Miszczowie atakują…

miszczowie atakują...
miszczowie atakują…

I tak jest sytuacja interesująca…I takie pytanie ciekawe, a może stwierdzenie, padło na blogu w postaci zastanowienia: „Zastanawiam się ile jeszcze wspólnego z coachingiem ma coaching Macieja…” – napisał ktoś..

Podejrzewam, że zastanowienie powyższe zastanawia osobę, która nie miała bliższego kontaktu z „coachingiem Macieja”, czyli moim, gdyż gdyby miała, to nie było by się nad czym zastanawiać…mniemanie wysnute do zastanowienia zastanowiło zastanawiającą się osobę najwyraźniej pod wypływem mego posta o miszczach „super dynamicznej zmiany życia z markotnego na szczęśliwe”. Jestem pełen podejrzeń, że zmiana życia z markotnego na szczęśliwe przebiega głównie u samych trenerów rozwoju i królów życia, zwłaszcza w chwili zainkasowania honorarium.

Jednakowoż żeby być może ułatwić zastanowienie zastanawiającej się osoby a może nawet rozwiać wątpliwości oznajmiam, że z wieloma działaniami i działaczami, którzy przypisali sobie nazwę „coaching” oraz „coach” nie mam nic wspólnego. Co więcej, co gorsza, coaching zaczyna być tak bardzo kojarzony z wystąpieniami tak zwanych mówców motywacyjnych, różnych prestidigitatorów i dawnym nlp przemalowanym na coaching, że rozważam nie tylko zmianę nazwy tego co robią a nawet zmianę zainteresowań!

Zatem nic wspólnego z tego rodzaju coachingiem nie ma „coaching Macieja”, czyli mój! Moim zdaniem coaching ani nie jest sztuką zadawania pytań, ani feedbackiem, ani pompowaniem ego, ani doradzaniem, ani sztuczkami ze szczęściem, ani publicznym pokazywaniem własnej kariery lub rodziny, ani doradzaniem, ani katharsis na scenie, ani siódmą wodą po Bandlerze. Miszczowie atakują, miszczowie pożarli już prawie cały coaching, gdyż coaching jest trendy.

Jakby tu nazwać to co robię? Mam to w nosie, słowa, słowa, słowa i nazwy – robię to co robię. Jeśli komuś ten rodzaj treningu pomaga, jeśli dzięki niemu wygrywa co ma wygrać, zmienia, co chce zmienić – znakomicie, jeśli nie – mamy wolny rynek, trenerów na pęczki, miszcz na każdym rogu, jeden większym jest od drugiego miszczem w miszczostwie swoim a niektórzy jeszcze więksi.

Miszczowie atakują…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Pytanie, chwila na zastanowienie, i atak, dziwne.

  2. Słowa, słowa, słowa, a jednak ludzie karmią się nimi, żeby zrozumieć jako tako otaczającą ich rzeczywistość. Jak inaczej możemy nazwać coaching, tak żeby uniknąć relacji do ultramotywujących wystąpień pobudzających na jeden dzień i jednocześnie nawiązać do głębi? :-)

    Z drugiej strony takie wystąpienia pobudzające mają swoją wartość…

    …Czasem :-)

  3. Swietny, akuratny, adekwatny, idealny w punkt :) post na moje dzis. Dzieki Macku!

  4. Odstawanie od konwencji zawsze mi najlepiej wychodziło, przestałam z tym walczyć ;) Ludzie jakoś nie mogą załapać, że każdy może mieć odmienny styl. Manipulacji nie łapią kompletnie…. co widać po wyborach politycznych… Nadal wszystko się toczy miedzy panem , wójtem i plebanem…

  5. Miszcz to miszcz. Już wie.

    Rozmawiam dwa dni temu z dawną przyjaciółką. Zafascynowana takim miszczem nad miszczami – Maj Gadem. Pyta się dlaczego mam do niego awersję? Takich pytań dostaję bez liku. Co myślisz o Grzesiaku, co myślisz o Johnie Mrozie, co myślisz o Pasterskim i wielu i wielu innych? Milczę. A ten „dziwak” Bennewicz? No kosmita sobie myślę, to co się dziwisz…

    I co? Mam merytorycznie obnażać wszelkie manipulacje? Ale dlaczego? Chcesz to łykaj i płać. Co mi do tego?

    Nawiasem mówiąc.. tytuł mnie rozwalił :)

Komentarze są wyłączone.