Michał i coaching

Za moim nieżyjącym już przyjacielem Michałem Brudzyńskim powtarzam, że zawód coacha nie jest specjalnie uprzywilejowany etycznie, choć pozory mogą mylić. Swoją drogą to już dwa lata, kiedy Michała nie ma wśród żywych i 5 grudnia mija druga rocznica mego bloga, wtedy rozpocząłem pisanie, kilka dni po jego śmierci.

W przyrodzie dość powszechnym zjawiskiem jest tak zwany rozkład normalny, czyli kapeluszowy, czyli oznaczający, że normalnym zjawiskiem jest przewaga rozkładów średnich. Najwięcej jest średniaków, średnich wyników, średnich ocen, średnich, czyli przeciętnych, normalnych. Pytani o zdanie respondenci odpowiedzą równie rzadko bardzo lubię jak i nie lubię. Gdy bada się jakieś grupy zawodowe rozkład normalny wyznaczy największą grupę pod względem badanych cech jako: przeciętnie dobrych, raczej dobrych, w zasadzie dobrych. Normalność, przeciętność, schematyczność, przewidywalność jest powszechną cechą. Odstępstwa, anomalia, zadziwiające zależności, nietypowe powiązania cech – te cieszą socjologów i psychometrów. Coś się dzieje! Nietypowy wynik!

Rozkład normalny jest także normalnym rezultatem efektów coachingu. Czy coaching ci pomógł – raczej tak – odpowie większość, chyba, że nieumiejętny badacz w ankiecie umieści odpowiedzieć trudno powiedzieć wówczas wiele wyników, nawet kilkanaście procent ucieknie do tej kategorii. Czy coache są etyczni? Trudno powiedzieć? Czy coaching pomaga? Trudno powiedzieć.  Czy w wyniku coachingu zmieniło się twoje życie? Trudno powiedzieć. Czy twój coach spełnił twoje oczekiwania? Trudno powiedzieć.

Cóż zrobić z wątpliwościami co do ukończenia kursu, lub szkoły coachingowej, że wystarczy wybulić pieniądze i dyplom lub certyfikat ma się w kieszeni? A są przecież kursy, ukończone przez ponad tysiąc absolwentów, fabryka. A są przecież kursy niemal nieodpłatne, za pieniądze europejskie – wystarczy się dostać i dotrwać. Słuchacz musi ukończyć kurs, bo inaczej firma nie dostanie europejskich pieniędzy. A do tego niemal każda szkoła humanistyczna ma swoje studia podyplomowe, zazwyczaj tańsze od najdroższych kursów. W gospodarce kapitalistycznej zawsze było tak, że zły pieniądz wypierał dobry, zawsze też nowy atrakcyjny produkt lub usługa zmiatała starą, a cena dumpingowa zabijała inne ceny. Moda kreowała popyt, a potem podaż. Podaż nagle się zwiększa, gdy są chętni. Ceny spadają. Konkurencja się zjada. Ot choćby smartphon, marzenie sprzed kilku lat, dziś dostępne w przeciętnym pakiecie za złotówkę. Magiczna ręka rynku ureguluje wszystko. No cóż. Magiczna ręka rynku to jednak nie wszystko.

Coache jak lekarze, nauczyciele, spawacze i taksówkarze, sprzedawcy, księża albo dziennikarze podlegają tym samym prawom społecznym i psychologicznym. Można być wybitnym księdzem i księdzem przeciętnym, wybitnym nauczycielem i nauczycielem przewidywalnym, średnim, ale czy to oznacza gorszym? Ależ nie. To jak z aktorstwem. Nasycenie Robertów de Niro, Bradów Pittów, Joaquinów Phoenixów, Tomów Hanksów w jednym serialu wcale na dobre serialowi nie wyjdzie. W Polskim serialu Mariolę z sąsiedztwa świetnie zagra Mariola aktorka. Ktoś miałby tę coachowatość w specjalny sposób sprawdzać? Superwizowanie – swoista kontrola, wsparcie, filtr nie pomogło środowisku psychoterapeutów ustrzec się od trudności. Powszechnie też wiadomo, że cv przyjmie każde informacje. Od lat rekrutuję ludzi do własnej firmy lub uczestniczę w projektach kompetencyjnych dla pracowników. Na papierze dosłownie każdy może wyglądać świetnie. Zdarzają się cv 25- latków tak znakomite, że dech zapiera, ale już praca nie potwierdza ich umiejętności, a tym bardziej zdolności.

Elementy kontrolne w zawodach, które dopiero się tworzą, w obszarach, w których trudno o jednoznaczną definicję roli zawodowej – efekcie przynoszą więcej szkody niż pożytku, albo stają się fikcją, lub źródłem zysku dla instytucji, która chce kontrolować. Nadmiar państwowych koncesji i regulacji wcale nie spowodował wzrostu etyki w rozlicznych zawodach, niekiedy wręcz przeciwnie. Ponadto konkurencja jest spora i zgodnie z zasadą entropii konkurencja działa nierzadko przeciwko sobie różnymi metodami, podobnie jak różna jest etyka i jej rozumienie.

Kiedyś należałem do coachów, którzy usilnie starają się budować jedność ponad różnicami. Michał trochę śmiał się ze mnie, z mojej naiwnej wiary w porozumienie ludzi, którzy przecież rywalizują na rynku konkurencji, albo najzwyczajniej zanurzeni w naszym polskim paradygmacie nie umieją się porozumieć, nie potrafią, brak im zdolności do dyskursu, kreatywności, chęci, zdolności do działania na rzecz wspólnoty. Perłami szlachetnego wyjątku są tu ludzie, u których gościłem niedawno w Poznaniu, Wrocławiu i Szczecinie. Cud, im się chciało.

Niestety en masse coaching z definicji nie czyni nikogo bardziej permisywnym. Dziś już mnie nie ma w kilku instytucjach, miejscach, periodykach, które współtworzyłem. Z ilością siwych włosów na brodzie coraz częściej przychodzi mi do głowy zdanie Sławomira Mrożka: Im jestem starszy coraz częściej chce mi się śmiać i co raz rzadziej się śmieję, rzadko nawet opowiadam kawały.  

Jedyne, co moim zdaniem działa skutecznie, jako dbanie o interesy klienta coachingu przez niego samego, i ostatecznie rozwiewa wątpliwości, to rekomendacja osoby, która odbyła z danym coachem własne sesje oraz odbycie sesji próbnej [na przykład nieodpłatnej]. Zabezpieczeniem jest również własna wiedza, która pozwala na zadanie coachowi istotnych pytań: Czym jest coaching? Jak pan/pani rozumie rolę coacha? Co dla coacha będzie dobrym efektem pracy? Co to są wskaźniki dobrze postawionego celu? I jeszcze kilka osobiście ważnych dla ciebie pytań. Wybieraj, pytaj, jesteś klientem. Żądaj swego. Płać i wymagaj spełnienia umowy i pamiętaj – te same prawa wobec ciebie ma coach. I już. Decyzja. Zawsze można ją zmienić.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

21 komentarzy

  1. A dla mnie coaching -kurs coachingu to moj rozwoj , i duzo przemyslen i czas spedzony na czytaniu wyselekcjonowanych ksiazek a potem mimo wszystko duza odpowiedzialnosc ukryta w kontrakcie , najwazniejszy jest moj kontrakt czyli kontrakt z moim ja. I lapie sie na tym ze nie zawsze chce odrabiac” ustalonych zadan” czasami automatycznie oceniam i dopiero po chwili przypomina mi sie moj osobisty kontrakt .Jest to swoistego rodzaju przygoda i podroz ktora czasami obserwuje z dystansu , a czasami jestem w samym srodku zawieruchy. I ta zawierucha czasami mnie porywa zeby po chwili stanac obok ze spokojem. To cieszy – spokoj i swiadomosc ze wszystko w zyciu ma swoj cel a nic nie dzieje sie przypadkiem i bez wzgledu na okolicznosci kazdy dzien jest niepowtarzalny , nie mozna go ani zatrzymac ani powtorzyc i zawsze jest jakis wybor na ktory mam wplyw lub wprost zalezy odemnie.I coraz czesciej jest to swiadomy wybor albo wybor glosu mojej intuicji To daje radosc , ze czuje , jestem ,kocham ,zyje Czy potrafie za kazdym razem rozpoznac moj wewenetrzny glos? Lekcje jaka mi daje zycie ? – tego jeszcze nie wiem………

  2. ad,dobry material ,to material posiadajacy motywacje;)))))))))))))
    jak ten amerykanski uczen zoski;))))))))))))))

    czesciej ,w naszych okolicach slychac narzekania niz zapal do zmian,nawet zwykle remonty i unowoczesnienia kojarza sie z mordega i straconym czasem;)))))))))))) a przeciez demolka i pyl w domu sa nieodlacznym etapem zmiany na lepsze .

    i do tego-jak z innymi celami w zyciu ,trzeba wiedziec czego sie chce,miec plan ,a nawet plan awaryjny, zasoby, materialy ,majstrow /kto jeszce moze ci pomoc?/;)))))))))no i zaraz na poczatku przewidziec koszty,w tym takze czasowe,energetyczne,finansowe…..no i umiec cieszyc sie uzyskanymi efektami.
    zeby jednak przystapic do realizacji ,trzeba miec wystarczajacy poziom motywacji….
    bez tego lepiej nie zaczynac;))))))

  3. Sokrates mówił, że każdy jest myślicielem, podobnie o lekarzach mówił–zdaje się –Montaigne. Nie trzeba być Sokratesem, żeby domyślać się, że wielu z nas bywa coachami. oczywiście na różnych stopniach umiejętności i skuteczności działania. Obecnie coachuję w mojej artystycznej szkole siedemnastolatka, który przyjechał z USA i ma trudności z mówieniem płynnym po polsku i rozumieniem. Muszę to robić bo uczę go polskiego, poza tym polubiłam go za jego determinację w nauce i poczucie humoru. „Skąd wiedziałeś, że możesz być aktorem?”–zapytałam go (to liceum aktorskie). Błysk w oku i odpowiedz–„Bo umiem kłamać, szybko myslę i o sprawach nieważnych. Ważne mnie nie interesują”. Super na początek. Nie? Nasz „Amerykanin” zaraża polskich kolegów otwartością i zapałem. Właśnie po angielsku przeczytał „Króla Edypa” (po polsku nie byłby jeszcze w stanie) i jako jedyny w klasie poważnie i rozważnie początkującą polszczyzną podjął się interpretacji dramatu. I robił to „czysto”, po swojemu, trzymając się (angielskiego) tekstu greckiej tragedii. Widzę jak uczy moją klasę swą „odmiennością” i jak powoli, powoli, staje się jej częścią.

  4. … bo wiele zależy od szkolenia, ale więcej moim zdaniem od tzw. materiału ludzkiego. Dobry materiał i z przeciętnego szkolenia wyciągnie co się da, przerobi i wypuści na zewnątrz 100x więcej pożytków!

  5. ja zas mam satysfakcje ze strategii „wygrana -wygrana”.
    wracajac do tematu skutecznosci coachingu i coacha….

    wiele z tego co dzis w moim zyciu sie dzieje,to efekt badzo inetensywnej pracy w ramach programu szkolacego coachow za unijne pieniadze….mozna kwestionowac wartosc takiego szkolenia,ale ….
    dobrze przylozylam sie do cwiczen ;))))))))))) i self-coachingu
    efekty nie byly od zaraz widoczne-w rok od egzaminu-rozwiazalo sie wiele spraw, na ktore wowczas w ramach szkolnych cwiczen zwrocilam uwage,szczerze odpowiedzialam sobie na pytania, podjelam jakies dzialania.wyszlam spod sciany ,o ktora co chwila walilam glowa.
    przede mna jeszce duzo pracy ;)))),ale dzis wiem, ze jestem w drodze.rozgladam sie na boki-i czasem widze tez rzeczy piekne i dobre,trudnosci nie orzeslaniaj mi celu,spotkanym ludziom nie wieszam na plecach mojego bagazu….;))))pomagam jesli moge i nie martwie sie ,ze nie z kazdym mi po drodze;)))))
    coaching nie rozwiazal wszystkich moich problemow i na wlasnej skorze zrozumialam,kiedy i w jakich sytuacjach moze pomoc.po drodze nauczylam sie tez RTZ,a takze czekania,bez pograzania sie ,ze zrozumieniem procesu dezintegracji i reintegracji;)))))perspektywy mi sie poszerzyly;)))))a ja czuje sie szczesliwsza i potrafie lepiej te szcesliwe momenty wylapywac z codziennego dnia;)))))))))))Czy to Oskar Wilde powiedzial ,ze niewatpliwa oznaka starzenia sie jest milosc do zycia????a Grazyna Łobaszewska spiewala ,ze …czas nas uczy pogody….;))))))))))))))))

  6. czasem nie trezba kupowac krowy ,zeby napic sie mleka….moze zamiast martwic sie brakiem krowy, cieszyc sie sytoscia chwili ,jak ten zmierzch listopadowy ,co wpada niespodziewanie jako produkt uboczny calego dnia..chwalmy wiec tez i grudzien, i grudniowe niespodzianki;)))))))))))co daleko sie zdarzaja od handlowych galerii pelnych ludzi zaniepokojonych brakiem pomyslu na swiateczny prezent…czym w tym roku ucieszyc kogos,kto juz wszystko ma…??????
    z perspektywy pieca zycie wyglada inaczej;)))))))))))))

  7. Oj czuję święta w kosteczkach jak tak sobie czytam co piszecie:)

  8. a prpos kola zycia…..a takze kola co fortuna sie toczy i raz na dole ,raz na gorze i…..o przewrotnosci kol wszelakich!!!!!!
    w ramach negocjacji,elastycznych rozwiazan ,a takze nieodbijania zyciowych pileczek i przerywania lancuszkow „jak Kuba bogu”:moj byly maz szpachluje dziury ,ktorych nie wyszpachlowal ,jak trzeba bylo 14 lat temu…………..ja zas po 10 latach od rozwodu robie mu kawe i obiad.
    nigdy nie mow nigdy;))))))))))))))))))))
    najszczesliwsze z takiego rozwiazania jest dziecko,siedzi na piecu i strzela do zyrandola,majac ojca pod bokiem i matke za sciana….
    ulotna chwila szczescia ,z definicji i natury rzeczy;)))))))))))))))

  9. agnieszko ,jak cie czytam ,to mam ochote tez w ten pociag wsiasc i przyjechac;)))))))))))))))))
    i wcale sie nie dziwie,ze ludzie chca ci za to placic;))))))))))
    od samego czytania robi sie juz dobrze;)))pozdrawiam!!!!!

    a dzis pomalowalam drzwi i prog
    /he he he-nie dostalam jak Aniula sztalugi,to maluje na desce,wklepanej 100 lat temu na progu mieszkania;))))))))))))
    i jak muchy na lep ,lapie sasiadow.
    przezornir nie wychodze z domu-bo kto wie,moze wpadlabym w swoja wlasna pulapke;)))))))))))

  10. Kocham moją pracę, kocham ją tak bardzo, że za każdym razem dziwię się, że mi za nią płacą :-) Jak to możliwe pomieścić tyle szczęścia w sobie i robić to, co ociepla mnie puchatą kołderką od środka i jeszcze innym też „robi dobrze”?
    Jestem tak szczęśliwa, że aż pączkować zaczęłam ;-)
    Nie wiem jak to się dzieje, że ludzie przyjeżdżają z różnych miejsc Polski i nawet świata ostatnio i trafiają do mnie?! I dochodzi do magicznej wymiany o jakiej nigdy nie śniłam….
    I kiedy trafia do mnie prawdziwy anioł, który mnie porusza całą swoją determinacją by żyć zgodnie z sercem, dla siebie, to słów mi brakuje, czym sobie na tyle szczęścia zasłużyłam? ;-)
    Gdzieś pomiędzy jawą a snem, pomiędzy życiem codziennym dorosłam do dzielenia się i przyjmowania tego, co klienci przynoszą w darze.

    Dziś sama już nie wiem kto komu pomógł i co się wydarzyło, ale był to tak gigantyczny przepływ jakiego jeszcze nie doświadczyłam. Pierwszy raz ktoś płacił mi z taką radością, że mogę się tego tylko uczyć, pierwszy raz ktoś opowiadał mi o swojej Prawdzie nie bojąc się oceny, słowo energia, joga, medytacja, Bóg, pasja padały bez skrępowania (czego też mogę się uczyć).
    Doświadczyłam cudu przemiany pięknej kobiety w jeszcze piękniejszą. Dla mnie to był zaszczyt, że mogłam ją pomasować, spędzić cały dzień (bo z daleka przyjechała i to specjalnie dla siebie i dla mnie…), że mogłam być świadkiem tak ogromnej zmiany i na poziomie ciała i umysłu… I wzruszyłam się kiedy tenże anioł po masażu poszedł do łazienki i słyszę okrzyk: ależ ja się zmieniłam! wyglądam zupełnie inaczej? coś Ty mi zrobiła? jak to możliwe? mam inną twarz! jeszcze bardziej mi się podoba!
    – Tyle szczęścia i to w mojej toalecie, przed lustrem ;-) cieszę się, że mogłam być z nią w takiej chwili :)
    I relacja klient-terapeuta stała się czymś niezwykłym, i się nawzajem przemieliły. Dałam dostałam, dostałam, dałam.
    Tyle szczęścia w jednej Agnieszce, która kocha to, co robi i jeszcze jej za to płacą! Naprawdę mam dobrą karmę ;-)
    Dziś mistrz był uczniem i uczeń mistrzem.
    Równowaga dawania i brania. Przypomnienia co ważne i jasna strona mocy ;-)
    Dziękuję!
    Dziś wiem, że warto było poświęcić lata, każda kropla potu podczas nauki i pracy własnej jest warta swego!

  11. Fajne Koło Życia:)

  12. to prawda,papiery nie zastapia umiejetnosci;))))) i rzetelnej pracy.
    ja rowniez bylam zaskoczona wielkoscia projektu szkolacego coachow-i zastanawialam sie ,kto tak naprawde na tym zyska….czy aby na pewno o klienta tu przede wszystkim chodzi;)????

  13. Rok temu na wykładzie prowadzonym przez nauczyciela zen słuchacz zapytał, w jaki sposób wybrać swojego mistrza. Nauczyciel odpowiedział, że według niego liczą się trzy rzeczy: 1. potwierdzone formalnie przygotowanie nauczyciela do prowadzenia innych, należy sprawdzić, gdzie oraz u kogo się uczył i praktykował; 2. kontakt między mistrzem a uczniem – musi być to coś, przekonanie, że będziemy sie rozumieć; 3. nigdy nie należy powierzać nikomu odpowiedzialności za siebie, to Twoje życie i tylko Ty ponosisz za nie odpowiedzialność. Jeśli coś Cię niepokoi w słowach czy praktyce nauczyciela – pytaj, kwestionuj, odrzucaj. To Twoje życie.

    To, co mi odpowiada w buddyźmie, a zachwyca w życiu, jakie mamy do dyspozycji w Europie to to, że ja i tylko ja jestem za siebie odpowiedzialna. Ale u wielu osób właśnie to wzbudza przerażenie. W istocie połowa pracy coacha to właśnie praca z kwestią odpowiedzialności za swoje emocje, myśli, zachowanie.

  14. krystian zapytać się czy ma czas i kiedy, potem ruszyć dupkę do Warszawy a potem nie przeklinać jak ci życie stanie do góry nogami:) Idę ten swój Wszechświat trochę pomęczyć;)

  15. A co trzeba zrobić żeby pan Maciej został moim coachem :P

  16. DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM A NAJBARDZIEJ TAKIEMU PROF.MACIEJOWI :):):)

  17. Dobrze ,ze zainwestowałam mój czas na tym blogu.

  18. Znowu Wszechświat ze mną nie gada, chyba ma mnie dosyć ;) Wiem, że gdzieś tam wiem co powinnam robić i nie wiem……chyba źle pytania stawiam i Wszechświat poszedł trochę poleżeć, bo dostał migreny .:)

  19. Półtora roku temu miałam mozliwość uczestniczyć we wspólnym pisaniu historii na tym blogu i ta historia zmieniła moje zycie . Jestem za to wdzięczna temu blogowi i Temu Coachowi :) Dziękuję.

  20. Problem masowej produkcji coachów poprzez organizacje korzystające z dotacji unijnych to problem, który często poruszam. Już nawet nie chce mi się ich nazw wymieniać. Oni sami wiedzą. Czasami zastanawiamy się z Michałem. Jak mamy się przebić w tej ilości „batonowych coachów”. I z odpowiedzią przyszedł mi mój brat, ktory mówi: Andrzej, jakość się zawsze obroni.
    Ustaliliśmy, że patrzymy tylko na siebie i damy z siebie wszystko. Dostrzegamy to co zrobilismy do tej pory. Ile to wymagało pracy, wysiłku, kreatywności, intuicji. Jesteśmy szcześliwi bo… ROBIMY SWOJE. Jak ktoś tego nie czuje to kurs coachingowy będzie dla niego kolejnym szkoleniem. Jak nie ma pasji albo zaangażowania to jest…. przeciętność. Ona przecież jak mówisz Maćku jest w większości.

    Jesteśmy jako Grupa Coachingowa ostrożni co do współpracy. Szanujemy siebie i innych. W myśl zasady: jeżeli robisz coś bez serca, szybko się znudzisz.

  21. Ale ma Pan wymagania , he he odpowiedzialność za samego siebie :) Odpowiedzialność za swoje decyzje, za postępowanie swoich dzieci , siebie samego. Żyjemy w systemie gdzie odpowiedzialność jest niewskazana bo jest niebezpieczna. Odpowiedzialny to i samodzielnie myślący:) Przeraża mnie jak niektórych ludzi myślenie boli. Tu żaden apap oraz inny lek migrenowy nie pomoże. Wszystko według schematów. Kilka lat temu modne było na rozmowach rekrutacyjnych pytanie ” A co człowieczku zamierzasz robić za 5 lat?” Zawsze odpowiadałam, że nie wiem, bo życie mnie ciągle zaskakuje i tak naprawdę szkoda czasu na planowanie. I zong, rekrutujący patrzył na mnie jak na ufo. Nie pasowałam mu do żadnego szablonu z przeczytanego poradnika jak rekrutować. Powinnam odpowiedzieć, że widzę rozwój swojej kariery w firmie, zdobywanie kolejnych szczebli i ciągły rozwój……. Mam umówioną wizytę u doradcy zawodowego i jakoś brak mi wiary, że może mi pomóc. Czy będąc na państwowej posadce będzie mu się chciało wysilić i użyć swojej wiedzy, by wspomóc moje poszukiwania? Mimo, że poznaję fajnych otwartych ludzi to nadal tkwi we mnie żal do tych, którzy starali się mnie oszukać, naciągnąć , wykorzystać. Staram się pracować nad moim myśleniem, ponieważ wiem, że wysyłamy podświadomie pewne energie i inni nas odbierają tak a nie inaczej. No zobaczymy jak to będzie:)

Komentarze są wyłączone.