metafory

Metafora jako narzędzie zmiany

Pewien mój klient powiedział na zakończenie sesji coachingowych, kiedy spytałem czego jest świadom teraz, w finale naszego treningu: Trochę przesrałem swoje życie do tej pory. Zmiany pracy, nieudane związki. Nie osiągnąłem też sukcesu materialnego o jakim marzyłem jako młody chłopak. Swoją drogą przede mną jest około 30 lat życia, jak dobrze pójdzie, może mniej, może nieco więcej. Coraz mniej rzeczy mnie dziwi, jak Sławomira Mrożka, którego cytowałeś w czasie sesji – coraz mniej spraw mnie śmieszy choć powodów do śmiechu jest coraz więcej. Mógłbym się jako wegetarianin do końca życia żywić owocami z jabłonek przed domem. Niewiele potrzebuję. Mogę powtórzyć po twoim starym znajomym śpiewaku operowym – „od dawna wiem jak śpiewam”. Oczywiście „śpiewanie” dotyczy mego zawodu – informatyka. Zmierzyłem się z wieloma granicami. Doznałem niezliczonych strat i wielu sukcesów. Z mojego punktu widzenia wszystko jest w porządku, gdyż nawet kiedy wokół wiele jest bałaganu, już wiem dokąd idę. Nazywam to niezłomnością, o której cytowanie przez ciebie mistrzowie mówią, że droga jest ważniejsza niż cel, gdyż droga udziela nam odpowiedzi. Teraz już rozumiem co mieli na myśli mówiąc, że jedynym celem podróżującego jest odkrycie znaczenia drogi.

Spytałem – czy tym razem mogą zacytować jego słowa. Zgodził się pod warunkiem, że postaram się wyjaśnić o co chodzi „z tą drogą”. W czasie treningów rowerowych mam sporo czasu na myślenie i na niemyślenie, czyli – medytację. W czasie jazdy przyszło mi do głowy, że wszyscy ludzie, z którymi pracuję jako coach i trener transpersonalny zajmują się poszukiwaniem odpowiedzi na pytania o sens życia choć przyjmuje ono różne formy: Jak wychować dziecko na szczęśliwego człowieka? Czy kariera w korporacji jest dla mnie dobrą drogą? Jak ratować swoje małżeństwo? Czy ratować wypalony związek? Jak wspierać swoje zdrowienie? Jaki sens ma moje życie, które prowadzę właśnie w ten sposób?  

*

Inny mój klient powiedział nie dawno: W chwilach zwątpienia i życiowych klęsk, które mam nadzieję już daleko za mną, powtarzałem sobie: „chroń mnie Boże od zgorzknienia”. Gorycz wydawała mi się dnem, czarną godzinną klęski. Wolałem już czuć się winny, osamotniony, przegrany niż zgorzkniały. Dziś wiem, że przetrzymam wszystko, że jakieś straty finansowe, tak zwane problemy w pracy, konflikty z ludźmi – to drobiazgi. Straciłem córkę, straciłem żonę i małżeństwo. Próbowałem pracy na emigracji. Przeszedłem ciężką chorobę. Nic nie jest już mnie w stanie osłabić i żadna sytuacja zranić.

Powiedziałem mu w feed-backu, że dużo w tym jego wyznaniu jest negatywnych emocji i spostrzegania siebie poprzez doświadczenia przeszłości, że nic nie mówi o swoich celach na przyszłość. Odpowiedział: Jestem dzieckiem lękowym, to fakt. Zawsze bałem się nowości, przyszłości, spotkań z ludźmi. Nie martw się o mnie. Kiedy mówię, że jestem niezłomny to oznacza, że już się nią boję przyszłości a to otwiera mnie na dzień jutrzejszy w zupełnie nowy dla mnie sposób. Jest w tym pewność, że jestem niezłomny. Napisz o niezłomności.

*

Pewna klientka na zakończenie sesji mówi tak: Gdyby nie moja nieugiętość już dawno bym się poddała. Chwilami nie mam już sił kursować pomiędzy chorą, starzejącą się matką a dzieckiem, które wymaga mojej stałej opieki. Teraz kiedy syn stał się niepełnosprawnym nastolatkiem jest mi jeszcze ciężej. Matka przestała mi dawać wsparcie, gdyż jest zbyt słaba, zajęta własnymi chorobami. Ale nagle, w czasie coachingu, się coś zmieniło. W czasie sesji odkryłam, że przez te lata stałam się nieustępliwa, potrafię walczyć jak lwica ale nigdy o swoje. Zawsze dla dziecka i dla matki. Dlaczego? Dlaczego nie potrafię być tak zdecydowana gdy chodzi o mnie. Zadałam sobie pytanie jak zmieniło by się moje życie gdyby zaczęła, z taką samą determinacją, walczyć o siebie? I przyszła odpowiedź. Zaczęłabym żyć pełnią życia. Wiem jak. Nie stawiała bym sobie granic. Stawiałabym je innym. Ulegałam i pozwoliłam żeby moje sprawy zostały zepchnięte do nic nieznaczącego – „chciałabym”.

Co zmienisz? – spytałem. Wreszcie zadbam o siebie ale najpierw zrobię listę tego, o co chcę zadbać a potem ustalę jak – i wiem, że to osiągnę, gdyż jestem niezłomna. Setki razy osiągałam rzeczy niemożliwe – kanadyjski akumulator do wózka inwalidzkiego, rentę specjalną dla mojej matki, przebudowę schodów w moim bloku. Moje osobiste potrzeby to przy tym pikuś. Potrzebuję tylko trochę własnej determinacji dla siebie.  

*

Otóż to – niewzruszoność, siła, determinacja, stanowczość, zdecydowanie…niezłomność. Coaching narodził się w sporcie i jest w istocie treningiem opartym na efektywności sportowej, kto tego nie rozumie – sprzedaje iluzje i sztuczki jak dawni handlarze relikwii i cudownych leków, co gorsza ten kto kupuje sztuczki, kupuje również iluzje.

Natomiast trening sportowy uczy niezłomności, wytrwałości, pracy, która przybliża do efektu. W sporcie określa się kolejne etapy i zmierza do wygranej. Kryteria tej wygranej są z góry ustalone. Na przykład dystans biegu maratońskiego to 42 kilometry 195 metrów – i tyle należy przebiec. Początkowa sprawność zawodnika określa jego możliwości na stracie. Sprawność początkowa – plus trening wyznaczają tempo zmian i skalę możliwego do osiągnięcia sukcesu. Bez treningu nie ma jednak wyniku. Na każdym etapie kryteria własnego sukcesu może zmieniać sam zawodnik. Wraz z poczuciem wpływu zmienia się jednak postrzeganie sukcesu. Rzeczy niemożliwie stają się realne. Na przykład ultramaratończyk Ryszard Kałaczyński, rolnik w Wituni pod Więcborkiem, ukończył w tym roku 366 maratonów w 366 dni bez dnia przerwy i nie jest to jedyny jego sukces tego rodzaju. Teraz planuje 100 ironmenów w 100 dni. Aleksander Doba w wieku 68 lat pokonał Atlantyk, Tadeusz Niesiobędzki po przekroczeniu 60 r.ż pokonał w ciągu 12 godzin dystans 365 kilometrów płynąc na kitesurfingu.

*

Kiedy pytam moich klientów co sprawiło, że w pewnym momencie życia stali się tak niezłomni w swoich sprawach, podobnie jak wymienieni mistrzowie sportu – słyszę podobne odpowiedzi. Zmienili opowieść o sobie. Życie jest metaforą, to prawda, co mówiłeś. Dopóki nie zmienia się opowieści o sobie nie przychodzi zmiana. Zmienić opowieść o sobie to znaczy zacząć mówić do siebie w inny sposób. W jaki? Nie chodzi tu o proste i głupie wykrzykiwanie „jesteś mistrzem” – to nie działa, gdyż nie jest twoje. Chodzi o zmianę narracji, czyli sposobu prowadzenia rozmowy ze sobą. Do tej pory gadałem do siebie głosem swojej matki, wrogim i oskarżycielskim. Mówi jeden z klientów.

*

Inny powiedział: Dzięki coachingowi okryłem, że wszystko jest opowieścią, porównaniem czy jak tam chcesz – metaforą. Wszystko bez wyjątku. To co myślałem o małżeństwie, o marce samochodu, o jedzeniu na kolację, co wybierałem w markecie i na jakie osoby zwracałem uwagę, w co wierzyłem i to co mnie denerwowało – to była kwestia opowieści. Większość z nich zasłyszałem i uwierzyłem w nie, resztę sam sobie wymyśliłem. Teraz wreszcie rozumiem na czym polegają te wszystkie techniki związane z przekonaniami, które przećwiczyliśmy  Kiedyś zrobiłem test. Przez cały dzień nagrywałem na dyktafon historie, które miałem w głowie ilekroć zorientowałem się, że moje oceny wynikają nie z tego, co widzę, ale jak „to” interpretuję. Byłem w szoku, że za każdym razem w mojej głowie odzywała się historyjka, która korzeniami sięgała dzieciństwa. Wszystko co mamy w głowie to bajki – straszne albo wesołe. Wolę opowiadać sobie wesołe a przynajmniej takie, które pozwalają mi czuć się ok.

Cdn.

Metafora jako narzędzie osobistej metamorfozy
Metafora jako narzędzie osobistej metamorfozy (3.XII.15)

 

  

Metafora jako narzędzie zmiany
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Temat pracy nad sobą już dawno mi towarzyszy. Teraz jakby bardziej świadomie. W „Coaching Tao” wyczytałam jak ważne jest przepracowanie tych rzeczy, które bolą, żeby móc pracować z innymi. Wzięłam sobie to do serca i ruszyłam w drogę. Ostatnio miałam okazję podsumować te moje 5 letnie zmagania. Fajne warsztaty, ćwiczenie z przeszkodą, przede mną wizja mojego Przeznaczenia- Misji. Nie stratowałam przeszkody, nie starałam się jej ominąć, tylko z nią zatańczyłam :) Prowadząca ( terapeutka) podejrzliwie na mnie patrzyła ;) Tu jest gdzieś haczyk, powiedziała. A mi się tak pomyślało ” To Twój haczyk, nie mój” :) Popatrzyłyśmy na siebie, strzeliły uśmiechy i nie trzeba było nic mówić. Była też zaniepokojona, że moje przeznaczenie miało potrzebę usiąść… no bo Hellinger powiedział… kiedy weszłam w to miejsce poczułam, że w końcu odpoczywam i jest mi tak super, teraz to ja mogę działać :)…. Trudno wyłączyć racjonalność, ciężko się poddać intuicji, no przecież ona taka nierealna… Przez całe życie naprawdę ciężko pracowałam, dawałam z siebie na maksa i byłam wykończona, teraz też daję na maksa , bo inaczej nie umiem, ale jest wymiana i czuje przypływ energii. Jestem uparta i jak wańka wstańka nie daje się trudnościom…. ale to tez dzięki moim bliskim. Pozwalam im się już podeprzeć, jak potrzeba ;) W końcu …. :)

  2. To będę opowiadał o sobie lepsze historie :)

Komentarze są wyłączone.