Medea i kanarek

kanarek

Wszędzie artykuły i polemiki o satanizmie i Nergalu. Nie piszę nic o satanizmie! Idą wybory. Nie piszę nic o wyborach! Nowe programy telewizyjne, mutacje Mam Talent. Nie piszę nic o telewizji! Nowy Almodovar, Polański i Allen w kinie. Nie piszę nic o kinie! Zarobiony jesteś? – pyta mnie przyjaciel. Zarobiony? Wujciu, co to znaczy zarobiony? – pyta Karolcia. To znaczy zajęty – odpowiadam. Ale czy rzeczywiście jestem na tyle zajęty, by nie mieć czasu na kampanię wyborczą, Must be the music, oraz Almodovara? Mnóstwo pytań. Szum informacji. Jak giełdowy ranek w piosence Kazika.

Znajoma słysząc, że wyjeżdżam mówi: I wypocznij trochę na tej swojej Mederze czy Medei. Odpoczniesz, zdystansujesz się, zapomnisz o duperelach. Zaraz, zaraz, nie jadę na żadną Medeę. Medea to postać tragiczna, żona Jazona. Dzięki niej ów podróżnik i wojownik zdobył złote runo. Złote runo? Mitologia mówi, że to złota skóra barana. Baraniej skóry powszechnie używano do odławiania drobin pyłu ze złotonośnych strumieni. Nawet w Polsce takie miejscowości jak Złotoryja czy Złotów, albo Złocieniec przyjmowały nazwy od złotonośnych terenów i rzek niosących drobiny złotego piasku. W starożytnej Grecji używano złotych monet zwanych runem. Jazon wybierał się na wyprawę łupieżczą, po prostu, był bandziorem, a jego kumple Argonauci – złodziejską szajką. Nic dziwnego, że Medea zostaje zdradzona i swoją nienawiść do męża łajdaka przelewa na swych synów, dzieci Jazona i w końcu ich…uśmierca.

wróbel

W psychologii zjawisko niechęci matki do dzieci określa się mianem kompleksu Medei. W polskiej tradycji, w której zwykliśmy silnie rozbudowywać tabu, ukrywać społeczne fobie i grzechy, rodzinne napięcia i historyczne kłamstwa – w głowie się nie mieści nienawiść matki wobec dzieci. Medea? Jaka Medea? Matka to przecież mama, mamusia, mateczka, matka Polka, Matka Boska, matka jest tylko jedna! W nieświadomości zbiorowej rodzina, rodzice, małżeństwo wciąż stanowią bardzo silne symbole reprezentujące wartości, a tymczasem prawie 65 tysięcy małżeństw rozwiodło się w zeszłym roku. Co drugi polski związek formalny, lub nieformalny rozpada się, a według niektórych danych nawet 70% osób pozostających w stałych związkach przyznaje się do zdrady. Kompleks Medei idzie w parze z innymi zjawiskami o nazwie kompleksy. Stanisław Soyka miał taki wielki przebój o cudzie niepamięci. No cóż, kompleks w znaczeniu psychologicznym to właśnie cud niepamięci, zepchnięta do nieświadomości myśl, wspomnienie, interpretacja i powiązane z nią emocje, których przeżywanie byłoby w danym momencie nazbyt trudne, zagrażające dla osobowości lub danej struktury. Zagrożenie może być [i najczęściej jest] wyimaginowane, to fantazja, że stanie się coś, co zagrozi naszemu bezpieczeństwu, gdy zostanie ujawniona prawda, dotknięte centrum kompleksu. W istocie wówczas konfrontujemy się [szkoła psychoanalityczna] z jądrem kompleksu, fraktalem, atraktorem, triggerem, czymś w rodzaju emocjonalnego dżingla, który wyzwala w nas silną reakcję. Efektem jest wzmocnienie kontroli i silniejsze stłumienie lub wyparcie przeżywanych emocji. Tworzymy wtedy nakładkę, kolejną tarczę w postaci myśli, przekonania racjonalizującego doznane przeżycie lub wstrząs, wszystko po to, by jądro ciemności ochronić. Niestety osobowość może się tworzyć wokół kompleksów, wokół jądra ciemności, na przykład wokół poczucia odrzucenia przez matkę, lub ojca, poczucia dziecięcej winy, nieufności wobec osób okazujących miłości, wokół lęku przed bliskością itd. Osobowości, my sami, nie widzimy, inni [niespecjaliści] także jej najczęściej nie widzą, im bliżej jakieś osoby, tym bardziej wydaje nam się, że taka po prostu jest, zawsze taka była. Tymczasem osobowość to system przystosowania się do rzeczywistości, mechanizm, dzięki któremu opisujemy, rozumiemy, interpretujemy świat wokół nas. Łatwo wyobrazić sobie, jakie byłby dzieci Medei, gdyby przeżyły.

Myślę o piosence Soyki, która kieruje nas być może w rejony wybaczania, albo amnezji. Lepsze to, niż wypieranie i tłumienie rodzące kompleksy, z drugiej zaś strony główne kompleksy rodzą się dość wcześnie w dzieciństwie i na ogół pozostają niezmiennie trwałe. Jak mówią chłopaki z warszawskiego Bródna: Kto się wróblem urodził, ten kanarkiem nie zdechnie.  A co na to coaching? Bardzo wysokie honorarium, bardzo wysokie i żadnych gwarancji – [oczywiście w przypadku wróbla, który zamierza zostać kanarkiem :-)

Medea i kanarek
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. amnezja czasem jest zbawieniem, mam kolege ktory tak szybko jak doswiadcza np. straty tak szybko zapomina, ale rownie szybko sie cieszy, drugi kolega z pracy pamieta wszystko – kazde € i kazde slowo, ludzie sa nieprzewidywalni :) i dziwni

  2. Chcialabym cos napisac bo jak zwykle Autor poruszyl we mnie gleboko uspiona strune ale nie damrady,za trudno.A tak w ogole; chapeau bas.

  3. Szum informacji… szum myśli… Jaka różnica? A może problemem jest to że jesteśmy poganiani od małego i to poganianie nie pozwala nam się zatrzymać? Pędzimy na oślep w oczekiwaniu jakiejś nagrody albo ze strachu przed jakąś karą i nie dostrzegamy rzeczy oczywistych…
    Pozdrawiam i dziękuję.

  4. „na moim podwórku blues, na zegarze wieczór”, ale rano znowu pojawia się „nieskalane niebo” z kapelusza cudów niepamięci. Ja tę pieśń Soyki odbieram jako pieśń życia, z jego możliwością odnowy i obdarzania nas radością mimo wszystko. W latach osiemdziesiątych, kiedy jeżdziłam w zatłoczonym, śmierdzącym autobusie do szkoły o wpół do siódmej rano bo miałam kawałek ze wsi do pwiatowego miasteczka, często przez radio kierowcy nadawano najcudowniejszą piosenkę na świecie. Słyszałam potem wiele piosenek , i w wielu się zakochałam, ale ta niezmiennie uchodzi w moim serdecznym prywatnym rankingu za najcudowniejszą. Otóż nadawano „Radość o poranku”. Pamiętacie? Zaczyna się od świergotu ptaszków, a potem „jak dobrze wstać skoro świt…” Smierdzący jelcz z zaspanymi ludzmi rozbrzmiewał nagle wigorem tej porannej pieśni, loki nagle skręcały mi się we właściwą stronę, zapominałam o nieodrobionej matmie, czułam się jak młody ptaszek buszujący po lasach pod opieką Eos, jutrzenki różanopalcej… Minęło tyle lat i ta pieśń nadal działa.

  5. Kanarek, wróbel—oba ptaszki mogą być. Gorzej jak jądro ciemności podcina skrzydła.

Komentarze są wyłączone.