Marconi i świat

Marconi
Marconi

1.Ostatnimi laty zrobiła się moda na podróżowanie. Rzec można nawet celebrycka moda. Kilka lat temu samo podróżowanie było cool, dziś celebryta staje się automatycznie podróżnikiem, nierzadko na wyrost. Dowieziony, zaopiekowany w drogim hotelu spogląda z tarasu na górę lub dolinę, dumny, że był, lub znudzony, że sponsor kazał mu być. Napisze o tym książkę, oczywiście w jego imieniu książkę napisze ghostwriter, pisarz duch. Ludzie to kupią. Atrakcje danego miejsca stają się atrakcyjniejsze, gdy są rekomendowane przez postać z okładek kolorowych pism. Pisma kiedyś za takie wyjazdy płaciły, dziś rzadziej płacą, kryzys. Ten podróżniczy wzorzec, ta moda na podróże, to jedna z zalet roli jaką odgrywają ludzie znani z tego, że są znani. Sporo osób naśladuje ich wybory i w niektórych kwestiach to dobrze. Lepszy taki wzór niż żaden. Celebryci stanowią dzisiejsze ikony, zwiastuny, wzory. Jak pisze Naomi Klein – znana twarz, może  sprzedawać wszystko, od mydła i szamponu, po wycieczki i samochody, od wódki po ubezpieczenia i kredyty, od weganizmu po sieci komórkowe. W szczycie kariery, kilka lat temu, Dorota Rabczewska była najpoważniejszą kandydatką na Prezydenta Polski w grupie wiekowej 12- 17 lat! Możemy pomstować i narzekać na poziom naszej edukacji, słabość polskiej kultury, popkulturowe wzorce, brak znaczących wyników polskiej nauki, zwłaszcza, niestety w humanistyce, złe obyczaje polityczne, skandalicznie niskie czytelnictwo i tak dalej – ale mamy takie wzorce jakie mamy. Jeśli znana z serialu pani X lub znany z jednego przeboju pan Y mówią, że podróże są cool – jeździmy.

2.Jeździmy. Polaków można spotkać wszędzie. W niektórych miejscach pracują, w innych się zagnieżdżają, w jeszcze innych zaznają kilku chwili wypoczynku a gdzie indziej przebiegają w trekkingowych butach i znikają za skałami. Dzięki Bogu podróżujemy wreszcie turystycznie, krajoznawczo, zwiedzamy, odwiedzamy, nie tak jak dziadowie czy ojcowie – za chlebem, gastarbeiterzy, zbieracze azbestu i szparagów. Nie brakuje i tych ciężko pracujących w hotelach, pubach, sklepach, fabrykach, na plantacjach  – w Berlinie albo Glasgow, w Nikozji albo Orlando, w Brukseli lub Kopenhadze. Odnajdują pracę albo praca ich odnajduje. Praca to nadzieja na lepsze życie, praca daje poczucie wpływu, wyjazd mobilizuje.

3.Podróżować można dziś znacznie łatwiej i taniej. Znam podróżników, którzy z dwoma banknotami po sto euro ruszyli zwiedzać półwysep Iberyjski, znam i takich, którzy z setką w kieszeni ruszali w nieznaną sobie Argentynę czy na Wysypy Fidżi. Jedni wracali odmienieni, inni dojrzalsi, jeszcze inni naładowani energią, niektórzy dumni, zafascynowani, zmęczeni – większość, gdy raz połknęła bakcyl podróżniczy już zawsze będzie jeździć. Góry, morze, pampa, Patagonia, archipelagi, jachty, wyspy, wybrzeża – wzywają. Kiedy czasem opowiadam, że dwa dni i dwie noce stałem po paszport i wcale nie było to takie oczywiste, że go otrzymam, a potem jeszcze mniej oczywiste, czy jakichś kraj zechce mnie wpuścić udzielając wyczekiwanej wizy na okres miesiąca, ludzie którzy nie pamiętają tamtych czasów, dziwią się przez chwilę. Co to właściwie znaczy „stać po paszport”? Jak to, władza odmawiała wydania paszportu? Doceniamy swoją wolność nierzadko wtedy dopiero, gdy ją tracimy.

4.Jeździmy. Może to największy skok cywilizacyjny? Wszak nawet okrutni krzyżowcy, którzy najpierw złupili, wyrżnęli i zadeptali Galileę i Judę, stopniowo wrośli w tę ziemię, zaadoptowali się do kultury, wyciągnęli jakieś nauki, zanim wyparli ich Turcy, znowu przy użyciu siły i wojny. Może ten podróżniczy zryw otworzy nasze polskie głowy i serca, uczyni z nas społeczeństwo otwarte, tolerancyjne, eksperymentujące i nasze wnuki będą obywatelami świata i tym samym wezmą odpowiedzialność za całość procesów na Ziemi?

5.Jednak ostanie tygodnie nie nastrajają zbyt optymistycznie. Okazało się, że wciąż aktualne jest odbywanie podróży w czołgach, że plemienne pojęcia jak: moje, twoje, ich, nasze, nasza ziemia, ich kraj, nasz człowiek, obcy, swój, cudze – są wciąż żywe. Wystarczy je tylko podgrzać. Sądzimy, być może zbyt łatwowiernie, że świat stał się globalną wioską bez granic, podobnie jak Guglielmo Marconi, który nawinie sądził, że wynalezienie telegrafu i kolejnych narzędzi komunikacji, uwolni świat od wojen, gdyż będzie można szybko się skontaktować i wytłumaczyć, porozumieć, przedstawić argumenty? Być może wszystko się zmienia na poziomie środowiska ale w nas nic się nie rewiduje. Szybciej się przemieszczamy za cenę degradacji środowiska i w naszych szybkich czołgach, samochodach, samolotach i okrętach – ze smartfonami, z Internatem i Facebookiem jesteśmy tacy sami jak pradziadowie krzyżowcy?

Marconi i świat
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Dżo-ann, gdzie jesteś? Brakuje tu ciebie :)

  2. Sted w „Oto” tak pisał o „podróżnikach”:

    „Ludzi można podzielić na dwa rodzaje; tych, którzy są wytworem świata, w którym żyją, i tych którzy są wytworem samych siebie, którzy choć świata nie zmienili, nie dali się zmienić światu. Oni chodzą po świecie a nie świat po nich.”

  3. „Może ten podróżniczy zryw otworzy nasze polskie głowy i serca, uczyni z nas społeczeństwo otwarte, tolerancyjne, eksperymentujące i nasze wnuki będą obywatelami świata i tym samym wezmą odpowiedzialność za całość procesów na Ziemi?”

    Może….
    Ale jak patrzę na Cejrowskiego, to widzę wyraźnie, że podróże nie wszystkich kształcą i uczą tolerancji. A nawet wprost przeciwnie: niektórych podróże utwierdzają w przekonaniu, że są lepsi od innych – głupich, beznadziejnych, zacofanych, albo zbyt postępowych itd.

  4. Kto siedzialby w czolgu, za sterami bombowca jezeli wszyscy powiedzieliby nie wojnie? Czy elity zadne wladzy, pieniedzy i terytorium moglyby wsadzic wszystkich do wiezien za odmowienie wziecia udzialu w tym procederze lub rozstrzelac za dezercje jak to bylo w zeszlym wieku? Istnieja ludzie w ktorych jes gotowosc do zabijania. Choc nie wiem czy mozna ich jeszcze nazywac ludzmi.

  5. Dobrze, ze mamy mozliwosc podrozowania; moi rodzice i tak nie dostaliby paszportow z racji przynaleznosci do opozycji. Dziadkowie nawet morza nie widzieli, choc ze swiatem mieli wieksza lacznosc przez bliski kontakt z natura i z ludzmi. Teraz glownie karmimy sie informacja – z calego swiata a prawdziwa wiedza wydaje sie byc zapomniana. Uzywamy technologii przez wieksza czesc naszego czasu a wiezi spoleczne zanikaja. Przez rozproszenie w swiecie tozsamosc rozmywa sie. Nie oceniam, staram sie widziec pozytywne aspekty. Podrozujac poznajemy inne kultury, religie, poglady, smaki. Wiele ulega relatywizacji przez porownywanie (nie zabarwione sadzeniem co lepsze co gorsze) jak na przyklad religia, wersje widzianej/pamietanej historii, sposob postrzegania kraju jako wyjatkowego/wybranego przez Boga etc.Mozemy to dostrzec dopiero z pewnego meta poziomu, jako obserwator z zewnatrz. Okazuje sie ze ludzie choc tak rozni sa w sumie rzeczy bardzo podobni. Ciagle maja te same potrzeby, obawy, sprawdzone sposoby postepowania przejete od rodzicow (o ile nie wyksztalcily nowych na drodze szeroko pojetej edukacj). Moze pewne postawy manifestuja sie inaczej ze wzgledu na geograficzne polozenie kraju, ale powiedzmy ze np. rownouprawnienie kobiet w krajach islamu bedzie mialo charakter zrzucenia burki a w Polsce szacunkiem kobiet do nich samych i wychowywanie synow w takim samym duchu.
    Od kilku lat mieszkam za granica; ciagle czuje wiez z Polska, jestem dumna z tego, ze jestem Polka i w najlepszy sposob chce rezprezentowac moj kraj. Fakt, ze niejako najlepszym wyjsciem byla dla mnie emigracja z powodow ekonomicznych probuje przekuc w poszerzenie mapy mozliwosci. Smutne jest to, ze mnostwo inteligentnych, wyksztalconych i operatywnych Polakow w pewien sposob zostalo popchnietych do wybrania tej opcji. Swoja wiedza, energia i ciezka praca wzbogacamy inny kraj. Tesknimy za ojczysta mowa, tradycja, kultura. Zostawilismy rodziny i przyjaciol. Nasz sukces i godne zycie ma swoja cene.
    Pobyt w roznych krajach uczy, poszerza swiadomosc, podroze daja wglad w siebie. Cudownie byloby gdybysmy przywiezli te wszystkie nowe umiejetnosci, usmiech, szacunek dla jednostki, akceptacje dla roznorodnosci, wdrozyli zachodnia kulture na drogach.
    Jestesmy obywatelami Ziemi. Jesli wszystko jest iluzja, to nie wazne gdzie jestesmy. Wazne, Kim jestesmy i co dobrego robimy.

  6. Byłam ostatnio na ciekawym wykładzie z serii helingerowskiej prowadzonym przez Jacka Borowicza we Wrocławiu. Opowiadał o swojej wyprawi na Bałkany, o tym jak żyjące tam narody starają się odnaleźć swoją tożsamość. Zlepieni swego czasu w jeden „nibykraj”, obecnie walczą o swoją odrębność. Na tym przykładzie pokazał jak ważne jest posiadanie przodków, silnych przywódców, chwalebnych czynów itp itd. tak ja w zwykłej rodzinie. Potrafimy przeważnie cofnąć się w czasie do poziomu czasów naszych pradziadków. Pojawiają się czarne dziury, o kimś się nie mówi, albo ktoś jest wzorem do naśladowania…. To co się dzieje na Krymie to przeplatanka, polityki, strachu, propagandy. Myślę, że w świadomości wielu tamtejszych mieszkańców wciąż tkwi przekonanie, że dzisiaj będzie ten pan jutro inny i każdy i tak będzie zabierać. W Polsce wybory do europarlamentu, znowu tabun ludzi bez kręgosłupa pcha się do koryta, chorągiewki polityczne, gdzie zawieje tam polecą. Czy Polacy mają poczucie tożsamości? Tylu już wyjechało. Czy to poczucie tożsamości im na to pozwoliło, by żyć bez granic czy właśnie jej brak?

Komentarze są wyłączone.