Malarz – koan

Pewien artysta malarz będąc przejazdem poproszony został o krótki wykład w domu kultury, w którym znajdował się jeden jego starszy obraz. Dom kultur odmalowano, odnowiono, wyposażano, więc wypadało przeciąć wstęgę. Artysta wraz z dyrektorem i burmistrzem przecięli wstęgę a następnie artysta powiedział tak:

„Malarz w gruncie rzeczy ma złą prasę, czyli nienajlepszą opinię. Rzecz jasna malarz jako zawód artystyczny, bo to i Adolf Hitler niespełniony artysta, to znów Amadeo Modigliani, psychopata i okrutnik. Jackson Pollock – alkoholik zżerany zazdrością wobec Picassa i jego sukcesów. Picasso osobowościowo nie lepszy. Łotr i narcyz krzywdzący najbliższych.

W najlepszym przypadku malarz to utracjusz jak Rembrandt albo depresyjny samotnik jak van Gogh. Tu szaleniec, tam syfilityk zarażający niewinne miłośniczki.

Najbardziej znany malarz na świecie Leonardo da Vinci miał się za inżyniera i wynalazcę a kunsztu malarskiego nie cenił. Malował też niezbyt wiele i w sposób opieszały. Van Gogh uznawany za amatora i dyletanta, którego obrazy zdaniem ówczesnych były nieporadne i jakby dziecięce, wiele lat po śmierci stał się najdrożej sprzedawanym malarzem. Byle szkic uzyskuje na aukcjach milionowe licytacje.

Lucien Freud, wnuk Zygmunta, był najdroższym malarzem świata. Jego obraz sprzedano w 2008 roku za 33,6 miliona dolarów. Porter urzędnika z 1995 roku uzyskał najwyższą cenę w historii za życia artysty. Freud ponoć spłodził ponad czterdzieścioro dzieci, oficjalnie uznanych jest czternaście z dwunastoma partnerkami. Nie nasza sprawa, ale czyżby nie znał antykoncepcji w XX wiecznej Anglii?

A taki Willem de Kooenig – za jego Zamianę zapłacono w 1989 r. 20,6 miliona dolarów, lecz już wówczas nie mógł skorzystać ani z pieniędzy, ani ze sławy. Został sądownie ubezwłasnowolniony przez rodzinę z powodu choroby Alzheimera. Wstawił się seksistowskimi obrazami, na których przedstawiał kobiety arogancko i fizjologicznie z krzykliwą lubieżnością. Ale ceny na jego obrazy rosły. 

Owszem niezliczona jest rzesza malarzy tworzących w cichości swoich pracowni, na małych stołach kreślarskich a coraz częściej na tabletach w programach graficznych tak zaawansowanych, że trzeba w celu ich stosowania zrobić, jeśli nie doktorat, to kosztowny kurs. Wszędzie, gdzie pojawia się obraz, wizualna ekspresja i ekspozycja od reklamy po film, od komiksu po broszurę, od mebla po dekorację teatralną – wcześniej był artysta plastyk.

Artyści to również ludzie dobrzy, prospołeczni, koncyliacyjni a nawet pobożni jak Andriej Rublow piszący ikony (tak, tak ikony się pisze), Nikifor Krynicki, Adolf Hyła twórca słynnego obrazu błękitnookiego Jezusa Miłosiernego, Lucas Cranach starszy, czy Fra Angelico. Żyli czterysta lat temu, pięćdziesiąt lat temu, żyją i działają teraz.

Któż to taki malarz? Czyżby zawód niemal już nieznany? U nas – nisza nisz. Pacykarz, który chlapie farbą? Szmirus, bazgracz, bazgrała? Malarz to ten od ścian? Co za różnica czym chlapie? Teraz już nawet w galeriach, na ekspozycjach międzynarodowych, na wielkich biennale nie uświadczysz obrazu: kwiaty, wazon albo koń, sad kwitnący albo święty Ambroży w ornacie. Teraz wideo instalacje, performance, rozrzucone sznurki albo pestki, młotek, deska i gwóźdź.

Czy w 1915 roku Marcel Duchamp prezentując w galerii łopatę do zgarniania śniegu z podpisem: Przewidywane złamanie ręki – ostatecznie zabił malarza, artystę i w efekcie sztukę?


Marcel Duchamp, Przewidywane złamanie ręki, źródło: MoMa

Pozostał nam wyłącznie marketing?  Sprzedaż, manipulacja, celebryctwo, moda, pop, pośladki na Insta? Kim jest malarz? Któż to taki artysta? Jaka jest różnica między kiczem a sztuką?

Ach i jeszcze jedno, najważniejsze! O mało bym nie zapomniał – najwięksi malarze nie kończyli studiów z dyplomem magistra ani nie wystawiali swoich prac w domach kultury, tudzież w galeriach – byli najczęściej samoukami. W tym sensie cofnęliśmy się do epoki kulturalnej ciemnoty. Żeby być artystą salonowym i muzealnym trzeba być artystą akademickim. No tak, ale przecież nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie kim jest artysta?”

Malarz zszedł ze sceny. Nie było oklasków. Dopiero po chwili dyrektor się zorientował i poprosił o brawa, ale było już za późno. Ludzie wstali z miejsc a malarz chyłkiem, przez kulisy wyszedł z budynku.

__________________________

inne koany

__________________________

zapraszamy na nasze projekty

Newsletter
Udostępnij:

Maciej Bennewicz

Założyciel i pomysłodawca Instytutu Kognitywistyki. Twórca podejścia kognitywnego m.in w mentoringu, tutoringu, coachingu oraz Psychologii Doświadczeń Subiektywnych. Artysta, pisarz, socjolog, wykładowca, terapeuta, superwizor.