iluzje

Metafora jako narzędzie zmiany. cz. 2. Iluzje

Stwierdzenie, że życie jest opowieścią brzmi jak nieco naiwny XIX- wieczny cytat. Tymczasem współcześni badacze świadomości – zarówno neurofizjologowie i biologowie jak Antonio Damasio, Jaak Panskepp, Bruce Lipton, jak i filozofowie umysłu i kognitywiści – Daniel Dennett czy Susan Blackmore, dostarczają nam coraz to więcej dowodów, że tak jest w istocie. Poziom badań przekroczył Rubikon hipotez i zaczął przynosić dowody, które pokazują, że mózg (wciąż nie wiemy dokładnie jak to robi) za każdym razem, kiedy budzi się ze snu stawia hologram rzeczywistości. W tym hologramie pojawiają się twoje interpretacje – barw, kształtów, dźwięków, smaków, odczuć itd. Dopiero na tej matriksowej siatce mogą się uaktywnić twoje przekonania w postaci myśli a następnie interpretacje ludzkich gestów, słów, zachowań i wreszcie wartości i całe złożone historie, w które wpasowuje się nowe doświadczenie. Doświadczenie bowiem wpasowuje się w już zastały krajobraz w umyśle, trafia na gotowe podłoże i jednocześnie poprzez istniejące wzorce (schematy poznawcze) jest interpretowane. To jednak, czego umysł nie zna, tego nie może nawet zobaczyć.

*

Nadal nie wiemy jak to się dzieje, że biologiczny organ jakim jest mózg, zestaw jakby nie było komórek, wspierany kolejnymi układami (współczulny, przywspółczulny, limbiczny, limfatyczny i wieloma innymi) tworzy umysł wraz ze świadomością, tożsamością i ciągłością, z której nieoczekiwanie wyłania się – osobowość. Historia o nas samych wciąż przez siebie powtarzana sobie staje się kontinuum, osobowością, tobą, mną, nim. Choć w istocie jest zlepkiem wspomnień, cudzych opinii, przypadkowych reakcji na bodźce, wyuczonych automatyzmów. Ów chaotyczny zlepek dość przypadkowych informacji, obrazów, dźwięków, sugestii zatrzymanych w pamięci – mózg układa w jako taką logiczną całość. Istnieje w naszych zdolnościach neuronalnych zadziwiając mechanizm, który nadaje naszemu życiu sens, poczucie ciągłości, jedno wynika z drugiego, jeden fakt klei się z drugim. W dodatku w polu naszej uwagi pojawiają się koncepcje totalne jak osobowość, bóg, poczucie sensu, które przekładają się na tak zwaną racjonalność. Ich globalność objawia się w tak powszechnym oddziaływaniu, że nie zauważamy na co dzień jego działania podobnie jak grawitacji. Przeciętny obywatel słuchając wykładu Dennetta wzruszy ramionami – świat jest, miasto jest, ulice są, ja jestem, mam włosy z przedziałkiem i czarny sweter, polityk X-owski kłamie, a polityk Y-grekowski mówi prawdę, bułka z serem jest smaczna, sąsiadka wychodzi z psem na spacer – o co chodzi? Jakie iluzje? Rzeczywistość to rzeczywistość. Wierzymy we własne iluzje nawet jeśli są dla nas destrukcyjne lub w efekcie prowadzą do handry, braku satysfakcji czy depresji. Potrzeba racjonalności jest w nas silniejsza niż dążenie do życiowej satysfakcji.

*

Dzięki neuronaukom wiemy również, że racjonalność jest nie czym innym jak przypisaniem własnemu doświadczeniu znamion prawdy. Piszę słowo prawda kursywą, gdyż jest ono emanacją właśnie owej zadziwiającej własności naszych umysłów do tworzenie zwartych historii. Dzięki temu uzyskujemy poczucie ciągłości, ogarniamy własne doświadczenie, tworzymy komunikację społeczną i te wszystkie pojęcia – od ogólnych jak: wartości, naród, cywilizacja, rodzina, bóg – po bardziej szczegółowe jak: sukces, praca, smaczna kawa i energooszczędna lodówka. Podobnie rzecz ma się ze słowem: wiem, wiedza, wiemy – posiadanie wiedzy jest iluzoryczne, gdyż nie wiemy co znaczy coś wiedzieć. Mózg np. pod wypływem kontuzji, substancji psychoaktywnych, alkoholu, nikotyny, czy też zbyt niskiego poziomu cukru – może przestać wiedzieć to co wiedział. Może zgubić zapamiętane informacje, zatracić zdolność do szeregowania śladów pamięciowych, ich wyszukiwania itd. Czym zatem jest wiedza?

*

Coraz częściej mówi się też o wieloaspektowości jaźni lub wieloosobowości. Możemy zatem być wieloma osobami w jednym ciele i zachowywać się skrajnie od – egoizmu po altruizm, od histerii po psychopatię, od staranności po chaotyczność. Dawne testy osobowości odchodzą do lamusa. Ten sam człowiek w różnych sytuacjach może być stanowczy lub uległy i nie jest to wynik zaburzeń osobowości jak sądzono ale zdolności adaptacyjnych! Zdolniejsze jednostki lepiej się adaptują do sytuacji, te o bardziej sztywnych strukturach osobowości  – gorzej.

*

W wielu słownikach synonimem słowa jaźń jest sumienie zaś bliskoznacznym do sumienia jest zarówno świadomość jak i miłosierdzie a także zrozumienie, poczucie, uzmysłowienie, unaocznienie, uwidocznienie a nawet obyczajowość. Innymi słowy trzeba sobie coś unaocznić, dostrzec dany element był stał się on dla nas faktem. Choć fakt w kontekście neuronauk jest tak samo iluzorycznym pojęciem jak prawda.

*

Weźmy choćby lubienie czegoś. Jedno z podstawowych kryteriów naszego życia: lubię lub nie lubię. Lubię oznacza, że coś mi smakuje, coś ładnie brzmi, wygląda, sprawia mi przyjemność lecz również, że kogoś szanuję, podziwiam lub po prostu z nieznanych powodów miło mi w czyjejś obecności, choćby na FB. Lubię to także: podoba mi się, ma ładny zapach, miłą w dotyku fakturę, śliczny kolor. Lubię oznacza również: muszę realizować swój nawyk, denerwuję się, gdy piję kawę inną niż ta, którą lubię.

Często powtarzam swoim studentom, że gdy ich partnerzy lub partnerki mówią: najlepszą zupę pomidorową gotuje moja mama – kłamią (najprawdopodobniej nieświadomie). W istocie ten komunikat należałoby przetłumaczyć w następujący sposób: Moje kubki smakowe od wczesnego dzieciństwa zostały przyzwyczajone do charakterystycznych bodźców, podobnie jak receptory węchowe. Bodźce wzrokowe reagowały na specyficzny kolor. Wszystko to stworzyło schemat a następnie wzorzec, który poprzez wielokrotne powtarzanie został przeze mnie zapamiętany i utrwalony jako właściwy rodzaj zupy. Dodatkowo potrzeba związana z zaspokojeniem głodu lecz także bycia karmionym, bezpieczeństwa, doświadczania opieki i inne, utrwaliły się w owym wzorcu zupy, do którego tęsknię ilekroć siadam do stołu lub czuję się głodny. Wtedy chcę na rączki do mamy!

Dlatego stwierdzenie, że życie jest opowieścią czyli metaforą pełną tego rodzaju iluzji, samo w sobie brzmi jak naiwna metafora. Opisuje jednak ów zadziwiający stan podobny do odkryć fizyki kwantowej. Iluzje zatrzymujemy na chwilę jak w rozmazanej stop klatce a potem wierzymy, że są prawdą o nas samych i otaczającym nas świecie. Zabawna historia, gdyby z jej powodu nie toczył się wojny, spory, konflikty i setka innych nieszczęść. Co ciekawe – znaczenie tych odkryć przeczuwali już tysiące lat temu buddyjscy mnisi i taoistyczni wędrowcy. Ich słowa brano jednak za ezoteryczną poezję.

cdn.

Metafora jako narzędzie zmiany. cz. 2. Iluzje
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Znowu odgruzowuje chałupę… tak metaforycznie, wraca potrzeba budowy zamku warownego :) Ale idzie mi coraz lepiej z tym odgruzowywaniem… szybciej reaguję :)

  2. Ciekawy, zbierający wiedzę o osobowości i zmianach post. Zgadzam się z tym, że metafora powinna rządzić światem. Nie ludzka głupota, ślepota, dosłowność i wady, radykalizm, lecz metafora. O ile bardziej zbudowany byłby świat, który do czegoś dąży, wznosi się na poziomy wyżej, czyta książki (nie bo ktoś mu każe w szkole, lecz sam z siebie), przepracowuje mechanizmy hejtu i sekowania ludzi, typowania kozłów ofiarnych, deprecjonowania i dewaluowania innych w kierunku zrozumienia inności, zwiększenia samoświadomości. Przed Świętami ludzie stają się na krótki czas dla siebie odświętni. Odświętnie mili, odświętni ponad podziałami i animozjami, odświętni w esemesach. Szkoda, że trzeba czekać na pewne słowa i zachowania cały rok. Szkoda, że pogoń za pieniądzem i życie życiem naśladującym życia innych ludzi dookoła, by nie być gorszym a lepszym, często gęsto przesłania wejrzenie w świat własnych potrzeb.

    Tak, się patrzę czasem na ludzi. Zmęczone twarze, anonimowy tłum, starsze osoby ubierające się w ciucheksach. Dokąd my tak wszyscy pędzimy, gdzie tak i czemu należy się w ten wir prędkiego, efektywnego, namacalnego finansowo rzucać? Czy to odmienia jakoś tempo i miejsce śmierci? Odpędza ten moment?

Komentarze są wyłączone.