Matka w transie

Mówią do siebie
obraz Joe Sorrena

Matki jak powszechnie wiadomo dzielą się na Matki Polki i całą resztę matek, szczególnym przypadkiem jest Matka Boska i „matka jest tylko jedna”. Manuela Gretkowska natomiast przyrównała ojczyznę naszą [odmawiając jej rodzaju żeńskiego] do „zapijaczonego, zalkoholizowanego, zakompleksionego faceta w depresji”, za co ścigała ją oficjalna, państwowa policja. Niedawno dałem wywiad do jednego z kolorowych pism – wywiad o Polsce. Pytano wiele osób i ponoć byłem jedynym, który o ojczyźnie mówił pozytywnie. I tak straciłem czas, gdyż z mojej wypowiedzi pozostały ledwie trzy zdania, które i tak w końcu sam napisałem od nowa, ale również owe narzekania innych – zostały wygładzone ręką wewnętrznej autocenzury. W efekcie wszyscy Polskę kochają! Cud nad Wisłą!

Picasso
Picasso

Tymczasem, gdy przychodzi lato słucham matek. Mój taras, na którym czytam, piszę, myślę, medytuję, a nawet jadam – wychodzi na plac zabaw, a drugi na tył placu zabaw. Słucham głównie głosów matek. Ojcowie rzadsi są i raczej cisi. Matki natomiast mówią bez przerwy. Nie do swych dzieci, nimi się w ogóle, ale to w ogóle nie interesują, nie zajmują. Mówią do siebie. Nawet nie tyle rozmawiają, co właśnie mówią. Najczęściej jedna, rzadziej dwie panie dominują. Inne słuchają w kompletnym transie, czasem dodając słowa lub dwa od siebie. Monologi o czynszu, o sąsiadach, o jakiejś głupiej, co to się mądrzy, ale nawet podpisać się nie umie; o jakimś wrednym spod szóstego; o administratorze, co się szarogęsi; o serialu, że aktor Xowski już nie taki młody, a Ygrekowski to już nawet nie jest śmieszny. I znowu o administratorze, czynszu, wywózce śmieci – ot ludzkie sprawy. I nagle, nagle jak lawina, jak całkowite zaprzeczenie konwencji literackiej – ów sielankowy potok narracji przerywa wrzask, o kilka tonów wyższy: Wracaj, natychmiast wracaj i nie ruszaj mi tego! I po chwili potok mowy i rytm opowieści, jakby nigdy nic, wraca do monotonnego, transującego staccato by przejść w płynne glissando i legato by znowu wrócić do staccato: ta dam, da dam, ta da, da da. I Nagle: Bo przyjdę po ciebie gnoju! Zostaw to – mówię. Zostaw to! I znowu po chwili, naturalnie i płynnie: Xowski, kiedy jeszcze grał z tą, taką rudą, szczupłą, z tą od Tańca na łyżwach, to naprawdę był przystojny, ale teraz jakoś czesze cię dziwnie; a kontenery to już w sobotę są pełne, a teraz latem to smród, aż do nas zalatuje; a samochody to nie powinny tu parkować wcale… I nagle: Nie rób tak smarkaczu! Mateuszku mamusia mówi, żebyś tak nie robił, bo wstanę!

przejawy zainteresowania dziećmi
przejawy zainteresowania dziećmi

Zacząłem katalogować werbalne przejawy zainteresowania dziećmi, wszak to pokolenie młode, które rośnie nam na obywateli ojczyzny naszej. Co słyszy na co dzień od swych matek i opiekunek, jakie wzorce wślizgują się w małe chłonne główki? Cytuję tylko najbardziej charakterystyczne wypowiedzi: Nie rób, nie ruszaj, zostaw, nie idź, nie wchodź, nie wychodź, nie rzucaj, nie dotykaj, wracaj, wstań, wróć, chodź, nie dotykaj, nie bierz. Bo cię pogryzie, bo ci odda, bo się przewrócisz, bo się mamusia zdenerwuje, bo wstanę, bo ci przyleję, bo wrócisz do domu, bo się pobrudzisz, bo sobie krzywdę zrobisz, bo spadniesz. Dobrze ci tak, a nie mówiłam, a widzisz, następnym razem się nauczysz, no i się do igrałeś, no i bardzo dobrze. Ty gnoju, smarkaczu, gówniarzu, wredoto, smarku, smarku mały ja ci pokarzę, uważaj bo jak cię dorwę, itd., itp. Tym, raczej hasłowym komunikatom skierowanym do swych pociech, matki dodają kolorytu, jakby nowego znaczenia poprzez krótkie, ostre, nierzadko gardłowe: KAROL! Natychmiast proszę tu podejść! albo MARYSIA! W tej chwili przestań!

odsuwa łapą łebek z małymi kłami
odsuwa łapą łebek z małymi kłami

Postanowiłem poszerzyć eksperyment. Może osiedle trefne, piaskownica zatruta psimi odchodami, może matki niereprezentatywne i szowinistycznie się na kobiety, matki, niewiasty, opiekunki naszej przyszłości – uwziąłem i czepnąłem ich wypowiedzi. Wziąłem gazetę i poszedłem do parku. Usiadłem nieopodal placu zabaw, zamieniając się w słuch. Staccato, potem płynne glissando i legato cichnie by znowu wrócić do staccato: ta dam, da dam, ta da, da da.  I nagle: Wracaj gnoju, bo ci mamusia przyleje!

W moich badaniach terenowych ustaliłem, że ojcowie, choć rzadsi, mówią do swych pociech mniej więcej to samo: wróć, nie idź, bo się przewrócisz, a dobrze ci tak, bo ci przyleję, itd. Nie mówią jednak do siebie, niemal nie rozmawiają zatopieni w gazetach, a częściej smartfonach, iphonach, tabletach, ipadach. Podobnie jak matki unoszą stransowany wzrok w kierunku piaskownicy i nagle wrzeszczą [aczkolwiek ciszej od kobiet]: Wracaj, słyszysz co mówię, wracaj natychmiast. Rzadziej też używają wobec swych pociech zwrotów: łajzo, gnoju, smarkaczu, itp. Być może zaczną się tak do swych dzieci zwracać nieco później, za klika lat?

Mój superwizor powiedział mi kiedyś, że gdy się zechce pracować w fabryce klapek z gumy produkowanych na wtryskarce, trzeba co najmniej skończyć gimnazjum i szkolę zawodową, a następnie kilkanaście szkoleń różnego rodzaju. Jest się pod stałym nadzorem technicznym, merytorycznym i jakościowym. Gumy nie można pochopnie marnować! Żeby natomiast mieć dzieci – nie potrzeba mieć żadnych kwalifikacji i żadnego nadzoru. I dobrze! Wszak mamy demokrację, a psychologowie, psychoterapeuci i coachowie mają pracę. Nieustające źródło popytu na swoje usługi. Porzuciłem jednak dalsze badania jako niewiarygodne, a wnioski jako tendencyjne.

Przyglądam się kocicy, która liże młode z wiosennego miotu. Skupiona na nich, lecz w dystansie. Delikatnie odsuwa łapą łebek z małymi kłami. Kociątko zamierza ją ugryźć. Może kocica właśnie mówi: Uspokój się gnoju, bo ci przyleję!?

Matka w transie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

39 komentarzy

  1. Są place zabaw, są rodzice, są opiekunki.
    Wszystko wynika z pewnej historii i pewnych wyborów.

    Wiem, że nie ochronię mojej Matyldy przed złem innych dzieci czy rodziców tych dzieci. Jedyne co mogę jej dać to wiarę w siebie i miłość. Będzie silna wewnętrznie, spójna i radosna.

  2. konczac te dyskusje podsumuje:dla mnie oczywiscie:

    swiat jest jaki jest -ani w calosci zly i okrutny,ani beztrosko wspanialy
    sa rozni ludzie,rozne zjawiska,z ktorymi sie spotkamy
    nie may wplywu na to co daja nam inni
    mamy wplyw na to co wezmiemy od innych i jak na to zareagujemy
    do nas ,rodzicow nalezy nauczyc dziecko mozliwie najlepiej sobie z tym radzic,a potem wypuscic w swiat ,ufajac ,ze odnajda swoje szcescie
    na ile potrafie,przerywam wszytkie ograniczjace,krzywdzace sztafety

  3. gratuluje sztafety z sikaniem,niezla fala ;(

    ja ucze swoje dziecko ,ze nie musi odbijac paleczki ,

    ze jest maly, to FAKT, ktory dzis trzeba zaakceptowac
    i zanim urosnie ,nie raz mu to jeszcze wypomna,na to nie ma wplywu
    ze to co mowia inni ,to ich sprawa…
    Ze maly jest w porzadku i ma inne wazne DUZE cechy

    ze po to robimy przykre badania,zeby widziec i jesli trzeba,leczyc
    jesli nie-to trzeba byc cierpliwym,ma geny na to ,zeby kiedys byc wysokim

  4. Biorę, biorę, że w każdej sytuacji są pozytywy, dziecko może, dajmy mu taką szansę, znaleźć w każdej sytuacji pozytywy lub nadać pozytywne znaczenie danej sytuacji.

  5. Moja historia jest taka, ze dzieci dały mi do picia własne siki na podwórku, a ja z wielkim entuzjazmem próbowałam później nasilać do butelki, żeby poczęstowac kolejne dziecko… Mieszkałam za granicą, gdzie dzieci naśmiewały się na początku z mojego sposobu mówienia. Zawsze miałam najgorsze ubrania w klasi itp, itd. Moi rodzice potrafili pokazać mi pozytywy tych rożnych sytuacji, bo myśle ze tak właśnie widzieli Swiat, choć uwierz, ze oboje mieli bardzo przykre dzieciństwo. Co sobie bierzesz z tej historii?

  6. Podam ci zreszta przyklad z mojego wlasnego zycia.Moj synek jest malutki ,najmniejszy w kazdej grupie spolecznej,w ktora wchodzi.
    Bystry,inteligentny,madry,kochany itd….ale w tym wieku wazne jest zeby byc DUZYM.
    I co z tego ,ze dla mnie ,dla najblizszych,dla przyjaciol jest ok,kiedy od piaskownicy ,poprzez przedszkole i szkole walczy ze swoim cieniem-Malym….
    Od zawsze wysmiewany,poszturchiwany,przezywany dzidziusiem ,krasnalem,kurduplem,bobasem……………………………..

    Jestes w stanie uchronic dziecko od tego,co powiedza rowiesnicy?
    Zapewniam cie ,ze nie.

  7. Olu nie jest okrutny,jest jaki jest !!!!!!!! nie zawsze swieci slonce,czasem tez pada deszcz i warto wiedziec ,ze sa parasole,kalosze,plaszce przeciwdeszczowe;)))))))))))))znam dziecko izolowane do 7 roku zycia przed wszytkim co mogloby mu zagrozic….mama wybierala dla niej ,to co w jej przekonaniu najlepsze i najbezpieczniejsze!!!koszmar sie zaczal ,gdy matka juz nie mogla dluzej dziecka chronic,bo istnieje obowiazek szkolny….wyobrazasz sobie ,co sie wowczas dzialo?????
    ponadprzecietnie inteligentna 12-letnia dziewczynka w rozwoju spolecznym osiagnela dzis poziom 5-6latka.Za chwile zacznie dojrzewac,biologicznie stanie sie atrakcyjna,rozwinieta kobieta z dusza malego dziecka….nie musze ci tlumaczyc,czego dzis obawia sie jej mama…

  8. No tak, zupełnie zapomnialam, ze świat jest okrutny…
    Ach, te przekonania…

  9. Ireno !zgadzam sie z toba,ze stwarzamy dziecku ten najblizszy ,najistotniejszy swiat, najwazniejsze przekonania i jako rodzice ,czy opiekunowie mamy najwiekszy wplyw na tworzenie jego srodowiska.To my tkamy mu te “najblizsza koszule cialu”jak mawiala moja babcia.w tej koszuli bedzie wedrowal cale zycie.ale stopniowo ten swiat sie rozszerza, juz przedszkolak idzie miedzy ludzi,ktorzy naszym wyborom podlegaja tylko w ograniczonym stopniu……………mozemy wybrac takie czy inne przedszkole,szkole ,nianie,ale nie masz kontroli nad wszystkim!
    Chowanie dziecka w sterylnych warunkach konczy sie tym ,ze nie nabedzie odpornosci…tak w sensie fizycznym,jak i psychicznym.Wczesniej czy pozniej dziecko musi sie z tym zetknac.tak jak z deszczem,ospa wietrzna,groznym psem tak tez z innymi ludzmi……………………….do nas nalezy przygotowac je tak ,zeby odchorowalo wtedy najlzej!!!!!!!!!!!!!!!!

  10. jeszcze jeden o nieostrożnej oceniającej wypowiedzi przy dziecku:
    Nauczycielka pyta dzieci w pierwszej klasie:
    – Ja wiem- krzyczy Jasio.
    – Skąd?
    – Prąd płynie do nas z dżungli, proszę Pani.
    – A dlaczego tak sądzisz?- pyta zdziwiona nauczycielka.
    – Bo dzisiaj rano tata nie mógł się ogolić swoją nową maszynką i powiedział: “te małpy znowu wyłączyli prąd”.

  11. żarcik o Jasiu, pasujący do sytuacji kiedy jest starsze rodzeństwo:
    – Jasio, dlaczego zjadłeś kawałek placka, który był przeznaczony dla Wacka?
    – Bo ja nie wierzę w przeznaczenie….

    z życia wzięte:
    -Mamusiu dlaczego krzyczałaś na tatusia?
    – Bo musi wytrzepać dywan, a kiedy jest zły lepiej to robi.
    Po otrzymaniu takiej informacji starsze dziecko wydziera się na młodsze. Wpada ojciec lub mama i awantura gotowa. A przecież ono dostało takie “instrukcje”, mama tak powiedziała, a dziecko wykorzystało to w potrzebnym momencie. Bez wyjaśnień jest ukarane za takie zachowanie, a dziecko jest zdezorientowane i nie wie o co w tym wszystkim biega

  12. tak w Warszawie :)

  13. Ireno czy Ty opiekujesz się maluchami w Warszawie?

  14. Jeśli się koncentruje na negatywnym zachowaniu dziecka, widzi się tylko takie zachowania to jeszcze bardziej złości, rodzice inni opiekunowie krzyczą, czasami dadzą klapsa, a dziecko staje się bardziej niegrzeczne i koło się zamyka. Jeżeli natomiast nasza uwaga jest skupiona na pozytywach, skoncentrowana na miłości do dziecka jeszcze bardziej ją wzmacniamy.

  15. Co znaczy prawdziwe życie, co znaczy prawdziwy świat? Życie i świat jest taki jaki chcemy żeby był.
    Dzieci potrzebują przekazu miłości w swoim własnym języku- poprzez zachowania skierowane wyłącznie do nich: pełen miłości kontakt wzrokowy, pełen miłości kontakt fizyczny. Nie egzekwujmy posłuszeństwa groźnym wzrokiem, patrzmy na dzieci wyłącznie z radością, dumą, przyjaźnią i akceptacją. Da im to siłę emocjonalną na całe życie. Niestety większość rodziców rezerwują sobie takie zachowanie, a od opiekunki wymagają żeby zajęła się w każdej wolnej chwili edukacją dziecka (nauka literek, wierszy, wkładanie klocków do otworów), nie może mieć emocjonalnego kontaktu z dzieckiem bo dziecko nie będzie chciało się uczyć.
    Uczmy dzieci wartości moralnych, szacunku, odpowiedzialności, sprawiedliwości, przyjaźni. Traktujmy dziecko jakbyśmy chcieli by nas traktowano, stanowczo i łagodnie ustanowione granice zachowania, pomoc w przewidywaniu ich uczuć (złości, chciwości) daje poczucie bezpieczeństwa, a to powoduje, że dziecko staje się odpowiedzialne. Pozytywne emocje odgrywają największą rolę w procesie socjalizacji- twierdzą psychologowie. :))))))))))))

  16. dzieci kiedys pojda do przedszkola,potem do szkoly ,a potem do pracy i nie uchronisz je przed innymi dziecmi ,a potem doroslymi ludzmi ,ktorzy beda zachowywali sie nie tak ,jak ty sobie zyczysz……………..
    dla mnie madrzejsze jest pokazac dziecku ,ze tacy ludzie,inni, tez sa.Żeby stopniowo poznawalo ,co moze sie zdarzyc, zeby mialo wybor i wzor z domu ,jak mozna wobec tego sie zachowac.

  17. oczywiscie,ja tez pytam :po co?
    po to zeby dziecko przygotowac do prawdziwego zycia,w dalszej perspektywie to sie oplaca,ze bedzie mialo prawdziwszy obraz.nie przezyje rozczarowania,ze swiat jest inny niz to co pokazywali mi rodzice.
    mysle ,tez ,ze moja postawa wobec tego co wokol ,moja reakcja na otoczenie i problemy,jakie z zwewnatrz przychodza,to dla dziecka szkola zycia.kurs praktyczny;))))unikanie takich problemow jest wygodne i mile,pozwala czuc sie przyjemnie,ale czy jest ZDROWE?
    zycie jest jakie jest.i wcale nie czuje sie z tym zle.

  18. A dla mnie kluczowe staje się pytanie o użyteczność. Czy to co widzę i czego nie widzę w danym momencie służy mi, mojej misji i moim bliskim? Czy pozwala mi się czuć w danym momencie, tak jak chce się czuć?

  19. cz takie przymykanie oczu to nie jest takie spoleczne wyparcie?mechanizm wyparcia opisal Maciej kilka dni wczesniej……………tu tez widze analogie,mylac o indywidulnym mozgu i mozgu zbiorowym.cien od tego nie znika ,ze go nie widzimy.

  20. przyszla mi do glowy pewna analogia
    odnosnie tego co widzimy ,czy tego co wybieramy do widzenia

    tak jak ze zwierzetami,tak z ludzmi

    otaczamy sie tymi kochanymi ,ktore kochamy ,dbamy o nie ,a one odwdzieczaja sie tym samym..mamy o nich najlepsze zdanie.to samo z ludzmi.

    ale to jest bardzo wyselekcjonowana grupa i wcale ich zachowania czy poziom rozwoju nie jest odbiciem sredniej spoleczenstwa.jak i ich stosunek do nas.

    czy to uczy “prawdziwego zycia”?czy posiadanie jednego ,wypieszconego zwierzaka daje adekwatna wiedze o swiecie zwiezrat???czy jesli mieszkam na zamknietym osiedlu,jesli moje dziecko chodzi do prywatnej szkoly i spotyka sie z dziecmi”z dobrego” domu,nauczy sie prawdy o swiecie ,w ktorym przyjdzie mu zyc????

    uwazam ze nie.
    izolacja daje falszywy obraz,a z zyciem kiedys trzeba bedzie stanac oko w oko.

    mozna zachowac wartosci a jednoczesnie miec swiadomosc tego ,ze inni sa inni.
    uzywaja brzydkich slow,kradna czeresnie i odzywaja sie do matki….tak jak matka do nich.
    to nie znaczy,ze pochwalamy to i robimy w ten sposob.ale to sa dobre okazje do praktycznych cwiczen.tak samo przeciez zachowuja sie dorosli………………………………….
    i do tego warto przygotowac dziecko.bo tacy zawsze moga sie znalezc obok nas,nie wszytkich mozemy sobie wybrac!

    tak samo jak do tego ,ze nasz pies lasi sie ,patrzy z oddaniem i nie ugryzie,
    dziki ,glodny,wystraszony zwierzak moze zachowac sie inaczej.

    nie wiem ,czy udalo mi sie wytlumaczyc ,o comi chodzi w tym wszytkimw kazdym razie ,Grerr,ja tez jestem za tym ,zeby nie zamykac oczu na to co brzydkie,a co istnieje.
    howgh!

  21. Przepraszam za zamieszanie, rzeczywiście dostałam mail o spotkaniu, w natłoku spraw zapomniałam, to było półtora miesiąca temu.

    Dziękuję za przypomnienie. :))

  22. ojej ,Wojtek zobaczyl zdjecie z kotami i piszczy z zachwytu!!!!!!!!!!Raz jeszce dziekuje za zaproszenie na wyklad ,zaluje z,e termin i miejsce nie pozwola mi uczestniczyc w spotkaniu z wami….;(((((

  23. Zosiu!!!!uczenie cnoty za pomoca kija jest sprzeczne same w sobie ,to jak ten ojciec z anegdoty,ktory napomina malucha:”nie bij slabszych ,bo dostaniesz klapsa;))))))))))))”
    Wiezre ,ze nalezysz do tych samych Nauczycieli ,co nasza Pani Bożena…co mogliby za niewysoka pensje realizwac material ,ale i im sie chce robic maksimum!!!!!!!!!!!nawet z tymi trudnymi i opornymi.Cenie takich ludzi.

  24. poniewaz moja mam najczesciej na moje pytanie”dlaczego nie moge?”odpowiadala “BO NIE”ja ze swoim dzieckiem dyskutowalam od malego;))))))))))))))))w efekcie metoda bata w ogole budzi u nas wielki opor i jesli czegos probuje dzis krotko zabronic,rozwija sie dyskusja godna adwokata;)))))))))))
    dlaczego nie moge wejsc na drzewo?
    bo boje sie ,ze spadniesz
    czy spadlem kiedys?
    nie
    a jesli obiecam ci ,ze bede uwazal i nie spadne?
    i nie poalmie galezi to moge?
    to mozesz,uwazaj i nie spadnij
    ;)))))))))))))))))))))))))))))))))))

  25. Ja na placach zabaw i w innych miejscach gdzie przebywają dzieci najczęsciej słyszę:–jak będziesz grzeczny to… nie byłeś grzeczny więc to…. nie zrobię tego bo nie byłeś grzeczny. Metoda kija i marchewki jest uwłaczająca dla dzieci, i dla rodziców, tak myslę. Dzieciom trzeba poszerzać kontekst, mówić dlaczego zabraniamy czegoś, traktować ich jak siebie, tylko bardziej pobłażliwie. Sęk w tym, ze wielu rodziców siebie traktuje tak niemiłościwie, że absurdem byłoby domagać się od nich jakichś większych względów dla dzieci. Metoda kija i marchewki to wychowanie na skróty. Trzeba uczyć cnoty–mawiali starożytni. Cnoty nie uczy się z pomocą kija, ani z pomocą marchewki. Kiedy mam szczególnie trudne przypadki w szkole—chłopców reagujących tylko na bat, robię eksperyment i wycofuję się na jakiś czas z ocen, wychodzę poza rolę nauczycielki i rozmawiam jak z “człowiekiem”, nie uczniem, chce dotrzeć do tej głę bszej świadomości “trudnego” człowieka. W większości przypadków okazuje się, ze bat, marchewka nie są potrzebne po jakimś czasie. Mam ułatwione zadanie bo uczę polskiego i pomagają mi najwięksi specjaliści od wychowania ludzi—Czechow, Prus, Lem, U. Le-Guin, Mrożek, Topor, etc.

  26. Grerr, tak sobie myślę inżynierze śródlądowy, że właśnie trafiasz w samo sedno. Dla mnie to właśnie kwestia misji. Idąc na plac zabaw z moimi dziećmi, idę tam po to, aby spędzić z nimi radośnie czas. Poświęcić im uwagę, bawić się, uczyć i być wśród innych dzieci i ludzi. Pisząc swojego czasu pracę magisterską o ubóstwie i skutecznych tudzież mniej skutecznych metodach jego zwalczania oraz chodząc na studiach jako wolontariusz do domu dziecka, miałam inną misję – być może misję niesienia pomocy i wtedy widziałam inną stronę tego samego świata. Dlatego dla mnie kluczowe jest pytanie, które zadałam: Po co widzimy co innego? Bo może w danym momencie szukamy w tym samym miejscu czegoś innego? Spełniamy inną misję życiową. Może jedną z wielu, ale inna jest na ten moment priorytetowa. Być może :-)

  27. Aniu – cieszę się z Tobą byciem w stanie dumnej mamy :)
    Ja jestem dumna mama pierszoklasistki sześciolatki, która testowała na sobie reformę edukacyjną..

    i Maciek i dziewczyny piszą jak jest bo tak jest, prawda ? ale to może też kwestia, że dziewczyny piszą więcej o interakcjach na placach zabaw a Maciek o obserwacji z boku. I trochę tak jest, że kiedy nawiązujemy kontakt z kimś z takim dobrym, ,otwartym nastawieniem to znajdujemy takie osoby i tworzymy taki świat wokół siebie – nawet na tym placu zabaw. Ale stojąc z oboku i obserwując można na placach zabaw zobaczyć kilka różnych światów. Na przykład takich o których pisze Maciek tutaj.

    pozdrawiam

  28. rodzice czasem potrafia dopiec, i szczesliwi ci, ktorzy mieli dobrych, czulych, troskliwych opiekunow, a jeszcze do tego nauczycieli, super ze niektore osoby “nigdy nie slyszaly” i nie nie uslysza, ze matka lub ojciec mowi do dziecka “ty gnoju'”
    warto jednak pamietac, ze w Polsce jest wedlug fundacji Janiny Ochojskiej 150 tys.dzieci glodnych i 40 tys.bitych fizycznie [ a przeciez tego sie nie da zmierzyc – to czarna strefa], ile jest maltretowanych psychicznie; milo sie tak w maselku rozplynac… ale pan Maciej, czasem pokazuje tez gorzka strone….i tak sobie mysle, ze kto odwraca glowe od tej goryczy, wcale przez to nie jest bardziej wiarygodny, a moze bardziej oszukany…ale co ja tam wiem o wychowaniu, inzynier srodladowy

  29. kochani,a dla mnie ideal mamy ,to Mama Muminka

  30. a ja bylam dzis dumna matka;))))))))))))moje dziecko skonczylo 3 klase,

    ….jestem wdzieczna Nauczycielce,ktora z pasja i madroscia przez te trzy lata uczyla i wychowywala,towarzyszyla ,pomagala,rozumiala,poznawala te dzieci,szukala ich talentow,rozwijala,zachecala,pomagala zmagac sie z trudnosciami, uczyla bycia w grupie,wzajemnego szacunku,pomagania i odpowiedzialnosci…i pewnie wielu jeszce innych waznych rzeczy;)))))i oczywiscie matematyki i ortografii;)))))))))))))))))))))i wszystko to w zwyklej,publicznej podstawowce;)))))))))))))

    Raz jeszce ,dziekuje ,Pani Bożeno!!!!

    Niestety,takie teksty,przytoczone przez Macka,zdarzalo mi sie nie raz slyszec…
    czesciej nie publicznie,ale przez sciany ,kiedy rodzicom wydaje sie ,ze sa bezkarni ,ze nikt nie slyszy………………
    Pamietam trudny okres w moim zyciu ,kiedy bylam samotna mama,przepracowana,zmeczona i niewyspana,gdy po dyurach,niezywa wracalam do domu,a dziecko domagalo sie uwagi na wszystkie sobie znane sposoby!!!!jakze ciezko wtedy zachowac cierpliwosc i samodyscypline!!!jak latwo odreagowac na dziecku swoja wlasna frustracje i zmeczenie…………….

    to byla ciezka szkola cierpliwosci;)))))))))wysilek sie oplacil
    dzis zbieram tego owoce,te dobre,slodkie-gdy slysze ,jak madre i dobre,prawe i sympatyczne mam dziecko!!!!
    a co z tymi matkami ,ktore w podobnej sytuacji,wychowane i przekonane,ze na dziecku mozna “sie wyzyc”,bo nie odda,bo nie rozumie,bo inne tak robia….tak postepuja ,nieswiadome tego,ze kiedys dziecko dorosnie i poniesie w swiat ,to co dostalo od rodzicow……….???
    mowicie ,ze spotykacie w swoim otoczeniu tylko milych ,dobrych,porzadnych ludzi….fajnie ,jesli takich mozna”wybrac”do swojego towarzystwa i na pewno podobni ludzie sie przyciagaja.
    z powodu swojej pracy spotykam roznych ludzi i wiem ,ze istnieje tez ten inny swiat, o ktorym napisal Maciej.Mieszkalam tez w roznych czesciach miasta-ineczej jest w starym srodmiesciu ,inaczej w robotniczych dzielnicach ,inaczej w pieknych ,nowych osiedlach.te swiaty sie przenikaja albo zyja zupelni obok…………………..nasza uwaga jest po prostu wybiorcza.

  31. Czy aktualne jest spotkanie 20 czerwca “Miłość, seks, stoicyzm i coaching”, nie dostałam maila?

    Dziękuję

  32. Od wielu lat jestem opiekunką uwielbiam spacery i na spacerach najwięcej słyszę “śmiesznych” wypowiedzi matek lub też innych opiekunek. Najbardziej powszechne to groźba, że nie będzie oglądał/ła bajek bądź MINI MINI w większości to skutkuje, dziecko na zawołanie staje się “grzeczne”. Na placach zabaw słyszę rozmawiające opiekunki (wyłącznie starsze panie) o rachunkach, kredytach itd. i właśnie one od czasu do czasu wołają: nie wolno…, zostaw…, bo idziemy do domu…, nie kupię ci lizaka… Mamy zawsze rozmawiają na temat dzieci, karmienia, spania. Mama moich podopiecznych 1,5 roku i 3,7 lat jest zazdrosna o mnie, o to, że mamy z dziewczynkami super kontakt. Mama z dziećmi ma bardzo fajny kontakt bo kocha swoje córki. Niedawno powiedziała mi, że dyskutowanie z opiekunką na jakikolwiek temat jest poniżej jej godności, a opiekunka jest tylko po to by wypełniać polecenia pracodawcy.
    Jakiś czas temu siedząc w autobusie zwróciłam uwagę na Panią, która rozmawiała z mężem przez telefon na temat syna i powiedziała w końcu: “Daj mi tego gnojka”, później: “Czego ty dzwonisz i dzwonisz, dzwońcu ty jeden.”
    Jak już pisałam jestem opiekunką i podczas poszukiwania pracy chodzę na spotkania. 50% rodziców o swoich dzieciach mówi: “mój potwór”, ” nasz bandyta”, “nasza córka to mała czarownica”, “moja kluska”, “ty mały głuptasku”.
    Nic nie zamieni uśmiechu zadowolonego dziecka, kiedy w zasadzie obce dziecko spontanicznie daje ci buziaka i idzie dalej się bawić, kiedy np. dziecko 4,5 lat najpierw mówi: wypędzę cię, a po kilku dniach siada na kolanach i mówi: “kocham cię”. Ja się popłakałam. Nie wyobrażam sobie, że dziecko może obudzić w nas coś negatywnego.

  33. Olu chodzimy na te same place zabaw :) Muszę powiedzieć, że mnie zaskoczył ten tekst… sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że z tym miejscem jest dla mnie jak z kinem, wybiorę się na film o miłości, o sztuce, o ludziach, ale nie o zabijaniu, wojnie, agresji, to nie jestem ja… w kazdym razie i pewnie dlatego też moje doświadczenie rodzicielstwa jest całkiem inne, trudno napisać, opisać jakie, ponieważ cokolwiek napisze będzie to tylko słowo, w dodatku bez kontekstu, bez perspektywy, będzie generalizować lub upraszczać. A przecież byciem mamą to nie słowo… to dotyk, czułe gładzenie niesfornych włosków, muskanie delikatne policzków żeby rozśmieszyć malca, łaskotanie żeby rozgonić śmutki, dmuchanie na siniaka, prukanie, furkanie i warkotanie, szwiszczenie, gwizdanie, robienie głupich min i szczekanie, bycie mamą to stanie przy łóżeczko aż nogi odpadają(między 2 a 3 w nocy), żeby potrzymać za rączką, bo coś się złego śni…, głośne buziaki i mizianie czapką z futerkiem, bycie mamą to zaadaptowanie salonu na domowy plac zabaw, dmuchanie balonów, żeby było kolorowo, wstawanie co rano i doprowadzanie się do porządku, chociaż wydaje mi się czasem, że jestem tak zmęczona, że nie wstane, i bycie mamą to również znajdowanie przestrzenie dla siebie, chociaż jest to równie trudne, jak bycie uważnym rodziciem,…Myślę, że ja nie mam prawa oceniać innych rodziców…, nie wiem, ile znaczy dla tych smarkaczy, smarków, gnojków i gówniarzy, uścisk tej mamy, tej bez studiów z inteligencji emocjonalnej, tej nieoświeconej, nieczytającej i niepiszącej, tej szorskiej w obyciu i nieuważnej…:Jak mam chwile zwątpienia to zawsze czuje na swoim policzku ciepłą, miękką dłoń mojej Mamy i wtedy chowam się w niej jak ślimak w muszli… i znowu jestem w domu :) Nie ma rodziców idealnych, ale wierzę, że są rodzice kochający, choć dla każdego to znaczy zupelnie co innego… Ja kocham i ciagle się uczę, również być rodziciem.

    PS A teraz myyślę, że fajnie, że pojawił się taki tekst, przypomnialam sobie te ciepłe dłonie mojej mamy i to jak biegała ze mną po placu zabaw w latach 80 tych w tatowej marynarce, niedbale zarzuconej na ramiona i w fartuchu, trzymając w jednej ręce taki mały emaliowany, półlitrowy garnuszek – z pyszną zupą pomidorową -a w drugiej łyżkę i karmiąc mnie nie odrywając od zabawy…Moja Kochana Mama!

  34. Pewnego cieplego wieczoru wybalam sie na spacer. Okna prawie we wszystkich domach byly pootwierane. Co usyszalam? “ty gamoniu a nie mowilem”, “zaraz ci wleje”, ” nie rob tak wiecej” Przeszlam kolo tych okien i pomyslalam sobie co moga czuc dzieci bedac tak ciagle krytykowane, ograniczane… Mialam nadzieje, ze z tych okien z ktorych nic nie dochodzilo byl uscisk, przytulenie lub usmiech rodzica do dziecka… a moze wspolnie razem czytali ksiazke.

  35. oj tak…słyszę te matki. częściej opiekunki, babcie, mniej ojców ..ale też wyobrażam sobie, że te matki, ojcowie i opiekunki dokładnie tym samym trybem przeszli przez swoje place zabaw. potem się zaczął survival i karuzela się kręci do dziś a tu trzeba za dzieckiem po placu zabaw latać i to szybko, żeby to dziecko wstawić do pociągu pod tytułem “nieustające pasmo sukcesów”.
    na plac zabaw chodzę rzadziej bo ewcia sama sobie już tam pójdzie ale pamiętam ile to trzeba mieć siły w sobie, żeby nie poddać się temu trendowi matek i opiekunek narzekająco wszystko wiedzących.. doceniłam moją oporową naturę :)

    szkoda mi tylko tych dzieci jakkolwiek to banalnie nie zabrzmi. czasem patrzę na te małe ludziki, które wrzucone w pęd życia, w te niezaspokojone potrzeby rodziców i nauczycieli, w te plany inwestycyjne jakie mają zrealizować, w tę pajęczynę zakazów i nakazów, bez szacunku do nich i miłości i to wszystko w tym braku czasu i uważności dla nich samych. to smutne choć ja w tym znalazłam sporo mojej osobistej inspiracji do pracy coachingowej z ludźmi. to jak ktoś odnosi się do własnego dziecka pokazuje przecież też jak traktuje tak naprawdę siebie. Jakie ma wspomnienia z dzieciństwa, czym jest dla niego miłość, bliskość,szacunek dla innych. Dziecko może obudzić a nas to co najlepsze ale też to co leży gdzieś na dnie.

    pozdrawiam :)
    ewelka

    Miło Cię widzieć Olu ! :)

  36. Spacer to absolutnie moja ulubiona część dnia z dziećmi. Chyba nie tylko moja, bo one też od samego świtu przypominają o tym, że chcą już wyjść z domu. Lenia pyta: „Idziemy na spacer?” A Iguś raczkując koło drzwi wejściowych woła: “Pa, pa, pa, pa.” Od trzech lat spędzam ogromną ilość czasu na spacerach z dziećmi i nazwijmy to na rzecz tego wpisu “badaniach terenowych”. I pierwsze, co mnie bardzo zaskoczyło to fakt, że przenigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć słów „gnoju, smarkaczu” itp… Dziś rano nawet zapytałam inną mamę na spacerze: „Magda, czy ty kiedykolwiek słyszałaś na którymś z naszych placów zabaw, żeby ktoś powiedział do swojego dziecka “gnoju, smarkaczu”?” Popatrzyła na mnie ze zdziwioną miną i odrzekła, że nie.
    Od początku mojego macierzyństwa inne matki były dla mnie ogromnym wsparciem i nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez nich. Na początku spacerując, nawet po kilka godzin na mrozie z naszymi okruszkami śpiącymi w wózkach, potrafiłyśmy rozprawiać o ich kupkach, płaczach, spaniu i niespaniu, karmieniu i szukać wspólnie najlepszych rozwiązań. To, co nas łączyło to ogromna troska o małego człowieka, wzajemne zrozumienie i myślę, że w pewnym sensie lęk przed popełnieniem błędu. Te spotkania i rozmowy dodawały nam energii, siły i poczucia przynależności do większej wspólnoty matek. Dzieci rosły, a my wspólnie podziwiałyśmy ich próby raczkowania, pierwsze kroki i czasami przeżywałyśmy pierwszy krok drugiego dziecka, prawie tak jak swojego. Dla wielu mam nadszedł jednak czas powrotu do „rzeczywistości”, czyli pracy. Dla mnie nie.
    Teraz, mając już dwójkę maluchów, często wybieramy się na place zabaw. I nie wyobrażam sobie jak by to było, gdyby nie było tam tych wszystkich innych mam, które potrafią dosłownie wyczuć, kiedy potrzebuję pomocy. Z dwójką malutkich dzieci zdarzają się sytuacje, kiedy naprawdę przydałoby się, gdybym się rozdwoiła i wtedy ni stąd ni zowąd zdarza się, że jakaś zaprzyjaźniona mama zabierze Lenią na huśtawkę, albo poda Igusiowi łopatkę, za którą rozpacza. Mi również zdarza się wziąć pod opiekę trzecie dziecko, gdy inna mama idzie na targ kupić owoce. Zabawki są wspólne i niewspólne. Dzieci uczą się dzielić, bronić i walczyć o swoje. Są łzy i śmiech. Dużo tłumaczenia, wyrozumiałości i cierpliwości. Tworzymy na tym placu zabaw ciekawą społeczność. Są też babcie, które co tydzień przemierzają setki kilometrów, żeby zająć się swoimi wnukami i pomóc swoim córkom, są opiekunki, o których mogłabym przyrzec, że są matkami i są „prawdziwe mamy”. Dla mnie plac zabaw to radosne miejsce. A ciekawe jest dla mnie to, że mój mąż nie lubi chodzić na place zabaw i jak to ostatnio określił, są one dla niego miejscem walki. Walki rodziców o uwagę i dzieci o zabawki. Było to dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Słowo walka zupełnie mi nie pasowało do kontekstu placu zabaw.
    A wczoraj pewna mądra osoba przypomniała mi, że energia podąża za uwagą. I być może właśnie tak jest w tym przypadku. Ja spotykam lub widzę na swojej drodze ludzi pomocnych, ciepłych: matki troskliwe, uważne i bawiące się z dziećmi i rozmawiające ze sobą. Może niekoniecznie o serialach…
    A cała reszta rozpływa się dla mnie w tle. Choć nie mówię, że zupełnie jej nie widzę.
    Dla mnie ciekawe jest pytanie, czy Maćku, będąc na tym samym placu zabaw usłyszelibyśmy i zobaczylibyśmy to samo? I kolejne pytanie: Po co widzimy co innego? Być może to pytanie o misje lub wizję?
    Dzieci się budzą. Zjemy obiad i pójdziemy na drugi spacer. Ciekawe, co usłyszę dziś.

  37. A mnie wczoraj znowu spotkał cud dnia zwykło-niezwykłego ;-)
    Wracałam wczoraj z pięknego spotkania, pełnego miłości, uważności, dotyku lomi (dzieliliśmy się masażem nawzajem), ciszy, przepływu. I taka radosna (tak wiem, nudna ta radość, a tu jej jeszcze więcej ;-)), spokojna, zasilona ogromną energią myślałam o tych pięknych ludziach, którzy są w moim życiu.

    Spontanicznie napisałam im: Kocham Cię :-) i przeglądając kontakty w telefonie przemknęłam przez mama, tata. E, chyba do nich nie będę pisała. Ale przecież ich też kocham! No i poszło. No mama zareagowała szybko, a że nie jest wylewna, odpisała: ja Ciebie też ;-) i że zmęczona dziś, ale że mnie ściska. A tata odezwał się przed północą i napisał: Ja też Cię kocham córeczko… Kiedy mówi do mnie córeczko (a to rzadkość) on naprawdę czuje to, co mówi, w tym słowie zawiera się cała jego miłość (a to przecież “twardy” facet).

    Jestem dumna z moich rodziców, jestem dumna z siebie. Bo można powiedzieć, że wychowałam ich do miłości, nauczyłam co to znaczy kochać i uczę nadal. To, co poczuję, daję im i mam wrażenie, że dzięki temu jest im lżej w życiu jakie wybrali dla siebie (nie są razem). I to ja jestem dla nich wsparciem duchowo-emocjonalnym. I taka rola też jest dobra, choć nie ukrywam, że fajnie by było odwrotnie ;-)

    Dlatego z pełną świadomością mówię, że kocham rodziców, choć nie było ich dla mnie. Za to ja teraz jestem dla nich, a oni coraz częściej dla mnie. Czasem myślę sobie, że relacje są najważniejszą sprawą ludzką. Spotykamy się, mamy sobie coś do przekazania, a jak już przekażemy, odejść wolnym można, bez żalu, z podziękowaniem za nauki. Idealistyczne to bez żalu ;-) ale powoli zaczyna u mnie funkcjonować taka postawa. Wymaga pracy, obu stron, a czasem wystarczy jednej. Wystarczy chcieć, tylko i aż.

    Dobrego dnia wszystkim. Dziękuję za to miejsce, za tę przestrzeń gdzie można się po prostu podzielić, gdzie można porozmawiać z sobą i światami wielobarwnymi. Z tych myśli powstaje właśnie coś większego. Podzielę się, kiedy skończę ;-)

  38. W Polsce pokutuje stary, patriarchalny wzorzec interwencji w wychowaniu—ciężką ręką ojca. Kobiety na wszystkich placach zabaw w Polsce przejęły ten wzorzec, a jako, ze ojciec ma większy posłuch, one muszą krzyczeć głośniej na małe, kiedy nie ma ojca, by ukarał za przewinienie, bądż przywrócił porządek. Ale kiedy przychodzi do obrony małych, to matki realizują w pełni to zadanie. I chyba nie ma takiego belfra, który by nie zmiękł, słuchając opowieści pochlipującej matki na temat tego ananasa, który właśnie wczoraj wywalił drzwi od szkolnej toalety, a tu naraz belfer dowaiaduje się, ze tenże sam opiekuje się z oddaniem młodszą siostrą, chomikiem i jest liderem w sklejaniu okrętów podwodnych…Ojcowie rzadko przychodzą na wywiadówki. Bo zarabiają. Matki też na ogół zarobione, ale one muszą, bo serce matki nie odpuszcza.
    Na kanadyjskich placach zabaw nikt się nie drze na dzieciaki, bo prawie nikt tam się tak nie boi jak w Polsce—utraty pracy raz na zawsze, podwyżki cen, niespłaconych kredytów za mieszkanie, siebie na wzajem. Jest większa ufność do państwa. Sposób wychowywania dzieci to również sprawa polityczna.

  39. Ojej, mam takie same obserwacje! Ale czasem (?) żałuję, że te dzieci tak łatwo “się robi”. Ja swoich potencjalnych dzieci nie mam zamiaru wydawać na ten świat – oszczędzę przynajmniej na psychologu :-)
    Spodobało mi się, że do mojego taty po prawie 60 latach życia dotarła zaskakująca prawda “wiesz tak obserwuje niektórych rodziców i myślę, że spora część ludzi nie powinna mieć dzieci”.

Komentarze są wyłączone.