Mleczarz i osioł

...

Kończy się rok. W Sylwestra ludzie się cieszą i wiwatują, tymczasem pożegnali sporo dobrych przeżyć i udanych spraw. Przybył im rok. Kiedy ma się dwie, trzy dekady życia kolejne lata nie odgrywają tak znaczącej roli, chociaż gdy zbliża się magiczna osiemnastaka, trzydziestka i wreszcie czterdziestka – pojawia się jakaś refleksja. Mniej lub bardziej wyraziste zgrzytnięcie mechanizmu, który napędza nasze życie, jakieś lekkie dudnienie, jakiś sygnał, czasem pojedyncze słowo, jedno pytanie.

Dla mnie ten rok był wyjątkowo trudny. Oczywiście wiem, że to ocena w dodatku podparta przekonaniami, czyli subiektywna fikcja, którą tworzy mój umysł na potrzeby własne. Jednakże jeśli czasem ze spalonego domu potrafimy wyciągnąć pożytki w postaci ubezpieczenia, państwowej subwencji i nowej większej działki, to jednak niektóre chwile rzeczywiście trudno, bardzo trudno bez pomocy mistrza ujrzeć w nowym neutralnym, albo sprzyjającym świetle.

  • Oczywiście wielu z was zna przypowieść o mleczarzu, który utrzymywał się z rozwożenia koziego mleka i serów w dolinie na grzbiecie swego osiołka. Pewnego dnia jednak osiołek uciekł w góry przez szczelinę w murze stajenki. W tym momencie, w różnych wersjach tej opowieści, mleczarz albo lamentuje nad swoim losem, albo przyjmuje wydarzenia nadzwyczaj spokojnie, jak osoba samoświadoma, mówiąc do syna: nigdy nie wiadomo co jest złe a co dobre, przyszłość pokaże. Osiołek po kilku dniach wrócił z gór przyprowadzając ze sobą konia. Mleczarz ucieszył się. Zaprzągł konia do wozu i zaczął swój towar rozwozić dalej we większej ilości. Jednakże pewnego wieczoru syn mleczarza jechał na koniu na oklep, spadł nieostrożnie pokonując przeszkodę i złamał nogę. Tu znowu nastąpiła chwila przerażenia, a może refleksji, wszak silny, młody chłopak, ostoja biznesu został unieruchomiony, co radykalnie pogarszało sytuację w obwoźnym biznesie, nie mówiąc o wysokich kosztach poniesionych na lekarza. Nigdy jednak nie wiadomo co jest złe a co dobre. Przez wieś przechodził zaciąg do wojska. Wszystkich chłopskich synów wcielono do armii, syna mleczarza jednak nie wcielono – jako niezdatnego do służby z powodu złamanej nogi. Nigdy z góry nie wiadomo co jest złe a co dobre.
  • Z paradoksem jak pogodzić istnienie – bólu, zła, cierpienia, niesprawiedliwości – z miłosiernym, dobrym, współczującym Bogiem – próbują się mierzyć w tradycji chrześcijańskiej tęgie głowy, od stuleci. Zajmuje się tym część teologii zwana teodyceą. Najwyraźniej obecny papież odpuścił sobie subtelne niuanse teologiczne i mówi o współczuciu oraz empatii wobec cierpiących prostym, jednoznacznym językiem. Okazuje też własne miłosierdzie choćby poprzez chwile obecności z ciepiącymi. Unika jednak interpretacji. Na temat teodycei wysnuwano w naszym obszarze kulturowym najrozmaitsze twierdzenia oraz interpretacje. Oto niektóre z nich: doskonałość świata wyraża się wolnością; wolność i dobro są absolutem a zło tylko szczegółem; aby móc zaznawać wolności potrzebne jest zło; gdyby nie było zła nie możliwe byłoby również dobro i jego wolny, świadomy wybór; cierpienie jest konsekwencją grzechu zaś grzech efektem nieposłuszeństwa wobec Boga; cierpienie daje okazję do moralnego doskonalenia się, jest jednocześnie samo przez się próbą cnoty dla wybranych; zło pobudza ewolucję moralną ludzkości; cierpienie jest niczym w porównaniu do nagrody duchowej; zło jest skutkiem zawężonego rozumienia zjawisk, w miarę poszerzania pola widzenia spostrzegamy coraz bardziej sensowne miejsce i znaczenia zła [na przykład we wcześniej wymienionych kontekstach] i na koniec – za zło odpowiedzialny jest Szatan.
  • Z dychotomicznym problem walki dobra ze złem, przeciwieństwem postaci Boga i diabła, sprzecznością pomiędzy dopuszczaniem i niedopuszczaniem zła przez Boga, kwestią zapobiegania złu i okrucieństwu przez Boga oraz przyzwalaniu przez Stwórcę na cierpienie niewinnych – słabo radzą sobie parafialni księża a wielu parafian wcale. Panuje tutaj bezbożny manicheizm i wszelkie inne, zwalczane niegdyś zażarcie przez kościół, heretyckie poglądy, gdyż w oficjalnej doktrynie nie ma walki dobra ze złem, wszystkim rządzi tylko Bóg. On o wszystkim decyduje i bez Niego nic nie jest co jest. Tymczasem parafialna i medialna codzienność, kazania, potoczna wiara, lawina informacji tej religijnej i całkowicie świeckiej – pokazują, że walka jest. Diabeł walczy z Bogiem o prymat każdego dnia. Gdy odwołać się do kanonicznej, czyli obowiązującej w kościele historii Hioba, Bóg wysyła Szatana żeby torturował Hioba i choć dostaje kolejne dowody lojalności, każe wiernemu wyznawcy odebrać wszystko, łącznie z godnością i zdrowiem. Ten Bóg nie zna się na miłosierdziu a Szatan, to jego wierny sługa. Nic bez woli bożej wydarzyć się nie może, gdyż Szatan według doktryny katolickiej nie ma władzy na Bogiem. Ponadto według katechizmu Bóg pośrednio ani bezpośrednio nie jest, ani nie może być przyczyną zła. Jak zatem tłumaczyć ognie, którymi spala Sodomę, potop światowy za czasów Noego i los kilku nieszczęśników w rodzaju Samsona? Jak tłumaczyć codzienność  pełną przemocy, wyzysku i cierpienia? Sprawa jest zawiła a miłosierdzie trudne do obrony bez owych filozoficznych dywagacji odległych od codziennego życia. Jeśliby dodać do tego inne odłamy chrześcijańskie, Marcina Lutra, Jakuba Böhme czy Josepha Smith’a sprawa okaże się znacznie trudniejsza i tak zawiła, że w żaden sposób niepomocna poszukującemu odpowiedzi człowiekowi. Islam i judaizm są w tym zakresie podobne. Szatan – to jego wina. Dlaczego Szatan tak sobie pozwala? Twoja wina. Grzech.
  • Zerknijmy na chwilę do prawa karmy. Sanskrycki termin duhkha wyraża cierpienie i ból oraz psychiczne doznawanie dyskomfortu wynikającego z różnych rodzajów cierpień. Podstawowe cierpienia to: narodziny, choroba, starość i śmierć. W czasie życia dołączają do nich cierpienie rozłąki z najbliższymi, niechcianego doświadczania, uzyskiwania własności i utrzymywania własności. Duhka pojawi się jako zwyczajne, codzienne cierpienie, ot przypalone mleko, niemiły klient; jako efekt nietrwałości wszystkiego czego doświadczamy [wszyscy cię opuszczą, wszystko co masz przestanie istnieć] oraz jako uwarunkowanie przez życie samo, jego zmienność, cielesność i fizyczność, a przez to przemijalność zjawisk. Na tym trzecim elemencie zasadza się prawo karmy, prawo przyczyny i skutku. Każdy czyn a nawet myśl stają się skutkiem następstw, których doświadczamy w tym albo w kolejnym życiu. Jak kiełkowanie nasienia tak nasze uczynki, słowa oraz myśli kiełkują dając łodygi, pędy, liście a potem plon w postaci rezultatów. Zło, którego doświadczamy jest skutkiem zła, które zasialiśmy wcześniej, dobro jest skutkiem dobra. Zdaniem dżinistów, hinduistów i buddystów z niezliczonych szkół i podejść [tu wcale sytuacja nie jest prostsza niż w chrześcijaństwie] wyzwolenie się z koła sansary, czyli nieustannej wędrówki przez cykl kolejnych narodzin i śmierci jest trudne, albo bardzo, bardzo, bardzo trudne. Łatwiej zostać w kolejnym życiu prosiakiem hodowanym na rzeź niż kolejny raz człowiekiem, nie mówiąc od bodhisattwie, czyli przebudzonym, który powrócił by świadomie wspierać innych.

Reasumując: być może nam, naiwnym miłośnikom religii Wschodu, mieszkańcom Zachodu wydaje się, że trochę tantrycznych praktyk, odrobina medytacji i jogi, szczypta kadziła i wycieczka po Indiach – uczyni z nas szczęśliwych prawiemnichów, którzy zasiądą na fotelach młodszych referentów w swoich korporacjach, uradowani i opromienieni nirwaną. Być może w naszych katolickich, judeochrześcijańskich sercach tli się nadzieja, że jednak Bóg jest miłosierny, tylko czasem poddaje nas próbie, rzecz jasna dla naszego dobra, którego sensu nie rozumiemy, opiekując się dzieckiem w hospicjum? Być może tęsknota za Bogiem/ Prawem Naturalnym/ Prawdą, która jednoznacznie określi zasady dobra i zła i raz na zawsze oceni uczynki ludzi, marzenie o jakimś sprawiedliwym pomazańcu, władcy, jakiejś etycznej prawidłowości – odbiera nam odwagę albo przeciwnie dodaje nawet w walce z wiatrakami? Znikąd nadziei?

A jednak niektórzy potrafią. Niektórym się udaje. Wbrew pozorom wcale nie zdarza się cud. Nie potrzebna jest nawet tysięczna godzina medytacji ani rozległa wiedza. Niektórzy pewnego dnia wstają z łóżka oświeceni. Być może to kwestia chemii ich mózgu. Mogą zacząć od zdania: Dla mnie ten rok był wyjątkowo trudny. Co uczyniło go trudnym? Jak uczyniłeś go trudnym? W jaki sposób zasiane ziarno wyrosło na trudny plon? Czemu przypisałeś trudność? Jak czynisz trudne trudnym a łatwe łatwym? Które dni były trudne i co było trudem? Jakie myśli poprzedziły trud tego konkretnego dnia? Jakie myśli poprzedzają łatwe dni? Po co ci ten trudny rok? Może same pytania nie wystarczą? Może potrzebna będzie chwila samotności? Może zainspiruje cię przypadek? Może jak Forest Gump zaczniesz po prostu biec przed siebie? Może wystarczy minuta dystansu do myśli, która stworzyła trudność? Mleczarz i osioł.

Mleczarz i osioł
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. @ania no widzisz, kosmici i po niemiecku gadają :) :)

  2. czasem chwila wahania, podjeta decyzja ,uczucie synchronicznosci decyduje o tym ,ze zaczynasz biec.gromadzisz energie zasoby i puszczasz kolo w ruch….pojawiaja sie nowe doswiadczenia,

    ostatni miesiac starego roku , to szalona jazda na karuzeli zycia…..nowe doswiadczenia…i w sumie tylko elastycznosc i otwartosc decyduja o tym ,jak ocenie to co mnie spotyka….a co za tym idzie ,jak wiele z tego skorzystam.kto by pomyslal ,ze o filozofii i malarstwie bede dyskutowac w sylwestra…. po niemeicku z ludzmi starszymi ode mnie o pol wieku………

  3. Dżo-ann jak się kiedyś spotkamy w punkcie zbornym kosmitów, to przywiozę :) Będziemy kontemplować ciszę :)

  4. mmm… pewnie to wyrób domowy Aniula?

  5. Dżo-ann polecam na dogłębną chwilę ciszy kruche rogaliki z nadzieniem dżemowo – jabłkowym – poziom himalajski :)

  6. A ja się wyłamię. Jutro Sylwester. Dzień w wielu miejscach huczny. Chińskie race po 50 zeta schodzą jak ciepłe bułeczki. W Krakowie na rynku trwają próby nieco piskliwej britnejowskiej muzyki z laserami. Na wystawach przedziwne kreacje. Rozmach, szampan, wielkie stare odchodzi i ustępuje miejsca nowemu.
    Kompletnie tego nie czuję. Nie podsumowuję, nie robię żadnego duchowego remanentu, nie mam potrzeby planowania z czego zrezygnuję, co poprawię, w czym się udoskonalę. Mam niespotykane (?), spójne poczucie ciągłości. Szukam, ale nie odnajduję w sobie potrzeby przebrania się w wyjątkowy strój i pójścia na bal, przeżywania ekscytacji i fajerwerków.
    Media, rozhuśtujące nasze emocje, zgiełk miasta, plotki, siekiera w powietrzu na prowincji, „szara” rzeczywistość, afery, psychotesty i wywiady, które ciągną nas do jedynej prawdy-seksu. Własne trudności, kłody pod nogami -wszystko to próbuje nam odebrać spokój, poczucie bezpieczeństwa, jakiegoś w miarę dobrego zakotwiczenia w sensie. Nie wiem czy nie po to jeździmy szukać duchowych ścieżek, bardziej niż po uczynienie cierpienia znośnym a zła zrozumiałym.
    Himalaiści wzniosłe uczucia i bliskość bożego majestatu odczuwają gdzieś tam, podwieszeni na linie, na ścianach z lodu. Świadomie lub nieświadomie osadzają się w jakimś rodzaju błogości, błogostanu modlitewnego, spokoju.
    Jeśli czegoś sobie życzę, to aby częściej władała mną (a co :)) dogłębna chwila ciszy, samotności kompletnej i nieprzykrej, spokoju sam na sam i wśród ludzi. Takiej ot, po prostu, nawet bez tybetańskich dzwonów). Każdemu, komu taki miraż łagodności potrzebny, życzę również.
    Pozdrawiam.

  7. Dziękuję za ten tekst panie Macieju.
    Warto pomyśleć o czasie który mija. Rok upływający był dla mnie dobry, łaskawy.
    Nawet jak zdrowie trochę szwankowało to dobre leki szy
    bko to naprawiły, a biznes na początku roku był taki sobie a teraz na koniec jest dobrze. Przeczytałam wiele wartościowwych książek, które pomogły mi w moim życiu. W tym rzecz jasna utwory pana Macieja.:) Córka poszła na studia, bo „odkryła” co chce studiować. Jest jeszcze jedna sfera mojego życia do naprawy. Ale rok 2014 mam nadzieję te zmiany przyniesie:) Zatem mam za co dziękować i być wdzięczna i JESTEM:) . Pozdrawiam serdecznie pana Macieja i wszystkich komentujących, życzę dobrego NOWEGO ROKU 2014. Niech spełniają się Wasze marzenia, realizują plany a cele niech będą szybko osiągane!!!

  8. Ta synchroniczność. Właśnie jestem w trakcie pisania podsumowania roku 2013. I zacząłem swoje przemyślenia od słów: To był wyjątkowo trudny rok dla mnie.

    Brakowało mi tylko pytań.

  9. Dobra „osiołkowa historia ” :) Polecam jeszcze stary serial ” Strefa Mroku” – podobna osiołkowa konwencja. Druid rozkładał mi ostatnio znaki drzew, też polecam. Na dobrego druida ciężko trafić, ale jak już się trafi to się dzieje ;) Wszystkim kosmitom, życzę spełnienia w nowym roku, odnalezienia swojej planety albo przynajmniej enklawy na ziemi :) Panie Macieju dziękuję za kolejny rok , za szczęśliwe zdjęcia, za opadające ręce, za polemikę z rzeczywistością , oraz za miejsce w Pana powieści :)

Komentarze są wyłączone.