Miłość oraz inne tajemnice

Często wracasz do tematu mistrza. O co chodzi z tym mistrzostwem? – spytał mnie student naszej akademii. Sam miałem wielu mistrzów i nadal ich spotykam – odpowiedziałem – to dzięki nim jestem, tym kim jestem i mam się całkiem dobrze. Czasem spotykam mistrza zupełnie nieoczekiwanie, to właśnie nazywam odkryciem, olśnieniem, oświeceniem. Mistrzostwo jest w mojej małej Karolci i w moim coachu, z którym mam superwizje, w mojej biznesowej wspólniczce, z którą od lat tworzymy zgrany tandem, czasem w chłopaku, który uczy mnie nowej kompetencji Internetowej, czasem w dziewczynie z firmy, która zaraża mnie swoim entuzjazmem, w mojej żonie, małym kocie, który uczy się wraz ze mną świata. Otaczają mnie mistrzowie. To chyba źródło wszelkiego powodzenia i radości. Więc czym jest mistrzostwo? – spytał. Być może, jak powiedział jedne z moich mistrzów – zaśmiałem się – ufnością równą pewności, że wszystko co robisz jest właściwie. Skąd wiesz, że właściwie?  – spytał. Być może to ekologia i spójność – dodałem. Ekologia? – zdziwił się. Ekologia, to w zasadzie empatia – odpowiedziałem. A mistrzostwo to chyba coś w rodzaju poezji – dodałem, a po chwili odnalazłem cytat:

Pewien człowiek zapytał jednego z uczniów:
– Po co ci Mistrz?
– Jeśli chce się zagrzać wodę, potrzebne jest naczynie jako pośrednik między ogniem i wodą – brzmiała odpowiedź.


No tak, i znowu nic nie rozumiem – westchnął student. To jest tak, jakbym miał ci wytłumaczyć czym jest miłość, mogę to jedynie określić w przybliżeniu, lub użyć języka metafory, sztuki, czyli mistrzostwa mistrzów – odpowiedziałem. Zamilkł nieprzekonany. Po chwili puściłem mu bluesa Nalepy. Gdy piosenka wybrzmiała pokiwał głową i odwrócił szklący się wzrok. Chyba już wiem – powiedział – jak ty to robisz, właśnie pokłóciłem się z żoną. Ostatnio często nam się to zdarza.

Miłość oraz inne tajemnice
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

20 komentarzy

  1. Wyważenie, tego słowa jeszcze było mi brak. Wyważenie w dawaniu ale i w działaniu, w myśleniu, nawet w spontanicznej twórczości ważny element. Trudniejszy, gdy duża impulsywność charakteru. Wyczucie i wyważenie – taki umiejętny balans w przyjaźni, koleżeństwie, diadzie – partnerstwie, narzeczeństwie, małżeństwie; na każdym poziomie bycia, współpracy, godzenia życia zawodowego z rodzinnym…

  2. Wyczucie. Jasne :-)
    Tak, tak masz rację wyczucie ważniejsze. Ja stety niestety bywam taką terrorystką bombardującą niekiedy za bardzo. Ale uczę się dystansu. Całe życie człowiek się uczy.
    Troszkę jestem napięta, bo na dachach pojawiły się niebezpieczne sople i dzieci bawiące się w pobliżu. Wszędzie wielkie i niebezpieczne. Boję się nawet myśleć, jak zwykle, o nieszczęściu murowanym :-(

  3. Dżo-ann,
    nie chodziło mi o sumienie, a raczej o wyczucie. O „oszczędzanie” ludzi lubianych lub kochanych przed bombardowaniem uczuciami. Zalewaniem ich swoimi emocjami, które bierzemy za dobrą złotą monetę. Ale co za nią chcemy kupić?

  4. Słusznie Zosiu. Odpowiedniość, ciągła czujność sumienia. W Hondurasie żywcem zginęło 300 osób w wielkim pożarze więzienia. Biedni ludzie. Biedny Honduras.
    A gdy przyjdzie u nas wiosna, a potem lato. Ile osób wskoczy w niebezpiecznym miejscu na główkę? Ile się utopi nie umiejąc pływać, nie mając kart pływackich? Woda – czasem żywioł nie do opanowania.
    Najtrudniej ogarnąć (zwłaszcza dla mnie człowieka po Czarnobylu i Hiroszimie) Iran i kraje ościenne. CNN.com podaje bardzo trudną sytuację w tym Rejonie Świata. Bardzo trudna, choć uspokająca na tę chwilę jest także odpowiedź U.S.A., gremia i Barack Obama. Spadki na wielu światowych rynkach.
    To doniesienia z mediów zagranicznych. Ufajmy, że jak zwykle zdrowy rozsądek człowieka wygra.
    Bądźmy spokojni. Nie dajmy się zwariować nikomu i niczemu.
    U nas zima. Śnieg. Wszystkie okoliczne dachy toną w śniegu, świerki przykryte warstwami puchowej kołderki. Gdzie niegdzie sroczki wypatrują pierwszych oznak przedwiośnia. Drzewa jeszcze suchymi badylkami stoją. Śnieg zagraża na drogach (uwaga poślizgi). Ludzie pracują jak co dzień. Taj jak w Japonii i Afryce powoli wykuwają swoją teraźniejszość. Dzieci w domach, przedszkolach, szkołach. Nie słychać by gdzieś jakieś zaspy uniemożliwiły im na szczęście dotarcie do celu. Im czy ich rodzicom.
    Bodki krakoskie.

  5. Mistrzostwo, ale wystarczy i „odpowiedniość” powinno być także w dawaniu. Mówi się—kocham, więc daję, daję, daję, rozpalam serce, podpalam pod miłością. To nie jest odpowiednie, na pewno to nie mistrzostwo. W miłości, jak i w innych relacjach lepsza–bo daje wolność–jest odpowiedniość. Uważność na potrzeby tej „drugiej strony”. Nie dajemy lie nasza dusza pragnie, ale tyle, by „druga strona” nasza mogła to unieść. W przeciwnym razie załamie się pod ciężarem naszego dobrodziejstwa i odejdzie, ucieknie. Zostaniemy z niepotrzebnym „skarbem” w rękach. A więc po krakowsku—spoko i oszczędnie. Dbajmy o miłość właściwie i oszczędnie.

  6. Tajemnice. Nic tak nie osłabia naszego morale jak bieda, ubóstwo, nawet samo zagrożenie (przeczucia, obserwowany los innych) nią – Biedą. Zbrodnia i kara. Kara i zbrodnia. Człowiek musi chodzić na układy, wbrew sobie, wbrew dobru w sobie.
    Moim skromnym zdaniem człowiek musi pozwalać wygrywać dobremu i uczciwemu w każdym calu urzędnikowi w sobie (respektującemu różnice światopoglądowe, życiowe, religijne). Każdy czy bezdomny człowiek po technikum wybierający życie nomada wbrew bliskim, Pani kucharka, Pani doktor biologii na uniwersytecie, człowiek bez wykształcenia, gdyż tak mu się życie potoczyło, ciężko tyrająca całe życie na roli kobieta i mężczyzna, ich dzieci ma w sobie duszę urzędnika greckiego, prawego człowieka. Nie wolno go zagłuszyć. Nikomu, zwłaszcza sobie.
    Jeśli ktoś wam pisze lub ktoś z was pisze, że jest za dużo urzędników nie dajcie się zwieść na zły trop waszych wewnętrznych przemyśleń. Nie pozwalajcie nikomu, zwłaszcza sobie wmawiać kompleksów i przez nie cierpieć lub chorować. Dobry kraj stoi mądrą administracją. Zarządzaniem siebie przez was samych a nie nikogo innego.
    Wasze wybory to wasze przemyślenia i tylko wy z nich się rozliczacie.
    Likwidacje dobrze funkcjonujących stanowisk pracy urzędniczych grożą niebezpieczeństwem NWO (a jakiekolwiek spiski nie mogą odebrać prawdziwej godności, przywiązania do tradycji, a co najważniejsze siły do życia silniejszym, bo liczniejszym i mającym racje w wielości). Praca jest wartością najwyższą. Pytanie zasadza się nie na tym co nią jest, ale co nią nie jest.
    Bardzo denerwuje się o los urzędów i urzędników, mianowanych (doświadczeniem, wykształceniem, a także obiema tymi kwestiami) w Polsce i na Świecie – kraju prawa wcielanego w życie, doskonalonego mądrymi zapisami.
    Pozdrawiam Wszystkich wierząc, że nie spełnią się nigdy najgorsze, najtragiczniejsze w skutkach dla najmłodszych Pokoleń i wszystkich istnień przepowiednie.

  7. Ps. do poprzedniego komentarza:

    „Nie liczy się to, ile robimy, ale jak wiele miłości w to wkładamy. Nie liczy się też to, ile dajemy, lecz z jak wielką dajemy miłością. W oczach Boga nic nie jest małe”

    Matka Teresa

  8. Spotkałem MISTRZA, nawet dwóch, w zeszłym tygodniu

    Sklep Medyczny Radziejów. Właścicielka – Pani z 36-letnim pielęgniarskim stażem. Prowadzi „biznes” nie dla pieniędzy, ale z potrzeby serca. Będąc młodą pielęgniarką i poród przyjęła i zastrzyk zrobiła i wyrostek robaczkowy wykryła. Wozem konnym docierała tam, gdzie światło nie docierało. Teraz doradza, pomaga, SŁUCHA czego jej ludziom potrzeba i odpowiedni produkt poleci i do specjalisty pośle i jak zapomogę uzyskać. MISTRZ.

    Do sklepu przychodzi starsza Pani. Zaniedbana trochę, stara, zniszczona kurtka, tłuste włosy… znów ocena, jak zawsze błędne pierwsze wrażenie. „Ma pani coś gratisowego”? pyta. Jest w szpitalu na reumatologii, dziś miała dziewiąty zabieg, powinna mieć dziesięć, ale kto by starą babuleńkę trzymał przez weekend w szpitalu, aby w poniedziałek jakiś zabieg dokończyć. Dziś wychodzi, czeka na córkę. Na dworze mróz -12 stopni w południe, wieje. Pani pół obiadu kotom oddała: „Serce mnie boli, jak widzę te biedaki zmarznięte, głodne, sama mogę nie dojeść, sąsiadkom podbieram z talerza po jednym ziemniaczku” Ile tych kotów Pani pod tym szpitalem dokarmia? pytam. Tak ze dwanaście. Pani ma emeryturę z KRUSu 540 !!!!!!!! złotych, całe życie na roli spędziła, na czworaka w polu. „Panie, jak bym tysiąc złoty miała to bym każdego po nogach całowała”. Ale zabiegu dziesiątego nie ma. MISTRZ

    Dzięki Panie Macieju, dzięki Dżo-ann za przypomnienie mi tej sytuacji i odkrycia, kto jest MISTRZEM.
    Proste rzeczy a jak wielkie, prości ludzie a jacy wielcy.

  9. Hmm… szczęście. Chadza często łutami. Czasami wydaje się, że omija nas szerokim łukiem, ale szybko lub później okazuje się, że to właśnie wtedy nas spotkało największe. Dla jednej starszej Pani w samotnej chałupce może to być dzierganie… koronkowej bielizny w Koniakowie ;-) dla innej na nowo odkryte współżycie seksualne z mężem (druga a może nawet piąta młodość), dla młodego żołnierza nowy wózek pozwalający mu się poruszać po Bożym świecie, dla dziewczynki porażonej prądem proteza nóżki, dla jakiejś malej dziewczynki w całkiem niedużym mieście zabawka za zaoszczędzone pieniążki (i z długo maślanym spojrzeniem wyczekiwana chwila rozbicia świnki skarbonki). Ile ludzi tyle szczęść. Co ja piszę? Szczęścia się mnożą. Dając innym, dajemy o wiele więcej sobie. Jak ten Pan, dzisiaj z Łodzi, właściciel salonu samochodowego dając pojeździć super wystrzałowym autkiem dwóm poważnie chorym chłopcom :-)
    Lubię koty, za to że zachowują się tak jakby dobry Bóg stworzył je do rozbawiania ludzi. Przynoszenia szczęścia i uśmiechu człowiekowi, który w nagrodę powstrzymuje się od zjadania ich ;-)
    Dobrze szukać szczęść. Dawać je innym. Przyznam się wam, że mnie mrozi słowo: uran i bomba uranowa itp. To nie pozwala do końca się w szczęściach zatapiać…

  10. Trochę tu ostatnio o snach – opowiem swój dzisiejszy, a właściwie jego końcówkę, która okazała się dla mnie silnym wstrząsem. Nie bardzo pamiętam jak doszło w moim śnie do momentu, w którym weszłam do labiryntu pomieszczeń. Przechodziłam jedno za drugim, przeciskałam się przez wąziuchne szczeliny, kluczyłam między zwalistymi meblami, starymi dekoracjami, zakurzonymi kuframi, odsuwałam ciężkie kotary znajdując zasłonięte nimi drzwi do następnych, następnych; zdarzało się, że przenikałam przez ściany, dalej i dalej, do następnego….dotarłam do kolejnego, uchyliłam drzwi, siedział tam jakiś lekko szemrany facet i zauważając mnie kątem oka, rzucił: A ty co lalunia? Szczęścia szukasz? I wtedy mnie zamurowało, otrzeżwiło i wybudziło z sennych marzeń. Toż to prawda najczystsza…..toż ja właśnie szczęścia szukam… ciągle i ciągle…przez labirynt pomieszczeń, ukryte drzwi, ściany, które jakoś trzeba pokonać… dobrze się poczułam… jakbym odnalazła ukryty sens tej wędrówki… pchnęłam następne drzwi, pomieszczenie było jasne, czyste, nowoczesne, trochę ludzi przy stolikach i było w nim to COŚ ( i chyba wiem co to dla mnie znaczy)….
    Szczęścia Wam życzę , znalezienia drogi do własnego…

  11. I znów ja. Mistrzowie są fajni :) jak pisze Aniula. Patrzę na zabawę – śnieżną zabawę dziewczynek z sąsiedztwa. Piękny i dorodny bałwan już powstał. Trwa wlaśnie odbudowywanie fortecy. Czuwałam przy obrzucaniu się śnieżkami by nie celować sobie nawzajem w buzie (czasem przypadkowy kamień ukryty w śniegu może wyrządzić sporo krzywdy) no i z dachu zsuwają się czasem niebezpieczne zwały śniegu. Dziewczynki usuwają jednak śnieg z powierzchni ogrodu pomagając rodzicom ;-) Bałwanek nietypowy, wygląda jakby ożywał i chciał dołączyć do zabawy.
    W każdy dorosłym tkwi czasem dzieciak, a czasem zapominamy, że i w naszych dzieciach siedzą całkiem dorośli ludzie :-)

  12. Miłość. Wybaczcie że znów kręcę się wokół tematu. Moje myśli są dzisiaj ciągle w Sosnowcu. Przy tej Maleńkiej Drobince. Wzruszyło mnie ile osób zgromadziło się, chciało przyjść, zwolniło się nawet na ten dzień z pracy, by być na tym Pogrzebie, Pogrzebiku właściwie.
    Pani Danusia z Łańcuta opiekuje się brudzącymi kociakami, bezpańskimi, więc w mieście zamieszanie. Znowu nagana dla niej i wyższy czynsz za własne mieszkanie. Usunięta budka :( Wspaniała kobieta.
    Pan z Makowic podobno dwa lata temu stracił ukochaną Mamę. Wybrał szałas i samotność bez słów. W kimś takim musi kochać się wiele kobiet, wiele pomarańczek, klementynek i cytrynek i na pewno ta najwłaściwsza. Ja od siebie bardzo go ściskam. Ujmuje mnie swoim pięknym, prawdziwym autentycznym w emocjach wnętrzem, choć oczywiście w oczy rzuca się jego nietypowa męska uroda i urok osobisty surfera :-)
    Myślę o zamarzniętych stawach, rzekach, zbiornikach wodnych. W biedniejszych wsiach, gdzie dzieciaczki naśladując dzieci z dużych miast wbiegają, nieostrożnie, chcąc się poślizgać. Chwała Gdyńskim Ratownikom za dzisiejsze akcje!!! Chłopaki jesteście wielkie! Wielkie :-)

  13. energetycznie :) , miłość to fala która przybiera kształt gwiazdy pięcioramiennej , która dociera wszędzie gdzie chcemy ( przybiera kształt rozbłysku ) , powstaje kiedy my chcemy i w formie jak chcemy , a przede wszystkim kiedy chcemy i się nie boimi być odrzuceni choć dajemy …
    poprostu Kocham siebie i Ciebie … bo we mnie jest miłość do wszystkiego wokół , a za tym radość , a jak dla mnie przede wszystkim wolność …wyboru dla Siebie i dla „Ciebie „co z tym zrobisz …
    Miłość to dla mnie największy dar …który sami możemy sobie i innym ofiarować ….
    Jestem i każdego Dnia spotykam Mistrza i Nauczyciela …jak dla mnie Najważniejsza jest uważność czego mnie uczy i po co mi ta lekcja …bycie Uważnym na swoje Drodze …
    ściskam wszystkich Mistrzów i Nauczycieli bo każdy z Nas taki Jest dla siebie i innych …:)
    Miłości każdego dnia , każdej chwili …. zacznij od Siebie a kwiat rozkwitnie ….

  14. Potknięcia. Nasze próby. Sposoby na wgryzienie się w trud życia, wpasowanie się, znalezienie własnego miejsca. Tak, jak żyto. Jak pszenica. Jak jęczmień.
    Gorsze są mocne kłótnie, silne emocje i rozgrywania miedzy sobą kto powie komu coś bardziej ostrego, poignant. Żyletą przejedzie po uczuciach. Tak wiele w końcu siedzi w nas emocji zadawnionych czasami. A musi to mieć ujście do morza – rezerwuaru i pryzmatu samych siebie. niedokończone, odnawiane rozmowy, żale, smutki i smuteczki, powątpiewania, pytania i zadania stawiane parom przez nie same…
    Krzyk obecny w naszym życiu od momentu narodzin. Samo życie. Krzyk przed oddechem. Istnienie to nie przelewki.

  15. Mistrzowie moi wielcy i mali, kocham Was ( nie tylko w Walentynki) ! Storczykiem, magnolią, halą górską z krokusami, sadem wiśniowym i margerytką Was pozdrawiam! Wdzięczna jestem za wiele, dużo by gadać…Bez Was to nie byłoby to samo… Cieszę się, że mogłam Was dostrzec na licznych wybojach mojej drogi….Warto było się potknąć…

  16. Magnolie :) cały ogród magnolii :)

  17. Miłość to kruchy kwiat. Ciekawe jaki kwiat to dla Was miłość?
    dla mnie bławatek – kąkol zwany potocznie chaberkiem żeberkiem ;-)
    A Wy jakie macie skojarzenia? Czerwona róża? kaszmirowa magnolia? polne maki? dziewanna? zdradźcie nazwy (mogą być wypasione obcojęzyczne ;-))…

  18. Miłość. Św. Walenty w okruszkach w Krakowie u Św. Floriana i w Chełmnie.
    Nabuzowani od lat retoryką miłości z książek, filmów takich jak Doktor Żywago i Anna Karenina i Lulu na moście, i mnóstwem mnóstwem innych (redtjuby i pokrewne rozpalają zmysły dodatkowo do czerwoności, inna sprawa że czasem za wcześnie…) zapominamy o miłości agape. O kochaniu za sam fakt, że osoba jest blisko, dalej… ale jest, czuwa, myśli, troska się, kumpluje, koleguje i przyjaźni. Gdy kogoś ważnego w naszym życiu zabraknie wejdzie, szybciutko, w zranione buty. Życia po mężczyźnie. Życie po kobiecie. Życia. Nasze życia – niepowtarzalne. Kadzidełka dusz tlące się w formie przejściowej, ale jakże ważnej, samoczynnej, umiejącej wartościowo tęsknić, fasować prawdę, wyważać słowa. Czasem celne, czasem mniej celne. Jaki samo miało by Życie bez gaf? Romansików? Listów miłosnych? Fraszek? Psikusów i Psikusików?
    Mniej czy bardziej udanych podrywów? Rozstań i powrotów? A czasem na opak?
    Walentynki Valentine’s Day, u nas obchodzony nieobchodzony :-)
    Patrzę dzisiaj na zdjęcie człowieka ze złamaną duszą z Tatr: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/krakow/tatry-uratowali-nieznanego-mezczyzne-rozpoznajesz-,1,5025897,region-wiadomosc.html
    Kim on jest? Co się takiego podziało? Jakaś jego druga połowa platonowska musi go gdzieś rozpaczliwie kochać i doprowadzać do obłędu i szaleństwa młodopolskiego. Tatrzańska Bohema?
    I co to było to w Gdyni? Ta łobuzerka „silniejszych” na młodszych? jakie straszne zaniedbania wychowawcze (=te w ofiarowywaniu agape, dawaniu agape, solidarności międzyludzkiej czy zwykłej życzliwości) musieliśmy poczynić, że silniejsi, starsi, mający czegoś uczyć uderzają na młodszych? Tak mocno wierzę, że dobro będzie w nas częściej wygrywało. Że staniemy się jeszcze silniejsi, zbiorowo wygramy, każdy na swoim poletku, dobrem. wzajemnym zrozumieniem.
    Pedofilia – niezrozumienie własnych instynktów, brak podbudowy, rozpaczliwe szukanie własnej tożsamości, także seksualnej.
    Mamy prawo do silnych emocji, do odczuwania agresji, żądzy, wzruszenia, bezradności. Do wszystkiego. Na wszystko jest miejsce i czas. Nie noszę głowy w chmurach. No chyba, że Wy też ;-) ;-* Wszystkiego Serduszkowego z okazji 2012 roku. Zwłaszcza dla panów – Reprezentacji, Kadry z G.Lato na czele i kibiców – prawdziwych. A więrzę że są tylko tacy.

  19. Tyle można sie nauczyć od innych, wystarczy ich tylko posłuchać chwilę…
    Ja również mam wielu mistrzów, od kiedy uczę się patrzeć jak antropolog na świat, tym więcej ich dostrzegam. Odkrywając świat na nowo i wtedy mówię… wow ;D
    Dostrzegam też jak wielka moc tkwi w empatii. To działa.

  20. Mistrzowie są fajni :) i wiek nie ma znaczenia .

Komentarze są wyłączone.