Medytacja

Medytacja. Modne dziwactwo? Jakaś joga, ajurweda albo inny buddyzm. A i owszem. Medytacja nie jest jakimś panaceum, cudownym lekiem na cale zło. A jednak pomaga, służy, wycisza. Moda na medytowanie to wraca, to znów przemija, bo przecież samo sięganie po dziwne praktyki jest modne. Moda czasem się może przydać.

Mój przyjaciel antropolog kulturowy i filozof zżyma się, gdy słyszy od swojej krewnej Krysi:

– Chodzę na jogę, na siłownię i czasem wpadam do naszej mistrzyni [znanej aktorki] na lekcję dharmy.

– Lekcja dharmy? A cóż za kolejne dziwactwo wymyśliła? Gdy słyszę jak w kółko powtarza: mam złą karmę, co za karma, w dharmie mi tak wypadło, wolny termin u masażysty? – to nóż mi się w kieszeni otwiera! Co ona wie o dharmie? Nauczyła się kilku słówek i popisuje się nimi, że też ludzie ze wszystkiego muszą zrobić sobie powód do pompowania ego – zżyma się i po chwili dodaje: – Dharma to wieloznaczny termin. Prawo powszechne, ostateczna rzeczywistość, doktryna buddyjska, nauki samego Buddy Śiakjamuniego, to również Prawda, prawda ostateczna, oraz wszelkie zjawiska, rzeczy, elementy, atomy, ale nie ma nic wspólnego z masażystą ani fryzjerem Krysi -­ mówi  z przejęciem.

Proponuję żeby usiadł i zaczął medytować, albo żeby wszedł w przestrzeń tao, czyli w akceptującą zgodę.

– Zacznij od kontemplacji, czyli skupienia na jednej myśli albo na obrazie. Przyglądaj się uważnie opadającym liściom herbaty w szklanym czajniku. Oddychaj.

-Wiesz co – po kilku chwilach odzywa się przyjaciel – to pomaga. Kiedy teraz pomyślę sobie o Krysi, to przychodzi mi do głowy, że jak na nią to i tak długo wytrzymała wśród buddystów. Może w jej przypadku to działa?

 

Zostawmy mego przyjaciela, niech trwa w medytacji. Niech odnajduje siebie bez wewnętrznych dialogów i monologów wygłaszanych w ciszy własnego umysłu, a raczej w hałasie skojarzeń, chaosie sygnałów. Wiele osób utożsamia siebie, czyli własną tożsamość z myślami. Tymczasem myśli, co prawda nadają znaczenie rzeczywistości, którą odbieramy, ale nie są nami. Ceną za nową korę mózgową, zdolność do mówienia, planowanie strategicznego, empatię i poczucie humoru jest ograniczona percepcja. Widzimy, słyszymy, odczuwamy słabiej, mniej dokładnie od kotów, psów czy sokołów. Luki percepcyjne wypełniamy myślami. Rzecz nazwana myślą istnieje. Dla niewprawnego umysłu tylko takie rzeczy, zjawiska, ślady – istnieją. Tylko te nazwane. Ów umysł może zrozumieć, przeanalizować tylko to, co zapisał. W myślach pojawiają się oceny oraz interpretacje. Następnie porównywane są do wzorców, schematów zapisanych w mózgu. Ich efektem stają się emocje. W wyniku emocji podejmujemy działania, nie w wyniku myśli. Racjonalność jest jedynie obróbką emocjonalności, choć skutkiem ocen. To wiemy już niezbicie z coraz dokładniejszych badań i eksperymentów.

Żeby przerwać strumień ocen, gdybań, a w efekcie założeń, lęków, niepotwierdzonych hipotez przydatna jest medytacja. Część ludzi po to żeby wyłączyć bolesny strumień myśli pije alkohol, zażywa jakieś uspokajacze albo inne specyfiki, żeby tylko na kilka godzin wyłączyć strumień świadomości, siebie utożsamionego z myślami. Medytacja jest tańsza, bardziej ekologiczna i co więcej w głębi niemyślenia odnajduje się siebie, a tam jesteś ty, co ciekawe inny, inna od myśli. Bardziej uśmiechnięta.

Medytacja
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

19 komentarzy

  1. Hmmm, fajne pytanie ;-) To jak to czuję… sama jestem zanurzona w energii, następuje wymiana mojej i z tą zewnętrzną. Ona sama przez się wędruje we wszystkich kierunkach. Usadawia się też w danych miejscach. Np czuć różnicę kiedy idziemy do aszramu a kiedy na halę targową. W aszramie jest energia spokojniejsza, pracowało nad nią wielu ludzi. To samo choćby ze zwykłym mieszkaniem, kiedy kończy się medytację czuć tę odświętność, ciszę. Każdy kto jest na tę energię wyczulony, odczuje różnicę, że tu się coś działo ;-)
    Tak sobie o tym myślę, ale nigdy się nie zastanawiałam, zawsze działałam i po, było mi dobrze, więc wnioskuję, że coś dobrego ta energia robi jednak ;-) Najlepiej testować samemu bo może u każdego też jest inaczej? ;-) Nie wiem.

  2. Witam Mistrza Macieja i wszystkich Poszukujących na tym blogu.
    Mnie zastanawia co z energią podczas medytacji, co robi co się z nią dzieje, bo przecież energia podąża za uwagą. Czy ona odpoczywa, regeneruje się ? Czy też skupia w jakimś miejscu? Czy też nic nie robi. Co o tym myślicie?

  3. Od tych medytacji jakoś tak ten blog pojaśniał i już nie jest tak czarnościowo.
    Brawo!

  4. Agnieszka Kawula czytam ciekawy tekst “Poniedziałki dla Siwy” Medytuj ,medytuj :)

  5. Dzisiaj miałam kolejne fajne spotkanie z koleżanką. Tak sobie gadałyśmy o życiu, o zmianie itp. Jak zwykle miałam pakiet pytań coachingowych , koleżanka poddaje się moim badaniom ponieważ zauważyła u siebie wiele pozytywnych zmian. Zmiana samej siebie spowodowała wiele zmian w jej otoczeniu. Fajnie tak patrzeć, że człowiek przestaje się miotać i zaczyna żyć:) Dla niej medytacją jest taniec. Ostatnio była na warsztatach nad morzem i wróciła niesamowicie odmieniona.

  6. hehe he;))))))))))))))))))))
    kiedys stan gonitwy mysli napedzanej emocjami byl dla mnie czyms zupelnie normalnym ,choc meczacym.myslalam czasem ,ze moj mozg mnie wykonczy,a ze nie mialam ciagoty do uzywek-nie moglam nic madrego wymyslic,tysiace robotek zaczetych nieskonczontych ,ksiazek niedoczytamych ,pomyslow niezrealizowanych;((((i ciagle zmeczenie….
    tylko dlatego ,ze nadprodukcja mysli wymagala miec 48godzinna obsluge w realizacji.wtedy dalibysmy rade,wraz z zastepem 7 krasnoludkow ,poslusznych i niestrudzonych…..
    i wtedy ,zupelnie przypadkiem trafilam na joge.po poltorej godzinie cwiczen i niemyslenia o niczym poza trwaniem w oddechu,wychodzilam zresetowana-i widzialm o wiele wiecej poza wlasnymi projekcjami!!!!jakby ktos mi przemyl szyby!!!!czulam ,slyszalam,widzialam.zanim oczywiscie mozg nie wlaczyl sie ze swoim starym programem;((((niestety ,w nowej pracy znow wymagano ode mnie krecenia diabelskim mlynkiem umyslu czasem ponad dobe non stop….a po pracy wciaz to samo zycie;((((ktore cialo wytrzyma taki wyzysk?????
    nie wytrzymalo,peklo.po powrocie z choroby szarpalam sie mocno ,zeby sie nie wkrecic w zajecia ponad sily….jak spogladam w stray kalendarz-ile w ub roku zrobilam tysiace spraw-zamienilam stare zajecia nowymi.troszke oszukalam sebie.dibelski mlynek znow sie krecil w startym tempie.nie pomogly lekcje-no to kolejna prosze.
    ten rok byl dla mnie 0dwykiem,od myslania ,od skrajnych emocji,zdrowienia w glowie,odcinanai straych,budowania nowych nawykow,zycia slow.
    jakie to trudne,jka sie ma umysl;)))))))))))))))))))))))))

    pamietacie piosenke Wysockiego?
    “Koni priwieriedliwyje”?????

  7. W świecie rozpaczliwego biegu do przodu każdy głęboki oddech jest już wartością.

  8. Dzisiejsza kawa, w nowym kubeczku od przyjaciółki, uświadomiła mi, że obudziłam się do innego spojrzenia na śnieg i szybko chylący się ku zachodowi dzień. Pod białą kołderką śpi życie, które już niedługo wybuchnie z mocą, której nic nie powstrzyma. Krótkie dni przynoszą długie noce i niekończące się szczere rozmowy z tym, co ciemne, zgniłe, przerośnięte, stare, czekające na pożegnanie.
    Obudziłam się do nowej jakości ciszy i choć dookoła tyle dźwięków to one znikają, kiedy tylko zamykam oczy, albo wpatruję się w ciepły płomień świecy.
    Obudziłam się dla nowego dnia, wypełnionego świadomym oddechem, który prowadzi do dotlenienia całego ciała i zwiększonej aktywności mózgu.
    Obudziłam się by pożegnać sny, gdzie Mick Jagger bardzo chciał być moim kochankiem, a ja wolałam badać z pewnym lękiem papieskie piwnice i ciasne przejścia, by w końcu usłyszeć stłumione rozmowy o tym, jak ważne jest utrzymanie tajemnicy, że Jan Paweł II żyje. I kiedy już miałam nacisnąć drzwi, za którymi czekała na mnie pulsująca Tajemnica, otworzyłam oczy, spragniona wody.

    Obudziłam się do nowej jakości relacji, gdzie powierzchowność już mnie nie zadowala i szkoda mi na nią czasu.
    Obudziłam się do mówienia TAK, gdy czuję, że to jest to słowo i nie bać się NIE. I że jeśli ktoś mi mówi NIE to nie znaczy, że mnie nie kocha, nie szanuje i nie chce się ze mną spotykać, tylko ma po prostu inne zdanie na temat jakiegoś zagadnienia, a nie mnie samej. NIE nie dotyka już mojej osoby, nie wchodzi w serce i nie sieje spustoszenia, nie produkuje litrów łez. NIE jest nie i idziemy dalej. Nawet jeśli przez chwilę wskoczy stare myślenie, szybko przychodzi wiatr, rozwiewający chmury nabrzmiałej iluzji.
    Obudziłam się do innych smaków, które nie muszą już pieścić zmysłów, a dawać porządną dawkę energii ciału, które chce się rozwijać, rozluźniać, przekraczać granice sztywności.
    Obudziłam się do prostoty tego, co jest, gdzie ilość nie znaczy jakość, a im mniej tym więcej przestrzeni we mnie, ale też tej dookoła, w której rodzą się kreatywne pomysły.

    Obudziłam się, ale jednak czasem zasypiam, zapominam, gdzieś umyka mi trzeźwość, a kiedy sobie to uzmysławiam, jest już kilkanaście minut po fakcie, a co za tym idzie, przegapiłam COŚ. I czasem na granicy trzeźwości i upojenia kupuję sobie i przyjaciółce w księgarni książeczkę “MEDYTACJE dzień po dniu”, która okazuje się być poradnikiem duchowym dla osób uzależnionych od środków zmieniających świadomość. I jak czytałam poszczególne medytacje, jakoś niczego dziwnego nie zobaczyłam w haśle Program, trzeźwość, uzależnienia. Dopiero później zostałam “uświadomiona” i pękałam ze śmiechu. Ale czymże różni się osoba uzależniona ode mnie sprzed kilku lat? Dziś Programem jest dla mnie codzienna medytacja i nowe, pozytywne myślenie, a trzeźwość to życie w Tu i Teraz, bez zagłuszania jakiejkolwiek cząstki mnie.

    Obudziłam się i czasem nie potrafię zasnąć, a jak śpię, budzę się po kilku godzinach w środku nocy, wyjątkowo aktywna. A w tym nocnym obudzeniu ciało odpoczywa w bezruchu ciesząc się wewnętrznym ruchem.

    Obudziłam się do bycia w samotności i wcale nie czuję się osamotniona.
    Obudziłam się do miłości, choć nie potrzebuję kochanka u boku, ani nawet Micka Jaggera. Wystarczy mi to, co mam, a mam to, co najważniejsze, SIEBIE.

  9. a widzisz zośka , każdy powinien szuka swojego sposobu medytowania. To co nam mówią inni jest tylko wskazówką , c możemy wypróbować. Jak na nas nie działa to nie ma sensu się męczyć:)

  10. Aniula,
    medytacja w ogólnie rozumianym sensie–jak piszesz– bywa czasami nudna, bo umysł się często nudzi, ale z moich doświadczeń medytacyjnych wynika, że o wiele częściej nudzę się nie medytując, tylko np. gotując zupę, niz kiedy siedzę i oddycham. Bo kiedy robię zupę te same powszednie mysli, starzy nudziarze, towarzyszy mi przy tym zajęciu –np. nie zapomnij dodać przyprawy, znowu ziemniaki za duże, etc., a kiedy siedzę i oddycham żadna patrzę na każdą mysl, która się pojawi jak na chmurkę–i puszczam ją dalej, aż rozchmurzenia nieba umysłu, co czasami też się zdarza , choć nie po to “siedzimy”, by sobie fundować za darmo film “atlas chmur” umysłu i part two “słońce umysłu” :)

  11. Rewelacyjnie medytuje się przy robieniu dżemu z dyni. Na początku bierze się dyńkę ( ja miałam taką ogrooooooomną ) i odpowiednimi nożami trzeba ją pociąć, coby sobie paluchów nie poobcinać. Potem dobrym nożykiem trzeba poobierać, pesteczki z miąższu wyłożyć na papierową serwetkę, a jak wyschną dobrze to zjeść coby zabić “robale”, które ze względu na złe odżywianie mogłyby się zalęgnąć w organizmie:) Następnie dyńkę się kroi, zalewa wodą i gotuje. Jak się trochę rozgotuje to posypać cukrem tyle ile się uważa i gotujemy dalej. Jak się ciapcia zrobi( można zostawić większe kawałeczki) to wsypuję z 2 galaretki morelowe, jak dużo dyni to trzy. Potem dodaję sok z cytryny coby mdławe nie było. Niektórzy dają jeszcze cynamon ja jakoś nie przepadam. Jak się wymiesza wszystko i na smak dobre, to przerzucić trzeba do słoików, pozamykać , odwrócić dnem do góry i tak z 15 min potrzymać. Potem to już tylko Nirvana jak wystygnie:) Przepis jest w wersji medytacyjnej “Na Oko” jak komu wyjdzie będzie dobrze , trzeba polegać na intuicji:)

  12. :)

  13. Hmm dla mnie medytacja w ogólnie rozumianym sensie jest nudna okropnie:) Lepiej realizuję się w działaniu np: wyszywam to w sumie też medytacja , kolejny krzyżyk , inny kolor, wszystko ma swoje miejsce. Mózg się resetuje, niczego nie ocenia , nigdzie nie błądzi. Kolejny krzyżyk, kolejna linijka, skupienie na pracy.:)

  14. Agnieszko,
    siedzenie w medytacji nie jest ani trochę więcej prawdziwe, czy też ani trochę więcej fałszywe od niesiedzenia w medytacji. To Twój umysł nadaje znaczenia. To, co opisałaś , to mi się zdaje, jest faza relaksacji w medytacji, można ją poczuć także nie medytując. Na przykład siedząc nad wodą albo tańcząc, albo śpiewając. Nie jestem ekspertką od medytacji, ale z tego, co wiem, medytacja na pewno nie prowadzi do podziałów–realne nierealne, prawdziwe, nieprawdziwe, czyste, hałaśliwe, etc. Ona donikąd nie prowadzi, tak by można z grubsza powiedzieć.

  15. A propos jogi i tego całego dziwactwa… to miałam dziś sen: Mój hinduski nauczyciel powiedział mi, że zbliża się wojna, czas niepokojów, ale on ma dla mnie zadanie. Wybudował głęboko pod ziemią schron, tam mam siedzieć w ciemności i ćwiczyć jogę. A jak się skończy ten czas, przyjdzie po mnie i będę miała co robić na powierzchni ;-)
    Zrobiłam jak kazał i ćwiczenie w takich ciemnościach było nie lada wyzwaniem. Niesamowite uczucie…

  16. Co jest prawdziwe, a co nie istnieje. Skąd mogę mieć pewność, że to, co widzę jest realne? Czasem to, czego nie widać, jest prawdziwsze niż to, na czym siedzę. Ostatnio mam wrażenie, że to, co istnieje naprawdę to PUSTKA.
    Zamykam oczy, oddycham i jestem w niej. Tam jest wszystko, ale też nie ma niczego. Znika to, co mnie otacza, moje ciało i jego przygody przestają mieć znaczenie, bo pochłania mnie COŚ, przenika, sprawia, że staję się niewidzialna, bez formy, niemal eteryczna. I wtedy wiem, czuję, że TO nienazwane istnieje. Nie ma niczego więcej. Jest tylko TO, a wszystko inne to fantazje chorego umysłu, który w pewnym momencie znudzony tym, że ma WSZYSTKO zaczął tworzyć jeszcze więcej.

    Przychodzi moment, gdy otwieram oczy i zaskakuje mnie realność podłogi, ciała, pokoju, głosów zza ściany. Patrzę na swoje ręce i nogi jakbym widziała je po raz pierwszy. Jak to możliwe, że przed chwilą coś innego było prawdziwe, a teraz już pojawia się inny świat, równie realny? Za każdym razem tak samo zaskakują mnie kształty, zapachy, smaki, ciężar własnej głowy.

    Nie potrafię jeszcze pojąć jak to możliwe, że PUSTKA może być tak PEŁNA, że aż się z niej przelewa?

    Zamykam oczy – nie potrzebuję robić nic innego, tylko BYĆ.
    Otwieram oczy – pojawiają się obowiązki, oczekiwania, emocje, jedzenie, ludzie, zwierzęta, niebo, pieniądze, ciepło, zimno.

    Zamykam oczy – prawda.
    Otwieram oczy – fałsz.

    Przy każdym mrugnięciu oczu, kiedy powieki opadają, a rzęsy dotykają skóry, przypominam sobie o prawdzie.
    Kiedy powieki wędrują ku górze, często wpadam w kłamstwo.

    Mówią, że zdrowy człowiek mruga średnio 10-20 razy na minutę. Tyleż samo razy na minutę mogę zanurzyć się w PUSTYM, które wypełnia.

  17. Medytacja na pewno jest tańsza od alkoholu, a znacznie znacznie–przynajmniej na początku–trudniejsza, gdyż umysł zrobi wszystko, by nie przerwać swojej hałaśliwej działalności. Wmówi sobie, że:
    a) już jest spokojny,
    b) to nie dla niego,
    c) jeszcze co z tego złego przyjdzie,
    d) wpisać inne zastrzeżenia, na pewno się znajdą :)

Komentarze są wyłączone.