modlitwa od spraw beznadziejnych

Schronisko w Józefowie ma kłopoty. Elektrownia wstrzymała dostawy prądu, brak opłat ZUS. Na chwilę wynegocjowano ponowne podłączenie prądu. Ktoś napisał w necie :

Póki nic nie zrobicie z niekontrolowanym rozmnażaniem, to sytuacja będzie beznadziejna. Marnotrawienie poważnych środków na trzymanie psów w takich warunkach (zagęszczenie etc.) to szaleństwo. Nie po raz pierwszy „dobrzy ludzie” robią krzywdę przepełnieni najlepszymi chęciami. Czipować psy, zamknąć nielegalne hodowle, sterylizować, za porzucenie psa solić olbrzymie kary. Sytuacja szybko się unormuje. Wiem, w Polsce się nie da, bo co, jak co, ale porządek i organizacja to obce pojęcia dla „polskiej duszy”.

Kwestia świadomości. Lato to trudny okres. Tak mówią wszyscy, którzy losem zwierząt się zajmują. Małe zwierzęta jak chomiki, szczurki, króliki, gady i płazy lądują po prostu w lesie albo w parkach i tam padają łupem dzikich zwierząt albo giną z głodu. Te większe, jak psy i koty po prostu są porzucane lub podrzucane. Nierzadko przywiązywane do drzew. Trzeba przecież wyjechać na urlop, a po powrocie kupi się nowe. Niech rzuci kamieniem ten, kto nie je mięsa. – powiedział pan prezydent, który bardzo żałuje, że ma mniej czasu na polowanie. Kwestia świadomości.

Kiedyś mój przyjaciel, podróżnik powiedział, że kraj rozpoznaje po – wyglądzie toalet. Jego zdaniem guma do żucia wrzucona do pisuaru to jednoznaczny komunikat: Niech ktoś się w tym babra, a niech się im rura zatka, co mnie to obchodzi, to nie moje.  Inny mój przyjaciel powiedział, że świadomość społeczną można rozpoznać po stosunku do dzieci i do zwierząt. Świadomość wspólnoty z dziećmi, ich podmiotowość, rolę w dyskusji buduje się latami. Świadomość wspólnoty ze zwierzętami i odpowiedzialność za stan ekologii buduje się przez pokolenia. Świadomość odpowiedzialności za wygląd otoczenia i przestrzeń zbiorową, czego wyrazem jest także wygląd toalet publicznych, buduje się przez wieki. Jeszcze inny przyjaciel powiedział, że samo słowo zwierzę zakreśla ramy stereotypu. Potraktowałeś mnie jak zwierzę, zabić jak zwierzę, zwierzęcy instynkt, co za zwierzę, itp. Synonimy dla słowa zwierzę to bestia, bydlę, potwór natomiast encyklopedyczny antonim, czyli przeciwieństwo zwierzęcia to człowiek.  Żart? Nawet XIX wieczny ewolucjonista by się pod tym nie podpisał. Kwestia świadomości.

Zbieram dziś wieczorem te wszystkie myśli. Kwestia świadomości. Zatem trzeba ją budować latami. Chyba powinny to robić osoby wpływowe, może nauczyciele, może dziennikarze, artyści, księża, celebryci, może politycy? Jeśli nawet prezydent z uśmiechem tłumaczy się koniecznością pozyskiwania białka na polowaniach, to sprawa jest polityczna, a jak polityczna to z rodzaju beznadziejnych. Zaraz, kto jest orędownikiem spraw beznadziejnych? Prezydent to katolik. Szukam w necie: Święty Juda Tadeusz. Jest modlitwa. Może pomoże? O święty Judo Tadeuszu, krewny Chrystusa Pana, wielki Apostole i Męczenniku, sławny cnotami i cudami, Ty jesteś potężnym Orędownikiem w przykrych położeniach i sprawach rozpaczliwych. Przychodzę do Ciebie z pokorą i ufnością i z głębi duszy wzywam Twojej przed Bogiem pomocy. O święty Patronie, któremu Bóg dał przywilej ratowania w wypadkach, gdzie już nie ma nadziei pomocy, spojrzyj na nas łaskawie.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

28 komentarzy

  1. jeszcze coś chciałabym dodać w tym temacie. przestałam traktować wegetarianizm jako lek na całe zło, przestałam twierdzić że to jedyna i słuszna droga. dla mnie tak (na ten moment) ale nie dla wszystkich. świat pełen jest ludzi przekonanych o swojej racji, czasem to przekonanie przeradza się fanatyzm. i wówczas to co wydawało się być dobre, zaczyna robić się niebezpieczne.
    nikogo więc nie namawiam, bo to często odnosi odwrotny skutek.
    to się tyczy różnych aspektów życia.
    nie uszczęśliwiam też na siłę.
    żyję i pozwalam żyć innym jak chcą.

  2. prawdę mówiąc nie jestem pewien czy oni mienią się akurat wyzwolicielami narodów, ale Twoją intencję rozumiem

  3. Uśmiech był do Andrzeja:)

  4. marek ale jak to taka świetna woda i pozwala być ludziom szczęśliwymi to czemu nie:) A jeśli nie byłoby sugestii o cudowności tej wody to może jednych by uszczęśliwiała a innych nie . Wiesz są tacy ludzie , którzy są szczęśliwi jak są nieszczęśliwi i nikt im nie jest w stanie zmienić tego stanu:) Każdy człowiek jest inny:) Co do szaleńców to takie miejsce jak Kuba albo Korea Północna znasz?

  5. Tak właśnie myślałem :P

  6. ;)

  7. „sprzedawała jako zwykłą wodę” – czyli wbrew wiedzy i woli tych pijących?… :)

    A tak na marginesie kto to są ci „szaleńcy mieniący się wyzwolicielami narodów” ?

  8. Aniula- Lubie to ! :)

  9. marek ja bym wykupiła źródło, butelkowała wodę i sprzedawała jako zwykłą wodę:) Za pieniądze mogłabym, dokupywać teren wokół źródła, żeby mieć możliwość je chronić i uprawiać dobre rzeczy. Gdyby źródło wyschło, kawał fajnej ziemi dalej przynosiłby dobre rzeczy i był fajnym miejscem dla moich dzieci:) Ludzie mają wybór mogą kupować różne butelkowane wody. Specjalne partie butelek wysyłałabym do wszystkich krajów gdzie jest ludziom źle:) Przede wszystkim do szaleńców mieniących się wyzwolicielami narodów. Skoro woda tak wspaniale działa myślę , że w końcu rozum doszedłby do ich głów.

  10. Marek, ja bym to rozwiązał tak:
    Zbutelkowałbym wodę i zrobił na każdej napis: możesz się napić i zmienić swoje życie na lepsze lub pójść dalej, pozostając je w stanie obecnym. Decyzja należy do Ciebie.

  11. a jednak.. ciągle przychodzą nowe lekcje, nowe przemyślenia, wszystko płynie.
    pojawiam się więc by zawiadomić o tym :

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114877,12186576,Wlochy_Historia_beagli_z_hodowli__ktora_poruszyla.html

    dlatego : nie jem „mięsa”, nie kupuję kosmetyków i chemii testowanej na „zwierzętach” (czyli znaczna większość), podpisuję petycje, wspieram schroniska finansowo i w inny sposób, jak umiem, na ile mogę. I to nie są wyrzeczenia, dla mnie to naturalny sposób postępowania, nikt mnie tego nie uczył, poczułam to sama.

    Czasami pozostaje modlitwa (np. do św. Franciszka), gdy człowiek nie ma już łez i czuje bezsilność.

    Ja powtórzę za Gandhim :

    „Wielkość narodu i jego postęp moralny można poznać po tym w jaki sposób obchodzi się on ze swymi zwierzętami.”

    poza tym podpisuję się pod tym co Pan napisał.

    dla mnie to niesamowite że ludzie nadal nie mają bladego pojęcia w jak straszny sposób traktowane są zwierzęta w XXI wieku. nie wiedzą że nawet herbata jednej z najbardziej znanych marek jest testowana na zwierzętach.

    Z drugiej strony to się zmienia, to widać. Czy ktoś się zastanawia dlaczego nagle w reklamach producent musi przekonywać że krowy które dają mleko do ich produktów są traktowane dobrze i godziwie? A co z krową odpoczywającą na drzewie?? bo jest jej tak świetnie? To dzięki weganizmowi i temu że ludzie nagłaśniają w jak niehumanitarny sposób traktowane są krowy w przemyśle mleczarskim.
    I pojawiające się zewsząd reklamy zakładów mięsnych, które sponsorują co rusz jakiś program w tv? ile ludzi zauważy że w danym programie przemycane są treści jak to warto jeść mięso i jak bardzo jest zdrowe?

    co z nielegalnymi hodowlami psów? dlaczego się pojawiają? bo jest moda na tę a nie inną rasę. kiedyś staruszkowie chadzali z kundelkami, teraz widzę coraz więcej yorków – jest ich wysyp, tak było z rottweilerami, labradorami. popyt i podaż – to jest cholernie smutne ale dotyczy też zwierząt.

    ale powtórzę – to się zmienia, ludzie mają coraz większą „świadomość”, stają się bardziej wrażliwi. i na tym się skupiam.
    I wiem że jeśli ktoś jest gotowy na zmianę w podejściu, to odpowiednie słowa, obrazy, trafią do niego w taki czy inny sposób. A jeśli pozostaje głuchy to choćby pokazywano mu najbardziej okrutne przykłady – nic nie zmieni. Dla mnie to kwestia otwarcia serca. Nie spojrzenia rozumem, ale sercem właśnie.
    Z tym się wiąże też jeszcze jedno – nic na siłę. Empatia – to nie ma być slogan i coś czego mamy się nauczyć. Empatia to dla mnie coś naturalnego, co wypływa z nas – jest jak ziarno niesione przez wiatr i trafia na podatną glebę.

  12. Aniula, mam dla Ciebie pewną historię i zagadkę zarazem :)

    Dawno, dawno temu (a było to w czasach, kiedy o coachingu jeszcze nikt nie słyszał), pewien człowiek odkrył przypadkiem maleńkie źródło. Było niewielkie, ale lśniło niezwykłym blaskiem. Poczuł dziwną ekscytację. Trochę się zawahał, ale nie mógł odejść bez spróbowania krystalicznie czystej wody. Gdy się napił wszystko wokół odmieniło się nie do poznania. Stał się prawdziwie szczęśliwy. Przestał złościć się na sąsiada za drzewa posadzone zbyt blisko miedzy. Pogodził się z bratem, mimo tego, że tamten oszukał go przy podziale spadku. Chociaż nie przybyło mu pieniędzy i dalej dokuczała mu rana, którą w dzieciństwie wyrządził mu jego własny ojciec, odkąd napił się wody czuł szczęście całym sobą i nie potrzebował już więcej niczego i nikogo do odczuwania radości z życia…

    I teraz pytanie: co powinien zrobić ów szczęśliwy człowiek ze źródłem?
    – nie powinien nikomu mówić ani słowa – ciesząc się, że akurat na niego trafiło takie wyjątkowe szczęście.
    – butelkować i sprzedawać ?
    – a może coś innego?

  13. marek a ci misjonarze, lekarze , wolontariusze to nie coachowie? W wielu wypadkach licencjonowanym coachom brakuje tego „czegoś” co ma taki wolontariusz czy misjonarz. Szkolenia coachingowe uczą pewnych zasad, technik, ułożenia pracy , podejścia do tej pracy ale zdobycie dyplomu nie oznacza tego, że będzie się coachem z prawdziwego znaczenia:) A Maciej Bennewicz? Znasz takiego? Swoim videoblogiem i blogiem i FB zaraża do działania:) Ktoś powie dobry marketing, promowanie książek, Akadmii , robienie kasy:) Jak wiadomo nie ma kasy to nie ma możliwości promowania fajnych rzeczy. Poza tym jak się robi to co się lubi to dlaczego na tym nie zarabiać. . Ja tam korzystam z wszelakich okazji i promocji, pozwalających mi się dokształcać, ponieważ też chcę zarabiać godziwe pieniądze i być niezależna od ZUS na starość. Dlaczego mam klepać biedę w imię poświęcania się dla innych?. Moim wyborem było wychowywać dzieci aż pójdą do przedszkola, więc ograniczenie finansowe nie pozwalało mi na wiele rzeczy. Bardzo często jest tak, że komuś pomagam za darmo, ktoś mi też pomaga a innym razem biorę za to pieniądze. Mam dzieci i obowiązek zapewnienia im godnego bytu więc nie mogę sobie pozwolić na wyjazd do Afryki i zajmowanie się tamtejszymi biednymi. Taki mój wybór inni mogą myśleć inaczej. Zawsze jednak coś poświęcamy. Uważam , że jest lepiej im więcej bogatych ludzi. Od bogatego zawsze coś skapnie od biednego raczej nie:)

  14. Właśnie przykład Owsiaka jest bardzo dobry, bo pokazuje, że prawie z niczego można zbudować potężny ruch ludzi spolaryzowanych we wspólnej bezinteresownej pomocy innym.

    Są lekarze, wolontariusze, misjonarze, którzy jadą do zapalnych miejsc na świecie by pomagać. A czy słyszeliście o wielu coachach, którzy z własnej inicjatywy i bezinteresownie wychodzą naprzeciw ludzkim problemom?

  15. Świadomość… Osoba świadoma – empatyczna nie porzuci zwierzęcia. Dla niej nie potrzeba narzucać żadnych kar, gdyż wie – czuje, że nie robi się komuś krzywdy. Również nie będzie niszczyć, brudzić itp. Budowanie świadomości to kwestia pracy pokoleń i zapewne warto ją budować. Jednak porzucane, rozmnażane w nieskończoność zwierzaki nie mają czasu, by czekać aż prawnuk jego oprawcy stanie się świadomy. I w tym przypadku działają kary, pod warunkiem karania krzywdzenia zwierząt z czym w naszym kraju jest kiepsko. Los zwierząt jest mi bardzo bliski. Trudno mi przyjąć, gdy ludzie wrażliwi dla innych ludzi traktują braci mniejszych jak przedmiot. Co gorsze czuję się bezradna – jak polemizować z argumentami, że to tylko zwierzę, z brakiem wrażliwości i gotowości spojrzenia z innej strony.
    Kiedyś ktoś przy akcji zachęcającej do adopcji psa napisał, że akcje te są coraz mniej efektywne, gdyż zwierzoluby nie mają już miejsc, by przyjąć kolejne zwierzę, a reszta ma takie apele w nosie.
    Nie lubię być bierna – świecę przykładem, opowiadam, uświadamiam, pokazuję więzi jakie łączą mnie z moją czworonożną gromadą i korzyści jakie człowiekowi daje przyjaźń ze zwierzakiem. Efekty to kropla w morzu potrzeb. Jednak jest chociaż kropelka… Jak ją rozlać i przemienić w strumyczek, który popłynie dalej?

  16. Gdzieś czytałem że coaching zaczyna się gdy trafiasz na gotowość innej osoby do zmiany. Inicjatywa może być po dwóch stronach, co nam szkodzi spróbować?

  17. marek jeżeli masz potrzebę inicjatywy to coś rób, Owsiakowi wychodzi :) Trzeba tylko pamiętać , że najważniejszy jest szacunek do ludzi. To nie może być tak, że osoby, którym się pomaga mają poczucie bycia gorszym przez nasze działania. Pamiętam artykuł opisujący pogorzelców. Znajomi udzielali im różnej pomocy doraźnej w postaci rzeczy, jedzenia środków czystości. Jednak jedna z koleżanek przysłała rodzinie zestaw świec zapachowych , kolorowe kubki, serwetki , piękne sztućce. Wywołało to małą konsternację w rodzinie, ponieważ walczyli o przetrwanie, uważali przesyłkę z zbytek. Podobała mi się jednak odpowiedź koleżanki, brzmiała mniej więcej tak „bez względu na to w jakiej sytuacji życiowej jesteśmy należy nam się szacunek i godność, a te wydawałoby się bezwartościowe ale ładne rzeczy będą dodawać otuchy , żeby nie poddać się temu co nas otoczyło”. Od zawsze rozmawiam z ludźmi, może to nie jest skala mistrza Owsiaka, ale wiele razy po takiej rozmowie na smutnej twarzy zaczynał gościć uśmiech. Dużo nie trzeba…..

  18. czyli proponujecie jednak wyjscie z jakas inicjatywa – przynajmniej wyrazenie gotowosci do jakiejs formy bezinteresownej pomocy, czy dobrze rozumiem?

  19. marku ja nauczyłam się dawać „wędkę” zamiast „ryby” w ramach pomocy. Filtruję naciągaczy i leni patentowanych. Unikam „toksów” każdej maści. Jest wiele osób , którym można pomóc ale trzeba to robić z głową. Dla mnie słowo to świętość dla innych to „coś” puszczone na wiatr. Mówi się , że przyjaciół traci się przez pieniądze. Prawdziwych przyjaciół się nie traci:)

  20. Ja szukałem rozwiązania swoich problemów parę lat temu i to zaprowadziło mnie do empiku. I właśnie przez przypadek znalazłem owe rozwiązania w książkach, które zainspirowały mnie do zmiany.
    Myślę, że początkowe zaangażowaie może się ograniczyć do wysłania komunikatu z propozycją wsparcia. Nic na siłę. Uważam jednak, że w przypadku odmowy nie należy się angażować a pozostawić sprawy własnym( nawet bolesnym) torom.

  21. Tak sobie myślę, że wielu osobom, którym udało się przynajmniej rozsunąć kurtynę i zobaczyć trochę więcej, pomógł – nazwijmy to (może niekoniecznie słusznie) – przypadek. Coś gdzieś usłyszeli, przeczytali, coś wydarzyło się w ich życiu, co pozwoliło spojrzeć na nie z innej strony. Wyobrażam sobie, że niektórym z nas przydarzyło się właśnie coś takiego w którymś momencie życia.
    A zatem gdyby nie te napisane przez kogoś słowa, jakiś obraz, splot okoliczności, myśl, zasłyszana historia lub inny z pozoru nie znaczący przypadek – może tkwiliby w dawnych koleinach?
    Czy trzeba wiele, aby zapoczątkować zmianę?
    Pewnie wiele i niewiele. „Drzwi do zmiany zamknięte są od wewnątrz” – ktoś już to chyba kiedyś powiedział. Ale ja myślę sobie, że te drzwi nie są antywłamaniowe :)
    Czy widząc (niekoniecznie bliską) osobę miotającą się chaotycznie w życiu i gdy intuicja podpowiada nam, że potrafilibyśmy pomóc – czy powinniśmy się angażować?
    Czy czyjeś obce (nie)szczęście to jest nasza czy nie nasza sprawa?
    Ha, takie oto dziwne pytanie…

  22. Dodam jeszcze, że inspirować można samą postawą i życiem. Autorytetów jest bez liku, dla każdego inny.

  23. Bardzo dobre pytanie Marku, wiele razy się nad nim zastanawiałem i miałem spory problem z tą kwestią. Mogę mówić tylko za siebie. Reszta może robić jak uważa.

    Mam w sobie ogromną chęć i energię do pomagania innym. Jeżeli spotykam osobę, której jestem w stanie udzielić wsparcia to staram się jej pokazać co może osiągnąć dzięki pracy ze mną ( np. opowiadając różne historie). Decyzja czy ktoś godzi się na to leży w gestii tejże osoby. Za Mello- tańczę swój taniec.

  24. A czy uważasz, że powinni czekać, aż ci „nieświadomi” sami dojrzeją do sesji coachingu?

  25. Jasne, że mają, z tym że oczywiście od nich zależy czy będą chcieli inspirować do świadomego odkrywania siebie.

  26. Ciekaw jestem Andrzeju czy uważasz, że ludzie „świadomi” mogą mieć wpływ na wzrost świadomości innych osób?

  27. Najsilniejszy wpływ na świadomość dziecka mają chyba rodzice a następnie inne wpływowe osoby, które już Pan wymienił. Teraz zwierzęta kupuje się dzieciakom hurtowo, jedno po drugim i to mnie poraża. Moją wrażliwość na zwierzęta wyrobiły koty w dziedziństwie.
    Ja bym uznał „kwestię świadomości” za jeden z największych problemów, a właściwie najważniejszy.

  28. W Wałbrzychu zamknięto kasy biletowe na PKP ponieważ ludzie ze strachu przed zwolnieniami zaczęli „chorować” . Kolejarze traktują swoich pracowników i pasażerów jak zło konieczne. I nikt nie może nic zrobić. Ręce opadają. Zgadzam się , że ludzi trzeba edukować ale też walić kary, ponieważ wielu na edukację jest odpornych, dopiero kara finansowa lub jej widmo ogranicza pewne zachowania. To samo tyczy się kierowców. Właśnie wyczytałam, że taki „niepełnosprawny umysłowo” zakupił sobie BMW a po godzinie od zakupu spowodował wypadek. W krajach skandynawskich podobno nawet jak droga pusta nikt się nie odważy przejechać na czerwonym świetle, bo pensję straci . I nawet szacowni rodacy się podporządkowują, ale tylko przekraczając Polską granicę nawala im coś w główce i przepisy przestają obowiązywać. Nie ma szacunku do tego co czyjeś, nie ma też szacunku do innych ludzi. Przedwczoraj pod Arkadami Wrocławskimi stało dwóch buraków około 40 lat, odstrzelonych w garnitury, ich rozmowa wyglądała tak : -No k……., k……., k……k……, ha ha ha ! – Ale k………. . Ręce opadają , czy my mamy w ogóle jakąś edukację?

Komentarze są wyłączone.