My, tutaj [2] samoświadomość

nieświadomość zbiorowa
nieświadomość zbiorowa

Nie, nie, nie – nie chodzi o marudzenie i narzekanie, wybrzydzanie, krytykowanie, rozżalenie, ocenianie, potępianie. Raczej o zdefiniowanie sytuacji. Kilka razy usłyszałem na swój temat, że wręcz jestem dobrystą, rozsiewaczem słodkich idei, naiwnym propagatorem szczęścia, a tu proza życia, rzeczywistość skrzypi, a tu pospolitość skrzeczy, a tu pospolitość tłoczy, włazi w usta, uszy, oczy – jak powie Poeta do Gospodarza w Weselu Wyspiańskiego. Celem moim jest zwiększenie samoświadomego wpływu na jakość własnego życia.

 

Piszę o nieświadomości zbiorowej, w duchu antropologicznym, o mechanizmie który ukrywa i odsłania zarazem nasz narodowy sposób myślenia. Nieświadomość, zbiorowa czyli jak chce Rene’ Girard wybitny antropolog kanadyjski, miejsce w którym wszystkie grzechy i winy zostały ukryte od założenia świata, od scementowania się kultury. Zdaniem Girarda społeczności ukrywają swoje winy, ich echa odnajdujemy w mitach, w symbolice, w religijnych rytuałach. Od czasów kultury antycznej grupy społeczne chcąc się uporać z rozlicznymi zagrożeniami jak wojna, zaraza, plaga – poszukiwały winnych, kozłów ofiarnych by zrzucić na nich odpowiedzialność za nieszczęścia dotykające zbiorowość. Władza wykorzystywała ów mechanizm perfekcyjnie nierzadko wskazując symbolicznych sprawców nieszczęść. Ich los jednak nie kończył się symbolicznym rytuałem lecz najczęściej kontrolowanym linczem, ofiarą, ukarminowaniem, stosem, w najlepszym razie wygnaniem. Wina ojca idzie w syna; niegodnych synowie niegodni; ten przeklina, ów przeklina – ród pamięta, brat pamięta, kto te pozakładał pęta i że ręka, co przeklęta, była swoja – powie na tymże samym narodowym weselu Dziennikarz do Stańczyka. Wyspiański, przenikliwy geniusz, znający naszą nieświadomość zbiorową jak nikt inny.

Takim kozłami ofiarnymi Europy od stuleci byli Żydzi – napiętnowani w średniowiecznej Francji Filipa Pięknego i w Hiszpanii Ferdynanda i Izabeli, w Portugalii i Rosji carskiej, w Polsce i księstwach Rzeszy Niemieckiej a potem na ternach okupowanych przez nazistów. Nie tylko Żydzi traktowani byli jako obcy, a przez to niebezpieczni członkowie społeczeństwa. Współczesność aż nadto dobrze potwierdza ten mechanizm – na Bałkanach, w Kosowie i w Albanii, w Anglii, w Nigerii, czy Sudanie, w Palestynie, w USA a teraz na Ukrainie. Wystarczy jedna cecha – na przykład kolor skóry, obcy akcent, wyznawana religia, płeć, ubiór by zostać uznanym za wroga publicznego, kozła ofiarnego, sprawcę nieszczęść. Wystarczy iskra by kozła ukamieniować, spalić, odrzucić. Kilka dni temu w polskim Andrychowie Romowie bili się z Polakami. Im większe poczucie bezradności danej grupy, im mniejsza zdolność do kontrolowania własnego życia i otaczając rzeczywistości, im gorsze wykształcenie oraz im niższa samoświadomość społeczna oraz indywidualna, tym silniejsze mechanizmy oblężonej wyspy i podatność na acting outy, czyli niekontrolowane wybuchy. Manipulujący sytuacją społeczna politycy wiedzą, że trzeba im nadać kierunek – wystarczy wskazać kozła ofiarnego, winowajcę, sprawcę nieszczęść. W tłumie, który ulega silnemu pobudzeniu wystarczy sygnał, jeden okrzyk by tłum skierował się przeciwko wskazanej ofierze. Kto kontroluje tłum i jego trans, jego sen, jego nieświadomość zbiorową ten kontroluje życie społeczne. Jeśli w czasach reżimu komunistycznego służył do tego nieefektywny i kosztowny aparat kontroli, inwigilacji i represji, to współcześnie wystarczającym narzędziem jest marketing. Ludzie sami to kupią i chętnie uwierzą, że uszczęśliwi ich nowy telewizor, a wszystkiemu winny jest…Ukrainiec, Polak, Putin, Unia Europejska, gej, kibic wrogiego klubu, premier Tusk lub ktokolwiek inny, kto w danej chwili lepiej nadaje się do roli winnego.

Mechanizm oblężonej wyspy, podsycania wrogości wobec obcego zagrożenia, towarzyszył od zarania rozwojowi cywilizacji. My i oni, tamci i nasi, wrogowie i sojusznicy. Pisałem już o tym wiele razy, że w tym mechanizmie ofiara staje się sprawcą. Mści się, dokonuje odwetu uruchamia wendetę. Perfekcyjnie odgrywają go w nowej scenerii kibole, związkowcy na demonstracjach, grupy społeczne protestujące w jakieś sprawie szczególnie zażarcie. Akt złożenia ofiary z czasem się rytualizacje, społeczność chce o niej zapomnieć, jak o cmentarzu żydowskim czy protestanckim, na którym rosną chwasty. Znam takie wisie i miasteczka, gdzie takie miejsca są tabu, dzieci, które nigdy na oczy nie widziały Żyda lub Mazura – mówią: tam straszy. I straszy rzeczywiście. Nieświadomość zbiorowa to siedlisko duchów, win i urazów, niezabliźnionych ran i stereotypów, nawyków i lęków. Rozpoznajemy je po rytuałach, dziwactwach i niespójnościach danej kultury, po przesądach i uprzedzeniach. Obciążeni ich ciężarem w cieniu tychże demonów nie możemy iść dalej, gdyż ciągle zdemonizowana przeszłość nas powstrzymuje.

Chodzi mi zatem o nieświadomość zbiorową, w której mielą się archetypy, owe pradawne symbole, ukryte grzechy i winy. Chodzi mi o nieświadomość indywidulaną i proces jej unaoczniania, bez tego nie ma rozwoju. Ów proces Arnold Mindell nazywa pracą ze światem. Możesz zbudować w sobie samoświadomą samo obserwującą się osobowość o ile zintegrujesz się z treściami nieświadomości zbiorowej odsłaniając jej tajemnice przed sobą, lecz wtedy również stajesz się samoświadomym obywatelem, którego ani nie można zmanipulować, ani zastraszyć. Stajesz się również częścią samoświadomej zbiorowości, która kreuje nowe relacje społeczne. Jakość twojego życia ulega radykalnej zmianie dzięki świadomym wyborom.

cdn.

My, tutaj [2] samoświadomość
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Najgorszym czasem do przeżycia tutaj jest nie tydzień pracy tylko ten niespożyty pijacki weekend.

  2. Pracuję tu, ale mam sporo wolnego czasu na przemyślenia. W mojej rodzinnej Łodzi ludzie żyją w transie, prawie nigdy się nie budząc. W Łodzi nie ma kasy, jest poczucie beznadzieji, alkoholizm. Rano, w stosunkowo dobrej dzielnicy, w centrum miasta, budzą mnie złomiarze. Ludzie nie mają jak zaspokoić podstawowych potrzeb, bezrobocie, ogólny marazm. Tutaj, w małej turystycznej wiosce nad Atlantykiem jest inaczej. Rodzina, u której pracuję, jest b zamożna. Tutaj na śniadanie je się świeże ananasy i melony, i wędzonego łososia. W wolnym czasie gra się w golfa i pije z friends w pubach. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tutaj też ludzie żyją w transie. Nigdy się nie budząc. To jest inny trans, ze względu na to, że inne warunki ekonomiczne i inna kultura. Ale ta codzienna kołomyja – praca na umór, gra w golfa na umór, picie w pubach na umór, powrót do domu tylko po krótki sen – to też trans. Nawet turyści, którzy u nas nocują też żyją w swoim podróżniczym transie. „Robią” swoje wycieczki, robią zdjęcia, robią zachwycone miny. Jak do tej pory spotkałam tylko jedną parę z Australii, z którymi przegadałam wieczór i którzy wydawali się naprawdę przebudzeni. Sprzedali dom, żeby miesięcy podróżować po Europie. Mieli szeroką wiedzę o świecie i naprawdę chcieli poznać Irlandię. Rozmawialiśmy o Polsce, wykluczeniu aborygenów, biedzie na świecie, pustce przemysłu turystycznego i w ogóle o wszystkim. I ciągle mi było mało tej rozmowy. Przebudzeni ludzie zdarzają się pod każdą szerokością geograficzną, a większość nigdy się nie budzi.

  3. Polskę róbmy! Otóż to. Może w końcu Polskę róbmy. Pięknie o tym pisze Masłowska w sztuce Między nami dobrze jest.

  4. Są takie miejsca gdzie żyje Polak koło Roma i koło Muzułmanina i się dogadują i wspierają. Ale to mądrzy i uczciwi ludzie są. Tałatajstwo jest w każdym narodzie. Polska bieda rodzi patologię. Zazdrość, złośliwość, ciasnotę umysłową. Bo trzeba jasno powiedzieć , że w kraju jest bieda. To nie normalne, że połowa klasy w szkole to uczniowie, którzy dostają dofinansowanie na książki bo ich dochód na głowę miesięcznie to 524 zł. Ja wiem, że się ludzie rozbijają drogimi samochodami i budują wystawne domy, ale to kropla w morzu. Jak mamy budować swoją tożsamość skoro Obama pięknie nas chwali za sojusz z drugiej strony nie dając wiz? Zgadzamy się na wszystkie kłamstwa w imię dyplomacji, ciągle ktoś nam chce robić Irlandię, Węgry albo Turcję. A może tak po prostu Polskę róbmy ze wszystkim najlepszym co ma?

  5. Pierwsza scena, ktora przyszla na mysl a propos waznych filmow , to scena kiedy Neo wybiera miedzy pigulka prawdy a iluzja. Bardzo czesto wolimy snic i karmic sie iluzjami, niz sie przebudzic gdzie rzeczywistosc moze sie okazac nie tak piekna jak chcielibysmy ja widziec.

    „Matrix” A. L. Wachowscy

    https://www.youtube.com/watch?v=AJJ8FXH7gfQ

    Pozdrawiam serdecznie

  6. Dokładnie, dokładnie, dokładnie. Zebrane z dbałością o każdy szczegół analizy nieświadomego. Jeśli mogę się czymś podzielić od siebie: żyjemy w kraju religii niepokoju wewnętrznego, judaizm też i tym wkurza i niepokoi mocno katolickie frakcje, że jednak zasadza się na spokoju i na działaniu – przejawach zachowania, a nie bicie się lub nie bicie się w sumieniu. Pytanie kto nas nauczy się różnić, przyjmować z szacunkiem czyjeś inne zdanie, poglądy, światopogląd. Czy oduczyć nas ciągłych waśni, pojazdów na siebie czy bitek i walk ulicznych ma jakiś mesjasz?
    Zanudzilibyśmy się gdyby wszyscy byli jednacy? Czy to właściwie do pomyślenia?

Komentarze są wyłączone.