Marzenie

Lamborghini Aventador LP700

O czym marzysz? Pytam serio, zupełnie serio. Czy masz marzenia? Nie chodzi o jakieś naiwne pragnienia, infantylne tęsknoty albo listę zakupów, w rodzaju: Chcę zostać piratem na Karaibach, dobrym prezydentem oraz posiadać ferrari, lamborghini i bentleya. Czy marzenia mogą być infantylne albo naiwne? Wszystko zależy od intencji. Marzenie to w gruncie rzeczy poważna sprawa. Popularne ostatnio książki o przyciąganiu do siebie dóbr, przedmiotów i kariery namawiają do pozytywnego myślenia, a wówczas…

kapitan Jack Sparow...marzenie

Wówczas spełnią się twoje marzenia. Jednak stare powiedzenie chińskie, które często powtarzała jedna z moich mistrzyń, mówi: Uważaj, o czym marzysz. Marzenia spełniają się również z całym bagażem usług dodatkowych, dostajesz je w pakiecie. Załóżmy, że dobry los uśmiechnął się do ciebie – lamborghini stoi po domem. Wiesz ile kosztuje ubezpieczenie lamborghini aventator, a ile kosztuje do niego jedna opona, ile spala 6,5 litrowy silnik o mocy 700 koni? Ile kosztuje przegląd, którego w Polsce nie zrobisz? Dobry czy zły prezydent najczęściej żyje pod bardzo silną presją, a jego troski są niczym w porównaniu do największych wyzwań jakie jesteś sobie w stanie wyobrazić. Piraci z Karaibów natomiast bardzo często kończą karierę w więzieniu w Port-au-Prince, a to straszne miejsce.

Marzenie to poważna sprawa. Coaching opiera swoją siłę na marzeniu, dlatego należy je zaplanować, określić w czasie i przede wszystkim ustalić co ma być efektem tego marzenia, lecz również jak na to marzenie zareaguje cała reszta mego życia: dzieci, krewni, bliscy przyjaciele, partner, partnerka, współpracownicy. Założenia własnego pensjonatu na Suwalszczyźnie może być pasjonującym wyzwaniem, ale wówczas starzejąca się mama w Warszawie lub Gdańsku pozostanie bez opieki. Marzenie wymaga uwzględnienia kontekstu, społecznej ekologii, zaplanowania i przewidywania, dyskusji o wartościach i ustalenia wskaźników efektu. Wskaźniki efektu? Po czym rozpoznasz, że twój cel, twoje marzenie zostało zrealizowane i że osiągnięty efekt spełnia twoje pragnienia nikogo nie raniąc. Osiągnąć można niemal wszystko co osiągnęli inni ludzie. Najważniejsze jednak pytanie brzmi: Po co miałabym, miałbym osiągnąć akurat to właśnie, a nie coś zupełnie innego?

 

Marzenie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Strasznie dużo prawdy jest w tym, że marzenia spełniają się z całym bagażem. I że trzeba uważać, o czym się marzy. Ja miałam wiele marzeń , które się spełniły. Jednym z nich było odejście od męża. Chciałam w końcu uwolnić się od tego wszystkiego co mnie w nim potwornie denerwowało, wykańczało psychicznie. No i w końcu odeszłam. Co za ulga. Nie przewidziałam tylko jednego. Że samej wcale nie musi być lepiej. Nie było jego „złotej rączki” kiedy popsuł mi się kran ani kiedy trzeba było naprawić pralkę. I posiłki przy stole, na którym jest tylko jedno nakrycie… nie smakują.

  2. Łukaszu,
    ale książki czyta się w całości, książki to nie wróżba chinska z ciasteczka, nie można rościć sobie pretensji do ostatniego zdania ksiązki, nawet to ostatnie zdanie, trzeba czytać w kontekście CAŁEJ książki. Książka nie jest wyrocznią, nawet wyrocznia I ching potrzebuje tego najważniejszego–wpółpracy z klientem, pacjentem, petentem, pytającym, czy jak go tam nazwiesz.
    Zyczenia powrotu do zdrowia.

  3. Łukaszu,

    Tak.Wszystko jest możliwe. Wszystko. Nawet jeśli marzenia nie spełniają się natychmiast, tak jakbyśmy tego najbardziej chcieli to nie znaczy, że nie spełnią się nigdy.
    a czego oczekiwałeś właściwie po tej książce ?
    Pozdrawiam ciepło,

  4. marzenia przelatują mi przez głowę jak bumerang. Niektóre są zabawne – te dawne i nowe, które nie były moje w 5 % i chyba tylko mojemu wrodzonemu oporowi dziękuję, że nie poszłam za nimi ..
    ale odkrywam też takie pojedyncze marzenia, które chodziły mi po głowie kiedy miałam lat 7 albo 24.Pamiętam dokładnie jak lubiłam się rozpływać w tych moich marzeniach jakby nie wierząc, że ja ? że mi się uda ? że to w ogóle w zasięgu moich możliwości ? a poza tym nie marzyłam o ferrarri czy karaibach ale czymś bardziej trywialnym może nawet pozbawionym magii marzeń. wtedy nie słyszałam o coachingu :)
    teraz wróciłam do tych marzeń i czuję się trochę jak weteran ale co tam. jak nie ja – to kto ? jak nie teraz – to kiedy ?
    przeczytałam kiedyś taki fragment, że:
    przychodzi jakiś facet na konkurs pianistów i po wysłuchanym koncercie ze smutkiem wpatruje się w artystę na scenie. Gość obok pyta -Dlaczego Pan jest taki smutny ?.
    -kiedyś chciałem grać na fortepianie -odpowiedział zapytany i dodał – ale pomyślałem wówczas, że jeśli chcę zostać naprawdę dobrym pianistą to muszę ćwiczyć dziesięć lat a to strasznie długo. Więc zrezygnowałem.
    -i co?
    – i dziś mija właśnie te dziesięć lat.

    pozdrawiam !

  5. A ja marzę o podróżach z ludźmi. Podróżach do ciekawych inspirujących miejsc fizycznie i mentalnie. Marzę o łączeniu różnych ludzi, o wzajemnej inspiracji i wzajemnym rozwoju.

  6. Marzę o tym by marzenia się spełniały. Dostałam o d kuzynki urodzinowe życzenia: skoro Ciebie czas nie rusza, niechaj nadal w młodym ciele również mieszka młoda dusza. Niech nie braknie Ci wigoru. Krocz ochoczo do roboty, pełna werwy i humoru, niech Cię wszyscy wciąż kochają, niech marzenia się spełniają. Żeby Twoje dni i godziny wypełniały przeżycia i spotkania tak ważne w Twoim życiu, jak powietrze którym oddychasz. Życzę Ci ludzi, z którymi Cię łączy klimat zaufania i sympatii, przepełniony ciepłem i łagodnością, ale który poruszony jest także świeżym powiewem doświadczeń.
    To tak jakby kuzynka zajrzała do moich marzeń, właśnie o tym marzę, przypomniała mi je, na wszelki wypadek.

  7. marzę o tym, żeby mój synek zaczął “normalnie” jeść, czyli w porze obiadu rozumianej bardzo szeroko uchycił swoimi paluszkami to co mu naszykuje i zjadł :) ewentualnie żeby otworzył buzię kiedy podaje mu łyżeczkę z zupą, marzę żeby nauczył sie spać w nocy bez pobudek, marzę żeby zaprzyjażnił się z nianią, która przychodzi do nas od kilku dni, żeby czas z nią spędzony był dla niego (nich) miły i radośny, marzę żeby mój powrót do pracy był pooczątkiem nowej jakości w tym obszarze życia, żeby czas spędzony za biurkiem był dla mnie pyszny jak poranna kasza jaglana z owocami i cynamonem, marzę żeby złapać w życiu równowagę, żeby czuć że wszędzie mnie starcza, również samej siebie dla siebie, marzę o tym żeby otworzyć rano oczy i poczuć jak rozpiera mnie energia i radość, jak nogi same podrywają sie na powitanie nowego dnia a w głowie jasność…

  8. A dlaczego książka dla nastolatków? Bo kiedy byłam nastolatką, zabrakło mi takiej książki. Była “Ania z Zielonego Wzgórza”, “Przygody Tomka Sawyera”, “Pałac lodowy” Vesasa, “Srebrzynek i ja” Jimeneza, ale tej najwłaściwszej wtedy dla mnie nie było.

  9. Kiedyś marzyłam o Japonii. Chciałam być kimś w rodzaju wykwintnej gejszy. Nazwałam się nawet Ginko (to był mój pierwszy nick internetowy) na uzytek fantastycznego bloga “O medytacji i gotowaniu”, którego Autorem był nie mniej fantastyczny coach. Rozmowy na blogu trwały, uczyłam się od Hasza o medytacji i życiu, wymądrzałam się, starałam się być japońska i w ogóle. Kiedyś spotkałam Hasza (to też nick) na żywo. Zaprosił mnie do japońskiej restauracji. Takiej prawdziwej, gdzie gotowali Japończycy, jadło się pałeczkami, luksusowa asceza ścian w połączeniu z cyklamenowymi orchideami w toalecie i dyskretna obsługa sprawiła, że stałam się Ginko, taką Ginko jak marzenie. Rozmawialiśmy poważnie , ale nie zabrakło humoru, mój towarzysz objaśniał mi do czego służy imbir podany w płatkach między posiłkami i choć byłam wtedy w zyciowym impasie, ta godzina Japonii była dla mnie tak ożywcza, ze wróciłam do Krakowa nieco odmieniona. Nabrałam sił po tych japońskich rybkach, po tej zupie z wodorostów, a przede wszystkim po zwykłej, niezwykle uprzejmej rozmowie z Haszem. Bo o ile ja jestem “japonką”, to mój towarzysz ( w sercu już na zawsze pozostanie moim przyjacielem), był japończykiem nie z tej jakże niejapońskiej ziemi.
    Dzisiaj mam już inne marzenia. Japonką wszak już jestem. Mam kilka marzeń, ale powiem o jednym— kiedyś, jak złapię jeszcze dłuższy oddech, napiszę książkę dla nastolatków, baśń o zyciu. Dla nastolatków, bo im najtrudniej zrozumieć dziwny świat. Jeszcze nie jestem do tego gotowa, ale od kilku lat o tym myślę.

Komentarze są wyłączone.