obłudników. Hochsztapler pogrąża się z każdym swoim łgarstwem. Nie ma dla niego ratunku. Narcyz pewnego dnia orientuje się, że lukier po którym chodził jest jak lód, gdy pęknie zaczyna tonąć w bagnie własnych lęków.

– Nie ma ratunku – powtórzył Kan lu. Czy było to pytanie, czy raczej stwierdzenie? Jeśli na końcu zdania pył pytajnik zagłuszył go szelest bambusów poruszonych wiatrem.  

– Nie ma ratunku – matka Ann Ann shi zatrzymała się w pół kroku. – Dlatego nie zsyłam na niego deszczu ani ognia, wiatru ani burzy, gdyż dla dobra własnej duchowości burmistrz musi przechorować tę przypadłość, uleczyć się lub zginąć, choćby ceną było unicestwienie doczesnego życia.

Taki jest koszt niskiego poczucia wartości.

___________________

inne koany

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.