Makbet

Angkor Wat, dziwniejsze od Japonii

No, cóż nie lubiłem szkoły. Niewiele mnie nauczyła. Wszystko, co umiem zyskałem na uniwersytecie, a potem sam. W mojej dzielnicy chłopcy [masę lat temu] zostawali robotnikami ze skłonnością do Baru pod bukietem, niektórzy milicjantami [to takie dziwne służby mundurowe, nieco zbliżone do dzisiejszej policji], natomiast zaangażowani ministranci zostawali księżmi. Nielicznych porywał nurt dziwnych wydarzeń, wielkich miast, szalonych ekstermizmów i ekscentryzmów. Niektórych rozbijał na dobre, innych rozbijał, ale hartował jak w moim przypadku. Większość uczniów, tych od świadectw z czerwonymi paskami, olimpiad i wyróżnień stała się dorosłymi, którzy osiągnęli zawodową przeciętność i przeciętną satysfakcję z życia. Piątki i szóstki niestety nie pomagają dzieciom w karierze. To znaczy pomagają w powtórzeniu wzorca. Według badań 68% dzieci w rodzinach, w których jedno z rodziców pali papierosy również będzie palić. W przypadku spożywania alkoholu ten procent jest jeszcze większy, zwłaszcza w linii męskiej.  Z rozwodami – identycznie. Podobnie jest też z wzorcami kariery, samorealizacji, poczucia sukcesu, zamożności, szczęścia – kopiujemy wzorce rodziców.  Liczni rodzice niestety tego nie rozumieją, że w naszej kulturze kolejne lekcje gry na skrzypcach, judo, szachy i balet, hiszpański, a nawet play station nie uczynią ich dzieci szczęśliwszymi, ba nie stworzą szansy na tak zwane lepsze życie.

beema

Dzieci uczą się życia między wierszami, uczą się narracji, literatury w usłyszanych i wypowiedzianych opowieściach, komentarzach, potocznych recenzjach życia codziennego, ocenach wypowiadanych, lub przemilczanych przez rodziców, w opiniach wykrzyczanych przez ojca lub matkę, wypłakanych komentarzach i wycałowanych radościach, uśmiechniętych szansach i sukcesach, wymodlonej rozpaczy i wyświętowanej radości, wyśpiewanej nadziei. Konstrukcja samochodu to przecież marzenie ich tatusiów o statusie, bo kurde taka audica, albo beema szóstka, to jest fura dla prawdziwego faceta. A laska, laska musi mieć wygląd, kolor na skórze i outletowy ciuch, nie jakieś szmaty z Tesco.

My dzieciaki uczymy się miłości i ciekawości, tęsknoty i Japonii, uważności i zawiści poprzez obserwację. Dzisiaj dużo o tym rozmawialiśmy z Olą i Lidką, o polskim poczuciu niepewności. Uwielbiam narrację rozmowy. Spotkanie. Czy jest coś takiego jak polskie poczucie niepewności? O polskim egocentryzmie podszytym kompleksami rozmawialiśmy. Czy Polacy mają kompleksy? O polskim prowincjonalizmie, szowinizmie i ksenofobii rozmawialiśmy. Pomalowano pomnik w Jedwabnem w obraźliwe, ohydne napisy. Chyba tylko wrogowie polskości wypowiadają się krytycznie o cechach polskich? Na Litwie nie lubią Polaków. Strajkują szkoły. Jak to możliwe, że Polaków tam nie lubią? Jak w ogóle można nie lubić Polaków? Przecież jesteśmy tacy sympatyczni, spontaniczni, tolerancyjni i skrzywdzeni, zwłaszcza przez geograficznych sąsiadów? No cóż Ukraińcy też nas nie lubią. Jakie opowieści opowiadają sobie o Polakach Litwini, Białorusini, Ukraińcy i Żydzi? Ratowaliśmy Żydów, zabijaliśmy Żydów. Czy to wszystko nie są ohydne kłamstwa?

The tragedy of Mackbeth

Rozmawialiśmy też o zabijaniu mistrzów, o tej polskiej, prastarej specjalności. Tuwim, Jasienica,  Kosiński, Herbert, Szymborska, Wałęsa, Miłosz, Życiński, Wolszczan, Niezabitowska, Kapuściński, a co dopiero Mrożek, Gombrowicz albo Michnik i wielu, wielu innych. Nic dziwnego, że nieco zgorzkniały, wspaniały, cierpki Różewicz od lat kryje się w cieniu, gdzieś z oddali dochodzi jego głos, jego opowieść. Zabijanie mistrza to prastary atawizm, utkwił gdzieś na granicy mózgu gadziego, a nowej kory mózgowej ssaka. Trzeba rywala zaatakować i zabić. Rozłupać czaszkę mistrza i wyssać pyszną, różową zawartość, gdyż tylko wtedy jego siła przechodzi na zabójcę, lecz wtedy zabójca staje się wojownikiem, nowym mistrzem. Nieuniknienie w końcu również musi wypowiedzieć słowa Makbeta:

 

Życie jest cieniem ruchomym jedynie,
Nędznym aktorem, który przez godzinę
Pyszni i miota się po scenie, aby umilknąć później na zawsze.
Jest bajką opowiedzianą przez głupca, pełnego
Furii i wrzasków, które nic nie znaczą.

  • akt V, scena V
  • tłum. Maciej Słomczyński

Ale najpierw w chwili tuż, tuż przed zabiciem mistrza musi też zostać wypowiedziany tekst Lady Makbet, jakby pisany w XXI wieku:

Chcąc świat oszukać, stosuj się do świata,
Ubierz w uprzejmość oko, dłoń i usta,
Wyglądaj jako kwiat niewinny, ale
Niechaj pod kwiatem tym wąż się ukrywa.

  • akt I, scena V
  • tłum.  Józef Paszkowski

Rozmawialiśmy też w tonie wzburzenia, jak on śmie, tak napisać o mistrzu; skąd ma czelność, mówić i pisać per „gościu” albo „ facet” o swoim mentorze; jaki to wstyd oceniać kogoś, komu zawdzięcza się własne wykształcenie!

Fudżi

A potem, potem spłynął na nas spokój, cierpliwy uśmiech, radosna cierpliwość. Zawsze warto pokazywać japońskie książki, przecudne gejsze i kwiaty, i pocztówkę z górą Fudżi, i trzy wersy haiku, a potem może Angkor Wat i Hagia Sophia. Żeby zobaczyć kota na murku, kwiat wiśni, mistrza, gdy rysuje literę, chmurę, oddech dziecka – trzeba na chwilę się zatrzymać, ktoś musi nas zatrzymać. Może to będzie pani od polskiego, która przyniosła dziwną książkę o Japonii? Żeby tylko się nie zniechęciła! Żeby tylko zachowała w sobie tę dziwną opowieść. Żeby tylko na moment przykuła uwagę. Kto, jak nie ona nas zatrzyma,  kto jak nie ona nas obudzi? Nie rozumiemy tej szansy, może nawet jej nie dostrzegamy, ale tylko ktoś taki jak ona, może pokazać nam Fudżi.

Słowa, które nie odmieniają człowieka to stracone słowa, lecz człowiek, który nie odmienia się pod wpływem słów, to stracony człowiek. Warto, zatem poznać siłę słów odmieniających zatwardziałe serca, choć wielu serc nie odmienią.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

22 komentarzy

  1. Też tak myslę, Joasiu—zaoczni są osobiście zmotywowani i też głupio by im było rozrabiać na lekcjach, bo są „dorośli”, a małolaty jeszcze pokazują, co im nie gra i jeśli lekceważymy te sygnały, dają nam popalić. Inna sprawa, że jak mam w zawodówce ponad 30 osób (na otwarcie mniejszych klas urząd miasta się nie zgadza, choć prosimy i oby w tym roku się zgodził), trudno mi zaopiekować się wszystkimi nagłymi przypadkami, ale w mojej szkole i tak robimy, co się da i nasze zawodówki nas lubią, myslę, że to jest nasze duże osiągnięcie jako szkoły.

  2. Lidko, rozumiem, ze starasz się nie być kategoryczna. Ja taka bywam w sytuacjach, które spostrzegam jako naruszenie moich ważnych wartości. Jestem bardzo kategoryczna np. w sprawach okrucieństwa wobec zwierząt czy przemocy wobec dzieci.

    Nie wiem, skąd się wziął kłopot z petycją i wynikające z tego komentarze. Celem petycji nie jest ocena sytuacji. Jej celem jest zmotywowanie policji do rzetelnego zbadania sprawy. A petycje zazwyczaj są pisane mocno emocjonalnym językiem-żeby poruszyć. Taka poetyka:)

    Co do ocen to co jakis czas dyskutujemy tutaj na ten temat. Czy umysł ludzki jest zdolny do powstrzymania się od ocen? To chyba niemożliwe. Ta funkcja służyła przeżyciu. Natomiast mozna po „automatycznym” dokonaniu oceny mozna ją zweryfikować. I pewnie bardziej otwirająca jest ocena „to jest dla mnie-to nie jest dla mnie”niż’to jest właściwe-to nie jest właściwe”. Ale są ważne wartości czy tzw. postawy centralne, gdzie oceny stają się bardziej kategoryczne. Piszę „chyba, może” bo to oczywiście tylko moja mapa:)

    Mówimy/piszemy o sobie: jestem taki/jestem taka. Obraz samego siebie. Mieszanka samoobserwacji, informacji zwrotnych od innych i pobożnych zyczeń na własny temat:))U różnych ludzi w różnych proporcjach. Z racji zawodu wysiedziałam jakies kosmiczne ilości godzin na treningach interpersonalnych. I nadal co jakiś czas dowiaduję się czegoś nowego o sobie. Pewnie ta podróż do samego siebie nigdy się nie kończy:)

    Co do szkoły. Miałam specyficzne doswiadczenie. Bezpośrednio po studiach prowadziłam osrodek socjoterapeutyczny, gdzie klientami były głównie dzieciaki w wieku14-16 lat uczestniczace w rocznych grupach wsparcia. Wczesniej takie programy prowdziłam wolontaryjnie nja studiach, Miałam więc kilka lat doświadczenia fantastycznego kontaktu z ludźmi w tym wieku. Otwartej komunikacji,spójnych zasad, w dużym stopniu partnerstwa.Zaproponowano mi etat psychologa w szkole. Dałam sobie spokój po 2 latach. Przez 2 lata funkcjonowałam w schizofrenicznej sytuacji pomiędzy ośrodkiem i szkołą. Ta sama grupa docelowa i kompletnie inny system. W szkole ciagle przypominal mi się eksperyment wieżienny-jak system implikuje zachowania jego uczestników. Różnica pomiędzy szkoła i ośrodkiem była zasadnicza. W ośrodku dzieciaki były dobrowolnie, szkołę spostrzegały jako miejsce przymusu. Może dlatego łatwiej Ci, Zośko z zaocznymi. Bo oni świadomie podjęli decyzję o nauce

  3. Karolina,
    właśnie to „jesteś OK”, jako komunikat od nauczyciela do ucznia, niekoniecznie werbalny i niekoniecznie tylko pod adresem prymusów to jest TO, czego wszystkie szkolne tygrysy potrzebują najbardziej. To jest sedno.

  4. A ja mam chyba szczęście, bo 1 września moja córka poszła do pierwszej klasy, do szkoły marzeń. Pytają nas co lubi, czym się interesuje, jakie książki czyta… pytają nas jakie zajęcia dodatkowe naszym zdaniem byłyby dobre i w jakich godzinach najlepiej… Pytają nas czego potrzebujemy i zachęcają do wspólpracy, Pani podała swój telefon. Julcia zaopiekowana, a my z meżem czujemy, że traktują nas tam powaznie i partnersko. Nauczyciele uśmiechnięci, Panie woźne uśmiechnięte, wszystkie dzieci witają rano po imieniu… Co jest najwazniejsze? Nauka też pewnie, ale jak się ma 6 lat, to nie jest to najistotniejsza sprawa na świecie. Najwazniejsze są kontakty z innymi, to, żeby się znać, żeby uczyć się szanować siebie nawzajem, żeby umieć być razem z innymi nawet jak nie wszyscy chodzą na religię albo niektórzy lepiej mówią po angielsku, hiszpańsku albo romsku niż po polsku. To, co najwazniejsze, to też poczucie, że każdy jest wyjątkowy i każdy jest potrzebny, i każdy ma swoje własne tempo i można w tym tempie iść do przodu. Niezwykłe miejsce – ta szkoła mojej córki. Sama bym tam sobie zostala co rano zamiast iść do pracy :-)
    Zaskakujące było to, że podczas rozpoczęcia roku szkolnego w pieknej auli pełnej rodziców i uczniów dzieciaki z klas od drugiej do szóstej wystepowały na scenie i miały z tego powodu po prostu frajdę. A kiedy ktoś zapomniał tekstu, to trochę się pośmiał i mówił, że zaczyna jeszcze raz. I już. Po co sie tym przejmować? Myślę, że to są naprawdę potrzebne doświadczenia na przyszłość. To, co może nam dać szkoła, to poczucie: „jestem OK”. Na razie nie wiem jak to jest możliwe, że dzieci w tej szkole, przy takim poziomie swobody, jaką się im daje osiągają bardzo dobre wyniki w nauce i są świetne jesli chodzi o naukę języków obcych… Ale widzę, że da się wykorzystać ich talent, da się je motywować zamiat straszyć … a w podstawówce w wekendy nie ma pracy domowej.
    Takie szkoły też istnieją. Nie tylko te złe :-)

  5. Dziekuje za ciekawe wypowiedzi na temat szkoly!

    Zoska, zgadzam sie z Toba, my jezdzilismy do Warszawy aby zobaczyc przestawienia teatralne w Teatrze Wielkim. Pamietam dokladnie atmosfere tam jak dzisiaj. Pewnie rozumiesz, ze to bylo „dawno” temu.

    Natomiast nie nauczono mnie w polskiej szkole w tym czasie co to byl Katyn. Nauczyl mnie tego bardzo zdziwiony Anglik podczas mojej praktyki studenckiej w Wielkiej Brytanii w 1983 roku. Moje liceum graniczylo z cmentarzem zydowskim, przez siatke. W 90-latach dowiedzialam sie o tym bo za moich licealnych czasow byla to wylacznie zarosnieta dzialka. Dlaczego moja nauczycielka historii nic o tym nie wsponiala? Teraz wiem natomiast, ze kazdy narod ma swoje „biale plamy” na mapie historycznej, cos co sie chce ukryc i nie wyjac na swiatlo dzienne.

    Waznym zadaniem szkoly jest nauka podstawowych umiejetnosci np liczenie. Badania wykazuja, ze slabi uczniowie w matematyce maja jako dorosli czesto problemy ekonomiczne. Natomiast ja pragnelabym tez aby szkola nauczyla dzieci i mlodziez w jaki sposob kazdy uczen sie uczy. Ja musze np zobaczyc cos aby sie nauczyc, nie dziala na mnie tylko sluchanie. To jest uzyteczna wiedza na cale zycie, wedlug mnie.

    Uwazam, jak niektore osoby na forum, ze niebezpiecznie jest oceniac pewne sytacje bez wiedzy o faktach, historii, kontekstu. Ja staram sie nie byc kategoryczna bo wiem ze w zyciu jest malo rzeczy czarnych albo bialych. Wiekszosc jest skomplikowana i lezy na granicy szarosci.

  6. Joanno,
    powiedziałam, co wiedziałam, co myslę i jak mi się wydaje. Tobie wydaje się inaczej i spoko. Czy to była aż „potrzeba” informowania, znając siebie, raczej nie. Jestem w ogóle mało kategoryczna.

  7. Zośko, świadkowie składają zeznania, a nie podpisują petycje. Osobisty udział w jakiejś sytuacji nie jest wymagany przy podpisywaniu jakiejkolwiek petycji:) Rozumiem,że nie decydujesz się na podpisanie tej petycji i ze miałaś portrzebę poinformowania o tym czytelników blogu.

  8. Grerr, ja wierzę, że w przytoczonym przez ciebie cytacie MAKBET racjonalizuje.

  9. „Teraz edukacja działa jak fast food”. To „teraz” trwa już od kilku dekad. Pamiętam moje licealne czasy (byłam bardzo niegrzeczną dziewczyną i zaliczyłam trzy licea, więc mam eksperiencję w tym zakresie), nuda, nauczycielskie metody podawcze doprowadzały nas do stuporu na lekcjach. Gdyby nie to, że sama już czytałam literaturę tzw. piękną, poloniści zniechęciliby mnie do tego skutecznie. Za to zycie towarzyskie pleniło się niemiłosiernie —dla naszych belfrów—w każdym zakątku uroczego pałacu po baronie Goetzu (bo tam mieściło się jedno z moich liceów) , a także w pałacu radłowskim i okolicznym parku (tam było drugie) oraz w gmachu szanownego tarnowskiego przybytku szkolnego, mieszczącego się w sąsiedztwie seminarium, toteż dziewczyny wylegiwały się na przerwach na parapetach okiennych, wodząc na pokuszenie kleryków grajacych w piłkę na boisku, które stanowiło naturalną granicę pomiędzy jednym, a drugim szanownym przybytkiem wiedzy. Trochę o literaturze dowiedziałam się na studiach, najwięcej w Teatrze 38, gdzie przerabialiśmy ją na żywo. Ale pamiętam, że było jedno wydarzenie szkolne, które było warte dla mnie więcej, niż wszystkie lekcje do kupy. Otóż raz na kwartał dyrektor liceum w Pałacu Goetza zapraszał muzyków z krakowskiej filharmonii, by grali dla nas w foyer –sali balowej naszej wykwintnej budy. Wtedy rozbrzmiewała na żywo muzyka. Vivaldi do wtóru okolicznych,parkowych ptasząt; Mozart w harmonii z pierwszymi taktami szczeniacko zakochanych serc, Bach– jak sygnał czegoś, co przed nami, tajemnicze i dobrze skonstruowane. Spiewano także Schuberta. Pamiętam „Serenadę”… Ot, i takie odebrałam pałacowe, dworskie wykształcenie w czasach PRL-u, kiedy na kulturę proletariackie państwo nie żałowało. Dziś uczę w Krakowie, a nie mogę wziąć chłopaków do filharmonii, bo to dla nich za drogo, za duże ryzyko, by zainwestowali. My dostaliśmy muzykę za darmo. Toteż dzisiaj głoszę, chociaż w tym zakresie, chwałę socjalistycznej szkoły.

  10. Joanno,
    jasne, niech sąd oceni, powoła świadków, ja nie jestem świadkiem, więc nie podpiszę petycji. To chciałam powiedzieć.

  11. „Budujemy system edukacji oparty na modelu fast-food. W tym modelu wszystko jest standartowe. Jak mawiał Jame Olivier istnieje jednak drugi model ochrony jakości w branży gastronomicznej- są nim restauracje. Tam nic nie jest strandartowe i polega na przystosowaniu się do lokalnych potrzeb. Teraz edukacja działa jak fast food.” Ken Robinson

  12. „Ukaranie funkcjonariuszy przez m.in. zawieszenie ich w obowiązkach do czasu wyjaśnienia sprawy powinno być koniecznością ich przełożonych. Dlatego o sprawie Pogotowie dla Zwierząt powiadomiło nie tylko przełożonych sprawców ale także Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji w Warszawie. Policja na razie nie komentuje sprawy. Gdy dziś dziennikarze zapytali o zdarzenie, rzecznik prasowy policji sprawę przekazał do Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV w celu sprawdzenia informacji. – Wszelkie informacje na ten temat będziemy mogli Panu przekazać w przyszłym tygodniu – mówi mł. insp. Maciej Karczyński, rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji w Warszawie.” http://www.pogotowiedlazwierzat.pl

    Petycja ma na celu zapobiegnięcie ewentualnym próbom zatuszowania sprawy. I jest jednym z elementów intensywnych działań organizacji na rzecz praw zwierząt do rzetelnego przestrzegania tych praw. W Polsce za okrucieństwo wobec zwierząt grozi do 2 lat więzienia. Jeszcze ani razu taki wyrok nie został zasądzony. Kilka miesiecy temu zgłoszono policji znalezienie ciała skatowanego psa przebranego w sukienkę(!). Policjanci po obejrzeniu ciała odjechali. Nie podjęli żadnych działań w tej sprawie,chociaz zgodnie z KK popełnione zostało przestępstwo. Stąd takie petycje – żeby zaangażować opinię publiczną i zmienić stosunek policji, prokuratury i sądów do spraw związanych ze zwierzętami.

    http://www.petycje.pl/7778

  13. Żyję na świecie, na którym zło często
    Bywa chwalebnym, a dobro jest miane
    Za zgubne głupstwo. Biada mi!

    Makbet
    akt IV, scena II

  14. Akt I, scena III
    BANKO do MAKBETA:
    Wieszczba ta, jeśli wiarę w niej położysz,
    Może zapalić w tobie niebezpieczną
    Żądzę korony. Często, przyjacielu,
    Narzędzia piekła prawdę nam podają,
    Aby nas w zgubne potem sieci wplątać;
    Kuszą nam duszę uczciwym pozorem,
    Aby nas znęcić w przepaść następstw.

  15. Zośko,są świadkowie tej sprawie, zgłosili się do inspektorów Pogotowia dla Zwierząt. Mozna takie sprawy bagatelizowac, mozna racjonalizowac. i mozna podpisać petycję.Od ocen w tej sprawie będzie sąd. A pies nie żyje przejechany – i to jest fakt, a nie wymysł wrogów policji . Trzeba uwazać,a nie oceniać takie sprawy pochopnie- tak jak ty to teraz zrobiłaś..Jezeli uważnie przeczytałaś petycję, to ona apeluje o ukaranie policjantów. A to jest możliwe po rzetelnym zbadaniu sprawy, a nie na życzenie podpisujących. I sens tej petycji leży właśnie w zmotywowaniu policji do rzetelnego zbadania sprawy.

  16. Aniu,
    tak, mam i ja kilku magistrów po zawodówce, a jeden z moich chłopaków dziś jest poważnym dealerem samochodów jakiejś luksusowej marki, w wolnej chwili czytającym Vonneguta, Masłowską i ogólnie literaturę piękną. Na pożegnanie (bo uczyłam go i w technikum) i za pięknie zdaną maturę dostał ode mnie „Kocią kołyskę”, odtąd w każde moje imieniny przychodzi do szkoły z kwiatami, stało się to już tradycją i gadamy, głownie o jego pasji–literaturze. Pozdrawiam.
    Co do psa, wydaje mi się to przesadzone. Nie lubi się policjantów na osiedlach i robi się wszystko, by im dokopać, zwłaszcza jak interweniują. To mógł byc po prostu makabryczny wypadek, a ludzie polecą z pracy. Trzeba uważać, nie oskarżać pochopnie. To mało prawdopodobne, by tak „oficjalnie” pastwiono się nad zwierzęciem.

  17. Jakiś czas temu dyskutowliśmy tutaj o zaangażowaniu m.in. przez podpisywanie petycji.Poniżej link do petycji dotyczącej ukarania policjantów,którzy trzykrotnie przejechali psa zabijając go. Zdarzenie miało miejsce 29 sierpnia w Warszawie.W tej sprawie Pogotowie dla Zwierząt występuje jako strona wykonująca prawa pokrzywdzonego. Facebook zablokował mozliwośc rozsyłania tej informacji znajomym. Tyle w sprawie wolności w internecie

    Podpis pod petycją wymaga weryfikacji. Link do weryfikacji przychodzi na podany przy podpisywaniu adres e-mail

    http://www.petycje.pl/7778

  18. zoska ,z tego co piszesz,wiadomo ,ze jestes Nauczycielem z pasja i doswiadczeniem,wiesz ,kiedy trzeba delikatnosci,kiedy wytrwalosci,kiedy mocniejszego tonu;))))))prowadzisz jak opornego partnera w tancu;))))))i najpierw musza ci zaufac,stoczyc boje,wyprobowac….. kolejna IIb jest wyzwaniem ,ktoremu sprostasz…ty to juz wiesz,ze pod ta nieufnoscia jest wrazliwosc i ciekawosc,wyobraznia i moze jeszce tesknota za tym innym,nieznanym….kto wie,moze nawet ktorys z IIb skonczy zawodowke ,potem technikum,a nawet wyzsze studia…znam takiego prawnika po stoczniowej zawodowce,i jego kolege suwnicowego ,Edka,co cztytal literature piekna,a i moj ojciec zaczynal od szkoly zawodowej i dzieki temu ,ze trafil na wlasciwego nauczyciela skonczyl liceum ,potem studium nauczycielskie,a pozniej wyzsze studia pedagogigioczne….Ty siejesz ziarno -i jak w tej przypowiesci ,jeszce nie wiesz,na jaka glebe trafi i co w zyciu zmieni

  19. Dziekuję za słowa wsparcia.
    Z drugą b dopiero się poznamy i będziemy powoli, powoli „budować Japonię”, przyzwyczajać do obopólnej delikatności, ceremoniałów lekcji, do czytania bajek Teda Hughesa, które nie figurują w programie zawodówki, ale opowieść „O chłopcu czarnym jak noc” zawsze porusza , wyzwala myslenie o tym, że negatywne wzorce to jedynie klisza. Tak, jak pisze Ewelina—w szkole jest możliwość, by pokazać chłopakom i dziewczynom, ze świat jest wielopoziomowy, panoramiczny. Jest miejsce na głębszy oddech. Jak pojawia się nawyk głębszego oddychania, świat nie może już być „opowieścią idioty” („Makbet”). Ale my nauczyciele musimy wprowadzać ich w ten inny, głębszy świat ostrożnie, z wyczuciem. To chyba w „Księdze przemian” jest taki passus o „stąpaniu tygrysa po kruchym lodzie”. Kocia zwinność, miękkość, elastyczność jest tu potrzebna. Tego sobie i Wam życzę z nowym rokiem nauki :)

  20. Siedzę w Jamie Michalika w Krakowie. Na pianinie gra starszy pan ze zdartym głosem, dookoła niego siedzi grupa licealistów i śpiewa. Teraz przerwa w muzyce i nauczyciel prosi jednego z uczniów, żeby opowiedział o genezie tego miejsca. Uczą sie i czują to miejsce. Miło widzieć, ze czasami szkoła uczy. Lecę z moimi przyjaciółkami z liceum do muzeum pod Sukiennicami…

  21. „Na Litwie nie lubią Polaków. Strajkują szkoły. Jak to możliwe, że Polaków tam nie lubią? Jak w ogóle można nie lubić Polaków?”
    Nie lubi się Polaków „tutejszych”. W szkołach uczą różnej historii. Jedni za podstawę biorą wiek XIII i wcześniejsze, drudzy wiek XIV i późniejsze. Nie da się nauczyć w szkole pozytywnego myślenia, miłości do bliźniego podając sprzeczne informacje. Nie pozostaje nic innego jak odwoływać się do wzorców. Wzorce niestety są budowane na szowinizmie, nacjonalizmie, egocentryzmie. Uprzedzenia, opinie o kimś lub o czymś na podstawie wypowiedzianych przez kogoś słów, przeczytanych w gazecie, w internecie. W szkole nie uczą, że każdą informacje trzeba przemyśleć, może sprawdzić w innych źródłach, a może po prostu kierować się sercem zanim wypowie się opinię.

  22. Jaka synchroniczność. Wczoraj skończyłam lekturę książki o rodzinach DDA i DDD i odkładając ja na półkę pomyślałam sobie na głos, że …jak dobrze, że nie wszystkie słowa trafiają do człowieka. Że dziecko alkoholika obrzucane słowotokiem pełnym obelg, złości, kłamstw i pogardy może się znieczulić na słowa. Faktem, że niestety na wszystkie słowa jakie usłyszy w przyszłości – tych dobrych, szczerych, wspierających. Słowa leczą, słowa kaleczą.
    W końcu na początku było słowo.

    Ja kochałam szkołę. Zmieniałam szkoły i klasy non stop. A na wakacjach czekałam na 1ego września. Byle nie w domu. Różni nauczyciele, część to frustraci z misją (to byli ci najgorsi) a kilkoro z powołania. Wtedy byliśmy zgrają dzieciaków a teraz, po wielu latach i spotkaniach, wiemy, że szkoła była dla wielu z nas niczym azyl. Wtedy nie wiedziałam, że w wielu rodzinach moich koleżanek z podstawówki była przemoc i alkohol na porządku dziennym. Kilkoro dzieci pod opieką kuratora,który widniał tylko na papierze (to niepojęte)
    Dla nich szkoła była jedynym miejscem gdzie byli wolni od swoich rodzinnych traum i tajemnic. Wiele z nich miało piątki i świadectwa z paskiem. I tak jak Maćku piszesz – te piątki nie przełożyły się na nic konkretnego bo wielu z nich poszło w ślady rodziców. Reszta uciekła lub odeszła daleko by się uwolnić od rodziny, miejsca, przeszłości.

    życia człowiek uczy się w życiu a nie w szkole. na ile ta szkolna edukacja jest przydatna w życiu ? to zależy od tego z czym przychodzi tam dziecko. jakie jest, czego potrzebuje, o czym marzy. Niestety najczęściej szkoła to nie coaching- nikt nie pójdzie po ucznia tam gdzie ten uczeń akuratnie się znajduje. wszyscy pod linijkę, w szeregu a jak ktoś ma skrzydła za duże to trzeba przyciąć żeby nie odleciał. Dobrze że niektórzy zdążyli się nauczyć już wcześniej jak skrzydła podwinąć żeby je ochronić, jak słyszeć lecz nie słuchać, jak szybko przebiec przez czas szkolny.
    Brr.

Komentarze są wyłączone.