Matka przebudzona

w transie? przebudzona? nieobecna?
w transie? przebudzona? nieobecna? - fragment

Grerr napisał, że szczęśliwi ci, którzy mieli troskliwych, czułych, wyrozumiałych: ojca i matkę [dodam:  a jeszcze szczęśliwsi ci, którzy nadal mają rodziców i mogą doświadczać ich miłości]. Otóż to! Jeśli dołączyć do tego grono nauczycieli, wychowawców, duchownych – to cud! Wspaniały fundament.

on i ona, sztafeta
on i ona, sztafeta

Wychowuje nas sztafeta matek i ojców. Czasem w trakcie ustawień hellingerowskich [metoda Berta Hellingera] lub podobnych technik można poczuć siłę tej sztafety, lecz również jej presję. Nacisk i wsparcie. Ograniczenie i solidarność. Identyfikującą siłę i klaustrofobiczny lęk. Miłość, siłę, szacunek, lecz i ból. Panoramę możliwości, lecz i tunel ograniczeń. Czasem czystą, wspaniałą, wzmacniającą miłość. Czasem poczucie winy i osłabiający, stłumiony żal. Wzorzec, wzorzec. Wzorzec. Za matką jej matka, nasza babcia, a za nią jej matka, nasza prababcia, a za nią… I kiedy piszę o tych wszystkich „instalacjach” z punktu widzenia psychologii pozytywnej, czyli instalujących wzorce stwierdzeniach, gdy piszę o słowach ojców i matek – piszę o naszych ojcach i matkach, a potem nas samych. O skierowanych do dzieci „wyrokach”, tezach, przesądach i sądach wartościujących, o tych wszystkich poglądach, które potem tworzą przekonania o świecie i o sobie. O systemie myślenia, który staje się ograniczeniem lub wsparciem. Piszę o tobie i o sobie, lecz także do ciebie.

persfazja
persfazja - sztafeta

.

I mam na myśli bodaj tylko jedną przestrogę, a nawet nie przestrogę, raczej refleksję, a nawet nie to – może jakiś mały dzwonek na przerwę. Wpływasz na swoje dziecko myślą, mową, uczynkiem i zaniechaniem, obecnością i nieobecnością, słowem i milczeniem. I ono [ty niegdyś] nie ma wyboru, nie ma innej opcji: słucha, reaguje, bierze ciebie na serio, każde słowo, każdy gest, milczenie, zaniechanie, uczynek i tworzy sobie z tego historię o sobie i o świecie. Kiedy pomaga mu żyć, często nawet jej nie zauważa. Gdy utrudnia, czasem postanawia ją zrozumieć, rozpoznać i wtedy odkrywa, że jej fragmenty pochodzą od matki i od ojca, od nauczyciela i duchownego, od sztafety ojców i matek. Dopiero wówczas nieliczni postanawiają zmienić opowieść o sobie. Szczęśliwi ci, którzy dokonują tej zmiany zanim mają wpływ na dzieci. Szczęśliwi ci, którzy naturalnie dają swoim dzieciom miłość, której sami dostali nieskończenie wiele.

Matka przebudzona
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. amen

  2. Macieju! Wybacz moja ciekawosc babska;))))mam nadziej ,zobaczyc kiedys calosc;)))))

  3. Oczywiscie ,Ireno,zgadzam sie z toba w pelni!!!!!!!!!
    ja tylko mowie ,ze sila rzezcy ,kiedys dziecko zderzy sie z tym wszystkim,i jesli bedzie mialo te cechy,ktore wymieniasz-bedzie mu latwiej ,poradzi sobie…to jest wlasnie ta najblizsza koszula cialu….dla mnie wazne jeszce,zeby to poczucie dziecko mialo w sobie-bo wtedy ma je zawsze,nawet gdy nie ma w poblizu mamy ,taty,niani…ale w tym wczesnym okresie to wlasnie my musimy je zbudowac;)))))))))))))))
    Mysle ,ze rodzice dzieci ,ktorymi sie opiekujsz,wiele beda ci zawdzieczac,tak jak my naszej Cioci Niani;)))))))))

  4. rękaw to fragment autoportretu z matką :)

  5. Dziecko ufające siebie, mające poczucie własnej wartości, dziecko, które wie, że jest na pierwszym miejscu, które może zaufać opiekunowi w każdej sytuacji poradzi sobie w każdej sytuacji. Spacerowałam z 14 miesięczną dziewczynką, która bardzo się cieszyła kiedy sama wchodziła na “śpiącego policjanta”, warunkiem było, że muszę stać tuż obok. Gdy zostałam dwa kroki za nią weszła sama, ale zobaczyła, że mnie nie ma i płacz. Straciła do mnie zaufanie i musiały minąć dwa dni aby go odbudować ( chodzi o “śpiących policjantów”). Gdy już była pewna swoich możliwości na swój sposób dawała mi do zrozumienia, że nie chce mojej pomocy. Nie musimy pokazywać im brutalnej strony świata, by wiedziały, że tak jest. Moim zdaniem wystarczy być, kochać, szanować, zaufać, a poradzą sobie z trudnościami. :))
    Dzięki mediom dzisiaj wystarczy trochę dobrej woli, chęci, zrozumienia by przerwać sztafetę.

  6. rekaw,czy nalezy do twojego ojca?

  7. dzieki,Macku ,za zamieszcenie Twoich osobistych obrazow,jeden juz znam,drugi,nowy,uzupelnia dla mnie pierwszy.Oba mowia do mnie rownie duzo ,co tekst,ktory napisales….Budza tez we mnie tesknote za tym co bylo moim dzieciecym sposobem wyrazania emocji,przezyc…terpentyna wyparowala,farby zaschly….plotna za piecem zakurzone.Wciaz brak czsu ,zeby rozlozyc sztalugi………………….

  8. Tak to prawda-proces wychowywania dzieci jest dwukierunkowy !,dziecko zmienia takze wychowawce.Moje zyciowe ,najistotniejsze zmiany rozpoczely sie wraz z urodzeniem dziecka.Zostalam z tym zupelnie sama,w zupelnie nowej ,nieoczekiwanej sytuacji zyciowej.
    I wtedy na mojej drodze pojawila sie Ciocia Niania.Anioł Stróż cierpliwy,lagodny ,madry,pogodny,zorganizowany…………….opiekun nie tylko mojego dziecka ,ale tez Mama Zastepcza gdy ja potrzebowalam dobrego slowa………………”damy rade”mowila za kazdym razem ,gdy wydawalo mi sie ,ze ilosc obowiazkow mnie przerasta.
    no i prosze ,naprawde dalismy rade…..

    Pamietam wtedy rzecz,ktora byla dla mnie odkryciem…to co wydawalo mi sie wowczas niemozliwe-to byc szcesliwym rodzicem…………………Nie majac wowczas wsparcia w tym co wynioslam w domu ,siegnelam po ksiazki Eichelbergera i tak zaczela sie 10 letnia praca .Dzis jak patrze na to wstecz,to szmat pola….i ja niby ta sama ,ale inna;)))))))))))
    Trzecim Nauczycielem bylo i jest do dzis moje dziecko,od niego wciaz sie ucze.Dzieci ,jak napisal Maciej ,chlona to co im dajemy,swiadomie i nieswiadomie i jak lustro odbijajaj w zyciu wszystko to co od nas dostaly……..Warto wiec byc uwaznym ;)To co wowczas zaskoczylo mnie ,dzis jest dla mnie oczywiste:wychowywanie dziecka trzeba zaczac od siebie;)))))))))))))))))))

  9. Nie mam żalu do rodziców, no może miałam, ale przez malutka chwilkę, dostałam i nadal dostaję dużo miłości chociaż mama jest wiele kilometrów ode mnie.
    ‘Szczęśliwi ci, którzy dokonują tej zmiany zanim mają wpływ na dzieci. Szczęśliwi ci, którzy naturalnie dają swoim dzieciom miłość, której sami dostali nieskończenie wiele”. Zmiany dokonały się zanim miałam wpływ na dzieci i dokonują się nadal, wychowuję, opiekuję się dziećmi, ale i one mnie uczą i wychowują. Daję dziecku miłość, bezpieczeństwo, chce by było zadowolone i szczęśliwe i nie ma miejsca na zazdrość bo relacje opiekunka i dziecko oraz matka i dziecko są różne, inna jakość.

  10. a ja nie mam już żalu do rodziców, kiedyś jako nastolatka i bardzo młoda kobieta tak, ale teraz jak sama jestem rodzicem utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że w tym cudzie jakim jest rodzicielstwo nic nie jest czarne ani białe, nic nie jest dwa razy takie same, nic nie jest proste, nawet miłość, nawet radość, tak masz racje Macieju mówiąć o sztafecie matek i ojców o pewnym dziedzictwie, a może spadku którego gdyby się dało to może byśmy nie przyjeli… ale gdzybyśmy mogli wymazalibyśmy z karty naszej zbiorowej pamięci także i wojnę, ludobójstwo i głód i ból, także ten indywidualny, który wyrósl na rodzinnych darmatach… Ale z drugiej strony dzięku temu dziedzictwu, również temu trudnemu mamy coś do zrobienia, możemy zatrzymać się i odrobić zadanie, żeby iść dalej, szczebelek po szebelku… ostatnio pomyślałam, że jest wokół mnie tyle miłości, chociaż nić nadzwyczajnego się nie zmieniło, poprostu dojrzałam żeby to zobaczyć, przyjęłam i tak też staram się postrzegać swoje macierzyństwo, ale myślę że z miłością też trzeba z rozwagą, bo jak się przedawkuje to czai się właśnie ta podstępna ‘wina”.., że kocham kosztem siebie, kosztem relacji z innymi, i czy aby na pewno taka miłość służy dziecku, albo komukolwiek….

    ja teraz zadaje pytania, szukam odpowiedzi, bo chce iść po całości, zgarnąć całą pulę :) rzeka życia mi się marzy…:) miałam kiedys taki sen, ja i moja cudowna babcia (ze strony ojca, która urodziła się w tym samy dniu co ja czyli 21 kwietnia) stałyśmy w rzece, w milczeniu, ale w porozumieniu, ja lat 25 ona 85 – przypomniałam to sobie, choć nie wiem dlaczego…:) dziś babci już nie ma w tym świecie.

  11. “Szczęśliwi ci, którzy dokonują tej zmiany zanim mają wpływ na dzieci. Szczęśliwi ci, którzy naturalnie dają swoim dzieciom miłość, której sami dostali nieskończenie wiele.”
    No właśnie… jakie ważne jest wychowanie rodziców. Mam często żal do rodziców, że tylu rzeczy mnie nie nauczyli, że tyle rzeczy sam musiałem się nauczyć podczas gdy inni już to dostali wcześniej w “pakiecie wiedzy” od rodziców. Byłem w tyle. Może jednak oni sami nie byli/ są tego świadomi ? Ja już teraz zagłębiam się w siebie, ucząc się jak najwięcej, chłonąc wiedzę by przekazać jak najwięcej swoim dzieciom wraz z potężną dawką miłości. Dawką jaką tylko będą w stanie unieść.

Komentarze są wyłączone.