Miszczowie

waw!
waw!

Oraz, że sytuacja jest taka, że gdyż albowiem odnalazłem stronę „zdelegalizować coaching i rozwój osobisty” na fejsie”. I zgadzam się. Całą te hucpę „super skutecznych technik rozwoju osobistego, królów życia” i temu podobnych miszczów, która ukradła termin coaching należałoby zdelegalizować albo nawet nie…sama się wypali. I dobrze jej tak, niech sczeźnie.

Rzecz polega na tym, że te wszystkie mowy motywacyjne, swicze i spicze to czysty networking, system zarabiania pieniędzy nie mający nic wspólnego ze szkoleniem, zmianą, rozwojem i czymś tam jeszcze w rodzaju…bogactwo i szczęście. Nawet w mojej książce, która miała nosić tytuł „Bogactwo to stan umysłu” wydawca arbitralnie zmienił tytuł i okładkę informując mnie, że tak będzie lepiej, oraz że wszystko już poszło do dystrybucji. Wydawca zapatrzył się w królów życia i miszczów. Niestety nie było „lepiej” ale dyskutuj tu z korporacją i jej inercją, w dodatku z systemem, który wie lepiej, zawsze. Tytuł jest słaby choć treść całkiem dobra. Cóż było robić. Poszło.

***

Ale wracając do coachingu. Ów networkingowy system szkoleń korzysta z piramidy sieciowej do perfekcji opracowanej wiele lat temu przez różne sieciówki od Amway po kościół scjentologiczny. Trzeba klienta zaangażować, zapalić, podgrzać a następnie w czasie szczytowania emocjonalnego zaproponować mu ciąg dalszy, natychmiastowo płatny. „Tylko dziś możesz kupić trzy szkolenia w cenie jednego i komplet nagrań video pod wiele mówiącym tytułem: Jak stać się szczęśliwym w trzy dni. Wersja dla niedosłyszących: Jak być szczęśliwym w siedem dni”. Zaangażowani w zmianę i stawianie sobie wyzwań, stają się częścią marketingu wirusowego ciągnąc na kolejne spicze swoich znajomych zarażonych trzydniowym optymizmem. Trzydniowy optymizm działa podobnie jak trzydniowy zarost – swędzi i kłuje. „Świat jest w twoich rękach, możesz być kim zechcesz! Nie możesz? To znaczy że nie chcesz albo zbyt mało się starasz!” Napompowane poczucie wartości gazem rozweselającym sprawia, że uczestnik przez kilka chwil po takim szkoleniu lewituje a gdy opada, ma przecież w kieszeni bilet na kolejne szkolenie i zestaw audio-video nagrany przez guru, który powie mu co ma myśleć.

***

Coaching wywodzi się ze sportu. Wymaga ciężkiej, konsekwentnej pracy. Mistrzostwie networkingu nie lubią słowa „ciężki”. Tymczasem jeśli chcesz przebiec maraton i zaczynasz treningi oprócz wyleczenia wszelkich chorób, z nadwagą i kolanem na czele, potrzebujesz poświęcić co najmniej rok żeby zbudować bazę, odporność tlenową, wytrzymałość i takie tam duperele, które przecież w rozwoju osobistym nie są potrzebne. W trzy dni możesz przecież zostać królem życia!

***

Być może nie wiecie, że tego rodzaju spektakle na tysiące ludzi są opracowanymi ze szczegółami technikami wpływu społecznego i manipulacji, są jak msze pastorów uzdrowicieli. Najpierw jest mowa o problemach i zagrożeniach, potem szybko o rozwiązaniach, które rzecz jasna posiada, zna i stosuje wyłącznie coach-cudotwórca, następnie podaje przykłady, najlepiej własne, cudownej przemiany i na koniec proste recepty. Ale tylko dwie, trzy, gdyż resztę należy zakupić, za wyjątkową, specjalną cenę, tylko dziś, „tylko dla was, gdyż jesteście wspaniali, każdy z was jest super!” Następnie warto krzyknąć, sprowokować, nawet przekląć, oczywiście rzucić kilka dowcipów i setny raz powtórzyć: „ kto jest mistrzem życia, kto jest silny!? Tłum krzyczy: ja, ja, ja! Czas na uzdrowienia, jakieś dwie trzy spektakularne techniki, ćwiczenia. Ktoś popada w hipnozę, ktoś płacze, ktoś odkrywa sens życia. Asystenci podają chusteczki i terminale płatnicze. Cud! Jest poczucie siły! Jest entuzjazm! „Bądź taki jak ja albo giń. Żyj swoim marnym życiem albo się zmień” – mówi guru.

***

Zainteresowanym polecam dwa genialne filmy – w części o tym. Pierwszy z nich to „Magnolia” z 1999 w reżyserii Paula Thomasa Andersona, w którym Tom Cruise jako Frank T.J. Mackey jest chyba pierwowzorem wszystkim supermanipulatorów coachów rozwoju oraz trenerów życia. Drugi z nich, to starszy, z 1992 „Cudotwórca” w reżyserii Richarda Pearce ze znakomitą rolą Steve Martina jako pastora Jonasa Nightingale, uzdrowiciela, który znakomicie opanował to, co należy opanować w fachu mentalisty, prestidigitatora oraz trenera życia.

 ***

Ps. Uprzedzam ewentualnych oponentów – oczywiście piszę ten post z zazdrości. Po cichu, z boku robię swoje, nie chodzę do telewizji śniadaniowej, żadnych imprez masowych, niestety nie ta skala. Kto by nie chciał rządzić tłumem, inspirować tysiące na wielkiej sali, kierować rządem dusz i jeździć porschem albo dwoma na raz, albo bentleyem i porschem na zmianę?

Miszczowie
5 (100%) 1 vote

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

13 komentarzy

  1. Zastanawiam się ile jeszcze wspólnego z coachingiem ma coaching Macieja …

  2. Ironia czy nie, prowokacja czy nie, bardzo dziękuję za ten wpis.

  3. szanowny Pawle,
    no nie oceniaj proszę generalizacji generalizując w dodatku oceniając moje kompetencje po jednym wpisie, ironicznym z resztą, trochę to jak „uderz w stół a generalizacje się odezwą”
    coaching w wydaniu Norman Benett Academy i mego autorstwa jest niesłychanie synkretyczną metodologią… od process work po neuroplastyczność mózgu również bardzo efektywną i dość szybką…warto jednak trzymać umiar pomiędzy hurra optymizmem, który robi ludziom, zwłaszcza mniej dojrzałym, wodę z mózgu a „zdelegalizowaniem” coachingu,
    ironia szanowny Pawle to też metoda :) dystans :)
    pozdrawiam

  4. Maciej,

    Jak laik może się bronić przed manipulacjami super trenerów bajerantów?

  5. Ciężko zrozumieć, że to jest biznes?? Nie podoba się to nie bierzesz udziału i tyle. A jak masz promocję na buty w sklepie kup 2 pary w cenie jednej to też manipulacja?

  6. Dziękuję! Jak dobrze że mamy silny głos rozsądku. Dziękuję że to piszesz. Rozwój , zmiana w 3 dni…. W trakcie wystąpienia na scenie….
    Bardzo się cieszę że coraz częściej mamy Tak świadome głosy :)

  7. Panie Macieju,
    Myślę, że się wypali samo, chociaż szkoda, bo spali również część tego co wartościowe. Tak, jak każda ogólna krytyka pali. Co nie znaczy, że krytyki nie trzeba wziąć pod uwagę i sprawdzić odnosząc do siebie na chwilę. Dziękuję za wpis i pozdrawiam serdecznie.

  8. Niestety autor wpisu popełnia te same błędy co Michał Michalski – założyciel fanpage’a „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty” – nadmierna generalizacja i wrzucanie wszystkiego do jednego worka, tyle, że w innym kontekście.

    „Czysty networking – system zarabiania pieniędzy…” – co ma networking z tym wspólnego, to nie wiem. Networking to po prostu tworzenie sieci kontaktów, tylko tyle i aż tyle. Robi to każdy; coach, sprzedawca, naukowiec, hydraulik, świadomie lub nieświadomie tworzymy sieci kontaktów mniej lub bardziej biznesowych. Tu przedstawiony jest w negatywnym świetle, bo wrzucony do wspólnego worka z tzw. marketingiem sieciowym – MLM, czyli tworzeniem struktur sprzedażowych bardzo często nastawionym na szybką sprzedaż oraz wykorzystującym różne metody wywierania wpływu i manipulacji. Co to ma wspólnego z networkingiem? Tyle co coaching z eventem motywacyjnym na 5000 osób.

    Druga sprawa -bezrefleksyjne odrzucanie wszystkich „super skutecznych technik rozwoju osobistego”, bo przecież coaching do ciężka praca, długotrwały proces i nie może trwać szybko. Podobnie było kiedyś z leczeniem traum czy fobii, zajmowało to lata. Dziś już są metody terapeutyczne, które osiągają ten sam efekt w ciągu kilku sesji.

    Oczywiście, że w większości te super skuteczne techniki są mocno naciągane, co nie zmienia faktu, że część z nich jest naprawdę przełomowa. Polecam choćby metody M. Pantalona, które mogą wywołać trwałą zmianę w ciągu kilkuminutowej rozmowy – nie jest to żadna magia, po prostu wykorzystanie tego co w zmianie najważniejsze i trafienie w sedno, zamiast biegania wokół tematu jak to często bywa w innych podejściach.

    Nie deprecjonuje tu innych metod, jak coaching i terapia, ale wszystko ma swoje mocne i słabe strony, jeżeli chce się pomagać trzeba być elastycznym, korzystać z różnych metod, nawet tych „super skutecznych”, ponieważ co jakiś czas powstaje coś absolutnie przełomowego, co wywraca dotychczasowe myślenie do góry nogami. Mamy postęp, warto być na bieżąco.

  9. Panie Macieju znakomity artykuł. Jakiś czas temu wpadłem w spiralę „rozwoju osobistego” niby haczyki na mnie nie działy a jednak dałem się wkręcić. Z jednej strony żałuję z drugiej ani trochę. Straciłem co prawda wiarę w tzw. coaching i cieszę się, że ktoś z takim autorytetem jak Pan sprzeciwia się komercjalizacji tego zawodu. Jestem wielkim fanem Pana ksiązki Coaching Tao bo pokazuje ona jak powinno się do coachingu podchodzić. Ciężka praca na roli.

  10. Spodobał mi się cytat Fromma z zakładki opatrzony nickiem Szara Wilczyca: „Ce­lem nasze­go życia nie po­win­no być po­siada­nie bo­gac­tw, lecz bo­gac­two bycia”. Pomyślałam, że to bardzo oddaje to, co się dzieje z ludźmi.
    Serwowane w mediach wzorce kosztującego w klinice piękna i luksusu, szaleńcza pogoń za kasą i odkuciem się, by tylko pokazać innym – mit bohatera, który zdobywa wszystko wbrew złorzeczącym i pławi się w bogactwie to właściwie dla przeciętnego zjadacza chleba podżeganie do śmierci samobójczej. Brak sukcesu, brak dobrze kończącej się bajki w swoim życiu, brak sławy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy konfrontuje z niespełnionym życiem, kredytami, rozwodem, niebyciem nikomu potrzebnym, biedą.

    Co jest w mojej strefie wpływu? Co mogłem osiągnąć przy swoich obciążeniach? Czy życie na miarę Holywood to życie jedynie spełnione, inne życie to fiasko, stryczek, parodia i żałosny spektakl?

    Czym jest bogactwo bycia jeśli nie doświadczaniem różnych emocji, sprawdzaniem siebie każdego dnia, wynoszeniem cennych lekcji z życia, przeformułowywaniem błędów w informacje zwrotne, przytulaniem i byciem przytulonym?

    Czy żyjemy w epoce, która rewiduje znaczenia; epoce dosłowności, epoce luksusu i pustki, pławienia się w dobrach doczesnych i szarpania z brakiem więzi, wsparcia, bliskości? W epoce, w której być biednym oznacza nie istnieć?
    To smutne, bo przecież mnóstwo ludzi sukcesu ze świecznika wybiera najgorsze rozwiązanie: śmierć samobójczą.

  11. Jestem coachem biznesowym z ponad 20 letnim doświadczeniem w korporacji. Często łacze coaching z mentoringiem. Często uczę menedżerki. Stojè na ziemi. Jest mi niedobrze kiedy czytam te wszystkie dyrdymały i obietnice .. Pozdrawiam. Jola

  12. Zaczynałem tak właśnie, od starego Grzesiaka, później praktyk i master NLP, trener w kooooorporacji, eventy i iwenty, spotkani po tysiące osób. Zacząłem w końcu obserwować. I dzięki temu z jednego poziomu świadomości po trzech latach wlazłem na następny i dopiero przebudzenie w coachingu i totalnej biologii….taka moja droga. Nie żal mi tych którzy wydają tysiące na piramidowe szkolenia i po 10 000,00 nic, ciagle nic i nastepne szkolenie i nic….taka ich droga.

  13. Kiedyś znany mówca przyjechał i można było w promocji, w przedsprzedaży, vipowskie bilety kupić za 3 stówy zamiast 6. Czy jakbym kupiła byłabym „półvipem”? Niedawno premier w adidasach za 600 zł zbliżała się do zwykłego obywatela i martwiła się o emerytów ostatnio też o uchodźców, którzy nie chcą do nas przyjechać, bo socjal za niski… Mam alergię na manipulację, ale ludzie uwielbiają być robieni w konia a potem udawać jaki to superbiznes zrobili…a kto bogatemu zabroni…

Komentarze są wyłączone.